Aneta Hickinbotham, Viva! 4/2020
Fot. OLGA MAJROWSKA
Tylko w VIVIE!

,,Jestem szczera, czasem aż za bardzo", mówi o sobie Aneta Hickinbotham

Jaka jest producentka "Bożego Ciała" i czy to prawda, że "gdzie diabeł nie może tam Anetę pośle"

Katarzyna Piątkowska 23 lutego 2020 12:10
Aneta Hickinbotham, Viva! 4/2020
Fot. OLGA MAJROWSKA

Jej tata chciał, żeby miała prawdziwy zawód. Lekarz, inżynier. Ale Aneta Hickinbotham postawiła na swoim. Skończyła produkcję filmową. Na planie odnalazła życiową pasję i… miłość. Produkowała obsypaną nagrodami „Ostatnią rodzinę” i nominowane do Oscara „Boże Ciało”. I dopiero się rozkręca! Wciąż w biegu, na sesję znajduje czas podczas przymiarki kreacji na oscarową galę w atelier Tomasza Ossolińskiego, a na rozmowę późną nocą przed wylotem do Los Angeles.

Ludzie, którzy z Tobą pracują, mówią, że „gdzie diabeł nie może, tam Anetę pośle”. I dodają, że umiesz wszystko załatwić. Ale z arcybiskupem przemyskim Adamem Szalem się nie dogadałaś…

Wiem, że dużo jestem w stanie załatwić, czasem pewnie więcej niż inni. Ale wiem też, kiedy odpuścić. Z arcybiskupem było tak, że poprosiliśmy go o zgodę na nakręcenie kilku scen „Bożego Ciała” w kościele na terenie jednej z jego diecezji. Nie zgodził się, bo mu się scenariusz nie spodobał. Trudno. Nie widziałam sensu w upieraniu się. Znaleźliśmy inne rozwiązanie i inne miejsca, w których z chęcią nas przyjęto. Już na studiach produkcji filmowej uczono mnie, że kiedy pojawia się problem, trzeba szukać rozwiązań. Pracując w zawodzie, nieraz musiałam wykorzystać te nauki w praktyce.

– Studiowałaś produkcję filmową, bo…

…bo to była miłość od pierwszego wejrzenia. Gdy kończyłam liceum, mój kuzyn był już absolwentem produkcji filmowej w Katowicach. Kiedyś zabrał mnie ze sobą na plan. Kręcili najpopularniejszy serial w Polsce „W labiryncie”. Poszłam tam z nim, rozejrzałam się i pomyślałam: Kurczę, jaki fajny bajzel. Też bym tak chciała pracować. 

I od razu zdałaś do szkoły filmowej?

Nie. Gdy byłam w klasie maturalnej, w Polsce były tylko dwie szkoły, w których był taki kierunek. W Łodzi i w Katowicach. Pomyślałam, że nie przyjmą mnie, bo było ogromnie dużo osób na jedno miejsce. Poza tym mój tata bardzo nie chciał, żebym tam studiowała. Uważał, że świetnie nadaję się na politechnikę. 

Posłuchałaś jego czy siebie?

Posłuchałam taty i jego żony, która skończyła właśnie tę uczelnię. Niecały rok studiowałam inżynierię środowiska. Uciekłam stamtąd. Wyjechałam do mamy do Londynu. Wróciłam po roku i spróbowałam dostać się do szkoły filmowej do Katowic. Byłam zdziwiona, że znalazłam się wśród 20 szczęśliwców, którzy zostali przyjęci, bo wymagania na egzaminach były naprawdę bardzo wygórowane. A potem, będąc na drugim roku studiów, pojechałam zwiedzać Malbork. A tam akurat Volker Schlöndorff kręcił „Króla Olch” z Johnem Malkovichem. Zobaczyłam wtedy, jak się naprawdę robi filmy. Zobaczyłam ten rozmach i wiedziałam, że dobrze wybrałam. Że to jest to, czym chcę się zajmować. 

Tata nie był zadowolony?

