TYLKO U NAS

„Co to za seks bez alkoholu?”. Janusz Leon Wiśniewski o chemii wakacyjnych romansów

„Dostawałem pachnące listy od kobiet”

Roman Praszyński 3 sierpnia 2019 14:46
Janusz Leon Wiśniewski
Fot. mat. pras.

Pisarz Janusz Leon Wiśniewski wie dużo o romansach. O emocjach, ale też o biochemii mózgu. Gdy podoba nam się drugi człowiek, nasze mózgi szaleją od dopalaczy. Czy od romansów można się uzależnić? I co robić, gdy wakacje się skończą? Autor napisał o romansie w kontynuację swojego hitu, S@amotności w sieci. Nowa książka nosi tytuł Koniec samotność i ukaże się w październiku.

Mamy lato, czas romansów. Widzę na plaży atrakcyjną kobietę. Co się wtedy ze mną dzieje?

Ekscytacja nowością.W tle czai się pożądanie. Nie tylko w czasie wakacji to się może wydarzyć. Zimą w kościele też.

Ojej!

Naprawdę. Jesteśmy zwierzętami i samce czuja pociąg do samic. Przepraszam, że tak się wyrażam. Ale tak jesteśmy skonstruowani. Lato sprzyja, bo jesteśmy wzrokowcami, a kobieta jest przeważnie trochę rozebrana. Już w maju kobiety odsłaniają swoje wdzięki. Nie robią tego przypadkowo. To jest atawizm ewolucyjny. Nawet wierne mężatki chcą, aby zwracali na nie uwagę inni mężczyźni. Nie chodzi o zdradę, ale niegasnąca potrzebę nieustannego testowania atrakcyjności fizycznej. Możemy się z tym nie zgadzać, ale to powszechne mechanizmy. Szczególnie w przypadku kobiet. Mężczyźnie nie mają co odsłaniać.

Mogą umyć samochód.

Albo ściągnąć grube ubrania i pokazać muskularne ramiona z tatuażami. Jeśli w kontakcie z drugą osobą następuje kontakt wzrokowy i zainteresowanie, to pojawia się w mózgu parę substancji związanych z pożądaniem. Przede wszystkim w naszym mózgu zaczynają być aktywne receptory opiatowe.

Czyli?

W każdym neuronie są specjalne receptory o czym wiemy od 1972 roku, kiedy to młoda studentka z Kalifornii wykryła ich obecność.

To ta, która robiła koktajl z mózgów szczurów i badała jego zawartość?

Tak właśnie. Receptory opiatowe aktywują się przede wszystkim na skutek bodźców wzrokowych. Gdy ktoś nam się podoba, nasz mózg jest gotowy na przyjęcie substancji, które przyśpieszą nasze główne zadanie na Ziemi. Bo czy pan wierzy, czy nie, naszym zadaniem jest podtrzymanie gatunku. Parzenie się, mnożenie. Dlatego na widok samca lub samicy do receptorów opiatowych zaczynają się podłączać wewnętrzne opioidy, które nazywają się neuropeptydami. Tak mądrze się nazywają, bo są na neuronach. A peptyd to łańcuch od kilkudziesięciu do kilku tysięcy aminokwasów. Ich działanie powodują reakcje fizjologiczne. Zaczynamy czuć pożądanie. Do określonych narządów napływa krew.

Byk któremu się podstawia tę samą krowę odmawia pokrywania. Już za trzecim razem traci ochotę.

U kobiet też tak to działa?

Oczywiście. Jeżeli są zainteresowane danym osobnikiem, dzieje się tak samo.

Nawet jak jesteśmy w stałym związku?

Często romans odbywa się właśnie między ludźmi w stałych związkach. Dzieje się tak, bo po pewnym czasie, gdy jesteśmy dłużej razem, dochodzi do czegoś, co socjologowie nazywają habituacją. To mądre słowo oznacza przyzwyczajenie się. Byk któremu się podstawia tę samą krowę odmawia pokrywania. Już za trzecim razem traci ochotę. Ale jeżeli podstawi mu się nową krowę, bardzo chętnie ją pokryje.

