Śmierć, noworodek, śmierć dziecka
Fot. AdobeStock
O TYM SIĘ MÓWI

Prawie 30 lat temu musiała urodzić dziecko z bezczaszkowiem. Nie chciała milczeć po wyroku TK

„Nie chciałabym, żeby inna kobieta musiała przechodzić przez to, co ja”

Redakcja VIVA! 3 lutego 2021 16:03
Śmierć, noworodek, śmierć dziecka
Fot. AdobeStock

Nie milknie ogólnokrajowa dyskusja o słuszności orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, który stanowi, że prawo do aborcji, gdy istnieje duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, jest niezgodne z Konstytucją RP. Wraz z końcem stycznia wyrok zaczął formalnie obowiązywać, potęgując niezadowolenie wielu kobiet, które nie są pewne, co je czeka. Wraz z niepewnością, narasta strach, ponieważ trudny poród może mieć różne konsekwencje. Jedna z kobiet postanowiła podzielić się wstrząsającym doświadczeniem ze swojego życia. To wszystko spotkało ją, gdy w Polsce obowiązywały podobne jak dziś przepisy aborcyjne.

Wyrok TK ws. aborcji. Kobieta o porodzie dziecka z bezczaszkowiem

Wstrząsającą historię pani Krystyny z Tarnowskich Gór poznaliśmy dzięki portalowi MamaDu (Na Temat). Dziennikarka Agnieszka Miastowska zauważyła komentarz kobiety wśród wielu innych, odnoszących się do wyroku TK. Jak przyznała, słowa pani Krystyny były niezwykle emocjonalne, tym bardziej, że jej historia wydarzyła się 29 lat temu, kiedy istniało właściwie takie samo prawo aborcyjne, jak dziś.

Jak czytamy na początku historii, kobieta dowiedziała się o wadach dziecka w 9. tygodniu ciąży. „Lekarka napisała na karcie „wada letalna płodu”. Powiedziała, że muszę myśleć teraz o sobie, żeby nic mi się nie stało, żebym mogła być mamą dla mojego 5-letniego synka. [...] W pamięci utkwiły mi tylko słowa, że ciąża sama się rozwiąże — dojdzie do samoistnego abortowania płodu. Dziecko nie ma szans na przeżycie, ale nie można go też zgodnie z prawem usunąć”, wyznała pani Krystyna.

Na początku siódmego miesiąca straciła dziecko. „Lekarze położyli mnie na sali, podłączyli kroplówki i czekali. Prawo zabraniało im wykonania cesarskiego cięcia mimo tego, że dziecko już nie żyło. [...] Co dwa tygodnie zbierała się Komisja Etyczna i decydowała, czy dalej będę otrzymywała kroplówki, czy dostanę silniejsze leki, czy będzie można wywołać poród. Cesarskie cięcie nie było rozwiązaniem, bo prawo zezwalało na nie wyłącznie przy ciąży powstałej w wyniku gwałtu lub kazirodczej albo wtedy, gdy odbyła się rozprawa sądowa i sąd zezwolił na usunięcie płodu”, wspomina.

Pani Krystyna przez cztery dni rodziła martwe dziecko. „Nie odłączali mi kroplówek nawet nocą. Gdyby nie mój mąż, zapewne umarłabym na szpitalnym łóżku, a mój 5-letni wtedy syn zostałby półsierotą. [...] Mąż przyszedł do lekarza z kopertą i reklamówką zagranicznej kawy. Wyobraźcie sobie, ile kobiet musiało wtedy umierać, bo nie każdą było stać na łapówkę dla lekarza”, podkreśliła w swojej historii dla MamaDu.

Gdy już było po wszystkim, lekarka nie pozwoliła kobiecie zobaczyć dziecka. „Powiedziała mi wtedy, że to dla mojego dobra — „jeśli go pani zobaczy, nie będzie chciała pani już nigdy mieć dzieci”. Nie był to jednak koniec cierpień pani Krystyny. „Dzień po wywołaniu porodu usłyszałam słowa salowej: to pani urodziła tego bezczaszkowca? [...] Miałam ochotę ją udusić. Zalałam się łzami i wpadłam w furię”, wyznała.

Przez długi czas dochodziła do siebie. Na początku nie mogła patrzeć na inne dzieci, nawet na starszego syna. Była w okropnym stanie psychicznym, ale nie otrzymała żadnego wsparcia od szpitala. W końcu to znajoma pani Krystyny załatwiła jej kontakt do psycholog, która potrafiła jej pomóc. „Po ośmiu miesiącach znowu zaszłam w ciążę, miało to być lekarstwo na moją skołataną duszę. Pani psycholog przyjeżdżała nadal, widziała, że odrzucam to dziecko. To były miesiące ciężkiej pracy. Dopiero gdy moja córka miała 5 miesięcy i zaszłam w kolejną ciążę, nastąpił przełom. Próbowałam się z tego wszystkiego podnieść. Do tej pory żyję tamtą historią”, przyznała kobieta na łamach MamaDu.

Wyrok TK przywołał bolesne wspomnienia. „Chciałabym, żeby Polki mogły same decydować, co zrobią w takiej sytuacji, bo wiem, jak ciężkie przeżycia wiążą się ze śmiercią własnego dziecka. Nie chciałabym, by moja córka ani żadna inna kobieta musiała przechodzić przez to, co sama przeszłam”. 

Źródło: MamaDu/Na Temat

Śmierć, noworodek, śmierć dziecka
Fot. AdobeStock

Wideo

Urszula Dudziak pojawi się w kolejnej edycji The Voice of Poland? Zapytaliśmy!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

AGNIESZKA CEGIELSKA: „»Stary świat nie wróci«, napisałam to dwa lata temu w mojej książce »Naturalnie«, mówi dziennikarka, specjalistka od zdrowego żywienia. PATRYCJA WOY-WOJCIECHOWSKA, fotografka, autorka książek dla dzieci, dziewczyna z wielkiego miasta, zaczęła drugie życie na Mazurach. Jak ono wygląda? PROFESOR KRZYSZTOF SIMON – słynie z ciętego języka i tego, że nie owija w bawełnę. Właśnie został odznaczony medalem 75-lecia misji Jana Karskiego za wkład w walkę z pandemią. A także: Dlaczego robimy z naszej planety wielkie wysypisko śmieci? Czy mogę wpłynąć na los Ziemi, będąc w domu? Czy luksusowe hotele mogą być eko?