Anna Maria Jopek, Viva! marzec 2017
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM
NOWY NUMER VIVY!

„Pakowałam się do trumny i czułam, jak wszystko we mnie eksploduje.” Anna Maria Jopek o upływie czasu w nowej VIVIE!

Beata Nowicka 22 marca 2017 07:00
Anna Maria Jopek, Viva! marzec 2017
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

W 2011 roku wydała trzy płyty jednego dnia, bo jest bardzo niecierpliwa. Bardzo dużo koncertowała, a potem zniknęła… na sześć lat. Anna Maria Jopek nigdy nie była „gwiazdą” ścianek na bankietach, premierach, czerwonych dywanach ani „ozdobą” imprez w galeriach handlowych. Tylko Vivie! opowiada, co robiła przez sześć ostatnich lat!

 

Nowa VIVA! z Anną Marią Jopek na okładce w kioskach już od 23 marca!

Przypomnijmy, że magazyn Viva! w województwie Mazowieckim dostępny jest z kartą rabatową Good For U Wellness & Beauty na zabiegi w gabinetach spa, wellness i medycyny estetycznej. Zniżki do 50% w ponad 90 salonach!

Adresy salonów biorących udział w promocji oraz regulamin akcji na stronie www.goodforu.pl.



W numerze również wywiad z Pawłem Małaszyńskim, aktorem, którego można obecnie oglądać w serialu „Belle Epoque”, emitowanym przez TVN oraz Agatą Steczkowską, która w książce zdradziła sekrety rodzinne, jak również z niekwestionowanym autorytetem, jeśli chodzi o język polski, Jerzym Bralczykiem.

Wywiad z Anną Marią Jopek

- Gdybyśmy zrobiły mapę Twojej „nieobecności”, to gdzie byłaś przez ten czas?

Anna Maria Jopek: W tak wielu miejscach, że nie sposób wymienić je jednym tchem. Szukałam... Grałam dużo koncertów w przeróżnych miejscach, nawet na plaży w Bari z Portugalczykami. Raptem zaczyna padać, za plecami masz morze, przed sobą ścianę deszczu. Włosi nie potrafią moknąć, są zagubieni, nie wiedzą, co ze sobą począć, a ja gram muzykę z Portugalczykami. Surrealizm. Albo w cudownej Japonii z Makoto Ozone genialnym pianistą japońskim, który otworzył przede mną najwspanialsze sale w tym kraju. Nie zapomnę gdy stanęłam na deskach opery w Tokio. Pstryk palca na scenie rezonował na drugim balkonie z tą samą precyzją. To był szkliście odwzorowany dźwięk. Stałam tam i płakałam z zachwytu. Poraziła ta mnie doskonałość akustyczna nie do uwierzenia. Takich doświadczeń było mnóstwo.

 

- W Jeleniej Górze spotkałaś w Jeleniej Górze Grzegorza Brala ze słynnego Teatru Pieśni Kozła

Po jakimś swoim koncercie, zobaczyłam Grzesia i mówię: „Grzesiu, tak strasznie chciałabym się od was pouczyć, może byś mnie zabrał do siebie na warsztaty?”. Grzesio popatrzył na mnie i powiedział: „To jest zły pomysł. Przyjdź do pracy”. I ja się zwolniłam z estrady na ładna chwilę i zatrudniłam w Teatrze Pieśń Kozła.

 

- Podziwiam Cię, bo wychodzenie poza swoje ograniczenia, przyzwyczajenia, interesy nie jest dzisiaj modne. A Tobie się chce, masz odwagę. Pakujesz walizkę i jedziesz.

Przeniosłam się do Wrocławia na długie tygodnie, co jakiś czas dojeżdżałam do domu. Mieszkałam przy rynku, pracowałam w trybie od 10 do 10, wracałam na czworakach po próbach, bo to był taki trening mentalno-fizyczny, kompletnie przenicowujący. I po tym doświadczeniu pojechaliśmy na miesiąc do Edynburga, grać nocami w katedrze św. Idziego. Mieszkałam wtedy w komunie, bo oni żyją w komunie, co też jest niezłym przeżyciem. Życie w komunie, gdzie o 3 nad ranem próbujesz pójść do toalety i okazuje się, że kolega-artysta leży w wannie i niestety nie możesz skorzystać z łazienki, jest bardzo dyscyplinujące.

 

Anna Maria Jopek, VIVA! marzec 2017
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

 

- Domyślam się.

To była mocna lekcja. A jeszcze trzeba wiedzieć, że życie w Szkocji jest dla mnie trudne, bo tam w ogóle nie ma światła. To był sierpień, tak strasznie bezsłoneczny, deszczowy i zimny, że moja przyjaciółka, która przyjechała do mnie na premierę, przywiozła mi z Warszawy puchówkę! W środku lata (śmiech). Było tak ciemno, że po miesiącu, gdyby nie to, że codziennie śpiewałam, po prostu umarłabym.

