Fot. Agnieszka Kulesza i Łukasz Pik
Wywiady Krystyny Pytlakowskiej

Beata Pawlikowska pokazuje nam swój dom. I mówi o seksie i czereśniach

20 marca 2016 20:47
Fot. Agnieszka Kulesza i Łukasz Pik

Beata Pawlikowska mieszka na granicy Wilanowa: trzy tarasy, dwa ogródki - sama hoduje miętę, którą dodaje do wody mineralnej - smak naprawdę boski. Ogromna sypialnia, meble tylko niezbędne. Dwa koty baraszkujące w salonie. Kiedy 15 lat temu zaczynała cykl „Świat według blondynki” w Radio Zet, miotała się, walczyła z bulimią, z anoreksją. Po tych kilkunastu latach  jest dojrzałą, zdecydowaną kobietą,  która świadomie dokonuje wyborów.  Zrezygnowanie z prowadzenia programu to jej ostatnia decyzja - podróżniczka nie zgodziła się bowiem z propozycjami kierownictwa Radia Zet dotyczacymi wprowadzenia zmian w formułę jej audycji.


Przypominamy wywiad Krystyny Pytlakowskiej z Beatą Pawlikowską, który miał miejsce w jej pięknym domu w Warszawie. Powiedziała wtedy: Cokolwiek sobie wymyślę i czuję, że to do mnie pasuje,  jestem w stanie zrealizować. Jeżeli będę chciała mieć hotel na Karaibach to będę go miała, jeżeli będę chciała zostać w dżungli to zostanę tam. Jeżeli będę chciała przeprowadzić się na wieś i zbudować tam rakietę kosmiczną, zbuduję ją.
 

Nie wątpimy w to!


- Cieszysz się?
Beata Pawlikowska: Bardzo. Budzę się rano i myślę, że świat jest piękny. Zanim  się tu wprowadziłam, też myślałam,  że świat jest piękny. Ten dom to tylko wisienka na torcie.


- Gdy zmieniamy domy, zmieniamy się też sami? W nowych domach jesteśmy inni?
Beata Pawlikowska: Nie wydaje mi się. Ja chciałam tylko mieć więcej przestrzeni i móc rano dotknąć stopami ziemi, usiąść sobie w słońcu, poczuć wiatr we włosach. To jest możliwe wtedy, kiedy masz swój ogród. A teraz mam. I moje koty mogą teraz wychodzić na dwór, kiedy chcą, są wreszcie wolnymi osobami. Hasają po chaszczach i wracają rano z rzepami w sierści. Ale jakie szczęśliwe!  


-  Nie powiesz mi, że ten nowy piękny dom kupiłaś dla kotów?  
Beata Pawlikowska: Dla siebie też, ale dla nich również. Uświadomiłam sobie, że kiedy trzymasz koty w mieszkaniu, one stają się twoimi niewolnikami, zdanymi całkowicie na twoją łaskę. Są niewolnikami betonu, a przecież beton to nie jest miejsce naturalne dla nikogo – ani dla ludzi, ani dla zwierząt. Wymarzyłam sobie taki dom urządzony na biało. Dużo słońca, dużo światła i przestrzeni. Symboliczna czystość. Tym bardziej, że ja pracuję w domu, więc tu piszę, myślę, rysuję, obmyślam audycje do radia. Otwarta przestrzeń i minimalistyczne wnętrze sprzyjają skupieniu i pracy twórczej.

 


- To tak jakbyś zaczęła nowe życie, jakbyś miała nowego kochanka.
Beata Pawlikowska: Nowego kochanka? (śmiech). No dobrze, jak chcesz. Ale moje nowe życie zaczęłam wiele lat temu, kiedy zmieniłam mój sposób myślenia. Otworzyłam się, odzyskałam wolność, szczególnie tę najważniejszą, wewnętrzną, czyli pozbyłam się moich własnych ograniczeń. Jest mi cudownie.


- Nie możesz żyć bez pisania?
Beata Pawlikowska: Dlaczego tak myślisz? Jestem wolnym człowiekiem, to znaczy, że mam prawo wyboru i sama podejmuję decyzje dotyczące mojego życia. Niczego nie muszę. Podczas podróży na przykład nie piszę.


- Podróżujesz po to, żeby  to potem opisać.

