Weronika Marczuk, VIVA! 2010
Fot. Zuza Krajewska
O TYM SIĘ MÓWI

Weronika Marczuk zamieściła w sieci poruszający wpis. Zrobiła to w słusznej sprawie

Czytając te słowa, trudno nie uronić łez

Redakcja VIVA! 25 października 2020 09:53
Weronika Marczuk, VIVA! 2010
Fot. Zuza Krajewska

Weronika Marczuk dziś jest szczęśliwą mamą córeczki. Mała Ania jest zdrową i piękną dziewczynką, oczkiem w głowie gwiazdy. Jednak, by spełnić swoje marzenie o macierzyństwie gwiazda przeszła przez długą i wyboistą drogę. Najpierw długo starała się zajść w ciążę. W jednym z wywiadów VIVY! przyznała, że straciła ciążę. Dziś te trudne wydarzenia są wspomnieniem. Weronika Marczuk napisała książkę o trudnych ciążach i drodze do macierzyństwa. W obliczu ostatnich wydarzeń - decyzji Trybunału Konstytucyjnego, gwiazda opisała dramatyczną historię jednej ze swoich bohaterek. Wpis chwyta za serce.

Weronika Marczuk zamieściła w sieci poruszający wpis

„Najpierw mi się wydawało, że na urodzenie swojego dziecka mam jeszcze czas, bo niektóre okoliczności wykluczały możliwość myślenia o ciąży. Gdy podjęłam decyzję, że nie odkładam, okazało się, że nie jest to takie proste”, mówiła Weronika Marczuk Krystynie Pytlakowskiej w VIVIE!

Gwiazda po raz pierwszy została mamą w wieku 48 lat. Nie ukrywa swojej radości i wzruszenia. Jest szczęśliwa i długo czekała na to, by móc to poczuć.

„Tak jak marzyłam. Właśnie jestem szczęśliwa i generalnie chyba słów brak. Jeśli ktoś wie, jak to jest czekać na dziecko, jak to jest, kiedy to dziecko się pojawia na świecie, to nic innego nie istnieje. To jest największe marzenie, żeby właśnie wszystko inne odeszło gdzieś daleko, bo tyle w życiu było już dużych projektów, prac... Rzeczy, które są dzisiaj nieważne. Dziecko jest dzisiaj tym, co jest całym moim światem ”, mówiła Weronika Marczuk w rozmowie z viva.pl kilka miesięcy temu.

Weronika Marczuk doskonale rozumie ból kobiet, rodzin, które walczą o spełnienie marzenia o dziecku i przeszły przez piekło. Na łamach swojej książki „Walka o macierzyńsko. Jak wygrać z czasem i samą sobą”, Weronika Marczuk opisuje nie tylko swoje dramatyczne przeżycia, a także oddaje głos innym kobietom. Pokazuje rozpacz, przedwczesne porody, stratę, ale i radość... Wciąż wiele kobiet ma problem z zajściem w ciąże, donoszeniem i urodzeniem zdrowego dziecka.

„Ta książka nie jest rozliczeniem i to nie jest książka o mnie. Ja jestem tylko przewodnikiem, a w książce znalazły się niesamowite historie wielu kobiet, rozważania na ważne tematy i dużo fachowej wiedzy. To jest opowieść, ale i poradnik, odpowiada na potrzeby nie tylko kobiet pragnących dziecka, ale i mężczyzn. Zresztą pierwsza recenzja w internecie, która mnie wzruszyła do łez, była od ojca dwójki dzieci. Napisał: „To książka przełomowa. Inna niż wszystkie dotychczasowe publikacje poruszające temat. Książka, która wleje ogromną moc w serca kobiet i ich partnerów, którzy tracili już nadzieję, że uda się im zostać rodzicem”, mówiła Weronika Marczuk w rozmowie z Krystyną Pytlakowską kilka miesięcy temu.

Kilka dni temu TK orzekł, że aborcja w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodna z konstytucją. To wydarzenie wywołało oburzenie wśród Polaków. Ludzie wyszli na ulice, a w mediach społecznościowych pojawiły się poruszające wpisy, w których także znani i lubiani dzielili się ze wszystkimi swoimi osobistymi przeżyciami. Weronika Marczuk zamieściła historię jednej z bohaterek swojej książki. Do wpisu dołączyła grafikę autorstwa profesor Mai Wolnej. Trudno powstrzymać łzy...

,,W czwartym miesiącu zrobili mi USG i okazało się, że dziecko ma poważną wadę genetyczną. Bardzo poważną, taką bardzo, bardzo poważną, którą medycyna określa jako: karzeł królewski (jednostka chorobowa to achondroplazja). Oznacza to, że kości długie, czyli kończyn, czaszki i żeber, nie rozwijają się prawidłowo, klatka piersiowa jest znacznie zmniejszona, a głowa nieproporcjonalnie duża. Usłyszałam, że mogę takie dziecko wychowywać, bo jego serce bije. Załamałam się... Zrobiono mi mnóstwo badań. Okazało się, że dziecko nie przeżyje, bo nie będzie miało klatki piersiowej i nie wykształcą się płuca. Wystawiono mi dokument, dzięki któremu lekarze mieli wykonać wcześniejszą terminację.

