Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, nie żyje
Fot. Marcin Gadomski/PAP
O TYM SIĘ MÓWI

Zabójca Pawła Adamowicza marzył o sławie... Zaplanował zamach z wyprzedzeniem?

Mija rok od ataku na prezydenta Gdańska

Redakcja VIVA! 13 stycznia 2020 20:51
Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, nie żyje
Fot. Marcin Gadomski/PAP

Mija rok od zamachu na Pawła Adamowicza. Dokładnie 13 stycznia 2019 roku w czasie 27. finału WOŚP w Gdańsku doszło do niewyobrażalnej tragedii. 27-letni mężczyzna zadał prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi kilka ciosów nożem. W wyniku ciężkich obrażeń polityk zmarł następnego dnia. Lekarze byli bezradni. Co wiemy rok po tragedii?

Rok od zamachu na Pawła Adamowicza

„Gdańsk jest szczodry. Gdańsk dzieli się dobrem. Gdańsk chce być miastem solidarności. Za to wszystko wam serdecznie dziękuję. Bo na ulicach, placach Gdańska wrzucaliście pieniądze. Byliście wolontariuszami. To jest cudowny czas dzielenia się dobrem. Jesteście kochani, Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie! Dziękuję wam!”, mówił ze sceny przed Światełkiem do nieba. To były ostatnie słowa Pawła Adamowicza.

Jego śmierć była przeraźliwym ciosem dla jego najbliższych, przyjaciół i mieszkańców Gdańska. W rok od tragedii Magdalena Adamowicz mimo bólu i cierpienia postanowiła kontynuować dzieło męża. Przyłączyła się do 28. finału WOŚP. Wdowa po Pawle Adamowiczu kwestowała wraz z innymi wolontariuszami na ulicach Gdańska.

„Pamiętajcie, że dobro zwycięża, że zło nie może wygrać, że nie damy się zastraszyć”, mówiła żona tragicznie zmarłego Pawła Adamowicza na scenie WOŚP. Wcześniej podkreślała, że długo zastanawiała się nad tą decyzją.

„Nadchodzi najtrudniejszy czas – dla Tuni, Tereski, dla mnie i rodziny Pawła. Boję się, że na nowo wybuchnie w nas ból i tęsknota, nad którymi pomału uczyliśmy się panować. Mówię o tym głośno i wyraźnie – żebyśmy wszyscy wreszcie zrozumieli, że nienawiść polityczna, czyli ta najgłupsza z możliwych, przynosi najtragiczniejsze ofiary”, pisała na Instagramie.

Magdalena Adamowicz dokładnie pamięta, co wydarzyło się rok temu. Minuta po minucie. W rozmowie z Krystyną Pytlakowską dla VIVY! europosłanka wspominała, jak dowiedziała się o śmierci męża.

„Zadzwoniła do mnie siostrzenica. Tego dnia rano szłyśmy do kościoła na dziewiątą trzydzieści rano, a Paweł już nie odbierał telefonu. Dzieliła nas duża różnica czasu. Zadzwoniłyśmy do teściów. Teściowa powiedziała, że wpadł do nich, taki radosny, coś przegryzł i pobiegł dalej, pod sądy. Był przecież Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Paweł zawsze kwestował. Dlatego pewnie nie mógł odebrać. Gdy wyszłyśmy z kościoła, przypomniałam sobie, że mam wyciszony telefon i zobaczyłam, że dzwoniła moja siostrzenica, bardzo płacząc, że wujkowi coś się stało i jakiś wariat dźgnął go scyzorykiem”, mówiła.

„Pomyślałam, że ma grubą kurtkę i taki scyzoryk może go tylko lekko zranić. Pytałam, skąd o tym wie, a ona, że jej kolega był z Pawłem jako wolontariusz. Powiedziała, że wujka reanimują, więc pomyślałam, że to niemożliwe, że to się nie dzieje naprawdę. Człowiek nie wierzy w takie rzeczy. Postanowiłam dziewczynkom nic nie mówić. Zadzwoniłam do Oli Dulkiewicz i do zastępców Pawła, ale żadne nie odbierało. Brat Pawła też milczał. A siostrzenica prosiła tylko, żeby nie informować dziadków, bo po co ich denerwować. Za chwilę zatelefonował do mnie Piotr Grzelak, płakał, krzycząc, że ratują szefa, już jadą karetki. Zaczęłam krzyczeć: „Ratujcie go, ratujcie!”. Córki w tym momencie zaczęły pytać, co się dzieje. Tereska usiadła na chodniku i zaczęła płakać. Powiedziałam, że tatuś został ranny, ale wszystko będzie dobrze i żebyśmy się pomodliły”, dodała w rozmowie z  VIVĄ!.