Beata Pawlikowska: Nie. Podróżuję z ciekawości. Żeby przeżyć coś nowego. A czy będzie z tego książka, okazuje się po powrocie. Nie z każdej podróży piszę książkę. Na przykład nie wiem dlaczego do tej pory nie opisałam mojej wyprawy w Himalaje,  kiedy wchodziłam na sześciotysięcznik. To była niesamowita wyprawa. Tam zrozumiałam, że warto próbować tego, co jest nieznane i  co wydaje się bardzo trudne. Bo ja przecież nigdy wcześniej się nie wspinałam i nawet nie chodziłam po górach. Zawsze uważałam, że jestem człowiekiem  dżungli i że dżungla to mój świat. Gorący, tropikalny, wilgotny. Taki, jak lubię.


- A ty jesteś kolejnym wcieleniem King Konga?
Beata Pawlikowska: Oj, chyba nie. Jakoś nie mam skłonności do młodych pięknych dziewcząt, jak King Kong (śmiech). Kiedy zaproponowano mi udział w wyprawie wysokogórskiej na szczyt wulkanu Mismi w Peru, to tylko się roześmiałam i powiedziałam, że bardzo dziękuję, ale to nie moja bajka. A potem pomyślałam – spróbuję!! Pojechałam z nimi w Andy, a rok później weszłam na sześciotysięcznik w Himalajach w Nepalu. To było niesamowite!

 


- Ciężko było?
Beata Pawlikowska: Bardzo ciężko. Idziesz i myślisz sobie, że to szaleństwo. Jest tak mało tlenu w powietrzu, że próbujesz oddychać, ale masz wrażenie, że zaraz się udusisz, a w dodatku cały czas musisz iść pod górę. Pomyślałam więc sobie: zrobię dwanaście kroków i zastanowię się, czy idę dalej czy wracam. Mogłam w każdej chwili zawrócić, ale coś mnie pchało naprzód od środka. Jakaś szalona chęć, pragnienie. Ciało odmawiało posłuszeństwa, więc postanowiłam, że zrobię tylko następne dwanaście kroków. Liczyłam: jeden, drugi, trzeci, brakuje sił, ale robię czwarty, piąty i szósty, walka o tlen, siódmy, ósmy, dziewiąty, jeszcze tylko trzy – dziewiąty, dziesiąty, uda się!! Aż doszłam do dwunastu. I wtedy pomyślałam, że zrobię jeszcze raz dwanaście kroków, a potem znowu dwanaście. Aż weszłam na szczyt.  I tam  zrozumiałam, że dobrze jest włożyć w coś dużo wysiłku - nie dlatego, żeby spojrzeć w dół ze szczytu i ogłosić zwycięstwo. Tylko by przekonać się, jaką mam niesamowitą wewnętrzną siłę, która potem została ze mną. W każdej chwili mogę z niej korzystać.


- Co z nią robisz?
Beata Pawlikowska: Używam jej na co dzień. Do pisania książek, wpadania na nowe pomysły, prowadzenia programu w radiu, do biegania, do rysowania, do pisania felietonów i reportaży, robienia zdjęć. Wiesz, że nie mam żadnych zaległości?  Ani poczucia, że nie nadążam? Mam czas na wszystko, co jest dla mnie ważne. To jest cudowne uczucie.

 


- Ale ile tu jest okien do umycia, ile podłóg do wyczyszczenia.
Beata Pawlikowska: Na szczęście są firmy, które się w tym specjalizują.


- Mówisz jak bogaczka.
Nie, ale wiem, że ja w czasie mycia tych wielkich okien mogę napisać ze dwa felietony. Za połowę sumy, jaką w ten sposób zarobię, zapłacę za sprzątanie. To chyba uczciwe.


- Nauczyłaś się liczyć.
A właśnie, że nie (śmiech). Nadal nie wiem ile mam na koncie ani w portfelu. Ważne tylko, że starczyło mi na kupienie i urządzenie tego domu.


- Pieniądze więc nie są dla ciebie ważne?
Pieniądze jako cel – nie. Nigdy nie były. Wiesz co jest dla mnie ważne? Uczciwość. Teraz pewnie powiesz, że to banalne, ale coś ci powiem. Uczciwość polega na tym, żeby myśleć to samo, co się robi i odwrotnie. Czyli, żeby to co myślisz w cichości swojego serca i to co robisz publicznie, było tym samym. To jest dla mnie uczciwość. A najtrudniejsze ze wszystkiego to być uczciwym wobec samego siebie. Ludzie ciągle mają taki odruch, żeby udawać coś albo kogoś, tworzyć iluzję. Najtrudniej jest przyznać się przed sobą do takiej iluzji, którą sama stworzyłaś. To wymaga największej odwagi, ale też daje największą siłę.