Niesamowite, że to tak działa. Jesteśmy uwarunkowani.

Tak. Niezależnie jak bardzo atrakcyjna jest pranerka czy partner, po pewnym czasie następuje absolutna habituacja. I nic nie możemy na to poradzić. Prof. Zbigniew Izdebski, z którym napisaliśmy wspólnie książkę, zbadał, że w rok ślubie ilość aktów seksualnych spada o połowę. To znaczy, że habituujemy się. Atawistycznie mężczyźni chcieliby rozprzestrzenić swoje geny z jak największą ilością partnerek. Bo to jest ewolucyjnie opłacalne. Więcej potomków, geny mają zapewnione przetrwanie. Monogamia nie jest opłacalna. Stworzyły ją normy religijne czy socjalne. Głównie po to, żeby w plemionach zapewnić spokój i nie doprowadzać do walk o samice. Żeby para rodziców opiekowała się potomstwem, które stworzy. Bo to się opłacało społecznie.

A wracając do romansów?

Patrzenie na nowa osoba, fantazje z nią związane, powodują, że w mózgu pojawia się neuroprzekaźnik mały, tak zwana dopamina.

Czyli odczuwamy przyjemność?

Tak. Pojawia się dobre samopoczucie. Podobnie, gdy alkoholik się napije wódki, ma dobre samopoczucie. Nie dlatego, że lubi wódkę, tylko dlatego, że w określonym obszarze mózgu pojawiła się w dużym stężeniu dopamina.

Alkohol ją wywołuje?

Wszystkie uzależnienia są zlokalizowane w tak zwanej ścieżce nagrody. Mówimy o małym, jak groch obszarze mózgu w ciele migdałowatym, tak zwanym układzie limbicznym. Znajduje się tam kilkanaście milionów neuronów. Neurony mogą być w trzech stanach. Jeden stan jest obojętny dopaminowo. Jeden, kiedy brakuje dopaminy na receptorach. I jeden kiedy dopaminy jest wystarczająco dużo. Na przykład czuję teraz, że chciałbym zapalić. Jeżeli zapalę, wprowadzę nikotynę do organizmu, na ścieżce nagrody pojawi się więcej dopaminy, będę miał dobre samopoczucie. To samo będzie miał alkoholik. Ale również to samo będzie miała osoba, która się napije wody, bo ma pragnienie. To samo będzie miała osoba, która zje słodycze. Wszystkie uzależnienia są zlokalizowane w układzie limbicznym. Również romans może wynikać z tego, że będziemy sobie chcieli dopaminowo zasilić ścieżkę nagrody. Podrywamy kochanką czy kochankę nałogowo.

Mało to romantyczne.

Ale tak to działa. Niektórzy mężczyźni tak bardzo chcą mieć dopaminę na wysokim poziomie w obecności drugiej osoby, że ciągną ją do urzędu stanu cywilnego. W ten sposób gwarantują sobie jej stałą obecność. To chemiczna teoria zawierania ślubów. Ale tak dokładnie jest. Przy czym ten stan dopaminowy – i tu wracamy do romansów – po pewnym czasie słabnie. Następuje ta nieszczęsna habituacja. I znów chcemy sobie podwyższyć poziom dopaminy z kontaktem z inną osobą. Tak się rodzą najczęściej romanse.

Słońce sprzyja.

Pogoda i wakacyjne ciepło sprzyja. W sposób naturalny pojawia się nagość. Nie tylko ta na plaży. Kobiety są roznegliżowane i to na mężczyzn działa. W wakacje mamy dobre samopoczucie. Opuszczamy biuro, stres, trafiamy w miłe okoliczności przyrody. I bardzo często pojawia się jedyny klinicznie potwierdzony afrodyzjak. Nie ma innych – żadne lubczyki, hiszpańskie muchy, johimbiny. Jest tylko jeden afrodyzjak. I nazywa się etanol.

