Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz
Fot. Robert Wolański
Z archiwum

Ta miłość była widoczna w każdym spojrzeniu, uśmiechu, dotyku... Kazimierz i Izabela Marcinkiewicz w podróży poślubnej

MA 26 stycznia 2016 18:49
Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz
Fot. Robert Wolański

Małżeństwo Kazimierza Marcinkiewicza i jego żony, Izabeli, oficjalnie zakończyło się zaledwie kilka dni temu. Jednak rozwód znanego małżeństwa wciąż wzbudza wielkie kontrowersje, porównywane do emocji, które od samego początku budziła ta miłość. Były premier dla młodszej o ponad dwie dekady ukochanej porzucił żonę i czwórkę dzieci, w wywiadach opowiadał o "tej cudownej kobiecie, którą pokochałem", ona o nim powtarzała: "Kazimierz ma bardzo młodą duszę".

 

Gdy się poznali w Londynie, zdawałoby się, że nic ich nie połączy, bo nie może. Różnica pokoleń i światów. A jednak... Kilka  minut rozmowy i uznali, że znają się całe wieki. A "Viva!" towarzyszyła narodzinom tej miłości. Była także z nowożeńcami w podróży poślubnej w Wenecji. Przypomnijmy sobie tę wyjątkową love story, którą w październiku 2009 tak opisywała Krystyna Pytlakowska...

 

Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz na okładce Vivy!
Fot. Robert Wolański

 

Polski konsulat. Barcelona, 21 sierpnia. Słoneczny dzień. Na termometrach 26 stopni. Od godziny mrozi się w wiaderku francuski szampan. Równo o 16.00, biegnąc po schodach na szóste piętro, zjawiają się Państwo Młodzi i ich świadkowie. Gości jest pięcioro, nie licząc Nowożeńców. Tak sobie życzyła Młoda Para. Żadnych paparazzich. Zdjęć robionych przez okno albo z drzewa rosnącego tuż obok. Żadnych dziennikarzy. Anonimowość. Konsul z widoczną radością, jak wspólnik sekretu, wita Młodych i resztę towarzystwa. Wypowiada formułę ślubną, wkładając w to wiele uczucia. Pada mocne „tak” przysięgi. Nowożeńcy uśmiechają się do siebie, patrząc sobie głęboko w oczy. Pierwszy małżeński pocałunek. „Gorzko, gorzko”. „Żebyście byli szczęśliwi!”. Specjalnie przygotowana piosenka, ich ulubiona, toasty.

 

Świadkowie – ze strony Pana Młodego Piotr, właściciel niedużej londyńskiej restauracji, i Dorota, przyjaciółka Panny Młodej – składają im życzenia. Za nimi ich partnerzy – dziewczyna Piotra i mąż Doroty. I Krzysztof, wieloletni przyjaciel Kazimierza, który przyjechał specjalnie z Warszawy (dziś mnie prosi: „Bez nazwiska”). Po 25 minutach już po wszystkim. Poza garstką znajomych nikt jeszcze nie wie, że Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz właśnie przysięgli sobie miłość i wierność aż po grób. Ale wieść rozchodzi się lotem błyskawicy. Gdy napiszą o tym gazety w Polsce, żadne z nich nie skomentuje tych informacji. Isabel w swoim blogu z datą 21 sierpnia pisze tylko, że trudno o prawdziwych przyjaciół, trzeba więc o nich dbać. Kiedy w TVN24 Bogdan Rymanowski pyta byłego premiera o ślub, ten zmienia temat: „Nasi piłkarze grają beznadziejnie”.

 

Mnie powie: „Nie mogę wszędzie opowiadać o osobistych zdarzeniach. Za taką otwartość już dostałem po głowie”. Oboje wiedzą, że tabloidy ścigają ich nieustannie, przypomina to zabawę w kotka i myszkę. Bywa ekscytujące, ale i upokarza. Wpisami internautów przestali przejmować się dawno.

 

Spotykamy się w wykwintnej restauracji Różana w Warszawie. Zamawiamy lekkie dania i słynny tort bezowy, którym Iza dzieli się z mężem. Trzymają się za ręce. Promienieją. Szepcą sobie coś na ucho. Jak dzieci, którym udało się wyciąć dorosłym niezły kawał.

