budzisz krzyżanowska jamnik
Fot. Fot. Grzegorz Kruczkowski/REPORTER
Niezwykłe historie

Teresa Budzisz-Krzyżanowska: aktorka, za którą modlił się papież Franciszek

Nie ma w Polsce lepszego aktora, mówił o niej Andrzej Wajda. Grała u niego Hamleta

Agnieszka Dajbor 17 września 2021 17:46
budzisz krzyżanowska jamnik
Fot. Fot. Grzegorz Kruczkowski/REPORTER

Teresa Budzisz-Krzyżanowska urodziła się 17 września 1942 roku. Dzisiaj obchodzi swoje 79 urodziny. Jest jedną z najwybitniejszych polskich aktorek. Wiele jej ról przeszło do historii teatru, jak choćby Elżbieta I w spektaklu „Elżbieta, królowa Anglii”. Gdy dwa lata temu trzeba było zebrać pieniądze na leczenie aktorki, która po ciężkim wypadku samochodowym ma problemy z chodzeniem, pomagał sam papież Franciszek. Przysłał płaskorzeźbę ze srebra na aukcję charytatywną. Ujawnił też, że modli się za aktorkę i wyprasza dla niej dar zdrowia. Co się dzieje z Teresą Budzisz-Krzyżanowską, dlaczego tak rzadko ją oglądamy? 

Teresa Budzisz-Krzyżanowska: ojciec spłodził mnie i umarł

Teresa Budzisz-Krzyżanowska urodziła się w Tczewie, na Pomorzu. Jej dzieciństwo przypadło na trudne wojenne lata. Ojciec zmarł jeszcze przed jej narodzinami. Był więźniem obozu Dachau, skąd zwolniono go dzięki wysiłkom żony. Ale podupadł na zdrowiu, chorował. „Spłodził mnie i umarł", mówiła po latach Teresa Budzisz-Krzyżanowska. „Mama została z czwórką dzieci i ze mną w brzuchu, to musiało być dla niej okropne", wspominała w rozmowie z Mikiem Urbaniakiem. Ale to właśnie mamie Teresa zawdzięcza swoje pierwsze fascynacje sztuką. „Gdy czytała nam w domu <Pana Tadeusza>, robiła to wspaniale. I pięknie śpiewała. Ten śpiew wciąż dźwięczy mi w uszach”, wspominała po latach.

Zobacz też: Za dnia królewski historyk sztuki, w nocy sowiecki szpieg. Oto nieznana historia Anthony'ego Blunta

budzisz krzyżanowska z biegiem lat z biegiem dni
Fot. W serialu „Z biegiem lat, z biegiem dni", reż Andrzej Wajda, z 1980 rok. Fot: INPLUS/East News

Przed maturą pojechała do starszej o dwanaście lat siostry, do miasta Czechowice-Dziedzice, żeby odciążyć mamę, także finansowo. Do szkoły teatralnej nastoletnia Teresa zdawała w Krakowie. Powiedziano jej,  że nie zdała. Wróciła do domu do mamy zrozpaczona, rozgoryczona. Czuła, że nie była gorsza, chociaż gorzej wyglądała, nie miała szpilek, ani modnej sukienki. Temu przypisywała porażkę. Jej mama dziękowała za to Bogu, bo nie chciała, żeby córka została aktorką. Ale nieoczekiwanie przyszło zawiadomienie, żeby się zgłosiła do II etapu, że wcześniej zaszła pomyłka. W Krakowie szybko odnalazła swoje miejsce. Zadebiutowała w 1964 roku w spektaklu „Niech no tylko zakwitną jabłonie” Agnieszki Osieckiej.

Aktorka z drużyny Andrzeja Wajdy, polska Meryl Streep

Na roku poznała swojego przyszłego męża Jana Krzyżanowskiego, jednego z najprzystojniejszych chłopców w szkole teatralnej. Kochało się w nim wiele dziewczyn, ale on był zafascynowany poważną, tajemniczą koleżanką. Zakochali się w sobie, na III roku studiów wzięli ślub. Teresa Budzisz-Krzyżanowska miała 22 lata i była przed dyplomem, kiedy okazało się, że jest w ciąży. Pomogła jej wtedy inna wielka aktorka Halina Gryglaszewska, oferując etat w jednym z teatrów. Budzisz-Krzyżanowska szybko została dostrzeżona i zrobiła aktorską karierę.

