Joanna Moro
Fot. East News
TYLKO U NAS!

Joanna Moro w jedynym wywiadzie o operacji oczu, rodzinie i kłamstwach na swój temat

„Jeszcze nie umieram, nie kończę kariery”

Beata Nowicka 17 czerwca 2018 09:01
Joanna Moro
Fot. East News

W czasie naszej rozmowy cały czas się uśmiecha. Mówi, że nabrała dystansu do życia, i to jest prawda. A życie nie raz ją zaskoczyło. Główna rola w serialu o Annie German wyniosła ją na szczyt popularności. Pokochały ją miliony widzów w Polsce i Rosji. Nikomu nieznana śliczna, młoda Polka z Wilna z dnia na dzień stała się bohaterką okładek kolorowych magazynów i portali internetowych. Ona sama nie czuła się z tą nagłą sławą komfortowo, pozostała skromna, sama rzadko udzielała wywiadów i opowiadała o sobie, więc „zgłodniałe” plotkarskie media puszczały wodze wyobraźni i … pisały o niej bzdury. TYLKO NAM Joanna Moro opowiada o swoim pasjonującym życiu … po sławie! „Jeszcze nie umieram, nie kończę kariery” - mówi ze śmiechem

Miesiąc temu zrobiłaś operację oczu. Lepiej teraz widzisz świat?

Zdziwisz się, ale to nie są inne kolory, kontury, obrazy. Okazało się, że soczewki są na bardzo wysokim poziomie (śmiech). Ale teraz jest mi o wiele wygodniej i zdrowiej. Miałam prawie minus dziewięć dioptrii, to jest ogromna wada. Jest mi łatwiej grać. Kiedyś jak graliśmy dwa spektakle zwyczajnie bolały mnie oczy, źle wdziałam. Ciągle miałam zapalenie spojówki, rogówki, martwiło mnie to. Ale najbardziej bałam się, że w trakcie operacji coś pójdzie nie tak i stracę wzrok. To jest wielkie szczęście widzieć.

Ja, patrząc na Ciebie, widzę, że bez makijażu wyglądasz na 18 lat.

Naprawdę? Ja tak siebie nie postrzegam, ale rzeczywiście teraz czuję się fajnie, wygodnie. Dlatego nie muszę mieć makijażu. Ale 18 lat to trudny wiek, czas dylematów, rozchwiania emocjonalnego i wiecznego niezadowolenia z siebie. Mam swoje lata, moje ciało nie jest już takie jędrne, trzeba nad nim więcej popracować, ale wiem jak to zrobić, żeby osiągnąć efekt, który chcę. Naprawdę dobrze czuję się sama ze sobą. Kiedy przed chwilą biegłam do ciebie, pomyślałam: „Już jestem spóźniona, a jeszcze dzisiaj muszę zapłacić za samochód, potem zrobić to, załatwić tamto...

… i tego wszystkiego nie ogarniesz?

Ale szybko wzięłam się w garść: „Spokój, spokój, spokój. Nic się nie dzieje”. Przestałam mieć do siebie pretensje o wszystko. Zauważyłam, że takie opanowanie pomaga później w relacji z dziećmi, z mężem, w pracy.

Masz rację, ale kiedy rozmawiałyśmy ostatnio, u szczytu Twojej ogromnej popularności, byłaś rozedrgana. Zaskoczył Cię ten nagły rozgłos i sukces.

To prawda. Kiedyś myślałam, że muszę to, muszę tamto, muszę siamto... Czułam wieczny niedosyt, niezadowolenie. Każdy aktor chce błyszczeć na czerwonym dywanie, grać główne role, zdobyć Oscara. Często skupiamy się na tym, czego nie osiągnęliśmy, a zapominamy o tym, co mamy. Ciężko tak żyć. Teraz sobie odpuściłam. Sama definiuję to, co daje mi szczęście. Niedawno zaśpiewałam w Zielonej Górze piosenkę Anny German „Bal u Posejdona” nie myśląc o tym, że muszę to zrobić jak Anna German, że muszę być perfekcyjna i najlepsza na świecie. Skupiłam się na tym, że ja, Joasia chciałabym coś od siebie przekazać widowni.

I udało się?