Konsultowałam mój przypadek z lekarzami z zagranicy, byłam w rozpaczy, ale przygotowałam się na to. Nie wyobrażałam sobie, że mam być w ciąży jeszcze kolejne cztery miesiące. Świadomość, że i tak urodzę martwe dziecko była nie do zniesienia. Koszmarem był również fakt, że diagnostyka trwała bardzo długo, zbierały się kolejne konsylia, komisje etyczne i zalecały ponownie te same badania, cały czas nie było wiadomo, co dalej. Dwukrotnie byłam proszona na posiedzenie takiej komisji etycznej w szpitalu. Musiałam opowiadać swoją historię i uzasadniać, dlaczego chcę dokonać terminacji. Radzono mi urodzić dziecko i zostawić w szpitalu.(…)Wywołano poród naturalny, który trwał... pięć dni. Tego nikt mi nie powiedział, nikt mnie nie uprzedził (..) Każdego dnia wszystko zaczynało się od nowa (…) Urodziłam... Procedury okazały się straszne. Za wszelką cenę trzeba ratować każde dziecko, więc moje również intubowano i jeszcze trzy doby utrzymywano go przy życiu. To było ponad siły. A po porodzie okazało się, że nie całe łożysko wyszło i trzeba było go usuwać w znieczuleniu ogólnym. Nieprzytomną wywieźli mnie z sali operacyjnej i tak zostawili na korytarzu pod moją separatką… 


FRAGMENT KSIĄŻKI W. Marczuk „Walka o Macierzyństwo” historia Grażyny str.149
Grafika Prof. ASP w Poznaniu Maja Wolna
#powiedzcomyślisz".  

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

W czwartym miesiącu zrobili mi USG i okazało się, że dziecko ma poważną wadę genetyczną. Bardzo poważną, taką bardzo, bardzo poważną, którą medycyna określa jako: karzeł królewski (jednostka chorobowa to achondroplazja). Oznacza to, że kości długie, czyli kończyn, czaszki i żeber, nie rozwijają się prawidłowo, klatka piersiowa jest znacznie zmniejszona, a głowa nieproporcjonalnie duża. Usłyszałam, że mogę takie dziecko wychowywać, bo jego serce bije. Załamałam się... Zrobiono mi mnóstwo badań. Okazało się, że dziecko nie przeżyje, bo nie będzie miało klatki piersiowej i nie wykształcą się płuca. Wystawiono mi dokument, dzięki któremu lekarze mieli wykonać wcześniejszą terminację. Konsultowałam mój przypadek z lekarzami z zagranicy, byłam w rozpaczy, ale przygotowałam się na to. Nie wyobrażałam sobie, że mam być w ciąży jeszcze kolejne cztery miesiące. Świadomość, że i tak urodzę martwe dziecko była nie do zniesienia. Koszmarem był również fakt, że diagnostyka trwała bardzo długo, zbierały się kolejne konsylia, komisje etyczne i zalecały ponownie te same badania, cały czas nie było wiadomo, co dalej. Dwukrotnie byłam proszona na posiedzenie takiej komisji etycznej w szpitalu. Musiałam opowiadać swoją historię i uzasadniać, dlaczego chcę dokonać terminacji. Radzono mi urodzić dziecko i zostawić w szpitalu.(…)Wywołano poród naturalny, który trwał... pięć dni. Tego nikt mi nie powiedział, nikt mnie nie uprzedził (..) Każdego dnia wszystko zaczynało się od nowa (…) Urodziłam... Procedury okazały się straszne. Za wszelką cenę trzeba ratować każde dziecko, więc moje również intubowano i jeszcze trzy doby utrzymywano go przy życiu. To było ponad siły. A po porodzie okazało się, że nie całe łożysko wyszło i trzeba było go usuwać w znieczuleniu ogólnym. Nieprzytomną wywieźli mnie z sali operacyjnej i tak zostawili na korytarzu pod moją separatką… FRAGMENT KSIĄŻKI W. Marczuk „Walka o Macierzyństwo” historia Grażyny str.149 Grafika Prof. ASP w Poznaniu Maja Wolna #powiedzcomyślisz

Post udostępniony przez Weronika O. Marczuk privat (@weronika.olena)

Wideo

Justyna i Jakub Przygońscy: „jesteśmy zapracowanymi rodzicami”. Tak zmieniły ich dzieci

Akcje

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

One nas inspirują! Kobiety sukcesu, w wieku od 30 plus do 70 plus: KAMIŃSKA, DERESZOWSKA, SWOROWSKA, KASPRZYK, DUDZIAK w szczerych, zaskakujących rozmowach o dojrzałości, poczuciu atrakcyjności i seksualności. „Wiek nie ogranicza apetytu na seks”, mówi wybitny seksuolog ANDRZEJ DEPKO i przełamuje tabu. IRIS APFEL ikoną stylu została po... osiemdziesiątce. Prowokuje: „Młodość jest przereklamowana!”. 88-letnia JOAN COLLINS i 56-letni PERCY GIBSON burzą stereotypy o związku starszej kobiety z młodszym partnerem. W cyklu PODRÓŻE wyprawa do indyjskich spa i centrów duchowych po młodość.