W Krakowie, w Teatrze Starym trafiła do „drużyny Andrzeja Wajdy”, grała w jego wielkich spektaklach „Nocy listopadowej”, „Z Biegiem lat, z biegiem dni”, a w końcu lat 80. w „Hamlecie IV” (Wajda tak nazwał spektakl, bo była to jego czwarta inscenizacja tego dramatu). Gdy zaproponował jej tę rolę myślała, że żartuje. Ale, jak pisali krytycy, zagrała ją bezbłędnie, bez cienia fałszu, a jej przeistaczanie się w Hamleta było fascynujące „Krzyżanowska była większa niż jakiekolwiek ograniczenia płci”, napisał angielski szekspirolog Tony Howar (cytuję za rozmową w wortalu Dzienniku Teatralny.pl) .

Zobacz też: Nieszczęśliwa miłość i uzależnienie od alkoholu zniszczyły karierę Teresy Tuszyńskiej

film maskarada 1986
Fot. Teresa Budzisz-Krzyżanowska, film „Masdkarada", reż Janusz Kijowski, 1986 rok. Fot: INPLUS/East News

Pracowała z Krzysztofem Kieślowskim, Kazimierzem Kutzem, Mariuszem Trelińskim, Januszem Morgensternem. Czasem nazywana jest polską Meryl Streep. Zagrała wiele wspaniałych ról, które długo tu można by wymieniać. Wyrazista, rozedrgana od emocji, ze wspaniałym głosem i dykcją, robiła wrażenie nawet w rolach drugoplanowych. Świetnie śpiewała. Songów Jenny z „Opery za trzy grosze” w jej wykonaniu można by słuchać bez końca.

Praca w teatrze: to było życie!

Po latach w rozmowie z Dziennikiem Teatralnym.pl aktorka wspomina czas spędzony w Teatrze Starym (grała w nim przez 10 lat). „Cóż to był za zespół! Konkurowaliśmy ze sobą, ale po spektaklach, w SPATiF-ie, stanowiliśmy jedność. Choć obowiązywała hierarchia, królem był Jurek Bińczycki - przy swym wielkim stole tuż przy wejściu. To wokół niego zbierali się „na omówienie spektaklu" pozostali aktorzy. Czasem do świtu trwało rozstawanie się z rolą, okraszone żartami, śpiewami i rozmowami „istotnymi" w Witkacowskim stylu.

Podobno kiedyś „Binia" zabrakło przy tym wielkim stole, siedział w kącie samotnie nad kieliszkiem wódki. Markotny i sfrustrowany. Wreszcie ktoś odważył się podejść z pytaniem, co się stało? Odpowiedź brzmiała <Miejsca sobie znaleźć nie mogę, odkąd Klenczon odszedł od Czerwonych Gitar>. Co za pomysł, jaka reżyseria! Cały wieczór pracował na ten dowcip. Budował napięcie. Żal, że to se już newrati.

Tatuś by tak nie postąpił !

W latach 70. i 80. była jedną z najpopularniejszych aktorek filmowych i teatralnych. Niestety, w życiu osobistym nie układało jej się tak dobrze. Mimo starań i prób nie udało się jej ocalić małżeństwa z Janem Krzyżanowskim. Chociaż pobrali się chyba z wielkiej miłości. „Był taki przystojny, dobry, czuły. Superfacet", wspominała byłego męża w rozmowie z Mikiem Urbaniakiem. Aktorka bardzo starała się dzielić czas między „poezję sceny a prozę życia”, jak mówiła Anna Dymna. Ale nie zawsze się to udawało, nie miała pewności, czy poświęciła córkom tyle czasu, ile pewnie go potrzebowały.

Kiedy była młoda, grali z mężem w jednym teatrze. Czasem zabierali do niego dziecko. „Pamiętam wieczór, kiedy musieliśmy zabrać małą Anię do teatru, bo mój mąż Janek też grał w tym spektaklu. Był narzeczonym Panny Rosity, który opuszcza ją w pierwszym akcie, a ona przez dwa kolejne cierpi i czeka na niego bez skutku. Po przedstawieniu wracaliśmy do domu i Ania oświadczyła z płaczem, że nigdy więcej nie pójdzie do teatru, bo to wszystko nieprawda, „bo przecież tatuś nigdy wżyciu by tak nie postąpił...”.  

