Lech Ordon z zona
Fot. Fot. AKPA
Niezwykłe historie

Lech Ordon przez całe życie kochał jedną kobietę. Z żoną Magdaleną przeżyli razem 57 lat

Uznany aktor zagrał 150 ról! Był bardzo lubianym człowiekiem

Agnieszka Dajbor 23 listopada 2022 17:45
Lech Ordon z zona
Fot. Fot. AKPA

Lech Ordon to znany i bardzo lubiany aktor, zagrał w kilkudziesięciu filmach, popularność przyniosły mu role w „Żonie dla Australijczyka", „Jak rozpętałem drugą wojnę światową", „Nie lubię poniedziałków", „Panu Samochodziku i templariuszach", „Janosiku". Wielu widzów pamięta go jako Niemca Puschke w „Stawce większej niż życie”. Ostatni raz pojawił się na dużym ekranie w świątecznej komedii „ Listy do M”. Zagrał 150 ról! Wszędzie grał z werwą, tworzył pełne życia i temperamentu kreacje. Był bardzo lubiany jako człowiek – wspominano go jako osobę ciepłą i przyjacielską.

Lech Ordon przez całe życie kochał jedną kobietę, swoja żonę, Magdę Ordon z domu Machcewicz. Był zrozpaczony, gdy odeszła przed nim. Jak potoczyły się  losy aktora?

Lech Ordon: W Warszawie należał do Klubu Wielkopolan

Lech Ordon był poznaniakiem, a kiedy już przeprowadził się jako aktor do Warszawy, podtrzymywał poznańskie znajomości. Przychodził na spotkania Warszawskiego Klubu Wielkopolan, opowiadał o mieście swojej młodości z sentymentem i zapałem. Miał świetną pamięć. „Podawał nam dawne nazwy ulic, sklepów, miejsc”, wspominał na łamach Gazety Wyborczej Grzegorz Gauden, dziennikarz, redaktor, poznaniak. Był też duszą spotkań opłatkowych Klubu Wielkopolan, intonował kolędy, szczególnie jego ukochaną: „Oj Maluśki, Maluśki”. „Spotykamy się i dzielimy opłatkiem w Boże Narodzenie, często u Ojców Dominikanów przy ul. Freta w Warszawie”, wspominał sam aktor.

Lech Ordon w filmie Jak rozpętałem drugą wojnę światową
Fot. Lech Ordon w komedii "Jak rozpętałem drugą wojnę światową" , 1969 rok, fot. ARCH. FILMU/FORUM

Lech Ordon urodził się 24 listopada 1928 roku, ale to jedynie prawdopodobna data jego urodzenia. Podczas wojny ojciec mu ją zmienił, by uchronić syna przez wywózką na roboty. Lech Ordon w czasie okupacji pracował w Poznaniu jako robotnik w niemieckiej fabryce samolotów, ale już wtedy marzył, aby zostać aktorem. Należał do Studia Dramatycznego. W 1947 roku osiemnaście osób z tego studia pojechało na egzamin eksternistyczny do Łodzi, gdzie mieściła się wtedy Państwowa Szkoła Teatralna. Z tych 18 osób dwie zdały. On był jedną z nich. Jeszcze na studiach przyjęto go do teatru Wojska Polskiego. „Dostałem kontrakt spisany na zwykłej karteczce oraz 4 tys. zł pensji. To nie było wtedy dużo. Ależ jakież to było szczęście dla takiego smarkacza! Jakbym Pana Boga za nogi złapał!”, mówił w jednej z rozmów.

Aktor zadebiutował w latach 40. W teatrze w „Panu Jowialskim” i w filmie „Jasne łany”. Grał potem w najlepszych warszawskich teatrach: „Narodowym”, „Współczesnym”, w „Ateneum”.

Czytaj też: Tomasz Sapryk walczył z ciężką chorobą. Rodzina zawsze go wspierała 

Panie Ordon, przedstawienie!

