Dorota Gawryluk
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM
TYLKO U NAS

W najnowszej VIVIE!. Dorota Gawryluk: „Jestem właściwie konserwatywną feministką”

Olga Figaszewska 2 listopada 2016 07:30
Dorota Gawryluk
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Dorota Gawryluk mówi o sobie „konserwatywna feministka”. Jest jedną z czołowych dziennikarek politycznych, szefową „Wydarzeń” w Polsacie. Nie boi otwarcie wypowiadać się na kontrowersyjne tematy. Komentuje najważniejsze wydarzenia w kraju.

 

W najnowszym wywiadzie dla VIVY! mówi Krystynie Pytlakowskiej nie tylko o tym, jak być kobietą w męskim świecie, czego zazdroszczą jej inni i dlaczego opowiada kiepskie kawały o seksie.

Jak toczyły się losy jej kariery?  Co mówi o korzeniach i rodzinie?

 

Zobacz cały wywiad w najnowszym wydaniu VIVY! już od 3 listopada.

 

Polecamy też: To ona zastąpi Piotra Kraśko w TVP? Dorota Gawryluk: "Nie ma szczy­tu, na któ­ry nie da się wejść"

 

O PRACY


- Odeszłaś z POLSATU w 2004 roku, bo bałaś się takiego zwichnięcia?

Dorota Gawryluk: Odejście z Polsatu  było dla mnie trudnym ale zarazem ciekawym przeżyciem. Zdobyłam nowe doświadczenie, bo to był jakby mój drugi dom. Ale przydał mi się zimny prysznic. Zrozumiałam, że nie jestem kotem i nie powinnam przywiązywać się do miejsc.
- Mówili, że uciekłaś spod kurateli Tomasza Lisa? Wymagał od Ciebie czegoś ponad siły?
Dorota Gawryluk: Nie było kurateli, bo nie zaczęliśmy nawet współpracy. To był dobry moment na spróbowanie czegoś nowego. Telewizja publiczna była wtedy niezłym  adresem. Szefem jedynki był Maciej - bardzo dobry dyrektor z wizją, prezesem Jan Dworak a w Wiadomościach pracowali ludzie o bardzo różnej wrażliwości.
- Wytrwałaś w TVP do 2008 roku, po czym wróciłaś do Polsatu, gdzie odtąd jesteś dziennikarką numer jeden. Komentujesz najważniejsze wydarzenia w kraju, kampanie prezydenckie. Koledzy nie zazdroszczą?
Dorota Gawryluk: Czego mają zazdrościć? Bycia na pierwszej linii politycznego frontu? A jeśli nawet, to przecież każdy może spróbować. To otwarty zawód. Zresztą nie ma ludzi niezastąpionych, więc nie przesadzaj z tym numerem pierwszym.
- Kiedyś myślałaś, że trudno Cię zastąpić?
Dorota Gawryluk: Nadal myślę, że trudno. Znam swoją wartość. Co nie znaczy, że to niemożliwe. Kiedyś jednak częściej się nad tym zastanawiałam. Jak każdy pewnie na jakimś etapie zawodowego życia miałam też chwile pychy. Pewnie doszłam  nieraz do niebezpiecznej granicy za dużo myśląc o sobie i za dobrze. Na szczęście miałam wiele okazji żeby otrzeźwieć. I skorzystałam z nich.