Słucham?

Tak. Alkohol. Oczywiście w niedużych ilościach. Bo po dużych dawkach następuje zatrucie organizmu i efekt jest przeciwny. Ale o jego działaniu pan wie, wiem ja, wiedzą wszyscy, którzy serwujący wino do kolacji na randkach.

Co to za seks bez alkoholu?

Właśnie. Pan tak to podsumował. Potwierdza to też nauka. To jedyny potwierdzany klinicznie afrodyzjak.

Powinniśmy ulegać letnim romansom?

To intensywny czas. Dodają barw naszej egzystencji, dają podniecenie, fascynację. Jeżeli nie krzywdzą drugiego człowiek, nie są zdradą, to dlaczego nie? Wnoszą dużo optymizmu w nasze życie. Ze względu na to, że jesteśmy gatunkiem stadnym, chcemy wakacje i przyjemny czas spędzać z kimś. Potem niestety ludzie się rozjeżdżają. Ona do Rzeszowa, on do Szczecina. Przez pierwszy miesiąc listy do siebie piszą, a potem w sposób naturalny następuje wygaszenie. Pochłania nas rzeczywistość powakacyjna. Moja najnowsza książka zaczyna się od wakacyjnego romansu. Bohaterowie Końca samotności kontynuacji S@amotności w sieci poznali się na wakacjach. Przy czym ich związek ma swoją kontynuację.

Mam podejrzenia, że o miłości wie teraz więcej laborant niż artysta.

A jak to bywa u Pana?

Pamiętam wiele swoich wakacyjnych romansów z czasów szkolnych. Przychodziły po nich do domu pachnące listy. Były to czasy, kiedy listy przychodziły. Dziewczyny pisały i skrapiały je perfumami. Jak śpiewał Niemen: „Od twoich listów pachniał w sieni”. Tak było i u mnie.

Zachował je Pan?

Część tak. Miałem na nie specjalną kasetę. Czekałem na te listy. Autentycznie tęskniłem. To było takie młodzieńcze.

A za tęsknotę jaki receptor odpowiada?

Dokładniej ten sam, co za pożądanie. Tęsknimy wówczas, kiedy brak osoby powoduje małe zdopaminowanie neuronów ścieżki nagrody. To jeden z najstarszych ewolucyjnie obszarów mózgu. Co świadczy, że na początku naszego gatunku nie było potrzebne racjonalne myślenie, ale coś gdzie przetwarzają się emocje. Na przykład strach. Żeby uciekać przed tygrysem.

Z tych reakcji w mózgu wynika, że jesteśmy stworzeni do nałogów?

Absolutnie tak. Gdy brakuje nam dopaminy, szukamy innego samca lub samicy, żeby wydzielało się jej więcej. I romans gotowy. Podejrzewam, że Don Juan czy Casanowa to byli miłośni nałogowcy. tanki. Wciąż chcieli mieć mieć wytrysk dopaminy, substancji odurzających do mózgów, i uzyskiwali to przy nowej partnerce.

Piękne i straszne.

Jesteśmy molekułami. Na to żaden poeta nic nie pomoże. Mam podejrzenia, że o miłości wie teraz więcej laborant niż artysta.  

Janusz Leon Wiśniewski, VIVA! maj 2017, main topic
Fot. Olga Majrowska
Janusz Leon Wiśniewski
Fot. mat. pras.

Wideo

Podjęliśmy wyzwanie #1TBChallenge!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Izabela Janachowska o cudzie macierzyństwa i synku Christopherze, Dominika Tajner w pierwszym wywiadzie po rozstaniu z Michałem Wiśniewskim oraz Krystyna Demska-Olbrychska i Daniel Olbrychski o przepisie na udane małżeństwo.