Gdy na świecie pojawiła się druga córka wydawało się, że rodzina ma się dobrze. A jednak ich małżeństwo się rozpadło. Nie pomogły nawet przenosiny z Krakowa do Warszawy, nowe miejsce miało wnieść powiew świeżości do ich życia. Rozeszli się w  latach 80. Jan Krzyżanowski sporo grał, ale nigdy nie zrobił takiej kariery, jak żona.

Zobacz też: Ta miłość to był prawdziwy rollercoaster – historia Anjelici Huston i Jacka Nicholsona  

budzisz krzyżanowska i andrzej wajda
Fot. Teresa Budzisz-Krzyżanowska z Andrzejem Wajdą i Jerzym Trelą, Kraków, 1981 rok. Fot. PAP/Jerzy Ochoński

Co ze mną będzie?!

W początku lat 90. Teresa Budzisz-Krzyżanowska miała ciężki wypadek samochodowy. Przez rok wracała do zdrowia. Opowiadała, że gdy się obudziła, czuła potworne zimno, ból, na twarzy miała „befsztyk”. Ale gdy zobaczyła nad sobą zrozpaczone córki, zaczęła je pocieszać. „Nie martwcie się, nic się nie stało. Będzie nawet lepiej, bo teraz już na pewno będę zawsze z wami”. Była przekonana, że nie wróci na scenę, ale w tamtym czasie najważniejsze było to, że żyła. „Jeździłam na wózku, lekarze próbowali jakoś mnie poskładać i uruchomić. Nie wiedziałam, co dalej ze mną będzie, więc ich zachowanie było przede wszystkim budujące. Bardzo chciałam sprostać ich oczekiwaniom i pokładanym we mnie nadziejom, chociaż wiedziałam, że nie będzie łatwo. I nie było”, wspominała aktorka (cytuję za Interia.pl).

W innej rozmowie, po wielu latach mówiła: „ten wypadek ciągnie się za mną do dziś. Chodzę jak pokraka ale chodzę. Cóż, widocznie tak musiało być. Od tamtego czasu żyję wdzięcznością dla ludzi, którzy byli wtedy przy mnie. Gdy doszło do wypadku, byłam w trakcie prób „Fantazego" w Ateneum, gdzie Holoubek zaproponował mi gościnne występy. Do dziś pamiętam, jak do mojego pokoju w Konstancinie, gdzie się rehabilitowałam, zapukało trzech panów - Holoubek, Warmiński i Szczepkowski, by mi powiedzieć, że będą czekać na mój powrót. To był nadzwyczajnie ludzki gest. Czy teraz do powtórzenia? Czekali niemal rok!”

Teresa, co Ty będziesz robić w domu?

Przechodziła przez kryzysy i zwątpienie. To była walka nie tylko o życie i powrót do ruchowej sprawności. Ale też o powrót do zawodu. Po kilku miesiącach od wypadku próbowała grać, ale szybko przekonała się, że jest za słaba, by wytrzymać spektakl na scenie. Chciała już się poddać, zrezygnować, powstrzymał ją wtedy Gustaw Holoubek. „Powiedział mi: <Nigdy nie wolno ci tak postąpić! Bo co będziesz robiła w domu?>. Pomyślałam: „No, fakt, usiądę przed telewizorem i będę rozpatrywała swoje boleści? To bez sensu”. Dlatego jeśli tylko się da, do końca chcę uczestniczyć z nieumiarkowanym entuzjazmem w życiu i w teatrze”.  Udało jej się wrócić do pełni życia, ale złamanie  i obrażenie doznane w czasie wypadku z biegiem lat dawały o sobie znać.  Aktorka miała problemy z poruszaniem się, bólami. Pomagało jej wielu znajomych. Anna Dymna i jej  fundacja zorganizowali w 2019 roku koncert charytatywny, z którego dochód poszedł na leczenie i rehabilitację dla Teresy Budzisz-Krzyżanowskiej.

