MAGICZNE ŚWIĘTA

I z lukrem, i z pieprzem… Świąteczna sesja Dody z mamą, Wandą Rabczewską!

Przypominamy archiwalne zdjęcia z VIVY!

Olga Figaszewska 24 grudnia 2016 19:45

Tylko jej słucha. I we wszystkim się radzi. Tylko do nie dzwoni kilka razy dziennie. Kto ma taką władzę nad Dodą, najbardziej niepokorną gwiazdą polskiego show-biznesu? Jej mama. Jakich sposobów używa, by ujarzmić córkę prowokatorkę?

I z lukrem, i z pieprzem… Rozmowa z Dodą i jej mamą

Przypominamy wywiad z Dorotą i Wandą Rabczewskimi, który  ukazała się w świątecznym wydaniu magazynu VIVA!. w 2009 roku. Rodzinną rozmowę przeprowadziła Krystyna Pytlakowska.

Pani Wando, jak się Pani udało?

Wanda Rabczewska:  Dziecko?

Doda: Może pomińmy, jak do tego doszło.

Chodzi mi o to, jak udało się Pani utrzymać tak bliskie relacje z dorosłą, bardzo niezależną córką.

W.R.: To nie moja zasługa, tylko córki. Jeśli dziecko nie czuje potrzeby kontaktu z rodzicami, to nikt nie poradzi.

Doda: U dzieci, które wcześnie opuszczą dom, rodzinność zanika. Ale mama do tego nie dopuściła.

A Ciebie to złości?

Doda: Ustaliłyśmy, że nie więcej niż dwa telefony dziennie.

W.R.: Nawet raz dziennie to i tak dużo. Niektórzy rodzice tygodniami nie słyszą głosu dziecka.

Gdy robiłam z Dodą jeden z pierwszych wywiadów, w ciągu dwóch godzin rozmawiałyście pięć razy!

W.R.: Widocznie była ważna sprawa, którą musiałyśmy obgadać.

Doda: Jakieś problemy z narzeczonym na przykład. Jeżeli chodzi o sprawy damsko-męskie, mama jest pierwszą pomocą.

W.R.: Staram się dodać jej otuchy, podzielić się wiedzą życiową.

Doda: A tata wtedy macha ręką i wychodzi do garażu. Mama natomiast ma nowoczesne podejście, a poza tym jest młoda duchem. Można jej wszystko powiedzieć, jak koleżance. Prawda, mamo?

W.R.: Tak, bo ja się psychicznie czuję bardzo młodo.

Doda: Mówię: „Mamo, weź zadzwoń, powiedz, żeby nie świrował”. Tak jak prosi się kumpelę.

Prosisz mamę, żeby dzwoniła do Twoich facetów?!

Doda: Proszę, żeby oddzwaniała, bo oni sami do niej dzwonią.

W.R.: Dzwonią do mnie: „Pani powie Dodzie, że ją kocham” (śmiech).

Doda: Plotki, miłości, romanse... Mama jest pierwsza do takich tematów, ale nie tylko o tym rozmawiamy.

W.R.: Jesteśmy ambitne, wykształcone i mądre kobiety (śmiech).

Doda: Mów za siebie.

Nie macie tematów tabu?

Doda: Kiedy miałam 17 lat, uciekłam z narzeczonym. Schowaliśmy się w mieszkaniu kolegi, którego rodzice wyjechali. Mama denerwowała się tylko tym, czy mamy co jeść. Dowoziła nam więc obiady. Wyobrażasz sobie?

Gdy rozchodziłaś się z Radkiem, mama pewnie też była przy Tobie?

W.R.: Mnie boli wszystko, co boli córkę. Przeżywam to w dwójnasób. Ale gdy widzę, że rozstanie jest nieuchronne, lecz poprowadzi w dobrym kierunku, mówię: „Trzeba się pomęczyć, ale będzie lepiej”.

Doda: Dzięki Bogu udało mi się przez to wszystko przejść. To był najgorszy okres w moim życiu i nie jest prawdą, że był w tym jakiś marketing czy próba zwrócenia na siebie uwagi mediów. Byłam śmiertelnie zakochana, ale buntowałam się przeciwko temu, co dostawałam w zamian. I na wiele się godziłam, żeby być z osobą, którą kocham.

W.R.: Była z Radkiem przez sześć lat. Dla Dorotki miłość jest najważniejszą wartością, po rodzinie, oczywiście. I miłość w jej wydaniu jest bardzo wierna.