Nie, bo on uważał, że powinnam mieć prawdziwy zawód. A w ogóle marzył, żebym zdawała na medycynę. Tylko ciężko jest studiować medycynę, gdy się pada na widok igły i krwi. Mój tata dość długo nie zdawał sobie sprawy z tego, co ja teraz robię. Trzy lata temu z wyprodukowaną przez nas „Ostatnią rodziną” pojechałam do Płocka na Festiwal Kultury i Sztuki dla Osób Niewidomych. Był tam krytyk Łukasz Maciejewski, który wracał do Warszawy z kolegą mojego taty. I całą drogę opowiadał mu o mnie, o mojej i Leszka firmie Aurum Film, o mojej pracy, o filmach, które robimy. I ten kolega zadzwonił do taty i powiedział: „Rysiek, ty chyba nie wiesz, co twoje dziecko robi”. 

To szczęście dla polskiego filmu, że zwiałaś z tej politechniki.

Nie tylko dla filmu. Z moim charakterem ciężko mi sobie wyobrazić siebie jako starszą panią rozrysowującą instalacje sanitarne (śmiech). 

Dlatego, że nie możesz usiedzieć na miejscu?

Też. Generalnie mam speeda (śmiech).

To chyba pożądana cecha u producenta. Jakie jeszcze cechy powinien mieć dobry producent?

Nie wiem, czy należy uogólniać, ale mogę ci powiedzieć, jakie ja mam.

Jakie?

Przede wszystkim jestem uczciwa. Mam wiedzę filmową – staram się wszystko oglądać, żeby mieć własną opinię i żeby wiedzieć, co i jak robi konkurencja. Muszę być też przekonywająca, gdy idę do kogoś prosić o pieniądze na film. Poza tym mam intuicję. Wpadają mi w ręce różne książki, docierają do mnie różne tematy, spośród których potrafię wybrać te, z których potem można zrobić dobry film albo serial. Czuję, kiedy coś się na ekranizację nie nadaje. To, co robię, musi być zgodne z moim sumieniem. I muszę mieć chęć zrobienia tego. 

A jeśli Ty czegoś nie chcesz zrobić, a Twój wspólnik, Leszek, chce?

Wtedy idę do niego i mówię szczerze, że rozumiem, że możemy dużo zarobić, ale temu nie podołam. A potem wypracowujemy kompromis. Na przykład zatrudniamy kogoś świetnego do napisania scenariusza od nowa. Paradoksalnie uważam, że zawodowo jestem bardziej poukładana niż życiowo. I jestem szczera. Czasem aż za bardzo.

To dziwne, bo słyszałam, że ludzie Cię lubią. 

Bo w tej szczerości staram się nikogo nie zranić. Zazwyczaj to dotyczy pomysłów na filmy czy seriale. Dlaczego miałabym chcieć robić coś, w czym nie widzę potencjału? Nie będę udawać, że jest świetnie, jak nie jest. Najgorsze to oszukiwanie! I kogoś, i siebie. Taki filmowy projekt to jest kilka lat mojego życia. Uważam, że bez sensu poświęcać czas czemuś, w co nie wierzę. Szkoda czasu. Życie jest za krótkie.

Cały wywiad w najnowszym numerze dwutygodnika VIVA!  

Beata Tadla, Viva! 4/2020 okładka
Fot. Marlena Bielinska/Move Pictures

Wideo

Urszula Dudziak pojawi się w kolejnej edycji The Voice of Poland? Zapytaliśmy!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

IZABELA JANACHOWSKA i KRZYSZTOF JABŁOŃSKI: Zamożni, między nimi jest duża różnica wieku – idealny obiekt hejtu. Jak sobie z nim radzą? Jak się kochają? ANDRZEJ PIASECZNY: Dlaczego tak naprawdę zdecydował się na coming out. I to właśnie teraz. DZIECI KRÓLOWEJ ELŻBIETY: Karol, Anna, Andrzej, Edward – wychowani przez matkę, która musiała się zmagać z dylematem: dzieci czy korona. MONIKA I ROBERT JANOWSCY Mężczyzna po przejściach i kobieta z przeszłością o życiu w patchworkowej rodzinie, miłości do siebie i... cudzych dzieci. ANNA NOWAK-IBISZ Pani Gadżet… improwizuje.