Zobacz też: Dwukrotnie walczyła z chorobą, nie spełniła marzenia o macierzyństwie. Co dziś robi Anastacia?

budzisz krzyżanowska portret
Fot. Teresa Budzisz-Krzyżanowska na spotkaniu poświęconym poezji Cypriana K. Norwida, 2002 rok. FOT. WOJTEK JARGILO / AGENCJA GAZETA

Pod młotek trafiła m.in. srebrna, miniaturowa płaskorzeźba z miasta Grosseto, ofiarowana przez papieża Franciszka i sprzedana za 2,2 tysiąca złotych a za 2,6 tysiąca sprzedano ołówek Cerruti, będący darem Tadeusza Konwickiego dla Gustawa Holoubka. Pióro podarowane przez prezydenta Andrzeja Dudę poszło za ponad tysiąc, a kolczyki od jego żony Agaty Kornhauser-Dudy - za 3 tysiące.  Najwyższą cenę - 12 tys. zł – osiągnął zegarek podarowany przez Zbigniewa Preisnera. Niezłą cenę, ponad 5 tysięcy złotych, zdobył też scenariusz Andrzeja Wajdy do niezrealizowanego filmu o Edwardzie Stachurze. Anna Dymna mówi, że Teresa Budzisz-Krzyżanowska jest dla niej światełkiem. „Czasem, gdy było mi źle, myślałam: „babo, weź się w garść. Terenia zawsze dawała radę, to ty też sobie poradzisz”.

budzisz krzyżanowska Wujaszek wania
Fot. W spektaklu „Wujaszek Wania" , w reż. Iwana Wyrypajewa, 2018 rok. Fot. Justyna ROJEK/East News

Teresa Budzisz-Krzyżanowska moc na scenie i w życiu

Czasem onieśmielała. Robiła wrażenie chłodnej i zdystansowanej. Gdy jeździli na tournee z teatrem „Studio”, koło niej często było puste miejsce. „Kiedyś zapytałam dlaczego tak jest Annę Romantowską. Na co ona odpowiedziała: „bo ludzie się ciebie boją”. Nie rozumiałam, dlaczego. <Bo ty wielka aktorka jesteś, a to stwarza dystans>. Wydaje mi się, że nigdy się nie wywyższałam, ale muszę przyznać, że trudno było mi nawiązywać przyjaźnie”, mówiła w jednej z rozmów. A jednak tyle ludzi pragnęło jej pomóc...

Teresa Budzisz-Krzyżanowska jest dzisiaj nie tylko mamą, ale i babcią. Przez wiele lat uczyła w szkole teatralnej, jej wychowankiem jest m.in. Marcin Dorociński. Jeszcze w 2018 roku grała w „Wujaszku Wani” w reżyserii Iwana Wyrypajewa, co prawda na wózku. Bierze udział w przedsięwzięciach e-teatru, w sierpniu tego roku czytała „Promethidiona” Cypriana K. Norwida w Instytucie Teatralnym.

W 2020 roku była jedną z laureatek konkursu Mistrzowie Mowy Polskiej. Do dzisiaj przyjaźnią się i wspierają z Anną Seniuk, która była jej koleżanką z roku. Mają taką niepisaną umowę, że rozmawiają o wszystkim, tylko nie o chorobach. Teresa Budzisz-Krzyżanowska pytana, co jest dla niej najważniejsze, odpowiada od lat: „życie!”  

Czytaj także: Straszne dzieciństwo, nieszczęśliwe miłości. Oto wszystkie nieszczęścia Marlona Brando...

Wideo

Piękni, szczęśliwi, zakochani. Tak Karol i Małgorzata Strasburgerowie pozowali w sesji dla VIVY!  

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

NATALIA KUKULSKA Z CÓRKĄ ANNĄ: Wzruszająca rozmowa o tym, jak być matką, kiedy samej się jej nie miało. JUSTYNA I JAKUB PRZYGOŃSCY: Motocyklista i kierowca rajdowy i współwłaścicielka modowej marki – jak łączą życie rodzinne z pasją i pracą? DEKADA GIERKA: Dlaczego lata 70. wciąż fascynują i inspirują? LILIANA GŁĄBCZYŃSKA-KOMOROWSKA: Aktorka i reżyserka, kobieta po przejściach, celebruje dojrzałą miłość. Matka ANNY LEWANDOWSKIEJ – MARIA STACHURSKA snuje historię cioci Stanisławy, położnej w hitlerowskim obozie koncentracyjnym.