Aleksandra Leszczyńska 25 lutego 2016 10:45
1/9
Kinga Rusin, Viva! luty 2016
Copyright @Robert Wolański/ Sony A7R
1/9

W Polsce atak zimy, a ona wyleciała na drugą półkulę, gdzie grzeje słońce. Kinga Rusin pojechała na Czarny Ląd z „Agentem”, nowym ekscytującym programem TVN, którego jest prowadzącą, by przeżyć tam niezapomnianą przygodę. Musiała zmierzyć się z różnymi problemami. "Sporym wyzwaniem okazało się spakowanie walizki na miesięczny pobyt w RPA" - powiedziała VIVIE!. - Co prawda na południu Afryki trwa właśnie lato, ale trzeba być przygotowanym na ulewne deszcze czy zimne wieczory w górach". Wyjazd był też najdłuższym okresem rozłąki z córkami, więc gdzie tylko mogła... szukała zasięgu. Ale pozytywnych niespodzianek było zdecydowanie więcej. Dziennikarka już zapowiedziała, że tam wróci, tym razem z Igą i Polą: Nie wiem, czy jakakolwiek wyprawa w moim życiu dostarczyła mi tylu emocji i wrażeń. Fajnie by było móc je podzielić z najbliższymi.

W afrykańskiej przygodzie Kindze Rusin towarzyszyła ekipa VIVY! (zobaczcie backstage tej egzotycznej sesji) i razem udało im się stworzyć wyjątkową, egzotyczną sesję. Zapraszamy do oglądania galerii zdjęć autorstwa Roberta Wolańskiego.

 

Polecamy: Kinga Rusin na okładce najnowszej "VIVY!"

2/9
Kinga Rusin, Viva! luty 2016
Copyright @Robert Wolański/ Sony A7R
2/9

Kinga Rusin nigdy wcześniej nie podróżowała po Czarnym Lądzie. Afrykę znała tylko z wakacji w Egipcie i na afrykańskich wyspach. Marzyła, żeby poznać tę „prawdziwą”, którą znała tylko z filmów i reporterskich książek Ryszarda Kapuścińskiego. Dziką, tętniącą egzotyką i tajemnicą. „Kocham przyrodę. Uwielbiam podróże - mówiła. „Bardzo lubię poznawać nowe kultury, zwyczaje i ludzi. Nie mogłam doczekać się wyjazdu”.
 

Polecamy także: Wideo z backstage'u egzotycznej sesji z Kingą Rusin - przytulanie geparda i rozmowy przy ognisku.

3/9
Kinga Rusin, Viva! luty 2016
Copyright @Robert Wolański/ Sony A7R
3/9

Gdy Kinga Rusin przemierzała Czarny Ląd, w Polsce trwała polityczna zawierucha. Dziennikarski instynkt nie dawał jej spokoju. „Codziennie rano starałam się chociaż rzucić okiem na internetowe gazety, żeby do końca nie wypaść z obiegu”, opowiadała. „Ale im bardziej rozkręcał się program, tym było mniej czasu. I mniej ochoty zostawało na wnikliwe obserwowanie tego, co w tym czasie działo się w Polsce”. Program pochłonął ją całkowicie. Najwyższe emocje. Wciąż w podróży. Co kilka dni ekipa zmieniała miejsca, w których polscy celebryci mierzyli się z afrykańską przyrodą. A także swoim zmęczeniem, stresem i ambicjami.
 

Polecamy także: Wideo z backstage'u egzotycznej sesji z Kingą Rusin - przytulanie geparda (nie było łatwo na początku) i rozmowy przy ognisku.

4/9
Kinga Rusin, Viva! luty 2016
Copyright @Robert Wolański/ Sony A7R
4/9

„Najwięcej emocji było przy tropieniu dzikich zwierząt” - przyznała Kinga Rusin. „Stanięcie oko w oko ze słoniem czy nosorożcem, o lwie nie wspominając, to coś, o czym nie da się zapomnieć”. Nic dziwnego. Strażnicy parku Safari, który odwiedziła ekipa, ostrzegają, by od zwierząt trzymać się na dystans, ponieważ: "najbardziej ociężałe i niezgrabne zwierzę jest kilka razy szybsze od człowieka".
 

Polecamy także: Podróże: Etiopia, Sudan, Kenia. Warsztaty z portretu - Afryka oczami Marcina Kydryńskiego.

5/9
Kinga Rusin, Viva! luty 2016
Copyright @Robert Wolański/ Sony A7R
5/9

Praca nad "Agentem" była emocjonująca, ale wyczerpująca. Kinga Rusin mówi o niej: Kręciliśmy codziennie od wczesnych godzin rannych do nierzadko późnych godzin nocnych. Na plan trzeba przyjechać już przygotowanym, żeby można było od razu zacząć zdjęcia. Nigdy wcześniej nie pracowałam w takim systemie: zdjęcia codziennie, przez cztery tygodnie, po kilkanaście godzin dziennie w pełnej gotowości. W dodatku daleko od domu. W takiej sytuacji bardzo ważne jest zgranie ekipy. To wielkie wyzwanie dla zespołu – praca w dużym stresie, często w koszmarnym upale, w dużej grupie ludzi, gdzie poza umiejętnościami zawodowymi potrzebne są spore umiejętności interpersonalne i zdolność do kompromisów. Szczęśliwie ekipa realizująca »Agenta« została starannie skompletowana. Dobra atmosfera na planie sprawiła, że – mimo zmęczenia czy braku snu – pracowało nam się z entuzjazmem!”.