Tak. Ludziom się podobało. Kiedyś byłam chwiejna, jakby nieosadzona w miejscu, w którym jestem, teraz czuję się pewnie. Broń boże nie chcę wyjść na starą zrzędę, wszystko wiedzącą, która już niczego nie oczekuje od życia, idzie swoją utartą, bezpieczną ścieżką. To nie ja. Nigdy taka nie będę. Ta pewność, którą zdobyłam pomaga mi próbować nowych rzeczy, stąd pojawił się „Taniec z Gwiazdami”, „Twoja twarz brzmi znajomo” czy tenis. Ale na wszystko trzeba mieć czas. Mam świadomość, że jak chcesz robić coś bardzo dobrze, musisz oddać się temu w zupełności. Ja - niestety- na dzień dzisiejszy nie mogę zadeklarować, że oddam się czemuś w zupełności. Nie będę perfekcyjna (śmiech).

Śmiejesz się, więc wcale Ci nie jest żal.

Mam dwójkę dzieci i one mi bardzo pomagają. Są dla mnie w życiu takim papierkiem lakmusowym, co jest dobre a co złe. Zabrzmi to trochę egoistyczne, ale z nimi jest mi lepiej, prawdziwiej, normalniej. A jednocześnie wiem, że niektóre kobiety poświęcają dzieciom cały swój czas: niańczą je od rana do wieczora, zawożą do szkoły, przywożą, odrabiają lekcje, ćwiczą z nimi milion różnych rzeczy. Ja bardzo chcę być z moimi synami, ponieważ to mi daje największą odskocznię, radość i szczęście, ale nie poświęciłam im wszystkiego. Często sobie wyrzucam, że nie jestem taką matką, jaką chciałabym być….

Ale?

Cały czas poszukuję. Mam dom i rodzinę tutaj, w Warszawie. Mam rodzinę w Wilnie, z którą staram się być jak najczęściej. To też są obowiązki. Oprócz tego sama chcę się rozwijać. Marzę o tym, żeby pojechać na aktorskie warsztaty do Londynu, ale do tego potrzebne są trzy tygodnie wyjęte z codziennego życia. Nie jestem na to gotowa. Cały czas gram, na przykład spektakle w Teatrze Capitol, albo w Och!Teatrze „Lekcje stepowania”. To była zresztą dla mnie super przygoda, bo sama zgłosiłam się do Och, bardzo chciałam współpracować z Krystyną Jandą i kiedy zaprosiła mnie do swojej obsady, byłam ogromnie wdzięczna. Występuję też w „Barwach szczęścia”, co mnie cieszy, bo w tym serialu zaczynałam, znam i lubię tę ekipę. Oprócz tego jestem po pierwszej próbie czytanej do bardzo ciekawego projektu filmowego, ale na razie mnie mogę zdradzić szczegółów.

Bierzesz też lekcje śpiewu, dlatego spóźniłaś się na nasze spotkanie.

Często dostawałam zaproszenia: „Może pani by coś zaśpiewała, przyjechała na wieczór autorski?”. Wciąż mnóstwo ludzi jest ciekawych co słychać u „Anny German” ? Wymyśliłam więc recital, bardzo prosty, przeplatam swoją osobistą historię: podróż z Wilna do Warszawy, moje dzieciństwo, rodzinne korzenie, marzenia z jej piosenkami. To jest fajnie, bo okazuje się, że ludzie mają podobne doświadczenia, widzą w tym kawałeczek swojego życia. Moi słuchacze odbywają ze mną tę podróż sentymentalną. Wracam do Akademii Teatralnej w Warszawie, gdzie uczyli mnie mistrzowie, wspominam, co mówiła Maja Komorowska, Ania Seniuk czy Jerzy Radziwiłowicz. Oczywiście są też opowieści o kulisach serialu. Opowiadam o tym wszystkim, śpiewam i tak sobie gram z akordeonem i pianistą.

Podobno powiedziałaś, że Anna German zniszczyła Ci karierę

Nigdy bym tak nie powiedziała! To jest nieprawda. Jak aktorka, która zagrała niezwykłą postać w serialu, który pokochały miliony ludzi, mogłaby powiedzieć coś tak idiotycznego?! Ale już przestałam przejmować się takimi rzeczami. Jestem przekonana, że ludzie nie wierzą w takie brednie.

Kiedy patrzysz z dystansu na miasto swojego dzieciństwa, co za każdym razem najbardziej Cię uderza?