O KORZENIACH


 - Jesteś dziewczyną z gór, a górale zwykle myślą pozytywnie.
Dorota Gawryluk: Dokładnie tak: jak nie tu, to tam, jak nie w Limanowej, to w Warszawie, a jak nie w Warszawie, to w Chicago.
- Ty też wybierałaś się za wielką wodę?
Dorota Gawryluk: Nie, ale Ameryka zawsze była dla ludzi z moich stron miejscem magicznym. To stamtąd sąsiedzi przysyłali mi paczki, chodziłam w ciuchach z Ameryki, w marynarkach, żakietach, amerykańskich sukienkach. Dzięki sąsiadom, którzy w Stanach zrobili kariery finansowe, nam tu na miejscu żyło się lepiej. A zwłaszcza tym biedniejszym rodzinom.
- Pochodzisz z biednej rodziny?
Dorota Gawryluk: Nigdy nie byliśmy najbogatsi, ale nie odczuwaliśmy tego. Mój dom był bardzo ciepły, chociaż z zasadami. Musiałam się spowiadać, dokąd idę i z kim. I wracać do godziny 22.
– Buntowałaś się?
Dorota Gawryluk: Nawet nie, potrzebowałam jasnego przekazu, co wolno, a co nie. Moja mama zawsze się o nas troszczyła, ale wychowywała dzieci surowo. Dbała przy tym, żeby nam niczego nie brakowało. Ludzie nam pomagali, a teraz ona pomaga innym w gorszej sytuacji. Mój brat prowadzi własną firmę i nieźle sobie radzi, siostra również. No i mnie wiedzie się nie najgorzej. Gdybyś mnie zresztą wzięła na spytki o mojej rodzinie, to od razu powiem, że w górach panuje zasada, by o bliskich niczego złego nie mówić. A gdy trzeba ich bronić, to będziemy się bić do upadłego. Góry to nasze miejsce odniesienia, do nich ciągle się wraca. Tak jak do chleba, który piecze moja sąsiadka Basia -lepszego nigdy i nigdzie nie jadłam.
- Bo to jest smak Twojego dzieciństwa, którego żaden inny nie zastąpi.
Dorota Gawryluk: To prawda, choćbym kosztowała najbardziej wykwintnych kuchni na całym świecie, to wracam do tej jedynej, na której wyrosłam. Nie tylko z sentymentu. Tamta jest najlepsza i tyle.
- A jednak chciałaś się z tych gór wyrwać do wielkiego miasta?
Dorota Gawryluk: Nie bardzo. To była raczej naturalna droga. Liceum w Warszawie, studia, praca. Ale ja cały czas tęsknię za górami, czuje się jak na wygnaniu. Trzydzieści lat wygnania… I wracam, gdy tylko mogę.

 

O MĘŻU I RODZINIE


- Masz szczęśliwą rodzinę, choć nietypową.
Dorota Gawryluk: Co masz na myśli?
- Mówię o Twoim mężu - Białorusinie…
Dorota Gawryluk: Jest Polakiem narodowości białoruskiej choć wyznania prawosławnego rzeczywiście. Pochodzi z Hajnówki. Poznaliśmy się bardzo typowo, to była studencka miłość. On też studiował w Warszawie, na Politechnice.
(…) Żyję spokojnie, bez większych ekscesów. Nie eksperymentuję na sobie i na mojej rodzinie. Poskramiam swoje skłonności do wyzywania losu.

- Na przykład?
Dorota Gawryluk: Uwielbiam flirt ale nie flirtuję. Uwielbiam imprezy, ale raczej nie imprezuję. Lubię dobry alkohol, ale właściwie nie piję. Paliłam, ale nie palę. Takie drobnostki. Moje życie właściwie jest nudne. Na szczęście.
- Twój dom jest podzielony pomiędzy cerkiew a kościół?
Dorota Gawryluk: Nigdy nie byłam związana z cerkwią, a mój mąż też ma z nią słabą więź. Szczerze mówiąc oboje teraz nie jesteśmy blisko z kościołem.
- Gdy człowiek rodzi się i wychowuje w innej kulturze, to może być przyczyną nieporozumień?
Dorota Gawryluk: Trzeba więc popracować nad tym, żeby więcej nas łączyło niż dzieliło. Nie można się z góry nastawiać negatywnie. Na pewno nigdy sobie nie wypominamy: „Ty jesteś stąd, a ty stamtąd”. Do styku kultur podchodzimy z wielką delikatnością, nie forsując swoich racji. Każde z nas jest indywidualistą i tak też patrzymy na naszą rodzinę. Jesteśmy razem już prawie ćwierć wieku i to chyba sukces. Ale małżeństwo to codzienna praca nad nim, bo przecież zdarzają się kryzysy.
- To jak Ty pracujesz nad swoim małżeństwem?
Dorota Gawryluk: Przez ćwierć wieku to maż nad nim pracował, bo ja byłam w pracy i w biegu. Uświadomiłaś mi , że może teraz moja kolej.
- A jednak mimo ciągłej zajętości, po długiej przerwie, zdecydowałaś się na drugie dziecko. Dziś Wasza córeczka ma sześć lat.
Bo to samo życie, jest małżeństwo i są dzieci, a ja je postrzegam w kategoriach cudu. Gdy wracam, czeka na mnie taka mała dziewczynka, która cieszy się, bo ma już wreszcie mamusię.
- Znaną z telewizji.
Dorota Gawryluk: Jej imponuje mama koleżanki, która pracuje w zakładzie kosmetycznym. Dzieci były tam na wycieczce i przyglądały się zabiegom. A Marysia odtąd maluje paznokcie. Ale wracając do małżeństwa, na pewno nie jest łatwo przeżyć ze sobą tyle lat. Myślę, że miałam szczęście, bo mój mąż jest dobrym człowiekiem. To polega też na tym, że szanujemy się wzajemnie i oboje z pokorą podchodzimy do tego, co nam niesie życie. Choć czasem żałuję, że nie jestem wybitną pisarką podróżującą po świecie z wykładami.