Z czasów swojej teatralnej młodości opowiadał anegdotę, jak pewnego razu przed spektaklem zasnął nad książką. „W pewnym momencie usłyszałem przez sen: <Panie Ordon, panie Ordon, przedstawienie!>. Obudziłem się. Ciemno. Jak ja się znalazłem w teatrze, nie wiem. Wpadłem, ale już było po mojej scenie, zagrał ją asystent reżysera. Za kulisami stał dyrektor Schiller i rzekł: <No nie, my go nie możemy ukarać, bo jakbyśmy go ukarali, to on by nam umarł>. Ja byłem w takim stanie, że jakby mi ktoś dał nóż, to bym się zabił. Jakiś czas minął, jest przyjęcie w szkole, Schiller nalał wódeczki i kiwa, żebym podszedł: <Panie Lechu, a wtedy co pan nie przyszedł na to przedstawienie, to co, ładna była?>. <Panie dyrektorze, ale ja naprawdę z książką... Nigdy mi nie uwierzył>” (cytuję za se.pl).

Anegdoty chętnie o sobie opowiadał i zawsze bawił nimi publiczność na spotkaniach. „Pamiętam też jak w Igraszkach z diabłem, gdy grałem tytułową rolę, niespodziewanie zapadła się pode mną scena, doznałem kontuzji i wrzasnąłem: <Jezus Maria!>. Wtedy otrzymałem gromkie brawa, za to, że grając takiego bohatera, wzywam na pomoc Jezusa i Maryję…”, wspominał na spotkaniu w Będzinie.

Zobacz też: „Zostałaś stworzona na żonę kryminalisty”. Historia miłości Gai i Jacka Kuroniów 

Lech Ordon
Fot. Z Kazimierzem Witkiewiczem w "Nie lubię poniedziałku", fot. INPLUS/EAST NEWS

Lech Ordon i jego ukochana żona Magda: historia miłości 

Swoją przyszłą żonę — Magdę poznał w Warszawie, na balu. Od  razu mu się spodobała, po pierwszym spotkaniu zapamiętał nawet, że była w welurowej sukience. Zakochał się, „byłem wtedy takim kocurem”, wspominał w Super Expressie. Kiedy umówili się w kawiarni na Marszałkowskiej, udawał, że jej nie wypatruje, tylko czyta gazetę. W pewnym momencie ona stanęła przy nim i powiedziała: „Jestem”.

Ślub wzięli w 1950 roku, rok później urodził im się syn Krzysztof (operator filmowy pracujący m.in. przy serialu „Jan Serce”) i potem młodszy, Piotr (inżynier). Rodzina jego żony nie była zachwycona, że Magda wychodzi za aktora. Uważali, że to kobieciarze, karciarze, pijaki! A oni przeżyli razem 57 lat! Grzegorz Gauden opowiadał: „Byli wspaniałym, kochającym się małżeństwem. Do jej śmierci wspólnie bywali na naszych spotkaniach. Bardzo, bardzo przeżył jej odejście. Dyskretnie, z dystansem, uśmiechem, ale i odrobiną goryczy powiedział mi po jej śmierci, że rodzina jego żony nigdy nie potrafiła zaakceptować tego, że związała się z... aktorem!”.

W Warszawie Lech Ordon i jego żona mieszkali na Ochocie, zbudowali też domek na wsi, na Mazurach. Żyli spokojnie i szczęśliwie, wspierali się w trudnych chwilach. W pewnym momencie żona aktora zachorowała,  zmarła w 2007 roku w Warszawie. Mąż przeżył ją o 10 lat. Stracił jednak swoją radosną, optymistyczną naturę. W ostatnim roku życia zmagał się z dolegliwościami po wylewie i udarze. Zmarł w Domu Opieki w Załuskach, odwiedzali go tam synowie i wnuki. Lech Ordon odszedł  jesienią 2017 roku. Miał 88 lat 

Czytaj także: Józef Kondrat, stryj Marka Kondrata, poświęcił się dla ratowania żony i zapłacił za to utratą dobrego imienia

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EWA CHODAKOWSKA w rozmowie o rzeczach fundamentalnych: rodzinie, miłości, szczerości, odwadze, dobroci, wyrozumiałości i wolności wyboru. JACEK ROZENEK: jak podniósł się po udarze, dlaczego mówi, że żyje „na potrójnym haju”, i dlaczego nie wierzy już w miłość? ANNA WYSZKONI po pięciu latach przerwy wraca z nową płytą. Nam opowiada, co się z nią wtedy działo. WOJCIECH MANN mówi: „Nie uważam, żebym był nietuzinkowy. Po prostu mi się trochę udało, że trafiłem do radia…”.