andrzej munk jamnik
Fot. fot. lUCJAN FOGIEL/EAST NEWS
Niezwykłe historie

Andrzej Munk był jednym z najlepszych polskich reżyserów. Gdy zginął, miał 39 lat

Podobno przeżywał kryzys twórczy i osobisty, kochał żonę, ale na planie filmu wdał się w romans

Agnieszka Dajbor 16 października 2021 17:30
andrzej munk jamnik
Fot. fot. lUCJAN FOGIEL/EAST NEWS

Andrzej Munk zginął w wypadku drogowym w 1961 roku. Jechał z Warszawy do Łodzi obejrzeć dekoracje do filmu „Pasażerka”, który wtedy reżyserował. Jechał pod słońce, które go prawdopodobnie oślepiało. Był młodym kierowcą. Na skrzyżowaniu koło Łowicza stracił panowanie nad autem, uderzył w ciężarówkę Star. W małym Fiacie 600 był bez szans. Zmarł parę godzin po wypadku w szpitalu w Łowiczu. Jego śmierć — niespodziewana, przedwczesna, tragiczna była szokiem.
 

Andrzej Munk, reżyser m.in. „Zezowatego szczęścia” był jednym z największych talentów w polskim kinie. Miał wielkie plany, wśród nich między innymi film o zbrodniarzu wojennym, Adolfie Eichmannie. Ale mówiono też o jego kryzysie twórczym i emocjonalnym, był w tym czasie związany z trzema kobietami, podobno sam nie wiedział, jak wszystko poukładać. Andrzej Wajda uważał, że wypadek mógł być zamaskowanym samobójstwem. Jak wyglądało życie Andrzeja Munka, dlaczego stał się legendą?

Andrzej Munk ukrywał się w Warszawie i walczył w Powstaniu

Andrzej Munk urodził się 16 października w 1921 roku w Krakowie, był synem inżyniera, pochodził  ze spolonizowanej żydowskiej rodziny. Miał dwie siostry, młodsza Joanna była w latach 40. żoną późniejszego premiera Polski Ludowej, Józefa Cyrankiewicza. W czasie wojny Munkowie postanowili wyjechać do Warszawy i tu się ukryć, Andrzej pracował przy torach na kolei. W 1942 roku przyjął nazwisko Wnuk. Należał do konspiracji, w szeregach AK brał udział w Powstaniu Warszawskim. Po jego upadku uciekł z obozu przejściowego w Pruszkowie i wrócił do Krakowa. Zanim został reżyserem, miał wiele prac, był robotnikiem w zakładach tytoniowych, pracował w kotłowni, był dozorcą kolejki na Kasprowy. Brał udział w odbudowie Warszawy. Po wojnie ciężko chorował na gruźlicę, przez rok się leczył. W 1948 roku poszedł na reżyserię do łódzkiej „Filmówki”. Na początku robił filmy dokumentalne, którymi szybko zwrócił na siebie uwagę. Odbiegały od socrealistycznej sztampy. Górnicy, zjeżdżając na dół, mówili na przykład „Szczęść Boże”, co w początku lat 50. było w filmie nie do pomyślenia. Ale prawdziwe uznanie i popularność przyniosły mu fabuły.

Zobacz też: Ewa Błaszczyk i Jacek Janczarski: „To była miłość od pierwszego wejrzenia. Z taką nie ma dyskusji”

Kobiela w Zezowatym
Fot. Bogumił Kobiela jako Jan Piszczyk w „Zezowatym szczęściu", 1960 rok. Fot. EAST NEWS

Nie chciał być reżyserem „Kanału"

Andrzej Munk potrafił opowiadać o polskiej historii i romantycznych mitach w sposób tragikomiczny. Budziło to zachwyty i oburzenie, że szarga świętości. Proponowano mu reżyserię filmu „Kanał”, ale odrzucił tę produkcję (film zrobił ostatecznie Andrzej Wajda). Zrealizował natomiast „Eroicę”, której bohaterem był cwaniak i kombinator Dzidziuś Górkiewicz zaplątany w powstańczą Warszawę. A w drugiej części była to grupa polskich oficerów kultywująca mit o rzekomej, heroicznej ucieczce jednego z kolegów. Jego najsłynniejszym filmem jest kultowe „Zezowate szczęście” z 1960 roku. Życiową rolę zagrał w nim Bogumił Kobiela. Wszyscy pewnie znają te smutną komedię. 