 

Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz
Fot. Robert Wolański

 

Suknia od Prady


Oglądam zdjęcia ze ślubnej ceremonii – Iza w pięknej, rozszerzanej kreacji écru od Prady, Kazimierz w czarnym garniturze od Armaniego. On wybrał dla niej suknię, ona dla niego garnitur. Sprawiło im to niesamowitą przyjemność – zerwali z przesądem, według którego narzeczony nie powinien oglądać przyszłej żony w jej ślubnej kreacji. Uwielbiają łamać tabu. Zgodnie z tradycją Panna Młoda miała tylko na udzie niebieską podwiązkę, pożyczoną od przyjaciółki. I miesiąc ślubu musiał mieć w nazwie „r”.

 

O sukni napisze w blogu dopiero 25 sierpnia, dla niepoznaki: „Nie wytrzymam, napisać muszę. Do wyboru, do koloru: krótkie, długie, czasem i za krótkie, są wąskie, szerokie, czasem za szerokie (…) więc tym lepiej, gdy pewnego pięknego dnia w pierwszym odwiedzonym sklepie z pomocą mojej połówki i przyjaciółki odnajduję »my pretty baby«. To cudowne wydarzenie, które, póki go nie przeżyjesz, nie będziesz wiedziała, jak pięknym może być i że może tak cieszyć. To już prawie jak… wówczas kobieta czuje się prawdziwą kobietą, małą gwiazdeczką, kwitnącym kwiatem, księżniczką, a może nawet jak dziecko w sklepie z zabawkami…”.

 

Ale ślub to bardzo poważna sprawa. Zakupu ślubnej sukni na ogół dokonuje się raz w życiu.

 

Na zdjęciach wyglądają jak gwiazdorzy filmowi. W tle błękitne niebo Barcelony. Cały świat przestał istnieć. Jest tylko ich dwoje. Radość zatrzymana w kadrze, „Mała Księżniczka”, która odnalazła swojego księcia. Isabel w dzieciństwie uwielbiała bajki. Była nieśmiała, zamknięta w sobie. Jak każda dziewczynka, marzyła o tym jedynym, który ją porwie i zawiezie w ten bajkowy świat. I właśnie tak się stało. Tyle że to raczej ona go tam zabiera.

 

Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz
Fot. Robert Wolański

 

„Od pierwszej podróży do Andaluzji, cztery lata temu, Hiszpania stała się moim wymarzonym krajem, tak pięknym, że zapiera dech”, mówi mi, gdy siedzimy w Różanej w Warszawie. „Wracałam tam wiele razy. Pokazywałam »moją« Hiszpanię Kazimierzowi. Do Andaluzji też go zabiorę – tam jeszcze nie był”. Nic dziwnego, że ślub chcieli wziąć właśnie w Hiszpanii.

 

„Po ceremonii pojechaliśmy do najlepszego hotelu w Barcelonie – Majestic, który ma chyba najlepszą w Europie restaurację”, mówi świadek Piotr. „Jedliśmy gazpacho i sałatkę z lobstera – takiego dużego raka”. Iza jest wegetarianką.

 

Ewa, jego dziewczyna, doda: „Później do białego rana tańczyliśmy w hiszpańskim klubie. Tańce dyskotekowe, ale Iza i Kazimierz  cały czas byli blisko siebie. Nie odstępowali się na krok”.

 

Piotr: „Widać między nimi wielką więź, chociaż moim zdaniem chcą żyć chwilą. Nie myślą ani o przeszłości, ani o przyszłości. Przyjmują życie, jak leci. Obserwowałem ich znajomość, to, jak się rozwijała. Kazimierz przyszedł któregoś wieczoru do restauracji. Przedstawił mi Izę: »To moja koleżanka«. Myślałem: Pewnie poznał ją w banku. Może razem pracują? Wracali z teatru, z musicalu. To było niecały rok temu. Jeszcze nic między nimi nie było. Kiedy po miesiącu znowu się gdzieś spotkaliśmy, zapaliło mi się w głowie czerwone światełko: między nimi coś iskrzyło, chociaż nie widywali się często. Kazimierz miał takie wesołe oczy.