 


- A  jakie były te twoje iluzje?
Beata Pawlikowska: Bardzo długo udawałam przed sobą, że jestem ogromnie samodzielna i nie potrzebuję nikogo. A jeżeli z kimś jestem, to jutro możemy się bez żalu rozstać. Mówiłam, że gdyby on odszedł, albo gdybym ja odeszła, nie byłoby żadnej sprawy. I dopiero niedawno sobie uświadomiłam, że to wcale nie była prawda. Bo ja nie umiałam być sama. Dotarło do mnie, że gdy tylko się z kimś rozstawałam, natychmiast zaczynałam  szukać kogoś nowego.


- Przyznałaś się nawet w jakiejś rozmowie do seksoholizmu.
Beata Pawlikowska: Moje słowa zostały przekręcone, nigdy nie byłam uzależniona od seksu.


- To od czego?
Beata Pawlikowska: Od miłości. Myliłam seks z miłością i dlatego wydawało mi się,  że nie mogę bez niego żyć. Bo podświadomie odbierałam seks jako symbol miłości,  jak wyznanie najgłębszych uczuć.  Bliskość fizyczna podświadomie dawała mi brakujące poczucie bezpieczeństwa. Uświadomiłam to sobie wtedy, kiedy po kolejnym rozstaniu chciałam się jak najszybciej z kimś związać i było mi właściwie wszystko jedno z kim. Byle był miły. I nagle mnie olśniło. Usłyszałam moje własne myśli: Chciałam być z kimkolwiek?! Byle był miły?! Serio?! Przestałam udawać przed sobą, zdobyłam się na odwagę stuprocentowej uczciwości wobec samej siebie i wtedy nagle zrozumiałam, że tak naprawdę w głębi duszy ja się po prostu bardzo bałam samotności.


- Kiedy to było?
Beata Pawlikowska: Dziesięć, może piętnaście lat temu. Wtedy uświadomiłam sobie, że ten strach przed samotnością, przed odrzuceniem, przed wyśmianiem od dawna rządził moim życiem. Był jak potwór, nad którym nie miałam żadnej władzy i ciągle udawałam, że on nie istnieje. I wiesz co się stało? To jest najbardziej niesamowita rzecz pod słońcem! W momencie kiedy zdobywasz się na odwagę i uczciwie przed samym sobą przyznajesz się do tego jak jest, czego się tak bardzo boisz, przed czym uciekasz, czego tak bardzo potrzebujesz, kiedy powiesz to samej sobie prosto w oczy, to nagle ten potwor traci moc. Po prostu znika. Tak jakby wcześniej miotał się zamknięty w pudełku, a w chwili, kiedy odważysz się zajrzeć do tego pudełka i przyznać się do tego, co w nim jest, strach znika. A ty zyskujesz wielką moc.


- Patrzyłaś w lustro i rozmawiałaś sama ze sobą?
Beata Pawlikowska: Owszem. I wszędzie indziej, przez cały czas. Na spacerze, pod prysznicem, przy robieniu herbaty i schodzeniu po schodach. Tak długo szukałam w sobie uczciwej odpowiedzi, aż wreszcie ją znalazłam. I wtedy nie masz już nawet cienia wątpliwości, że to jest właśnie prawda.  

 


- Co daje takie przyznanie się?
Beata Pawlikowska: Moc, zaufanie we własne siły i wiarę w to, że wszystko jest możliwe. Wtedy już umiesz być sama i nie boisz się tego, co ludzie o tobie pomyślą,  nie próbujesz grać kogoś lepszego niż jesteś, albo kogoś, kto zawsze da sobie radę. Jesteś po prostu sobą. Silnym fantastycznym, spełnionym sobą.


- I dlatego jesteś teraz sama, uchodząc za zatwardziałą singielkę?
Beata Pawlikowska: Nie jestem zatwardziałym singlem (śmiech), wiem, że bycie we dwoje może być wspaniałe. Tyle tylko, że nie zgadzam się  być z kimś tylko dlatego,  żeby być z kimkolwiek. Nie mam takiego przymusu. Nie muszę. Mogę. Jeżeli spotkam mężczyznę,  z którym będę chciała być, uczciwie, z szacunkiem i przyjaźnią, to fantastycznie, wtedy z nim będę. A jeśli nie spotkam kogoś takiego, to będę sobie dalej sama. Z przyjemnością. Zjesz coś, Krysiu?