Doda: Uważam, że największe miłości okupione są cierpieniami. Gdybym jednak miała cofnąć czas, nie zmieniłabym niczego. Każda miłość jest warta swojej ceny, nawet jeśli oznacza samotność i żal.

Jakie słowa pocieszenia wtedy Pani znalazła?

W.R.: Bardzo dużo rozmawiałyśmy. „To nie koniec świata”, mówiłam. Ludzie się czasem rozstają.

Doda: Mama nie bardzo potrafiła odnaleźć się w tej sytuacji, ponieważ ona jest kobietą jednego mężczyzny. Rodzice bardzo się kochają. Tata najchętniej spędza czas z mamą, przy telewizorze. Nie szuka innych podniet, jest lojalny.  A mnie się wydawało wtedy, że wszyscy faceci są beznadziejni. I że już nikogo porządnego nie spotkam. Mama odpowiadała: „Spotkasz, spotkasz”. I poznałam Adama, który wbrew pozorom potrafi dać mi poczucie bezpieczeństwa.

Czego Pani uczyła córkę, gdy dorastała? Wybaczania?

W.R.: Od dziecka uczyłam ją, że miłość trzeba szanować, bo nie spotyka się jej codziennie. Wpajaliśmy jej, że kochająca się rodzina stanowi oparcie. I staraliśmy się jej taką ostoję zapewnić. A mąż zawsze podkreślał, że honor to sprawa najważniejsza. I żeby nikomu nie robić krzywdy. Myślę, że Dorotka tak postępuje. Nigdy pierwsza nikogo nie zaczepia. Ona reaguje.

Doda: Mam cięty język, nie ukrywam. Lubię komuś dołożyć, jeżeli zasłuży. W show-biznesie wszyscy się obgadują, a później la, la, la, szampanik i każdy się kocha. Ja taka nie jestem. Jeżeli ktoś obraził mnie czy moją rodzinę, musi wiedzieć, że do tego wrócę. Albo się nie nazywam Rabczewska.

W.R.: Masz rację, tylko nie chciałabym, żeby powracano ciągle do tego w wywiadach. Już dosyć.

Doda: Krynia, napisz, jak powinno być według mamy, a jak według Dody (śmiech).

W.R.: Ależ ja nie mam nic przeciwko twoim ripostom, jeżeli są kwieciste i dosadne. Jeśli zaistnieje jakiś konflikt, to najczęściej media robią z Dorotki skandalistkę.

Doda: Mamo, nie ubieraj mnie w aureolę i skrzydełka. Zresztą jestem prowokatorką, a nie skandalistką. Skandalista to osoba, która dla popularności przekracza granice, prowokator tylko na nich balansuje!!! Jestem bezpośrednia, prostolinijna, szczera i w tym tkwi również mój urok.

A potem posądzają Cię, że tą szczerością budujesz wizerunek?

W.R.: Tę szczerość dostała w korzeniach wileńskich. Mąż pochodzi z Wilna. Ludzie często nie chwytają dowcipu Dorotki, wszystko biorą dosłownie. Jak przeczytałam wywiad z tobą o Biblii, śmiałam się do rozpuku. Był taki frywolny, wesoły, jak u nastolatki. Naprawdę nie widziałam w nim nic złego. I co się stało? Do dziś ciągnie się za Dorotą etykietka bezbożnicy.

Doda: Ha, ha, ha, w mojej mamie jest moc. Ludzie często nie rozumieją, jakie mam intencje. Nawet podczas sprawy sądowej w Zielonej Górze sędzia był do mnie uprzedzony. Pierwsze pytanie, jakie mi zadał: „Dlaczego obraziła pani apostołów?”. Dało mi to do zrozumienia, że będzie stronniczy i nie mam co liczyć na sprawiedliwy wyrok, który dotyczy zresztą zupełnie innej kwestii. Ale mówimy o małej potyczce. Mnie interesuje wygrywanie wojen.

W.R.: Mąż też się cały czas wygłupia. Nie zawsze mi to odpowiada. Doda: Jak byłam mała, tata wmawiał mi, że ma skrzela i jest Indianinem.

Wierzyłaś?

Doda: Pewnie. A teraz sama wierzę, że jestem elfem.

W.R.: Ona cały czas żartuje.

Doda: Nie jestem w sejmie, żeby mówić na poważnie.