Wystarczy więc przypomnieć, że „Zezowate szczęście” opowiada o konformiście Janie Piszczyku, który jak kameleon dostosowuje się do każdych czasów i każdej ideologii. Jest jak „Zelig” z późniejszego filmu Woody'ego Allena. Znana jest scena, kiedy Piszczyk trafia przypadkowo między dwie manifestacje. Starając się zadowolić obie strony, raz krzyczy „Wodzu prowadź na Kowno!”, a raz „Żydzi na Madagaskar!”. Film miał wielkie powodzenie, ale też wywołał wiele dyskusji, niektórzy zżymali się, że Munk zmienił polskiego bohatera w polskiego łajdaka.

anna ciepielewska
Fot. Anna Ciepielewska dziesięć lat po śmierci Andrzeja Munka, w teatrze sensacji Kobra, 1971 rok. Fot. ZYGMUNT JANUSZEWSKI/TVP/EAST NEWS

„Gdybym zginął, nie musiałbym kończyć tego filmu”

Ostatnim filmem Andrzeja Munka była „Pasażerka” oparta na słuchowisku Zofii Posmysz. Film o relacji dwóch kobiet w obozie Auschwitz-Birkenau – Niemki Lisy, strażniczki (w tej roli Aleksandra Śląska) i polskiej więźniarki Marty (Anna Ciepielewska). Obie spotykają się po latach na statku, dla Lisy widok Marty jest szokiem, zmusza ją do powrotu do przeszłości, o której nie chce pamiętać. „Pasażerka” jest jednym z najbardziej znanych polskich filmów za granicą. I choć nakręcony jest na czarno-białej taśmie i zrealizowany bardzo oszczędnie, nadal wciąga i robi niesamowite wrażenie.

Słynny reżyser francuski Jean-Luc-Godard powiedział, że to jedyny prawdziwy film o hitlerowskich obozach koncentracyjnych. Andrzej Munk miał kłopoty z realizacją „Pasażerki”, nie wszystko udawało się tak, jak oczekiwał. Podobno na planie rzucał komentarze w rodzaju „Gdybym zginął, nie musiałbym kończyć tego filmu”. Zdaniem Andrzeja Wajdy przeżywał wtedy kryzys twórczy, mówiło się też o kryzysie życiowym reżysera, o czym za chwilę.

andrzej munk
Fot. Andrzej Munk lata 50. Fot. MARY EVANS PICTURE LIBRARY/EAST NEWS

Andrzej Munk: życie osobiste, relacja z Halszką Próchnik

Podobno na planie potrafił być apodyktyczny i czasem nieobliczalny. Anna Ciepielewska, która grała u niego więźniarkę Auschwitz, opowiadała, jak głodził ją na planie, by poczuła, czym jest prawdziwy głód. Ale aktorzy lubili z nim pracować, wiedzieli, że zagrają dobre, znaczące role. Był też playboyem, bon vivantem i żartownisiem. Znana jest opowieść, jak jeszcze w „Filmówce” Munk udawał lekarza, żeby badać, co ładniejsze studentki. 

Zawsze miał lewicowe poglądy, w czasie wojny wstąpił do Organizacji Wojskowej Polskiej Partii Socjalistycznej. Po wojnie należał do PZPR, ale krótko. Usunięto go już w 1952 roku jako element wywrotowy „o niebezpiecznych kosmopolitycznych tendencjach”. Koleżanka doniosła, że reżyser „nieobyczajnie" bawił się podczas imprezy w jednym z krakowskich hoteli. Jeszcze w czasie wojny poznał swoją przyszłą żonę Halszkę Joannę Próchnik, córkę znanego działacza socjalistycznego Adama Próchnika ( po wojnie w Łodzi były duże zakłady odzieżowe im. Próchnika). Halszka, na którą wszyscy mówili „Joanna", ujęła Munka swą delikatnością i wrażliwością.

W 1946 roku wzięli ślub. Jak wspominał przyjaciel reżysera, Witold Lesiewicz, małżonkowie mieszkali w małym mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu. To był pokój z kuchnią, a jednak przyjęli Lesiewicza pod swój dach i zainstalowali w tej kuchni na dłuższy czas. Czasem ktoś jeszcze spał w przedpokoju. Nie można było otworzyć wejściowych drzwi. Toczyło się tam życie towarzyskie i intelektualne. Joanna studiowała socjologię, pracowała jako dziennikarka w „Kobiecie i życiu”. Andrzej Munk mówił, że był z nią związany na śmierć i życie, że ich związek to komunia dusz. Kiedy wyjeżdzał za granicę, wysyłał do niej zawsze listy i pocztówki. Z Mar del Plata wysłała telegram z jednym słowem „Kocham”. W 1961 roku podczas kręcenia „Pasażerki” pisał do żony, którą nazywał pieszczotliwie syneczkiem: „Nie pamiętam bardziej smutnego wyjazdu. (…) Słucham Bacha na uspokojenie. Myślę. I rozmawiam z Tobą" (cytuję za onetfilm.pl). Nie była jednak jedyną partnerką reżysera.

Zobacz też: Zelda i Scott Fitzgerald. Historia uczucia, które przerodziło się w uzależnienie...

