TYLKO U NAS

Ewa Błaszczyk: „Poprosiłabym w imieniu Oli, żeby takie rzeczy nigdy się nie zdarzały”

Aktorka kończy dzisiaj 64 lata

Konrad Szczęsny 15 października 2019 15:15

Dla wielu osób jest symbolem walki i nadziei na lepsze jutro. Jej córka Ola Janczarska od 19 lat przebywa w śpiączce. Czy Ewa Błaszczyk wierzy w jej całkowite wybudzenie? Jakie metody leczenia zostaną wobec jej córki podjęte? O sile matczynej miłości, nieustannej walce i życiowych zakrętach aktorka opowiedziała w poruszającej rozmowie z Krystyną Pytlakowską. Przypominamy ten wywiad z aktorką sprzed roku z okazji jej 64. urodzin.

Nie dajesz za wygraną.

Ewa Błaszczyk: Nie daję, dopóki życie się toczy. Zawsze zresztą żyłam intensywnie.

Ale nie takiej intensywności oczekiwałaś od życia?

Nie wiem, ja nie umiem inaczej. Zawsze się coś działo, tylko zmieniały się pola działania. Tyle tylko, że staram się utrzymać harmonię pomiędzy tym, co jest ciężkie a tym po drugiej stronie, żeby mieć coś, co ten ciężar zrównoważy. Na jednej szali więc jest Ola, a z nią wchodzenie w problemy medyczne oraz prawie dziewięćdziesięcioletni rodzice – oboje poruszają się na wózkach. A na drugiej szali mam zawód, dzięki któremu żyję w iluzji, fikcji i literaturze. Uważam to za szczęście.

Byłam na twoim monodramie „Oriana Falacci – dzień, w którym umarłam” i przeniosłam się na chwilę w inne rejony emocjonalne, dzięki tobie i autorowi sztuki- Remigiuszowi Grzeli. To doskonale napisany monodram, ale myślę też, że tobie psychicznie pasuje jego bohaterka.

Chciałam go robić, bo ma odpowiednią jakość i dużo waży. Pomaga mi więc w osiągnięciu mojej harmonii. Mówisz – nie poddaję się, ale dzięki temu, że staram się zachować tę wewnętrzną harmonię i doznaję spokoju, bo muszę też czasami odpocząć.

I możesz wtedy zajmować się japońską metodą stymulacji mózgu? Myślałaś, że diametralnie zmieni ona twoje życie i życie Oli?

Nie, ale byłam zachwycona, że cokolwiek się w niej uruchomiło, że to idzie w dobrą stronę. Nie spodziewałam się jednak cudu. Stymulator nie jest dla stanu wegetatywnego, trzeba mieć minimalną świadomość. Może być ona minus albo plus, ale musi być, żeby było co pobudzać.

Tak naprawdę jednak nie wiesz, na ile Ola jest świadoma?

To nie tak, że nie wiem do końca, choć już w rezonansie widać, jak duże obszary mózgu są u niej zniszczone, jednak posiada ona minimalną świadomość minus. I to ją kwalifikowało do wszczepu stymulatora.

A przeszczep komórek macierzystych, o którym teraz jest tak głośno, nie poprawi stanu Oli?

Optymizmem napawa to, co zrobiono w klinice we Wrocławiu, gdzie po przeszczepie komórek z opuszki węchowej pacjent zaczyna chodzić, mimo że wcześniej nie był w stanie poruszać nogami. Chodzi więc o komórkę, dzięki której można odbudować połączenia neuronowe.

Czy u Oli się coś po stymulacji mózgu zmieniło?

Zmieniło się, ale była najtrudniejszym pacjentem, w śpiączce przez szesnaście lat od urazu, a to wszystko działa na niekorzyść.

Mówiłaś, że rozejrzała się ze zdziwieniem, jakby dotarł do niej świat, w którym żyje.