Inność. Ja dzisiaj żyję zupełnie inaczej. Mam poczucie, że poszłam do przodu, a w Wilnie wszystko stoi w tym samym miejscu. Za każdym razem wracam do tego, co było, co zostawiłam. Z jednej strony to jest fajne, sentymentalne, bo wracam do tego co mnie ukształtowało, a z drugiej - już nie chciałabym tak żyć. I chyba bym już nie potrafiła. Poza tym ja nie przywiązuję się do rzeczy czy miejsc, ale do ludzi. Wiele moich koleżanek rozjechało się po świecie: Londyn, Australia, Kraków, ale nie uciekamy od siebie. Ostatnio spotkałyśmy się w Dublinie u jednej z nich i było wspaniale.

Wyobrażasz sobie, że zamykasz „warszawski rozdział swojego życia” i wracasz do Wilna?

Kilka lat temu miałam momenty, że chciałam wracać, ale bliscy byli zaskoczeni: „Oooo, niemożliwe?! Naprawdę chciałabyś wrócić?! Nie, nie, nie! Walcz dalej”. Teraz już tak nie myślę. Kiedyś bardzo chciałam wyjechać jeszcze dalej, na przykład do Afryki, doświadczyć czegoś kompletnie nowego, ale z wiekiem stałam się wygodnicka. Teraz jestem bardzo osadzona w Polsce. Zresztą ta polskość zawsze była we mnie. Wychowałam się w tej kulturze i przyjechałam do swojego kraju.

Ładnie to ujęłaś.

Bo my jesteśmy Polakami. Zwierzę ci się, że ludzie często mnie pytają: „To ty cały czas jesteś w Polsce?”. A ja w sumie nie wiem do końca o co mnie pytają? Czy pracuję w Rosji, bo jednak serial „Anna German” był serialem rosyjskim, zresztą „Talianka” również. Czy myślą, że ja mieszkam w Rosji albo że ja pochodzę z Rosji? Czy może wciąż kojarzą Litwę jako część Rosji? Nie wiem właściwie o co im chodzi i to jest dla mnie dziwne. Ja się wychowałam na Litwie, w polskiej rodzinie, w polskiej kulturze. W Rosji byłam pierwszy raz w życiu, kiedy kręciłam „Annę German”. Nigdy nic mnie z Rosją nie łączyło. Rosyjskiego musiałam nauczyć się na potrzeby zawodowe. Moim językiem od zawsze był polski, bo chodziłam do polskiej szkoły, a poza nią, na przykład w sklepach, urzędach i w szkole muzycznej mówiłam po litewsku. Teraz bardzo chciałabym, żeby moje dzieci swój dom kojarzyły z Polską, żeby kiedyś, jak już dorosną, wracały do mamy, do Polski. To jest moja ostoja.

Podoba mi się, że często jeździsz do Wilna.

Czuję, że to jest mój obowiązek, żeby dzieci tam jeździły. Dla mnie najważniejsza jest rodzina, chcę, żeby dzieci były jak najczęściej z rodziną. Zresztą moi synowie uwielbiają jeździć do Wilna, tam są koty, psy, króliki, komary, pokrzywy, robale, dzikie chaszcze (śmiech). W Warszawie są typowymi mieszczuchami, a tam się hartują, wyrabiają w sobie waleczność. Zależy mi na tym, bo życiu trzeba troszkę powalczyć, żeby się przebić.

Mówiłaś mi, że uwielbiają piłkę nożną, właśnie zaczyna się Mundial, przez miesiąc będziesz miała chłopców z głowy.

(śmiech). Mają obsesję na punkcie piłki. Na przykład w ubiegłą sobotę mój mąż - bo ja aż tak bardzo się nie poświęcam - od godziny 10 rano do 22 był z naszym starszym synem na stadionie Legii. Ja tylko do nich dojeżdżałam z młodszym, żeby się nie katować. Niedziela - to samo, kilka godzin piłki na stadionie, w poniedziałek piłka, we wtorek piłka, w środę piłka, w czwartek piłka i w piątek piłka. Taki mieliśmy ostatni tydzień (śmiech).

Brzmi, jakby sam przygotowywał się do mistrzostw świata! Wygląda na to, że traktuje piłkę szalenie poważnie. Ile ma lat?