 

Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz
Fot. Robert Wolański

 

Kiedy mężczyzna spotyka kobietę


Lipiec 2008. W kawiarni przy hali odlotów pustawo. Zajęte tylko dwa stoliki. Przy jednym siedzi dziewczyna zatopiona w lekturze czasopisma psychologicznego. Kilka miejsc dalej mężczyzna w garniturze. Myśli: Wypiłem już swoją kawę, do odlotu jeszcze trochę czasu. Czemu do niej nie zagadać? Leci pewnie, jak ja, do Londynu. Pyta: „Chyba nie będziemy tak rozmawiać na odległość?”.

 

Iza: „Kaz miał taki rozbiegany wzrok. »A pani do Londynu?«. Śmieszne. Bo siedziałam przy bramce do Londynu właśnie. Widocznie chce pogadać. Pomyślałam: Może boi się lotu? Nie wygląda na seryjnego mordercę (śmiech). Zaprosiłam go do swojego stolika. Przesiadł się w trzy sekundy”.

 

Na ręce nosiła meksykańską bransoletkę z napisem: „Isabelle”. Przedstawił się więc również: „Kazimierz Marcinkiewicz”.

 

Nigdy nie wiadomo, kiedy nas dopada przeznaczenie. Może właśnie w taki upalny lipcowy dzień? Ale jeszcze o tym nie wiedzieli. Nie wiedzieli, ile trudności będą musieli pokonać, by być razem. Ile wylać łez. I ile rozmów odbyć o rozstaniu z poprzednim życiem. Wszystko wydawało się takie nieprawdopodobne. Kiedy ona miała dziewięć lat, on wchodził właśnie do wielkiej polityki. Wiceminister edukacji w rządzie Hanny Suchockiej. Kiedy Iza zbliżała się do matury, Kazimierz kierował gabinetem premiera Jerzego Buzka. Gdy ona odnalazła swoje miejsce w Londynie, on był już najbardziej lubianym premierem.

 

Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz
Fot. Robert Wolański

 

Zdawałoby się, że nic ich nie łączy, bo nie może. Różnica pokoleń i światów. A jednak... Kilka  minut rozmowy, a zdawało im się, że znają się całe wieki.

 

 

„Zupełnie, jakbyśmy się spotkali w poprzednim wcieleniu”

 

Kazimierz: „Zaimponowała mi. Ona myśli i po polsku, i po angielsku, chociaż liczy po angielsku. Jest przyjacielska i kontaktowa, oczytana. Można z nią rozmawiać o wszystkim i nie czuje się upływu czasu. Pracuje w banku. Zrobiła karierę. Zarabia dużo więcej niż minister w Polsce. Nikt jej nie pomagał, wszystko zawdzięcza sobie”.

 

Iza: „Bardzo ciekawie opowiadał. Zupełnie nie czułam bariery wieku. Ma bardzo młodą duszę – pomyślałam. Nie pomyliłam się. Kazimierz świetnie się dogaduje z młodymi. A tańczy… lepiej niż oni. Moi znajomi go bardzo lubią. I przypomniałam sobie, że chyba go znam, że to premier. Czytałam niedawno wywiad z nim w Internecie. Zapamiętałam jeden z postów: Marcinkiewicz to dobry człowiek. A ja dobroć bardzo cenię”.

 

Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz
Fot. Robert Wolański

 

Kazimierz: „To Iza ma dobre serce. Wszystkim wkoło pomaga. Gdy napadną na nas paparazzi, nie złości się, mówi: »Przecież taka ich praca«. Nie jest bezduszną lalką. Zadaje mądre pytania, prowokuje do dyskusji, jest okropnie dociekliwa. Nie da się zbyć hasłami. Zaskoczyło mnie, że taka młoda dziewczyna tak się przejmuje ludzkim losem”.

 

Gdy okazało się, że oboje uwielbiają sushi i musicale, wymienili telefony. Nic z tego nie musiało wyniknąć. Po prostu spotkało się dwoje ludzi żyjących na obczyźnie, którzy czasem mogą spędzić razem wieczór w teatrze oraz porozmawiać o polityce, podzielić się poglądami na życie.

 

Polityka i czerwone wino


Piotr: „W Londynie jestem od 1992 roku, Kazimierza poznałem trzy lata temu w restauracji. Nie mogłem uwierzyć, że spotkałem człowieka, którego karierę od dawna śledziłem. On jest pierwszym politykiem, którego emigracja pokochała. I słuchała. Nieraz spotykaliśmy się w większym gronie, chodziliśmy razem na kolacje albo Kazimierz zapraszał nas do siebie i przy czerwonym winie, które uwielbia, mogliśmy dyskutować do rana. Bo jak on wchodzi na polityczne tematy, to się ożywia, ma błysk w oczach. To urodzony polityk, facet z polotem.  Powinien wrócić na scenę polityczną. Ale czy to zrobi? Nie wiem. Chyba teraz nie będzie mu łatwo.

