Jacek Borkowski
Fot. Artur Wesołowski
TYLKO U NAS

„Nie mogłem się załamać, miałem jeszcze dwoje dzieci” - Jacek Borkowski w rozmowie o chorobie i śmierci żony Magdy

Aleksandra Leszczyńska 13 lipca 2016 20:15
Jacek Borkowski
Fot. Artur Wesołowski

- Była jak meteoryt, który przemknął, napełniając mnie swoim blaskiem. I ten blask zabrała ze sobą. A ja zupełnie nie miałem na to żadnego wpływu - powiedział Jacek Borkowski o żonie Magdzie, która zmarła nagle na początku roku na ostrą białaczkę. Gdy zdawało się, że nic nie może zburzyć ich rodzinnego szczęścia. Los pozwolił im spędzić razem 14 cudownych lat. Wspólnie wychowywali dzieci - Jacka i Magdę. O stracie ukochanej żony Jacek Borkowski opowiedział Krystynie Pytlakowskiej w szczerym, niezwykle poruszającym wywiadzie do najnowszej lipcowej VIVY!.

 

Jacek Borkowski: Magda była wyjątkowa. Od momentu, kiedy zobaczyłem ją w toruńskim Sfinksie, zacząłem inaczej żyć. Nie przypuszczałem wcześniej, że kobieta może mnie tak zmienić, że dzięki niej zacznę wyznawać inne wartości, że będę dużo lepszym człowiekiem. I przez 14 lat było naprawdę pięknie. (…) Dostrzegałem urodę innych kobiet, ale Magda była tą jedyną. Zaledwie 30 dni minęło od pierwszego spotkania, kiedy zamieszkaliśmy razem, a teraz – po 20 dniach od diagnozy – po prostu odeszła. Tak szybko, jak się w moim życiu pojawiła, tak w sekundę z niego odeszła. Była jak meteoryt, który przemknął, napełniając mnie swoim blaskiem. I ten blask zabrała ze sobą. A ja zupełnie nie miałem na to żadnego wpływu. To było najgorsze.

 

 

Jacek Borkowski o chorobie żony

– Często bliscy w takich sytuacjach działają na oślep, szukają uzdrowicieli, terapeutów, uciekają do medycyny niekonwencjonalnej…
Jacek Borkowski:
To mnie nie dotyczyło, jestem realistą. Magda zachorowała na taki rodzaj białaczki, który nie poddaje się leczeniu, chemii. Takich przypadków zdarza się zaledwie kilka na pół miliona.


– Wiedziała o tym?
Jacek Borkowski:
Nie, do końca wierzyła, że wyjdzie ze szpitala. Wiedziałem tylko ja, nie mając żadnego sposobu, by jej pomóc. A cały czas musiałem się uśmiechać przez łzy, nie dać po sobie poznać, że jest tak źle. Nie mogłem pozwolić sobie na załamanie – w domu miałem jeszcze dwoje dzieci, przed którymi też trzeba było trzymać twarz i przygotować je na to, że ich mama odchodzi.


– Można przygotować najbliższych na coś takiego?
Jacek Borkowski:
Nie bardzo, zwłaszcza że one też musiały przy matce zachowywać się naturalnie. Nie mogły wiedzieć, że ich mama umiera.

 

Jacek Borkowski i Magda Gotowiecka,
Fot. Krzysztof Opaliński

Jacek Borkowski i Magda Gotowiecka, "Viva!" czerwiec 2003.

 

– Lepiej nie wyprzedzać wypadków. Mógł zdarzyć się przecież cud.
Jacek Borkowski:
Nie wierzę w żadne mistyczne historie ani cudowne uzdrowienia, w żadne kary i nagrody od losu. Będzie, jak ma być. I bunt jest tu bezsensowny.


– Kiedy usłyszałeś diagnozę?
Jacek Borkowski:
Chyba tydzień przed śmiercią Magdy profesor wezwał mnie do siebie i powiedział, że niestety, nic nie mogą zrobić. Grunt usunął mi się spod nóg. Ale musiałem go odnaleźć bardzo szybko, bo przecież są dzieci. Realne, konkretne, wymagające ode mnie myślenia i działania. Nie miałem czasu na płacz, nie mogłem sobie na niego pozwolić. Kiedy mnie ta wiadomość dopadła, musiałem szybko ogarnąć sytuację. Wróciłem do domu, przygotowałem kolację. Zawołałem córkę i syna: „Chodźcie jeść”. Zapytałem, co było w szkole. Obejrzeliśmy telewizję, położyłem dzieci spać. Wszystko było na pozór normalnie, chociaż w środku rozpadłem się na tysiąc kawałków.

 

Jak Jacek Borkowski radzi sobie z cierpieniem po stracie żony?

– Są dwie szkoły przeżywania trudnych sytuacji. Jedna to milczenie i samotność, druga to dzielenie się swoją stratą z innymi. Wyrzucenie z siebie cierpienia.
Jacek Borkowski: Ja uważam, że tego, co się stało w moim życiu, nie da się przypisać do żadnej szkoły. Jestem spontaniczny, działam impulsywnie, a mądrości psychologów odkładam na półkę. Każdy w ekstremalnych sytuacjach reaguje bardzo różnie. Były dni, gdy nie chciałem kontaktu z ludźmi, ale były i takie, kiedy miałem potrzebę z siebie to wszystko wyrzucić, wypłakać.


– I wtedy było Ci lżej?
Jacek Borkowski: Tak, bo wchodzenie do studni i zasuwanie nad sobą pokrywy to żadne wyjście. Nieraz siedziałem w studni dosłownie – kiedyś na planie miałem wypadek – uratowali mnie w ostatniej chwili. Myślałem, że ze mną już koniec. Tylko że z takimi podbramkowymi sytuacjami można sobie poradzić. Podnosisz się i idziesz dalej. Ale śmierć ukochanej osoby, żony… Nie można tego z niczym porównać ani się z tym pogodzić. Kiedy napisałem oświadczenie, że Magda odeszła, okazało się, że jest dużo takich osób, które poniosły podobną stratę i podobnie ją przeżywają. Pomyślałem więc, że nie jestem wyjątkiem i nie jestem sam, że inni też cierpią. Dostawałem mnóstwo esemesów: „Panie Jacku, niech pan się trzyma”, „Jacek, jesteśmy z tobą”. To przynosi ulgę.

 

Polecamy też: „Nie umiem sobie bez nich wyobrazić dnia”. Jacek Borkowski z dziećmi pierwszy raz w filmowym wywiadzie.

 

Co jeszcze powiedział o małżeństwie z Magdą? Jak wygląda życie samotnego ojca? Cała rozmowa z Jackiem Borkowskim w najnowszej VIVIE!, Od 14 lipca w kioskach.

 

Weronika Rosati na okładce VIVY
Fot. Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

 

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Napisałam tę książkę po to, żeby oczyścić siebie dla dzieci. Żeby nie mieć już bagażu”, mówi w poruszającym wywiadzie wybitna pływaczka, OTYLIA JĘDRZEJCZAK. Były mąż Anji Rubik, SASHA KNEZEVIC, rozpoczął nowe życie – jako tata i jako… artysta. DEMI MOORE odkrywa mroczne strony swojego życia. Ile zostało z buntowniczki w MAŁGORZACIE OSTROWSKIEJ?