Osiem. On po prostu uwielbia atmosferę boiska, czasami nawet nie musi grać, lubi tam siedzieć, być, chłonąć wszystko, co się wokół niego dzieje. Choć najczęściej jednak biega po boisku, bo podobno jest dobrym obrońcą. Inne mamy mi mówią: „Podziwiam twojego Mikołaja”. „Tak, a dlaczego?”- pytam szczerze zdziwiona, bo za często nie bywam na stadionie, zostawiam to pole tatusiowi. I słyszę: „On jest taki waleczny, idzie jak torpeda, wszystkich rozwala, ma w sobie zawziętość, robi nawet zacięte miny”. Uświadomiły, że chyba mam w domu gwiazdę. Kilka dni temu bardzo się ucieszyłam, bo strzelił gola główką. Żałuję, że tego nie widziałam. Uważam, że to jest bardzo trudne, ja bym nie dała rady!

Młodszy jest zazdrosny?

Nie, ale naśladuje brata. Ma pięć lat i piłka jest dla niego ważna. Zabawne, bo to nie my zaraziliśmy chłopców piłką, tylko oni nas. Teraz my im pomagamy rozwijać pasję.

Kiedy Twoja popularność zaczęła gasnąć było Ci żal?

Nie, bo ponieważ z tą popularnością nie było mi wygodnie. Prawdę mówiąc poczułam się lepiej. Udało mi się zrobić wielkie bum na początku i już wtedy wiedziałam, że niedługo usłyszę: „A, ona jednak nie jest taka dobra”. I dokładnie tak było. Nie chcę być na topie nie na swoich prawach. Ja jestem osobą prawdziwą, nie lubię mówić tego co wypada, robić tego co wypada. Zawsze miałam intuicję i ona mi podpowiada co jest, a co nie jest w porządku. Teraz powolutku chciałabym zbudować zaufanie do siebie. Mam czas, jeszcze nie umieram, nie kończę kariery. Przede mną nowe projekty aktorskie, które już są w fazie realizacji.

Silna baba z Ciebie.

Bo podnoszę ciężary na siłowni (śmiech). Mama mi zawsze mówiła, i wciąż powtarza: „Nie targaj tyle tych garów, tych siatek, tych dzieci”. Kiedy zobaczyła nasze zdjęcia z podróży do Tajlandii, lamentowała, bo wszędzie nosiłam na rękach mojego Jeremiczka, który ma już pięć lat i jest po nas wysoki, a ja go targałam po ogromnych schodach do Buddy, bo był zmęczony, bo gorąco, bo nie miał siły. Ulegamy stereotypom, że kobiety są słabsze i delikatne, nie nadają się do podnoszenia ciężarów, nie dadzą rady, a przecież to jest nieprawda. Przepraszam, kto twoim zdaniem robi i dźwiga u nas zakupy?

Ty.

Ja. Mężczyzna, wiadomo, jest głową rodziny, a kobieta – szyją. I ta szyja jest bardzo ważna. Żeby była sprawna musi mieć siłę i moc. Kilka razy w tygodniu podnoszę sztangi, hantle i kettle. Polecam ciężary, bo hartują ducha. I uczą, jak zbudować w sobie ten zen. Codziennie powtarzam, że jestem szczęśliwa, że jestem z siebie zadowolona, że jest fajnie. Nawet jak nie jest fajnie. Te motywatory naprawdę działają.

Napiszę, że cały czas uśmiechałaś się do mnie w czasie tej rozmowy. Bo tak było.

Joanna Moro zrobiła sobie operację twarzy i usunęła pieprzyki
Fot. East News

 

 

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Trener personalny DANIEL QCZAJ zdobył się na coming out. Co mu dała ta decyzja, a co zabrała? ALŻBETA LENSKA dwa lata temu o mało nie umarła. To wydarzenie w zaskakujący sposób zmieniło jej życie. W VIVIE! na Lato cykl Ona o Niej – MAŁGORZATA POTOCKA o KALINIE JĘDRUSIK: „Przez jednych kochana, przez innych nienawidzona. Polska Marilyn Monroe…”. W cyklu Sztuka gotowania – AGNIESZKA MACIĄG zdradza, jak zatrzymać młodość. W Podróżach z Historią – kultowe miejsca: magiczna leśniczówka w Praniu, Krzyże „lepsze niż Paryże…”.