 

Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz
Fot. Robert Wolański

 

Chciał zostać w polityce, sam to przyznaje. Ale kiedy odszedł z rządu, uznał, że czas skończyć z polityką, czas poznać świat poza nią.

 

„Mogłem dalej pracować w Sejmie, byłem przecież posłem, tylko że po odejściu z funkcji premiera złożyłem też mandat poselski. Nie to, że obraziłem się na politykę, tylko pomyślałem, że zdobyłem i tak bardzo dużo, zaszedłem wysoko, zdobyłem szacunek, zaufanie ludzi. Dlatego muszę pójść w świat, pójść do gospodarki i ponownie zainwestować w siebie. Zwłaszcza że Jarosław Kaczyński zmarnował świetny projekt polityczny – solidarnego państwa. To bolało. Przeżyłem mocno tę porażkę. Gdy i Warszawa mnie odrzuciła, stwierdziłem: w takim razie biznes”.

 

Założył własną firmę: Doradztwo gospodarcze i finansowe Kazimierz Marcinkiewicz i zaczął pracę w znanym londyńskim banku. To może nie taka adrenalina, jaką daje premierowanie, ale gdy prowadzi się negocjacje z klientem, ciśnienie też rośnie. A po pracy można zdjąć garnitur i być zwyczajnym facetem. Kazimierzem. Chociaż dżinsy zaczął nosić dopiero po czterdziestce, i to od czasu do czasu, teraz wkłada je popołudniami codziennie.

 

Piotr i jego dziewczyna Ewa wyczuwali, że w Londynie Marcinkiewicz czuje się samotny. Niby ma życie towarzyskie, ale czegoś, czy raczej kogoś, brakowało. Gdy przedstawił im Izę, zobaczyli w jego oczach ten sam błysk, jaki dawała mu polityka.

 

Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz
Fot. Robert Wolański

 

„Gratulujemy odwagi”


Piotr uważa, że Kazimierz zachował się uczciwie, odważnie. Rzucił wszystko na jedną szalę, wiedząc, że straci poparcie wielu ludzi. Może nie przypuszczał, że zmiana życia wywoła aż taką reakcję? A może miłość była dla niego warta więcej?

 

„W Londynie cenimy go za odwagę. Zburzył tabu, wiążąc się z Izą, ale młodzi ludzie podchodzą do niego i mówią: »Super z pana koleś. Dobrze, że się pan nie ukrywał, nie chował«. Kazimierz każdemu poda rękę, z każdym porozmawia. Tu wszyscy marzą, żeby kandydował na prezydenta. Jestem pewien, że jeśli zechce, Iza stanie przy nim, pomoże. To naprawdę mądra dziewczyna. Rozwód... Takie rzeczy zdarzają się przecież w każdym środowisku”.

 

On sam nie chce mówić o przeszłym życiu. Pierwsza zasada – nie ranić. Wie, jak to mogłoby zostać odebrane przez ludzi z zewnątrz.

 

„Wiem, jaki błąd popełniłem. Nie chcę popełniać go po raz drugi”. „Jaki?”, pytam. „Nie wolno się rozstawać, ani na długo, ani na krótko. Niedawno, gdy brałem udział w Forum Ekonomicznym w Krynicy, dzwoniliśmy do siebie z Izą po kilkanaście razy dziennie. A po dwóch dniach wiedzieliśmy, że musimy natychmiast się zobaczyć.

 

Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz
Fot. Robert Wolański

 

„Wszędzie chodzimy razem. Kazimierz to mój przyjaciel”, dodaje Iza. „Nawet na pokazy mody. Kazimierz wcale się tam nie nudzi, tyle długonogich dziewczyn (śmiech)”.

 

Ich nowe życie jest jak pusta biała tabliczka, którą wspólnie zapiszą. I chociaż on publicznie woli mówić o polityce niż o „tej cudownej kobiecie, którą pokochałem”, to tej miłości ukryć nie mogą. Jest widoczna w każdym spojrzeniu, uśmiechu, dotyku.