W.R.: Ale jakbyś chciała, tobyś mogła tam być. W Mławie chcieli cię na radną, nawet pismo przysłali. Doda: Przewróciłabym ten sejmik do góry nogami.

Dorota urodziła się, gdy jej brat Rafał miał już osiem lat. Młodszemu dziecku na więcej się pozwala?

W.R.: Gdy urodziłam Dorotkę, miałam 33 lata. Marzyliśmy o córeczce. Byliśmy na tyle dojrzali, że mogliśmy się cieszyć nią. Była śliczna.

Doda: Bez przesady, miałam wytrzeszcz i wielką głowę, i grzywkę samuraja. Miłość matki jest ślepa.

W.R.: Nigdy jej nie zostawiliśmy samej, ani na chwilę.

Doda: No, może tylko wtedy, gdy tata się zagadał z kolegą i niechcący wypuścił wózek z rąk, który zjechał z górki i przewrócił się. Skutki są widoczne do dziś, ha, ha.

W.R.: Nie przypominaj mi tego! Myśleliśmy, że umrzemy ze strachu. Dorotka zachowała tak wymowną ciszę, że spodziewaliśmy się najgorszego. Ale kiedy podniosłam wózek, zobaczyłam, że przekornie chichocze. Była takim dzieckiem, które nie przysparzało kłopotów. Nie miała jeszcze roku, jak sama wychodziła z łóżeczka – wyjmowała jeden szczebelek. Ciągle tańczyła, była bardzo żywa. I robiła kawały. Opowiedz ten o łazience.

Doda: To nie jest śmieszne, każdy robił jakieś psoty, bez sensu.

W.R.: Przyszła do męża i mówi: „Tata, chyba rura nam pękła, bo woda jest na podłodze”.

Doda: U sąsiadów właśnie się tak zdarzyło. Musieli murować całą łazienkę. Tata zszedł do garażu, puka w te płytki. Nic. Uznałam, że całą akcję trzeba rozłożyć na dwa dni, żeby było prawdziwiej. Wylewałam więc wodę po trochu, kubkiem. Ale tata był sprytniejszy. Udał, że schodzi do piwnicy. Z miną zwycięzcy leję wodę, a on szturcha mnie: „A co ty robisz?”.

Po co to robiłaś?

Doda: Żeby coś się działo. Nie znosiłam zastoju. Do tej pory tak jest.

W.R.: Dziecko zrobiło figiel i tyle. Nie nakrzyczeliśmy na nią. Zawsze dobrze się uczyła, chodziła na zajęcia sportowe, na pianino, taniec, śpiew.

Doda: Adam mnie ostatnio zapytał, czy nie uważam, że narzucając mi tyle zajęć, odebrano mi dzieciństwo. Wytłumaczyłam mu, że po pierwsze, sama sobie to narzuciłam, po drugie, dla mnie najważniejsza była adrenalina, życie bez przygód traci urok. O 14 kończyłam szkołę, potem szłam na stadion, później na taniec, poznawałam nowych ludzi, odnajdowałam się w nowych sytuacjach. Jaką miałam alternatywę? Siedzenie w domu i zabawa lalkami?

W.R.: Gdyby nie była tak uzdolniona, to może taki tryb życia sprawiałby jej trudność. Ale ona wszystko traktowała jak zabawę, zdrową rywalizację.

Chyba bardzo Państwo to przeżyliście, gdy oświadczyła, że nie będzie sportsmenką jak ojciec?

W.R.: Musiała dokonać wyboru. Jak kończyła szkołę podstawową, otrzymała propozycję pracy w Buffo. Pan Józefowicz dzwonił do mnie do urzędu wojewódzkiego, gdzie pracuję do dziś w filii w Ciechanowie jako  wojewódzki starszy inspektor do spraw odwołań. Zachęcał. Zrobiliśmy naradę rodzinną. Powiedzieliśmy: „Zaczniesz dorosłe życie. A wiesz, ile czyha niebezpieczeństw na dziewczynkę w obcym mieście? Dorotka jednak oświadczyła, że uwielbia być na scenie. I to przeważyło.

Liczyliście się chyba z takim jej wyborem, skoro  kupiliście córce pianino, gdy miała siedem lat? Nie kupuje się drogiego instrumentu dla kaprysu dziecka.

W.R.: Była wtedy w pierwszej klasie. Mąż pracował jako nauczyciel, był kierownikiem klubu sportowego i jeszcze miał swój biznes. Pieniądze więc były. Nigdy zresztą nie żałowaliśmy ich na dzieci. Rafał też jest utalentowany, skończył psychologię i germanistykę. Jesteśmy z nich obojga bardzo dumni.

