Katarzyna Dowbor, VIVA! styczeń 2018
Fot. Iza Grzybowska
TYLKO U NAS!

Wstrząsające wyznanie Katarzyny Dowbor: „Lekarz był pewien, że mam guza mózgu”

Jaki jest stan zdrowia dziennikarki?

Konrad Szczęsny 19 listopada 2018 17:02
Katarzyna Dowbor, VIVA! styczeń 2018
Fot. Iza Grzybowska

Cztery tygodnie temu Katarzyna Dowbor przeszła operację usunięcia tarczycy. Dziennikarka zdecydowała się na nią po konsultacji ze specjalistami. Dlaczego podjęto tak radykalną decyzję? Jak wyglądały jej zmagania z potworną chorobą? O tym opowiedziała w intymnej w rozmowie z Krystyną Pytlakowską.

Krystyna Pytlakowska: Media rozpisują się o twojej operacji. Podjęłaś trudną decyzję.

Katarzyna Dowbor: Tak, ale pomogła mi ją podjąć pani doktor endokrynolog. Powiedziała, że skoro przez siedem lat walczę z chorobą tarczycy i nie wygrałam tej walki, trzeba ją po prostu usunąć. Zadecydowała jak gdyby za mnie.

Na co właściwie chorowałaś?

Na chorobę Gravesa–Basedowa.

Bardzo przeszkadzało ci to w życiu?

Bardzo. Ta choroba rządziła mną i moim życiem. To ona powodowała, że raz byłam chuda, raz tyłam. Nie dawała mi żadnego oddechu. Przechodziłam z nastroju w nastrój, z euforii w zwątpienie i nie zdawałem sobie sprawy, że to właśnie sprawia ten mały organ - tarczyca.

Ludziom z nadczynnością trzęsą się ręce.

Tak, człowiek jest ciągle poddenerwowany, jednocześnie nie chce mu się wstawać z łóżka. Myśli, że najlepiej byłoby zwinąć się w kłąbek i zapomnieć o całym świecie. Tarczyca jest komputerem pokładowym, spełnia dla nas bardzo ważne funkcje. A gdy ten komputer jest zaburzony, to nagle okazuje się, że cały nasz organizm jest rozregulowany.

Skąd się to wzięło? Zawsze byłaś bardzo zdrowa.

Byłam bardzo zdrowa do pięćdziesiątego trzeciego roku życia. Wydawało mi się, że wszelkie choroby dotyczą innych a nie mnie, ale jak mnie dopadło, to na całego. Czułam się coraz gorzej, byłam przerażona tym, co się ze mną dzieje. Z aktywnej, niezwykle zdecydowanej osoby, która zawsze podejmowała szybkie i moim zdaniem dobre decyzje życiowe, nagle stałam się śpiąca, nieobecna, płaczliwa. Dopiero potem zdiagnozowano, że to tarczyca i przynajmniej wiedziałam już, co się ze mną dzieje i co za to odpowiada.

Nie robiłaś badań? Kto postawiał ci diagnozę?

To była śmieszna historia. Kiedy robiłam program Alchemia zdrowia i urody, miałam problemy z okiem. Obudziłam się rano, spojrzałam w lustro i się przeraziłam. Moje jedno oko wyglądało jak wypchnięte od wewnątrz – taki wytrzeszcz, typowy Basedow. Wtedy nie wiedziałam, co mi się wydarzyło, myślałam, że to z powodu ciśnienia. Znajdowałam się wówczas wysoko w górach. Po powrocie udałam się do okulistki, która stwierdziła, że mam uszkodzenie rogówki i leczyła mnie na nie. Tak minęło parę miesięcy.

Kiedy pojechałam na zdjęcia do programu do szpitala przy Szaserów i miałam tam przeprowadzić rozmowę z doktorem Piotrem Dąbrowieckim, rzecznikiem szpitala, spojrzał na mnie uważnie i zapytał: „A co pani ma z tym okiem?”. Mówię, że nic takiego, uszkodzenie rogówki. Był problem z ustawieniem mnie do kamery tak, żeby tego oka nie było widać. A on dalej się na mnie patrzy i mówi, że to oko bardzo mu się nie podoba. „Proszę przyjść na badania jutro rano”, mówi. Ja na to, że nie mam czasu, ale on był stanowczy: jutro o siódmej rano na badanie, tutaj. I żadnych sprzeciwów. Zgodziłam się, zastrzegając, że mam tylko dwie godziny.

