TYLKO U NAS!

Grażyna Torbicka: „Spaliśmy w namiocie, a w bagażniku woziliśmy konserwy i ziemniaki!”

Tak podróżowała ze swoją mamą, Krystyną Loską!

Roman Praszyński 14 maja 2019 17:57
Grażyna Torbicka
Fot. Bartek Wieczorek/LAF

Nie każdy wie, że Grażyna Torbicka, pierwsza dama polskiej krytyki filmowej, zaczynała swoją karierę od... redakcji sportowej! Kocha piłkę nożną. Opowiada o tym w dwutygodniku VIVA! Sportem zaraził ją ojciec. Spędziła z obojgiem rodziców cudowne dzieciństwo.

Tata wciągnął w sport?

Tak. Mój tata, Henryk Loska, oprócz tego, że był inżynierem górnictwa, był działaczem piłkarskim . Najpierw wiele lat był związany z Górnikiem Zabrze, a potem z polską reprezentacją, prowadzoną przez Kazimierza Górskiego. Z tatą oglądałam wszystkie mecze, jeździłam na zgrupowania. Bardzo lubiłam zwyczaj wspólnego komentowania meczów. Gdy wyprowadziłam się z domu i nie oglądaliśmy razem, dzwoniliśmy: „ Oglądasz?”, „Oglądam!”. A w przerwie meczu był telefon: „I co sądzisz?”. Albo jak coś beznadziejnego się działo na boisku : „Czy ty to widzisz?”.

Niesamowita więź.

Fantastyczna. Dzięki Tacie, jako nastolatka, weszłam w sport głęboko, chwalił mnie za komentarze i analizy sportowe. Bardzo mi tych rozmów brakuje. Niedawno oglądałam mecz Lazio Rzym - AC Milan, gdzie gra Krzysztof Piątek. Mecz na poziomie takich drużyn to zawsze widowisko. Powiem szczerze, może być lepsze od filmu.

No, nie wiem, czy możemy to puścić?

Mecz to widowisko na miarę igrzysk. Rozgrywki gladiatorów. Proszę spojrzeć na gwiazdorów piłkarstwa - to współcześni gladiatorzy. Jak są zbudowani - te tatuaże, fryzury, które tworzą geometrię sylwetki. Wyciosane rzeźby. Niesamowite.

Co jeszcze przekazał Pani tato?

Mama mówi, że z charakteru jestem cały tata. Mam poczucie, że wzięłam coś z obojga rodziców. Jestem ukształtowana przez dom rodzinny. Byliśmy ze sobą mocno związani. Dużo podróżowaliśmy. W latach 70-tych, gdy dorastałam, z namiotem wyruszaliśmy na podbój Europy.

Krystyna Loska w namiocie?

Oczywiście. A w bagażniku wieźliśmy konserwy i ziemniaki. Z zaprzyjaźnioną rodziną Staszka Oślizło, legendarnego obrońcy Górnika Zabrze, a potem Orłów Górskiego, wędrowaliśmy po całej Europie - Francja, Włochy, Jugosławia. Kapitalny czas, miałam dziesięć , jedenaście lat. Pamiętam z ojcem mój pierwszy pobyt w Paryżu. Strasznie się cieszyłam. Samochód stał zaparkowany na obrzeżach, a my wstawaliśmy o szóstej rano, żeby na piechotę zobaczyć jak najwięcej.

Miałam mapę, gdzie były narysowane wszystkie najważniejsze miejsca i zabytki. Musiałam wszystkie odkreślić. Jak mnie to rozwijało! Tato powtarzał: „Musisz się uczyć języków. Bo to jest kapitał, który ci otworzy kontakty z ludźmi”. To prawda. Zaczęłam się uczyć angielskiego potem francuskiego. A włoskiego w dorosłym życiu, gdy tak się ułożyło, że z mężem zawędrowaliśmy na dwa lata do Włoch.

Zazdroszczę takich wspomnień.

Moi rodzice dużo mi dali. Na pewno otwartość na drugiego człowieka, ciekawość spotkania, rozmowy. I szacunek. To było dla mnie naturalne, że każdy człowiek jest tak samo wartościowy.

Zagrała Pani swoją mamę w filmie?

Urocze doświadczenie. Ciekawe z tego względu, że film „Gwiazdy” Jana Kidawy-Błońskiego był związany z życiem mojego taty – jest opowieścią o Janie Banasiu, bardzo popularnym piłkarzu Górnika Zabrze i reprezentacji w czasie, gdy ojciec tam pracował. To był czas, kiedy utarło się przekonanie, że jak Krystyna Loska zapowiada mecze polskiej reprezentacji, wtedy Polacy wygrywają. Pamiętam, że gdy dostałam propozycję zagrania, poszłam do rodziców pochwalić się: „Słuchajcie, jaki kapitalny numer, pan Kidawa-Błoński zaproponował mi, żebym zagrała ciebie mamo w filmie!”. A mój tata popatrzył i mówi: „Ale jakim cudem? Mama była wtedy dużo młodsza!”.

Ups!

Wyzwanie i poprzeczka postawiona wysoko nie przez reżysera, a przez własnego ojca. Podołałam, dobra charakteryzacja , fryzura, kostium. Dostałam niebieski płaszczyk z lat 70-tych. Pamiętam taki sam wisiał w szafie mamy. Świetna, sentymentalna zabawa, tata jeszcze wtedy żył.

Komentowali grę?

Śmiali się. Aczkolwiek muszę powiedzieć, że moja rola – chwila rozmowy na stadionie - była bardzo duża, trwała chyba pięć sekund. Mam na swoim koncie ogromny sukces, albowiem wszystko to, co zagrałam na planie, weszło do filmu. Niewiele aktorek może się poszczycić takim osiągnięciem.

Gratuluję. Jak zdrowie mamy?

Dziękuję, dobrze. Po różnych problemach, kłopotach, które były związane z odejściem taty - rodzice byli ze sobą dużo ponad 50 lat – po tym okresie, kiedy trzeba było się do kupy zebrać, pozbierać wszystkie cząstki swojego ciała, swojej psychiki, teraz jakoś żyjemy.

Śni się Pani tato?

Nie. Ale mam poczucie, że on cały czas jest ze mną. Rozmawiamy sobie. Zawsze się liczyłam z jego zdaniem. Było istotne, jak spojrzy, co pomyśli, co powie.  

Grażyna Torbicka, VIVA! 10/2019
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

Grażyna Torbicka, Viva! 10/2019, okładka
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Joanna Krupa w oczekiwaniu na córeczkę zdradza tajemnice nowego życia we troje. Anna Puślecka mówi wprost, że nie podda się chorobie, a Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel opowiadają nam o pokonywaniu trudności, 14 wspólnych latach i nowych wyzwaniach