TYLKO U NAS!

„Dzieci bywały okrutne. Przezywały, szydziły ze mnie, podkładały nogi...”

Joanna Mazur nie miała łatwego dzieciństwa. Jak sobie radziła?

Elżbieta Pawełek 16 kwietnia 2019 19:58
Joanna Mazur, Viva! 8/2019
Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

Zaczęła tracić wzrok w okresie dojrzewania, ale problemy z widzeniem miała jeszcze za dziecka. Joanna Mazur w szczerej rozmowie z Elżbietą Pawełek, tylko u nas, opowiedziała o trudnych czasach szkolnych. Rówieśnicy nie dawali sportsmence taryfy ulgowej. Wręcz odwrotnie. Przez wadę wzroku jej niektóre dni w szkolnych ławach były prawdziwym koszmarem...

Wywiad z Joanną Mazur – biegaczka o czasach szkolnych

– W szkole miałaś pod górkę?

To były góry lodowe. Bardzo to przeżywałam. Nie miałam odpowiednich książek, a wstydziłam się używać lupy. A dzieci względem siebie bywają okrutne, więc mnie przezywały, szydziły ze mnie, podkładały nogi. Byłam wytykana palcami i wyśmiewana. To było dla mnie niezwykle bolesne.

– Nauczyciele nie reagowali?

Niestety, w szkole w Szczucinie, do której chodziłam, choć byłam w klasie integracyjnej, dawali pełne przyzwolenie na takie zachowania i tym samym pokazywali uczniom, że nie ma w tym nic złego. Pomagała mi jedna z koleżanek, ale kiedy z jakiegoś powodu nie pojawiała się w szkole, był koszmar. Nie miałam po co tam iść. Któregoś dnia wróciłam do domu zalana łzami i powiedziałam: „Koniec, dłużej nie dam rady”. Myślę, że wszystko, co mnie wtedy spotkało, mocno wpłynęło na to, jakim teraz jestem człowiekiem.

– Kto wtedy okazał Ci największe wsparcie?

Moi rodzice. Są wspaniałymi ludźmi, mają mnóstwo empatii i bardzo mnie kochają. No, jestem ich dzieckiem, więc nie mają wyjścia (śmiech). Ale moja mama jest prawdziwą fajterką, nigdy się nie poddała. Uczyła się ze mną codziennie, pomagała mi czytać, pisać, odrabiać zadania, bo lewym okiem nie rozróżniałam już liter, a prawe zaczęło odmawiać mi posłuszeństwa. A ja lubiłam się uczyć, najniższą oceną była dla mnie czwórka, nie tolerowałam trójek. Chyba tę waleczność mam po mamie, która zawsze dzielnie przyjmowała złe wiadomości przekazywane przez lekarzy i, przytulając mnie, mówiła, że sobie z tym poradzimy. Przeżyłam jednak moment grozy, kiedy moja szkoła w Szczucinie wysłała mnie na badania psychologiczne, licząc na to, że da się mi obniżyć poziom nauczania i dostosować do opóźnionych dzieci, gdyby testy wykazały u mnie niski iloraz inteligencji. Na szczęście badania wypadły pomyślnie, potrzebowałam tylko dostosowania metod nauki. I wtedy mama podjęła odważną decyzję, żeby przenieść mnie do szkoły dla niewidomych i słabo widzących w Krakowie, 140 kilometrów od domu. To była świetna placówka, w której dostałam skrzydeł. Mogłam wreszcie się normalnie uczyć.

– A potem poszłaś na studia.

Tak, najpierw ukończyłam policealne studium masażu leczniczego, równocześnie zrobiłam licencjat z promocji zdrowia, a potem magistra pedagogiki terapeutycznej. Dodam, że krakowski AWF nie przyjął mnie na studia, bo lekarz wykonujący badania uznał, że nie dam sobie rady. A ja pracowałam jako masażystka w przychodni i w hotelu, trenowałam lekkoatletykę i dojeżdżałam w weekendy na uczelnię do Łodzi, gdzie studiowałam pedagogikę.

– Wkurzasz się, jak słyszysz narzekania zdrowych ludzi? Myślisz: Boże, mają wszystko i jeszcze im źle?

Nie, nie myślę tak. W życiu każdego człowieka są trudne chwile, ja też mam gorsze dni, ale nie wolno się poddawać.

Całą rozmowę z uczestniczką Tańca z gwiazdami możesz przeczytać w najnowszej VIVIE!, która w kioskach już od czwartku! Poza Joanną Mazur w tym samym numerze znajdziesz rozmowy m.in. z Michelem Moranem i Basią Kurdej-Szatan. 

Joanna Mazur, VIVA! kwiecień 2019
Fot. Bartek Wieczorem/ LAF AM

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

W wielkanocnym numerze Barbara Kurdej-Szatan z mamą i córką opowiadają o rodzinnych tajemnicach, a Joanna Mazur o tym, jak naprawdę wygląda życie niewidomej sportsmenki!