Doda: Kochany Rafałek (śmiech).  Kłóciliśmy się jak pies z kotem. On miał wszystko poukładane w pokoju. Jak mu wyjęłam jedną płytę, od razu zauważył. I zadyma gotowa.

W.R.: Dwa przeciwieństwa. Rafał – pedant, Dorotka – chaos artystyczny. Jak przyjeżdżał z uczelni, to zawsze dawał ci 30, 50 złotych, pamiętasz?

Doda: Bo chciał, żebym się zmyła. Spieraliśmy się, ale jak dorośliśmy, znaleźliśmy wspólny język. Nadal się kłócimy, ale inaczej. Kreatywnie. Jest moim koncertowym menago i świetnie się na tym polu realizuje.

W.R.: Potem mieliśmy już dwoje dzieci poza domem.

Doda: I już utrzymywałam się sama. Właściwie od 15. roku życia starałam się odciążyć rodziców.

W.R.: A z pierwszych większych pieniędzy, jakie zarobiła, spłaciła nam kredyt. Dobre dziecko.

Gdy wyjeżdżała, miała 13 lat. Musiała Pani umierać ze strachu?

Doda: Dziewięćdziesiąt procent matek nie rozumie, jak można 13-latkę puścić samą do obcego miasta. Dzieci są bezradne, podatne na złe wpływy. Ale ja jestem zupełnie inna. Nie ulegam wpływom, wierzę w zwycięstwo, bo wtedy ono wierzy we mnie.

W.R.: Dzwoniliśmy do niej bez przerwy, albo do kierownika internatu, albo do właścicielki stancji.

Doda: Wyrzucili mnie z internatu, bo jeździłam rolkami po gumoleum. I tak przekoczowałam jeden rok ekstra, bo dyrektor internatu nie wylewał za kołnierz, więc co tydzień przywoziłam mu drobny „upominek”. Potem w ciągu jednego roku zmieniłam stancję osiem razy.

W.R.: Bardzo się bałam o Dorotkę. Ale musiałam dokonać wyboru pomiędzy moim egoizmem a jej karierą.  Mogłam zatrzymać ją w Ciechanowie. Ale co by ją tutaj czekało? Wydawałam więc majątek na telefony. Dzwoniłam do Michała Milowicza albo do kogoś innego z teatru. Prosiłam, żeby podwiózł ją do internatu. Godzinami wysiadywałam na korytarzu w Buffo. Czekałam, aż Dorotka skończy spektakl. „Metro” obejrzałam chyba ze 150 razy.

Wiedziała Pani, że córka zostanie gwiazdą? Chodziła Pani do wróżki?

W.R.: Do wróżki to nie.

Doda: Nie trzeba było wróżki. Talent to dar uniwersalny, trzeba mieć jednak wiele odwagi, żeby z niego skorzystać. Ja nigdy nie lękałam się być najlepszą. Miałam też liryczną stronę natury – pisałam dramatyczne wiersze. Miałam humanistyczne zacięcie. Po tobie, mamo.

W.R.: Nie powiem tego, bo jestem skromna. Dobrze się uczyłaś po mnie – to mogę powiedzieć. Ale Dorotka podobna jest do matki męża. Nawet z rysów. Jej litewska babcia też śpiewała w chórze. I ma niesamowicie dobre serce, chyba po całej rodzinie. Zawsze wypatrzy kogoś biednego i obdaruje go.

Doda: Wysiadam z taksówki i widzę cień bezdomnej kobiety znikający za śmietnikiem. Ja po jakimś telewizyjnym programie, z natapirowanym łbem, w różowym futrze, niebotyczne szpile. Biegnę za nią. I objawia się różowy anioł zza śmietnika, wciska jej pieniądze, które ma przy sobie. Zgadnij, jaką miała minę?

W.R.: To jak mąż. Niedawno w kościele włożył w kieszeń ubogo ubranej pani wszystko, co miał w portfelu, tak dyskretnie, że nawet tego nie zauważyła.

Doda: Ty za to jesteś dyplomatką. A mnie dyplomacja męczy.

Kiedy wystąpiła pierwszy raz w telewizji, w „Barze”, miała jej Pani za złe dosadne słownictwo?