Trudno o tym mówić, bo ma lepsze i gorsze dni. Natomiast na pewno sukcesem jest, że od czterech lat nie choruje na zapalenia płuc. Ma wyniki badań wskazujące na jej świetną formę fizyczną. Teraz chodzi o to, żeby w takiej kondycji utrzymać Olę do eksperymentu z nerwową komórką macierzystą. Nie chcę wchodzić tu w szczegóły, ale działanie nerwowych komórek macierzystych sprawdza się w wielu miejscach. Na świecie prowadzone są już z ludźmi eksperymentalne programy z nerwową komórką macierzystą. I budzi to dużo nadziei nie tylko przy śpiączce, ale i wszystkich chorobach neurodegeneracyjnych mózgu. Wiadomo, że ta terapia pomaga. Natomiast w jakim stopniu i komu – to zależy od indywidualnych uszkodzeń mózgu. W każdym razie pierwsze kroki na świecie są już stawiane.

I ty te pierwsze kroki wynajdujesz jako matka, która nie traci nadziei.

Staramy się razem z prof. Maksymowiczem odnaleźć te osoby na świecie, które mają już w tym zakresie jakieś doświadczenie, chcemy, by przyjechały do Polski i po zgodzie komisji bioetycznej u nas, wspólnie z polskimi lekarzami, wykonały eksperyment z nerwową komórką macierzystą . Moja fundacja od dłuższego czasu się tym właśnie zajmuje. A w tym konkretnym przypadku robimy to razem z fundacją Regenerw, której fundatorem jest właśnie prof. Maksymowicz.

Ludzie lubią szczęśliwe zakończenia. Czy jest szansa, że kiedyś będę mogła z Olą porozmawiać? Bardzo bym chciała.

Każdy by chciał. A ja robię wszystko, co w tym momencie jest możliwe do zrobienia.

I jakie są efekty?

Zobaczymy. Skąd mam to wiedzieć. Gdy Religa wszczepił serce, też nie wiedział, jaki skutek to odniesie. W każdym razie lepiej coś robić niż nie robić nic.

Ale lepiej robić coś, w co się wierzy niż coś z góry skazanego na niepowodzenie?

To nie kwestia wiary tylko nauki i wiary. Gdybym nie wierzyła, to bym tego nie robiła. Wierzę, że coś się zmieni, a co – to dopiero zobaczymy.

Masz z Olą jakikolwiek kontakt psychiczny?

Mamy kontakt emocjonalny i to się nie zmienia. Ona jest jakby coraz bardziej obecna. Chociaż to tylko trwa często chwilkę. Nie siada, nie rozmawia, nie ogląda telewizji, nie analizuje, nie rozwiązuje równań matematycznych. Nic spektakularnego się nie wydarzyło, ale dla mnie bardzo ważne, że każdy jej dzień jest przewidywalny, że przewidywalna jest noc. To wielka różnica, bo dawniej nie wiedziałam, czy w nocy nie będziemy jechać na sygnale do szpitala czy pośpimy do rana. Na pewno wiem jednak, że to dział eksperymentalnej medycyny, który trzeba rozwijać, utworzyć klinikę dla dorosłych ze stacją naukowo-badawczą . Znowu więc zacznę chodzić po urzędach, by załatwiać to, co czemuś służy.

To męczące.

Meczące. Ale mogę to robić dzięki temu, że mam wentyl. Te moje spotkania ze sztuką, z fikcją, iluzją i przygodą. A dzięki tej fikcji uzyskuję dodatkową energię. Mój zawód prowokuje mnie też od czasu do czasu do przebierania się za kobietę, wkładam futro, robią mi paznokcie, nakręcam włosy, przyklejają rzęsy.

Lubisz być taką kobietą.

Lubię, bo normalnie w dresie trzeba gnać do przodu .

Dobrze, że masz dużo pracy.