Sława i Anna

Z piosenkarką Sławą Przybylską poznali się w 1960 roku na planie filmu „Zezowate szczęście" i od razu między nimi zaiskrzyło. Choć Andrzej Munk był żonaty, nie potrafił oprzeć się urokowi piosenkarki. „Byłam zafascynowana jego twórczością, wiedzą, kulturą. I silnym magnetyzmem jego oczu”, wspominała Sława Przybylska (cytuję za pomponik.pl). Była w nim tak bardzo zakochana, że zgodziła się być z nim wiedząc, że Munk nie chce rozwieść się z żoną. Sława Przybylska była wtedy wielką gwiazdą, śpiewała przebój „Pamiętasz była jesień”. Robiła wrażenie. Ale w jego życiu była jeszcze jedna kobieta. Na planie „Pasażerki” Andrzej Munk przeżył płomienny romans z Anna Ciepielewską. Nie wiadomo jakby się potoczył, gdyby nie śmierć reżysera. O tym związku było głośno w środowisku filmowym. Anna Ciepielewska miała męża. aktora Stanisława Niwińskiego, Munk żonę.

sława przybylska
Fot. Sława Przybylska w filmie „Zezowate szczęście" śpiewała tęskną piosenkę o listach miłosnych wysyłanych w czasie wojny. Fot. EAST NEWS

Życie po śmierci

Nie ma żadnych dowodów, że Andrzej Munk wjechał celowo w ciężarówkę. Choć oczywiście z powodu różnych problemów mógł być w gorszej formie. Ale podobno tego dnia mówił, że jest szczęśliwy. Chciał zabrać ze sobą na przejażdżkę dzieci zaprzyjaźnionego rysownika Zbigniewa Lengrena (autora profesora Filutka) - Tomasza i Katarzynę, znaną artystkę, dziennikarkę. Jak wspominała Katarzyna Lengren, mieszkał po sąsiedzku, więc często do nich wpadał, podrzucał swojego jamnika na przechowanie. Pogrzeb Andrzeja Munka odbył się we wrześniu 1961 roku na warszawskich Powązkach.

Jego żona nigdy już nie wyszła za mąż. Zmarła w wieku 49 lat, w 1968 roku do jej mieszkania na Starówce wdarł się włamywacz, zszokowana umarła na wylew. Anna Ciepielewska wróciła do męża, aktora Stanisława Niwińskiego, ale małżeństwo rozpadło się po paru latach, aktorka była sama, zmarła na raka w 2006 roku. Sława Przybylska rozpaczała, myślała, że już nigdy się nie zakocha. Ale w 1963 roku spotkała Jana Krzyżanowskiego, z którym jest do dzisiaj. Wielu aktorów, którzy grali w „Zezowatym szczęściu” również tragicznie zmarło, w wypadku samochodowym zginął Bogumił Kobiela, a po latach Wojciech Siemion, Adam Pawlikowski popełnił samobójstwo. Film „Pasażerka” ukończył po dwóch latach przyjaciel Andrzeja Munka, reżyser Witold Lesiewicz. Film zdobył m.in. nagrodę krytyków – „Fipresci" na festiwalu w Cannes, ale ani Munk ani Lesiewicz jej nie odebrali. Do Cannes pojechała inna „oficjalna delegacja”.

Andrzej Munk należał do pokolenia utalentowanych ludzi urodzonych w latach 20. ubiegłego wieku. Byli wśród nich m.in. Andrzej Wajda, Tadeusz Konwicki, Kazimierz Kutz, Jerzy Kawalerowicz, Roman Polański, który zresztą był asystentem Munka przy „Zezowatym szczęściu”. Bardzo silnie wpłynął na polskie kino. Wraz z Andrzejem Wajdą stworzył Polską Szkołę Filmową. Odwoływali się do niego m.in. Kazimierz Kutz, Krzysztof Kieślowski.  Miał wiele planów, chciał zrobić film o Adolfie Eichmannie, ale też komedię płaszcza i szpady z czasów króla Jana Sobieskiego. Z Adamem Pawlikowskim w roli głównej miał zrealizować film o słynnym niemieckim dyrygencie Wilhelmie Furtwänglerze, który w czasie wojny został w Rzeszy i zaprzedał się. Wszystko zostało przekreślone. Szkoda...  

Zobacz też: O Jankowskim mówiono: Miecio od Waldorffa. Oficjalnie był ciotecznym bratem albo młodszym kuzynem

Wideo

Urszula Dudziak ma 78 lat i mnóstwo pięknych planów: „Rozkwitłam na nowo po menopauzie”

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Co powie tata? JAROSŁAW I OLIWIA BIENIUK we wzruszającej rozmowie o wchodzeniu córki w dorosłość, układaniu życia na nowo, sile wspomnień i ojcowskiej miłości. ALEKSANDRA KURZAK: „lubię być diwą”. O błyskotliwej karierze, zaręczynach po 10 dniach znajomości i intymności. DOROTA I CZESŁAW MOZILOWIE razem pracują, podróżują, oglądają seriale, tańczą... Co jest receptą ich udanego związku? WOJCIECH MECWALDOWSKI to artysta, aktor i... introwertyk. Co oznacza dla niego „życie pełną gębą”? Ikar polskiego dziennikarstwa... Jaki był prywatnie? Wzloty i upadki KAMILA DURCZOKA.