- A co masz?
Beata Pawlikowska: Ugotowałam dzisiaj rano, zobacz: ziemniaki z soczewicą, kalafiorem i świeżymi ziołami. Zioła z mojego ogródka.


- Bardzo smaczne to twoje danie. A co tak naprawdę robisz dla siebie, dlatego, że to bardzo lubisz?
Beata Pawlikowska: Poza gotowaniem? Lubię rysować, oglądać filmy, piszę sobie różne rzeczy, takie nie przeznaczone do publikacji.


- Wańkowicz twierdził, że pisać lubią tylko grafomani.
Beata Pawlikowska:  Naprawdę? Nie będę się z nim spierać. A zresztą wszystko mi jedno czy pisanie to grafomania czy nie. Po prostu lubię to robić. Mam  przy tym takie poczucie, że to nie są przypadkowe słowa rzucone na papier, i że to nie ja je składam ze sobą, ale one same przychodzą, układają się w zdania i tworzą pewien sens. Pytałaś czy jestem uzależniona od pisania. Ale wiesz co, uzależnienie to pewien stan umysłu, który zmusza cię od wewnątrz do robienia czegoś, co przynosi ci szkodę i podsuwa jednocześnie pozornie racjonalne argumenty dlaczego chcesz to robić, mimo że w głębi duszy wcale tego nie chcesz. Ja nie jestem już uzależniona od niczego.


- Przeszłaś przez różne uzależnienia. Papierosy, anoreksja, alkohol.
Beata Pawlikowska: Tak,  dlatego jestem w stanie zrozumieć ich mechanizm i  wiem też, ze można z nich wyjść. Uzależnienie to stan umysłu, można się go pozbyć poprzez zmianę sposobu myślenia.

 


- Gdyby to było takie proste, narkomani nie potrzebowaliby żadnych odwyków.
Beata Pawlikowska: Odwyki są potrzebne, żeby odtruć organizm,  ale dopiero potem zostaje do wyleczenia cała głowa i dusza. I to jest najtrudniejsze, ale i daje największą radość. To jest jak wejście na Mt. Everest. Super sprawa.


- Kiedy się poznałyśmy, byłaś zagubioną dziewczynką.
Beata Pawlikowska: Chyba tak, nie pamiętam  już kiedy to było.


- Zaczynałaś cykl „Świat według blondynki” w Radio Zet, miotałaś się, walczyłaś z bulimią, z anoreksją. A teraz siedzę obok dojrzałej, zdecydowanej kobiety,  która świadomie dokonuje wyborów.  
Beata Pawlikowska: Prawda. Z jedną uwagą. Zawsze o sobie myślałam, że jestem człowiekiem, a nie kobietą. Kobieta to już ograniczenie. Nie jestem dziennikarką, nie jestem pisarką albo pisarzem czy fotografem. Jestem człowiekiem, a to mi daje wszystkie możliwości. Cokolwiek sobie wymyślę i czuję, że to do mnie pasuje,  jestem  w stanie zrealizować. Jeżeli będę chciała mieć hotel na Karaibach to będę go miała, jeżeli będę chciała zostać w dżungli to zostanę tam. Jeżeli będę chciała przeprowadzić się na wieś i zbudować tam rakietę kosmiczną, zbuduję ją.


- Jeżeli będziesz chciała polecieć  na Marsa?
Beata Pawlikowska: To polecę, tylko po co? Bardzo podoba mi się tu na Ziemi. Jest jeszcze mnóstwo rzeczy, których nie znam i tyle pięknych miejsc, których jeszcze nie widziałam. Wiesz, co jest moim największym sukcesem?


- Pisanie bestsellerów.
Beata Pawlikowska: Nie, nie. Mój największy sukces to przyjaciel, którego znalazłam w samej sobie. On mnie wspiera, od niego uczę się jak siebie kochać.


- Kiedyś siebie nienawidziłaś?
Beata Pawlikowska: Tak,  byłam dla siebie największym wrogiem. Podświadomie uważałam,  że jestem gorsza, nieważna, że nie można mnie lubić, że zawsze muszę się o wiele bardziej starać, żeby ktoś mnie pochwalił, że nie jestem taka ładna jak inni, taka mądra ani taka szybka i nie będzie nikt nigdy chciał ze mną być.