Doda: Ale ja to robiłam z premedytacją. Jestem nieposłuszna. Tylko takie kobiety mogą tworzyć historię. Proszę, mamo, już ci nie przerywam, mów, kocham cię.

W.R.: Ja też cię kocham. Chcę powiedzieć, że w domu tak nie mówisz. Dorotka jest inteligentną, mądrą dziewczyną. I ma zasady.  Jest bardzo wrażliwa.

Doda: Ten rok był dla mnie trudny, ale i przełomowy. Najpierw ostateczne rozstanie z Radkiem, później z menadżerką. Później pojawił się Adam...

W.R.: Co do Adama, to myślę, że on wprowadzi w życie Dorotki więcej ładu, sam jest uporządkowany, odpowiedzialny. A ja chciałabym, żeby miała partnera, który będzie się nią opiekował, troszczył o nią. Z którym stworzy normalne życie.

Doda: Dobrze się rozumiemy. On – Bliźniak, ja – Wodnik. Oboje z przedziału „Powietrze”. Łączy nas wyjątkowe uczucie i wspólna pasja, oboje wiemy, ile pracy i poświęceń wymaga nasz zawód. Wspiera mnie i inspiruje. Zwłaszcza teraz, gdy całą moją uwagę skupiam na drugiej solowej płycie, mam mnóstwo nowych, nietypowych pomysłów i cieszę się, że dla mojego nowego menadżera również muzyka jest na pierwszym miejscu. Mamy ten sam przelot, we love rock’n’roll! Płyta na pewno zaskoczy i będzie...

Zajebista?

Doda: Właśnie. Bystra kobieta.

W.R.: Nie wyrażajcie się. Uwielbiam, jak Dorotka śpiewa. W finale TzG pokazała, jaki ma potencjał i nieznane jeszcze możliwości. Myślę, że nowa płyta pokaże, na co ją stać.

Zmieniłaś się? Masz już 25 lat.

W.R.: Dla mnie Dorotka się nie zmieniła. Może tylko ma większe doświadczenie, lepszą intuicję, lepiej diagnozuje ludzi. Uwydatniły się w niej dobre cechy.

Doda: To znaczy jakie? Ja zawsze spadałam na cztery łapy, bo żyję w zgodzie ze wszechświatem, który sprzyja marzycielom, a moje marzenia nie mają daty ważności.

Tę wiarę w siebie Pani w niej lubi najbardziej?  

W.R.: Serce mi rośnie, gdy patrzę na nią. Nie mam się do czego przyczepić – jest tak piękna i nieskazitelna? Jest. Ma 50 nagród muzycznych? Ma. Jest druga w Europie w konkursie MTV? Jest. Jedyna, która zdobyła siedem nagród TV Viva? Jedyna. Wygrała dwa festiwale w Sopocie? Wygrała. Ma 156 IQ? Ma. Każdy może to sprawdzić na stronie internetowej mensy Polska. Mogła studiować, co chciała. Dostała się na psychologię na dwie uczelnie – prywatną i Uniwersytet Warszawski. Nic dziwnego – ja też kończyłam Wydział Prawa i Administracji na UW. A mąż jest po AWF w Warszawie – specjalizacja: nauczyciel i trener.

Doda: O Boże! Myślałam, że to ja mam mistrza w przechwałkach? (śmiech).

W.R.: Jak patrzę na nią i widzę kumulację tego piękna, mądrości, dowcipu, jajcarstwa też, myślę: No cud-natura.

Doda: No tak… suche fakty (śmiech).

I nic jej Pani nie ma za złe?

W.R.: Mam, jedną rzecz. Tatuaże. Nie lubię tatuaży.

Doda: To masz problem, bo mój były i obecny mężczyzna mają tatuaże. A mój tatuaż? Jestem przecież królową elfów. Musiałam mieć skrzydła.

Zobaczcie wyjątkową świąteczną sesję Dody z mamą autorstwa Zuzy Krajewskiej i Bartka Wieczorka.  ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Zobaczcie 12 najgorętszych trendów na wiosnę 2020!

Akcje

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EWA CHODAKOWSKA stara się żyć eko, ale mówi: „Popełnianie błędów to historia mojego życia. Słynny himalaista PIOTR PUSTELNIK długo wierzył, że zmiany klimatyczne są dziełem natury. Mylił się. EWA ZGRABCZYŃSKA, uratowała tygrysy, teraz ma nową misję. GRETA THUNBERG – świat wreszcie uwierzył młodej aktywistce.