„Zaczęłam załatwiać bilety na samolot, ale żaden samolot LOT-u nie leciał do Polski, a nasza przyjaciółka miała tylko dwa bilety na Lufthansę, pomyślałam więc, że Tunia zostanie, a ja pojadę z Tereską. Za chwilę zadzwoniła znajoma lekarka, mówiąc: „Bierz dziewczynki i przyjeżdżaj”. Wiedziałam więc, że to coś poważnego, i poprosiłam, żeby mi znalazła jakikolwiek lot do Europy. Poleciałyśmy do Londynu, z Londynu do Gdańska. Jeszcze Antonina zadzwoniła do koleżanki w Stanach, żeby zaopiekowali się naszym psem, a jej mama przyniosła mi tabletki na uspokojenie, bo ja nic takiego nie miałam. Antonina i Tereska po tych lekach po prostu zasnęły. A gdy przyjechałyśmy, Paweł już nie żył. Nawet nie pamiętam, jak dojechałam do szpitala”, mówiła nam Magdalena Adamowicz.

Nie zdążyła pożegnać się z mężem. Kiedy rozstawali się w Los Angeles nawet o tym nie myślała. Była przyzwyczajona, że zawsze wyjeżdżał i za chwilę wracał. Tak miało być też tym razem. Czy Magdalena Adamowicz czuje nienawiść wobec mordercy swojego męża? W rozmowie z Krystyną Pytlakowską żona prezydenta Gdańska wyznała: „Już mówiłam, mam silny dar wiary, a jej fundamentem jest miłosierdzie. Po co pielęgnować złe emocje? To niczego nie zmieni. Ten człowiek to narzędzie, ofiara systemu przepełnionego mową nienawiści, wszechobecną i na którą jest przyzwolenie z góry. A może ten człowiek jest chory? Moi teściowie modlą się o jego nawrócenie. Żal mi jego matki. To dla niej jest moje wybaczenie”.

Co dzieje się ze Stefanem W.?

Co wiemy po roku od tej tragedii? W mediach wrzało. Wciąż pojawiały się nowe informacje na temat zabójcy Pawła Adamowczia. Kilka ostatnich lat Stefan W. spędził w więzieniu za napady na banki na terenie Gdańska. Odgrażał się, że dokona zemsty na osobach, które przyczyniły się do jego zamknięcia. „Pozabijam wszystkich, którzy mnie wpakowali do pierdla”, ostrzegał. „On tego nie mówił "dla jaj", tylko na poważnie”, mówił po tragedii informator Dziennika Bałtyckiego. Opisywano go jako skłonnego do przemocy, niezrównoważonego, agresywnego…  Fascynował się militariami i spędzał wiele godzin na treningach. To mogło tłumaczyć skąd posiadał wiedzę na temat noży i odpowiednich technik walki. Wszystkie te informacje czerpał z książek. I książkowe było jego zachowanie na scenie WOŚP, kiedy kilkukrotnie ranił prezydenta Gdańska nożem. Doskonale wiedział, gdzie uderzyć. Wiedział, jak wycelować w serce.

O problemach psychicznych Stefana W. otwarcie mówili jego znajomi. Podobno sama matka 27-latka miała ostrzegać policję przed pogarszającym się stanem psychicznym syna i złych zamiarach.  

Stefan W. miał leczyć się psychiatrycznie od dziecka. Lekarze zdiagnozowali u niego schizofrenię paranoidalną. W innych publikacjach można przeczytać, że także po wyjściu z więzienia, które nastąpiło 8 grudnia 2018 roku, został zobowiązany do dalszego leczenia i przyjmowania leków, jednak je przerwał.

W rozmowach z kolegami, miał wyznać, że planuje atak terrorystyczny. Chciał, by było o nim głośno. Pragnął sławy. Nie dziwiło już nikogo, że zbierał wycinki z prasy na swój temat. Ale nikt nie spodziewał się, że zamierza zadać cios prezydentowi Gdańska.

„Halo, halo! Nazywam się Stefan W. Siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała. Dlatego właśnie zginął Adamowicz”, oznajmił ze sceny 13 stycznia 2019 po zamachu na prezydenta Gdańska.

Z czasem pojawiało się coraz więcej pytań. Czy planował zabójstwo Pawła Adamowicza? Podobno często powtarzał, że banki, na które napadał, były powiązane z Adamowiczem. W specjalnym reportażu Katarzyna Włodkowska dla Dużego Formatu postanowiła odpowiedzieć na większość z nich.