Pewnie że dobrze. Teraz skończyliśmy serial political fiction, reżyserowany przez Agnieszkę Holland, a za chwilę zaczynam film fabularny. Trudno mi znaleźć w kalendarzu jakąś lukę. Wiem jednak , że muszę pojechać chociaż na tydzień do Grecji i tam przekręcać się na leżaku z prawego na lewy bok.

Myślisz o przyszłości?

Nie. Na pewno nie snuję nierealnych wizji. Jeżeli już to staram się eliminować zagrożenia. Wiem przecież, że jestem coraz starsza i wiem, że Mania, moja druga córka nie powinna mieć życia tak obciążonego jak moje.

Czy wracasz w snach do swojego życia sprzed osiemnastu lat, zanim się to wszystko wydarzyło?

Dla mnie istnieje tylko to, co teraz i to, co trzeba zbudować a mamy bardzo dużo do zrobienia we współpracy z prof. Maksymowiczem i jego zespołem. Prawdę mówiąc więc najczęściej nic mi się nie śni albo tego po prostu nie pamiętam. Natomiast zapamiętałam sen sprzed kilku lat, byłam w Solcu Zdroju, tam jeżdżę na rehabilitację, patrzyłam na ludzi, na przyrodę i twarz sama mi się uśmiechała.

A potem byłam na jakiejś łódce, bo ja kiedyś pływałam na żaglach, i płynęłam przez piękną niebieską wodę, w której pojawiały się atakujące mnie węże, ale uratowały mnie ptaki, które złapały je w dziób i odfrunęły… Alegoria mojego życia. Nie muszę sobie tego snu tłumaczyć. Przypominam go sobie, ilekroć potrzebuję spokoju, ten sen jest we mnie.

A gdybyś mogła spróbować jeszcze raz?

To poprosiłabym w imieniu Oli, swoim i wszystkich ludzi, którzy są w takim stanie jak ona, żeby takie rzeczy nigdy i nikomu się nie zdarzały.

Ile osób dzięki Budzikowi może żyć jeszcze raz?

Do tej pory w Budziku w Warszawie wybudziło się 45 osób, Najdłużej ktoś czekał na miejsce 7 dni. Dziecko przebywa z rodzicem do 15 miesięcy za darmo, ponieważ klinika ma kontrakt z NFZ, jest utrzymywana z pieniędzy publicznych.

Dlaczego o tym mówisz?

Żeby nie było wątpliwości, ponieważ niektórzy uważają, że leczenie w Budziku musi być płatne. A to nieprawda – nie kosztuje nic. I zależy mi na tym, żebyś to napisała tłustym drukiem.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska
Przekaż 1% swojego podatku na rzecz Fundacji Ewy Błaszczyk "Akogo?". Pomagamy osobom po ciężkich urazach mózgu, przebywającym w śpiączce (kampania społeczna "BUDZIMY DO ŻYCIA").

Wypełniając deklarację znajdziesz rubrykę "WNIOSEK O PRZEKAZANIE 1% PODATKU NALEŻNEGO NA
RZECZ ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO (OPP)"
W polu: "numer KRS" wpisz: "0000 125 054", a w miejscu "Wnioskowana kwota" - kwotę, którą chcesz przekazać (nie większą niż 1% wyliczonego podatku należnego, zaokrągloną do pełnych dziesiątek groszy w dół). Rubryka "Cel szczegółowy" w przypadku tej fundacji pozostaje pusta.  ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Mama przy stole jest szczęśliwa”, mówią o MAGDZIE GESSLER jej dzieci – LARA GESSLER i TADEUSZ MULLER. „Ta tęsknota jest jeszcze gorsza niż na początku…”, wyznaje MAGDALENA ADAMOWICZ, żona tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska PAWŁA ADAMOWICZA. OLGA TOKARCZUK, noblistka z dredami. RAFAŁ i GRZEGORZ ZAWIERUCHA. Aktor i uczestnik „MasterChef” – na czym polega siła braci? EWA PACUŁA i NICOLE SALETA - jak nieuleczalna choroba determinuje ich życie.