 

Polecamy także: Podróże: Etiopia, Sudan, Kenia. Warsztaty z portretu - Afryka oczami Marcina Kydryńskiego.

6/9
Kinga Rusin, Viva! luty 2016
Copyright @Robert Wolański/ Sony A7R
6/9

W programie zawodnicy musieli mierzyć się z ekstremalnymi wyzwaniami, pokonywać swoje lęki i słabości. Przekroczyć własne granice postanowiła też sama prowadząca. Kinga Rusin: „Sama również postanowiłam sprawdzić, jak to jest, kiedy robi się coś wbrew sobie i zdrowemu rozsądkowi. Dlatego zdecydowałam się na skok na linie. A mam lęk wysokości. Pokonałam też, na własną prośbę, z zawodnikami Góry Smocze konno. Góry Smocze na południu kraju ją zachwyciły... „Absolutnie magiczne miejsce!”. „Tu mogliśmy się poczuć jak bohaterowie »Władcy Pierścieni«. Myślałam, że takie krajobrazy powstają dzięki wyobraźni grafików komputerowych”.

 

Polecamy także: Wideo z backstage'u egzotycznej sesji z Kingą Rusin - przytulanie geparda i rozmowy przy ognisku.

7/9
Kinga Rusin, Viva! luty 2016
Copyright @Robert Wolański/ Sony A7R
7/9

Wielkich emocji ekipie „Agenta” dostarczyła też nieprzespana noc nad rzeką Limpopo. Ulubione miejsce hipopotamów. Nie wszyscy wiedzą, że to najbardziej niebezpieczne zwierzęta w Afryce. Agresywne i uzbrojone „po zęby”. Ekipa rozbiła namioty w pobliżu wodospadu. Kinga Rusin wspomina: „Od zwierząt oddzielał mnie tylko brezent. Nie było w nocy prądu. Siedziałam więc w namiocie przy lampce naftowej i wsłuchiwałam się w odgłosy gęstego tropikalnego lasu. Niezapomniane przeżycie!”. Stamtąd pojechali do Durbanu, miasta nad Oceanem Indyjskim. Zmiana miejsca i zmiana klimatu: „Tu do wysokich temperatur dołączyła jeszcze straszna wilgoć. O wysuszeniu prania na dworze nie ma mowy! Za to widoki zapierały dech w piersiach!.

8/9
Kinga Rusin, Viva! luty 2016
Copyright @Robert Wolański/ Sony A7R
8/9

Afryka to nie tylko dzika przyroda. To również fascynująca kultura. I trudna, bolesna historia. Uczestnicy „Agenta” mieli możliwość dotknąć kawałka zwykłego dnia czarnoskórych mieszkańców RPA. Działo się to… za sprawą dzieci! „Długo po zdjęciach nie mogliśmy przestać rozmawiać o szkole, którą odwiedziliśmy w prowincji KwaZulu-Natal”, opowiada Kinga Rusin. „Nie było w naszej ekipie osoby, na której ta wizyta nie zrobiłaby wrażenia. Znaleźliśmy się w samym środku niewyobrażalnej biedy. Mimo to dzieciaki były ufne i bardzo pogodne. Każde z nich chciało uczestniczyć w nagraniu, ale o jakimkolwiek braku posłuszeństwa czy samowoli nie było mowy. Od razu było widać, że nauczyciel jest dla nich najwyższym autorytetem i wszystkie z napięciem czekały na to, co każe im zrobić. Nie wiem, czy wcześniej byłam kiedykolwiek w szkole, gdzie na przerwie jest taki spokój, a dzieci wykonują polecenia bez skrzywienia czy słowa sprzeciwu.

9/9
Kinga Rusin, Viva! luty 2016
Copyright @Robert Wolański/ Sony A7R
9/9

Prace nad programem były intensywne, więc na planie nie było czasu na kulinarne uczty. Jednak nawet w biegu Kinga Rusin starała się uszczknąć jakieś smakołyki: „Kilka razy udało nam się spróbować lokalnych specjałów. Południowa Afryka szczyci się swoją wołowiną i jagnięciną przyrządzaną na wiele sposobów. Przede wszystkim w postaci mięsno-warzywnych gulaszy. Używanie mają więc tu przede wszystkim »mięsożercy«. Ale wegetarianie też nie mogą narzekać. Nigdzie nie jadłam pyszniejszego mango, owoców liczi prosto z drzewa czy cudownie dojrzałej papai.
 

Polecamy także: Wideo z backstage'u egzotycznej sesji z Kingą Rusin - przytulanie geparda i rozmowy przy ognisku.

Wideo

Poznaj historię miłości Agnieszki Woźniak-Starak i jej męża Piotra!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Blanka Lipińska  o swojej misji, seksualnych preferencjach i związku, Andrzej Chyra o ojcostwie po 50-tce i Roksana Węgiel o zwycięstwie w Eurowizji Junior i cenie sławy.