W rozmowie z kolegą z celi miał kilka dni wcześniej. Zwierzał się, że po wyjściu z więzienia (8 grudnia 2018 roku) jeszcze długo był pod kontrolą wychowawców.

„Bali się mnie wypuścić, bo się zamachem odgrażałem. Teraz jestem pod obserwacją policji. Kupiłem sobie noże, fajne, taktyczne, myśliwskie i gazy pieprzowe. I se chodzę uzbrojony po zęby (…). Zrobili ze mnie więźnia politycznego, torturowali, truli, teraz będzie rozpierdol. Jebać wszystkich złodziei, niech żyje Prawo i Sprawiedliwość!”, cytuje jego słowa Katarzyna Włodkowska w swoim reportażu dla Dużego Formatu. „Całe życie wygrywałem, teraz też tak będzie”, dodał. A zapytany o numer telefonu miał odpowiedzieć, że jest jak Osama bin Laden i nie da się go namierzyć.

Przed świętami sugerował, że będzie to prezydent. Po zbrodni Stefan W. do niczego się nie przyznawał. Nie chciał opowiedzieć o tym, co robił na kilka dni przed popełnionym czynem. Podkreślił tylko, że jest przeciwnikiem Platformy. Za to cieszył się z sukcesów PiS-u. To też potwierdzają zeznania świadków. I tutaj po raz kolejny pojawiają się informacje, że marzył o sławie, a swoimi przewinieniami wręcz się szczycił.

Sprawą zajął się Zbigniew Ziobro, a nadzór nad śledztwem przypadł prokuratorowi Krzysztofowi Sierakowi. W komunikacie do mediów przedostała się informacja, że zabójca Pawła Adamowicza może być niepoczytalny  i potrzebne są badania. Tak nożownik trafił na obserwację do Krakowa. Wydano wniosek o niepoczytalności.

Wszyscy zastanawiali się skąd ten przejawi nienawiści do Platformy. Skupiono się nawet na tym, do jakich mediów Stefan W. miał dostęp w więzieniu. A rok 2018 był najtrudniejszy dla Pawła Adamowicza - był obiektem oszczerstw i ofiarą mowy nienawiści. Wiele mówiono o śledztwach dotyczących jego oświadczeń majątkowych. Czy to miało wpływ na działanie Stefana W.?

Prokuratura postawiła nożownikowi zarzut zabójstwa. Jak dowiadujemy się z reportażu Katarzyny Włodkowskiej,  Stefan W. w liście do brata oznajmił, że najprawdopodobniej trafi  do szpitala w Stargardzie Gdańskim, a to oznacza, że uniknie kary dożywocia. „Posiedzę pewnie ze dwa lata i wyjdę”, pisał.

Cierpią nie tylko najbliżsi Pawła Adamowicza. Także rodzina Stefana W. W jednym z pierwszych wywiadów dla Dużego Formatu pani Jolanta przepraszała za czyny syna i prosiła o wybaczenie. Do dziś nie może otrząsnąć się po tej tragedii. „Niech nas ktoś zrozumie, on skrzywdził także nas. Tak bardzo bym chciała prosić żonę, dzieci, rodziców pana prezydenta o wybaczenie, ale wiem, że proszę o dużo. (…) Dlatego chciałam tego jedynego wywiadu, by dotarły do nich moje słowa:  bardzo państwa przepraszam. (…) Tak bardzo chciałabym cofnąć czas. Przepraszam wszystkich”, mówiła Katarzynie Włodkowskiej w styczniu 2019 roku. 

Morderca Pawła Adamowicza, Stefan W. Kim jest jakie sekrety skrywa jego przeszłość
Fot. Facebook @Stefan W.

Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, nie żyje
Fot. Dominiki Kulaszewicz/PAP

Wideo

Paweł Królikowski zostawił najpiękniejszy możliwy testament. Żona opowiedziała o szczegółach

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EWA CHODAKOWSKA I LEFTERIS KAVOUKIS o balansie, jaki dała im pandemia, domu w Warszawie i… raju w Atenach. Co takiego wydarzyło się, że RAFAŁ KRÓLIKOWSKI powiedział sobie: „Hola, hola, panie Królikowski, czasami trzeba przystopować…”? AIDA KOSOJAN-PRZYBYSZ z córkami ALICJĄ i MARGO – Jak być matką, kiedy widzi się przyszłość? W cyklu Kobiece historie: Fonda, Birkin, Joplin, Mitchell – buntowniczki i hippiski, które zmieniły świat. Miasto miłości: Nowy Jork nie pozwoli zasnąć zakochanym.