- A teraz mówisz: brawo, ja?
Beata Pawlikowska: Teraz mówię: moja kochana, świetnie to zrobiłaś, jestem z ciebie dumna! Moja podświadomość to słyszy i cieszy się razem ze mną. Jesteśmy w największej przyjaźni. I dlatego cokolwiek się zdarzy, będzie mi dobrze.

 


- Nawet wieczorem, kiedy lęki wyglądają z ciemności? A ty jesteś tu całkiem sama?
Beata Pawlikowska: Lęki?! Jakie lęki? (śmiech). No coś ty! Żadne lęki już nie wyglądają z moich kątów, daję ci uroczyste słowo honoru. A wieczorem uwielbiam być  sama,  siedzę sobie na tarasie i patrzę jak drzewa się poruszają.  I myślę, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Rano się budzę w mojej zaczarowanej sypialni, w której o wschodzie i zachodzie w tym samym miejscu widzę słońce. Rozumiesz? Dokładnie w tym samym oknie mam słońce o wschodzie i zachodzie, bo jakimś magicznym sposobem odbija się od innych okien i pada mi zawsze prosto na twarz.


- Chodzisz wcześnie spać , jeszcze przed zachodem słońca?
Beata Pawlikowska: Będziesz się ze mnie śmiać, ale trudno. Chodzę spać o ósmej wieczorem, wstaję o piątej trzydzieści. Codziennie rano biegam przez pola, miasto jeszcze śpi, jest tak cicho i pusto, jakbym była jedynym człowiekiem na ziemi. To niesamowite uczucie. Biegnę sobie bez pośpiechu, słucham jak szeleszczą drzewa i śpiewają ptaki.


- I co mówią?
Beata Pawlikowska: Jak to co? Mówią: Kocham cię!


- Po czym wracasz i siadasz do pisania.
Beata Pawlikowska: Jem lekkie śniadanie, pogadam chwilę z moimi kotami i siadam do pracy.


- I nie myślisz o tym, że czas płynie i że możesz nie zdążyć.  
Beata Pawlikowska:  Że z czym nie zdążę? Jeśli z czymś nie zdążę, to znaczy, że to nie było aż tak ważne. I nie martwię się  na zapas. Myślę tylko o tym,  co jest dzisiaj.


- A nie chciałabyś, żeby ktoś cię trzymał za rękę, przytulił? Nie brak ci tego?
Beata Pawlikowska: Uwielbiam iść z kimś trzymając się za ręce,  ale od pięciu lat jestem sama i wcale mi to nie przeszkadza. Kiedyś myślałam, że nie mogłabym żyć bez seksu, a teraz to dla mnie żaden problem. Bo wiesz jak to jest. To jest tak samo jak z czereśniami. Czasami jest lato i wtedy są czereśnie. Zajadasz się nimi i myślisz, że są fantastyczne, takie słodkie i soczyste. A potem czereśni nie ma i po prostu ich nie jesz. I nie tęsknisz za nimi, bo masz wtedy inne równie słodkie owoce do jedzenia.


- Napiszesz o tym  następną książkę?
Beata Pawlikowska: O czereśniach?


- O czereśniach i seksie.
Beata Pawlikowska: Seks i czereśnie, piękny tytuł.

 


- Pójdzie jak woda. I wtedy kupisz jeszcze jeden  domek.
Beata Pawlikowska: Ale w Ameryce Południowej, gdzieś na skraju dżungli, żebym nie musiała wycinać drzew. I będę tam żyła tak jak uwielbiam, w ciszy, bez gazet, bez telewizora. W moim nowym domu świadomie zdecydowałam, że nie chcę mieć telewizji, bo codzienne wiadomości to jak wielki odkurzacz, który zbiera ze świata wszystkie brudy, a potem je na mnie wysypuje. Nie oglądam wiadomości.  A jeśli wybuchnie kolejna wojna, na  pewno i tak jakoś się o tym  dowiem. Chociaż z mojego punktu widzenia taka informacja nie jest mi do niczego potrzebna.

 
Rozmawiała Krystyna Pytlakowska
 

Polecamy także: Z wizytą u Katarzyny Dowbor. "Przyszłam na chwilę, zostałam na zawsze".

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Tylko w VIVIE! inspirująca rozmowa z KATARZYNĄ SKRZYNECKĄ o tym, dlaczego postanowiła wrócić do figury 30-latki. „Prezes” ROBERT GÓRSKI i MONIKA SOBIEŃ-GÓRSKA o tym, czy ich życie przypomina… kabaret. ZBIGNIEW ZAMACHOWSKI o tym, co robi, kiedy cały dom zaśnie.