Następnego dnia pojawiłam się w szpitalu, badania trwały do godziny siedemnastej – cały zestaw, rezonans, konsultacja neurologiczna. Potem pan doktor przyszedł i mówi do mnie: „Jest dobra wiadomość, to tylko tarczyca. Ma pani mocną nadczynność. Powiem szczerze, że gdy zobaczyłem to pani oko, to byłem pewien, że ma pani guza mózgu…”. I wtedy doznałam szoku, bo nie przypuszczałam, że to może być nowotwór, a o tarczycy prawie nic nie wiedziałam. Tymczasem przyszło mi się z nią mierzyć przez wiele lat. Na szczęście trafiłam na fantastyczną okulistkę, właśnie tam przy Szaserów, specjalistkę od Basedowa. I ona uświadomiła mi, czym może mi ta choroba grozić.

A czym?

Ślepotą, oczami na szypułkach, bo wychodzą z orbit. Przyborem kilogramów. W Internecie pisali nawet, że się bardzo zapuściłam. Zaczęto mnie leczyć sterydami i oczy wróciły na miejsce. No i brałam ogromne ilości metizolu na nadczynność tarczycy.

Tarczycę trudno kontrolować. Coś o tym wiem.

Tak, bo nadczynność przechodzi w niedoczynność a potem odwrotnie, co chwila trzeba robić badania. W końcu lekarze wymyślili, żeby rano podawać mi euthyrox na niedoczynność a po popołudniu metizol na nadczynność. Moje hormony jednak cały czas buzowały. Ciągle miałam stan zapalny organizmu.

Ale nawet z tym bardzo dużo pracowałaś.

Bo jestem mocna psychicznie, więc siłą woli jakoś sobie z tą chorobą radziłam. Chociaż były takie momenty, gdy rano ręce i nogi wydawały mi się okropnie ciężkie – miałam wrażenie, że nie wstanę z łóżka. Siadała mi psychika. Ale mówiłam sobie: musisz. I wstawałam.

Taki z ciebie twardziel.

No, jestem twardzielką. Życie mnie zahartowało. Natomiast w pewnym momencie pani doktor Małgorzata Gietka-Czernel powiedziała: „Wycinamy, pani jest coraz starsza, za chwilę będą leki na nadciśnienie, na cukier. Będzie pani brała już nie jeden, ale dwa wagony leków rocznie i wysiądzie pani wątroba. Może lepiej tę wątrobę jednak chronić i tarczycę wyciąć”.

I wtedy się zdecydowałaś.

Musiałam się jeszcze chwilę zastanowić, ale ufałam pani doktor. I pomyślałam, że skoro tak twierdzi, nie będę się buntować.

To się stało zaledwie miesiąc temu.

No tak, cztery tygodnie po wycięciu tarczycy, a ja jestem zachwycona, dużo lepiej się czuję, moja psychika wróciła do normy. Nie mam żadnego problemu. Przedtem było tak, jakbym cierpiała na dwubiegunówkę. I cały czas musiałam dawać sobie z tym radę. „Muszę” to było moje najczęściej używane słowo: „muszę, wstanę, pójdę, zrobię”. A teraz odzyskałam dawną energię i radość, jaką daje praca.

Wyglądasz, jakby ci ubyło dwadzieścia lat.

Właśnie takie mam wrażenie. Chociaż muszę się jeszcze bardzo pilnować. I choć bardzo bałam się operacji to dziś wiem, że było warto. A pani profesor Elżbieta Stachlewska, która mnie operowała, jest niesamowita. Przywróciła mnie do życia  

Katarzyna Dowbor, VIVA! styczeń 2017
Fot. Iza Grzybowska

Katarzyna Dowbor, VIVA! styczeń 2018
Fot. Iza Grzybowska

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

KAROLINA PISAREK i ROGER SALLA: tuż przed ślubną ceremonią modelka opowiada o niespodziewanych oświadczynach, swoim związku i przygotowaniach do ślubu. MICHAŁ WIŚNIEWSKI: po co mu ten ślub?! Wyznania mężczyzny, który pięć razy mówił „tak”. AGATA TUSZYŃSKA często przedkładała wszystko nad kolejne książki. Czy to był dobry wybór? Czy nie żałuje? I czy w ogóle umie żyć inaczej? Do refleksji. ŚLUBY WSZECH CZASÓW: Kelly i książę Rainier, Beaulieu i Presley, Yoko Ono i Lennon, Diana i książę Karol… Ich śluby zawładnęły zbiorową wyobraźnią.