 

- Zamiast tego wróciłaś do wzmocniona.

Zaczęłam marzyć o czymś czego nie umiałam wtedy nazwać, ale umiałam przeczuć. A czułam, że muszę znów się urwać i poszukać gdzie indziej. I jesteśmy w trasie, jadę z moją menadżerką Joasią busem w Portugalii, świeci słońce, niby jest bosko, ale ja cały czas jestem na jakimś nienazwanym głodzie artystycznym. Opowiadam o tym jak mi ciąży ta estrada i mówię do niej: „Wiesz, znam tylko jedną osobę, która umiała by mi pomóc i natchnąć do działania, to jest pan Leszek Mądzik”.

 

- Rok później zrobiliście wspólnie spektakl „Czas kobiety” w lubelskim Teatrze Starym.

Przez czterdzieści minut, muszę zagrać całe swoje życie. Muszę się narodzić i muszę się pochować. Tam się nie kłaniam, co było dla mnie szokiem. Jestem bardzo grzeczna, jestem w wiecznej służbie ludziom, a Leszek powiedział: „Jakie ukłony?! Jakie aplauzy? Jakie brawa?”. Pomyślałam, że ma rację. Pewne rzeczy wymagają ciszy, nie ma się co mizdrzyć i podlizywać widowni. Rozumiemy się albo nie. I ten brak ukłonów był dla mnie uwalniający.

 

urodziny
Fot. Marlena Bielinska/MOVE

Anna Maria Jopek, Viva! 2009

 

- Tyle lat ze sobą rozmawiamy. Skąd w Twoim życiu wzięło się to nieprawdopodobne przyspieszenie w poznawaniu, odkrywaniu, kosztowaniu nowych rzeczy? 

Dzieci nam urosły. Twoja córka jest na studiach, moi synowie zaraz kończą liceum. Już mogę. Nie mogłam tak ostro żyć przez ostatnich 18 lat. Aż przychodzi taki moment, kiedy wiesz: teraz albo nigdy. To ma  głęboki związek z czasem. Gdy jesteśmy młodzi wydaje nam się, że wszystko zdążymy bo wieczność przed nami. Potem okazuje się, że ta wieczność się kurczy niebezpiecznie. Po drodze pożegnałam Gonię Wielochę, która malowała mnie przez całe życie, w najtrudniejszych momentach, jak ten, kiedy miałam do zagrania koncert telewizyjny i straciłam głos. Musiałam wziąć steryd, siedziałam i zastanawiałam  się, czy ten steryd zadziała, czy nie? Zaśpiewam czy nie? Ona wtedy była ze mną, malowała mnie, uspokajała. Gońka, cudowna, wielka artystka. I raptem, w przeciągu roku nie ma kobiety. Umarła Teresa Seda, która szyła mi wszystkie sukienki na scenę. Od Carnegie Hall po Łomianki. Nawet w spektaklu Leszka Mądzika też mam na sobie Sedę. Swoje sukienki zawsze szyła sama. Po mistrzowsku i taką mocną dedykacją. Czułam to potem nosząc je... Za wcześnie odeszły, brak mi ich.

 

- W takich chwilach człowiek zaczyna myśleć: naprawdę zostało bardzo mało czasu.

Ale nie myślę o tym w tonie histerii. Po drodze uczysz się jakiejś mniejszej czy większej zgody. Obok umiejętności wybaczania sobie i innym, zgoda na nieuchronną  ruchomość rzeczy jest dla mnie największą lekcją do przerobienia. Myślę, że przez to ile ukochanych osób straciłam za wcześnie, za szybko, za boleśnie, musiałam to oswoić. U Leszka, w ostatniej scenie muszę się pochować. Na początku to mnie rozrywało na strzępy. Pakowałam się do trumny, zamykałam wieko i czułam, jak wszystko we mnie eksploduje. Im wcześniej rozumiesz ten limit czasu i sił, tym mocniej doceniasz to, że wciąż tu jesteś.

 

Zobacz także: Anna Maria Jopek wskrzesiła najpiękniejsze polskie tanga! Artystka opowiada o płycie „Minione’’

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Mama przy stole jest szczęśliwa”, mówią o MAGDZIE GESSLER jej dzieci – LARA GESSLER i TADEUSZ MULLER. „Ta tęsknota jest jeszcze gorsza niż na początku…”, wyznaje MAGDALENA ADAMOWICZ, żona tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska PAWŁA ADAMOWICZA. OLGA TOKARCZUK, noblistka z dredami. RAFAŁ i GRZEGORZ ZAWIERUCHA. Aktor i uczestnik „MasterChef” – na czym polega siła braci? EWA PACUŁA i NICOLE SALETA - jak nieuleczalna choroba determinuje ich życie.