 

O POGLĄDACH I ABORCJI


- Od każdego człowieka czy bogatego czy biednego czy z miasta czy ze wsi można się wiele nauczyć. Dorota Gawryluk: Kontakt z ludźmi to jest bogactwo. Z ich stylem życia i sposobem myślenia. Tego nauczyłam się od swoich rodziców. Są bardzo otwarci na innych. Tolerancyjni. A mama głęboko wierząca.
- Tak jak ona wierzysz żarliwie w Boga?
Dorota Gawryluk: Daleko mi do żarliwości. Ale pracuję nad tym (śmiech). Poważnie mówiąc to bardzo chciałabym być osobą głęboko wierzącą. To rozwiązuje wiele problemów. Taka jest moja mama. Szczęśliwa.
- A tata?
Dorota Gawryluk: Tata jest agnostykiem. Wierzy tyko w rzeczywistość, ale ma w sobie wrażliwość na przykład na przyrodę. To po nim pewnie wzruszam się na widok kota czy psa. Chociaż teraz pewnie nie umiałabym już napisać wiersza. A były czasy, że nawet je drukowałam. Pamiętam, jak kiedyś Donald Tusk śmiał się ze mnie – poetki - przy okazji jakiegoś wywiadu.
- Nie boisz się wymieniać nazwiska Tuska?
Dorota Gawryluk: Nie jestem aż tak strachliwa. Czego zresztą miałabym się bać?
- Bo uważana jesteś za prawicową dziennikarkę.
Dorota Gawryluk: To pewnie dlatego, że mam konserwatywne przekonania, na przykład jestem przeciwniczką aborcji i takie są moje poglądy i mam do nich prawo. Natomiast nikt nie jest w stanie przywiązać mnie do żadnej partii i nikomu się to do tej pory nie udało. (…)
- Mówisz też o sobie, że jesteś feministką. Czy to się nie kłóci z tym, co właśnie powiedziałaś?
Dorota Gawryluk: Jestem właściwie konserwatywną feministką. Uważam ze kobiety powinny walczyć o swoje prawa i że mają trudniej w życiu. Ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Kobiety rodzą dzieci i to się raczej nie zmieni. Nawet gdyby wszyscy ojcowie poszli na przymusowy tacierzyński, to i tak nie zastąpią matki. To ona najbardziej się poświęca. To jest naturalne zniewolenie kobiet.
- Jednocześnie uważasz, że jesteś tolerancyjna.
Dorota Gawryluk: Bo jestem. Tolerancja to wyrozumiałość. Nie moją rolą jest pouczanie innych. Nie narzucam nikomu mojego sposobu myślenia. Jeśli kogoś to interesuje,  tłumaczę dlaczego myślę tak a nie inaczej.

 

 

Nowa VIVA! z Dorotą "Dodą" Rabczewską na okładce od 3 listopada w kioskach.

Dorota Rabczewska
Fot. Marlena Bielinska/MOVE

 

Polecamy też: To ona zastąpi Piotra Kraśko w TVP? Dorota Gawryluk: "Nie ma szczy­tu, na któ­ry nie da się wejść"

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Wydanie de Luxe VIVA!, a w nim: ANJA RUBIK o tym, jak się czuje w roli singielki i o planach na przyszłość. Intymna sesja KINGI KORTY z synkiem GREYSONEM i inspirująca rozmowa na temat późnego macierzyństwa. Skandalista i geniusz – ELTON JOHN. RODZINA KOKCZYŃSKICH, właścicieli Park Cafe w Konstancinie, o tym, jak stworzyć „fajne miejsce”.