 

Reality


Zmienili się. On zaczął nosić kolorowe koszule, które ona mu kupuje. Po 20 latach znów wsiadł na rower. Objeżdżają na nich rano cały Hyde Park, mieszkają w pobliżu. Chodzą popływać. Wieczorami spotykają się z jego i jej kolegami. Słuchają muzyki. Nie całują się na tarasie, bo inni mogą podpatrzyć. Dużo się śmieją, żartują. Radość ich rozpiera, to widać. Mnóstwo podróżują. Gibraltar, Paryż, Tokio, Sardynia, Hiszpania. Kładą się na piasku, patrzą w niebo. Chwilę poleżą i gna ich dalej. Kazimierz śmieje się: „Iza ma coś w rodzaju ADHD, potrzebuje zmienności, ciągłego ruchu, coraz to nowych miejsc. Wpaść, zobaczyć i biec dalej”.

 

Rozmawiają o polityce – Iza robi się teraz znawczynią tematu. Albo o blogach,  które oboje piszą. Jadają na mieście. Szkoda czasu na kuchnię. Kazimierz: „Kuchnia mogłaby u nas nie istnieć. Gdyby Iza chciała gotować, przegoniłbym ją stamtąd. Tyle jest pięknych rzeczy do obejrzenia”.

 

Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz
Fot. Robert Wolański

 

Nowe życie Kazimierza – dostrzeganie kolorów świata i nieczynienie żadnych porównań między dawnym a tym życiem.

 

Nowe życie Izy: pełniejsze o tę drugą osobę, odbieranie SMS-ów w rodzaju: „kobieta jest po to, by z nią być”. Pisanie bloga. Wpisy muszą dawać ludziom do myślenia. Jest żoną byłego premiera. Osobą, na którą patrzy się przez lupę.

 

Dają sobie dużo wolności. Kiedy ona pisze, on cierpliwie czyta w drugim pokoju. Albo idzie do kościoła – nigdy nie stracił wiary. Iza wierzy, lecz nie praktykuje. Mąż nie przekonuje jej do niczego na siłę. „Jest bardzo niezależna. I tylko na wpół oswojona”.

 

Pocałunek na zgodę


Wiedzieli, że ślub będzie latem. Już miesiąc wcześniej znali termin – trzeba było wszystko dopiąć na ostatni guzik. Trzeba było powiadomić rodziców: „To nieprawda, że mama dowiedziała się z gazety. Ona tylko chroniła moją tajemnicę. Specjalnie przyjechałam do Polski, by się z nią spotkać i powiedzieć jej o tym osobiście. Być może ma na ten temat swoje zdanie, ale uściskała mnie: »Córeczko, chcę tylko twojego szczęścia«”.

 

Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz
Fot. Robert Wolański

 

On dzieci poinformował też osobiście. Nie chciał, żeby dowiedziały się z brukowców.

 

A teraz… Sytuacja jest prosta, bez dwuznaczności. Dość długo zastanawiali się, jak poradzić sobie z nazwiskami? W końcu Iza przystała na dwa, chociaż są trochę za długie. Ale dzieci będą nazywać się Marcinkiewicz. Iza żartobliwie sprzecza się z mężem, że Olchowicz brzmiałoby ładniej, za chwilę zgodę pieczętują pocałunkiem.

 

Być może emocje wokół ich historii opadną szybciej, niż myślimy. Ludzie przywykną. Niedługo będą mieli własny dom. Szukają czegoś do kupienia. Oczywiście w okolicy Hyde Parku.

 

Tekst Krystyna Pytlakowska

 

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BARBARA KURDEJ-SZATAN wyznaje: „Zasuwając intensywnie, oczekiwałam, że gdy wrócę do domu, będę mogła się zrelaksować. Tymczasem były awantury…”. GREG i RAFAŁ COLLINS – od happy endu do tragedii był tylko krok. W VIVIE! na Lato w cyklu Ona o Niej – KRYSTYNA CIERNIAK-MORGENSTERN o ELŻBIECIE CZYŻEWSKIEJ: „Szamotała się psychicznie. Z jednej strony niedawno poślubiony mąż, a z drugiej Polska…”. W cyklu Sztuka gotowania – HANNA LIS. Czy spełni swoje „kulinarne” marzenie i wybierze się do Peru? W Podróżach z Historią: tajemnice KASZUB.