URODZINY GWIAZD

Chłopak z podwarszawskiej wsi, który wspiął się na sam szczyt… Jak tego dokonał?

Robert Lewandowski kończy dziś 30 lat!

redakcja VIVA! 21 sierpnia 2018 10:19

Były agent Roberta Lewandowskiego, Cezary Kucharski, powtarzał, że życie polskiego napastnika jest świetnym pomysłem na scenariusz filmowy: „To historia niczym z amerykańskiego filmu. Od pucybuta do milionera. Takie historie lubimy’’. Jak chłopak z podwarszawskiej wsi wspiął się na sam szczyt? Gdzie kryje się jego największa tajemnica? Robert Lewandowski kończy 30 lat! Jak wygląda prywatne życie giganta?

Dzieciństwo Roberta Lewandowskiego

Skąd wziął się polski cudotwórca piłki nożnej? Gdzie rodzą się chłopcy, którzy są w stanie okiwać każdego? Robert Lewandowski przychodzi na świat w szpitalu na warszawskich Bielanach 21 sierpnia 1988 roku. Ale wychowuje się w Lesznie, wsi na skraju Kampinosu. Leszno ma charakter małego miasteczka, lecz praw miejskich nie posiada. Dla małego Roberta, który kocha biegać, to raj. Z rodzicami i starszą o trzy lata siostrą, Mileną, mieszka w domu z ogrodem. Za domem las, a przed domem boisko. Nic więcej do szczęścia nie potrzebuje. Od rana do nocy może grać z kolegami w piłkę na podwórku. W domu trzyma piłkę pod stołem. Żeby zawsze była blisko.

Miłość do sportu dostaje w genach. Mama była siatkarką pierwszoligowego AZS Warszawa, tata uprawiał judo i grał w piłkę w Hutniku Warszawa. Oboje zachęcają go do regularnych ćwiczeń. Judo, koszykówka, biegi – we wszystkim jest dobry, zdobywa nagrody. Ale nie lubi biegów, zawody bardzo go stresują. Woli piłkę, tylko z nią czuje prawdziwe połączenie. Rodzice to widzą i wspierają. Nie każdemu chciałoby się trzy razy w tygodniu wozić swoje dziecko na treningi do Warszawy. Półtorej godziny w jedną stronę. A oni to robią.

Początek kariery Roberta Lewandowskiego

Ma osiem lat i żaden klub w Warszawie nie chce go przyjąć. Za młody. Trudno w to uwierzyć, dziś w Europie trenuje się już czterolatków. Robert trafia do Varsovii na tyłach stadionu Polonii, spędzi tam siedem lat. Piłka to jego życie. Nawet, gdy dorasta i jego koledzy imprezują do rana, on nie. Wie, że następnego dnia ma trening lub mecz i musi być w formie. Kocha taniec z piłką. W domu włącza kamerę i drybluje. Ogląda swoje zagrywki, poprawia ruchy. Marzy o wielkich meczach. „Ciągle biegał”, wspominają koledzy. „Gdy szedł, to się męczył”. Jest drobny i niski, ale zadziorny. Gdy wraca do domu poraniony w bójkach, ojciec nie robi mu wyrzutów. Gratuluje, że zwyciężył. Tak wychowuje napastnika. Umiejętność walki na pięści przyda mu się dziesięć lat później w Borussii Dortmund. Paragwajczyk Lucas Barriosa nie będzie mógł znieść, że Robert „zabiera” mu jego miejsce napastnika. W szatni dojdzie do rękoczynów.

Ojciec Roberta Lewandowskiego o początkach jego kariery

Taki talent, jaki ma Robert, zdarza się raz na sto lat. Arsene Wenger, trener Arsenalu, uważa, że Europa przestała już rodzić napastników. Europejczycy stali się zbyt wygodni, miękcy, nie znają przeszkód. A napastnik musi być wojownikiem, dzikim zwierzęciem wypuszczonym z klatki. Na szczęście Robert dostał odpowiednio w kość. Gdy jako junior pojedzie do Niemczech, zdziwi się, że tam na boiskach... rośnie trawa!

Miłość do sportu dostał w genach

W jego młodzieżowym klubie Varsovia boisko to klepisko. Od tupotu kilkudziesięciu nóg podnosi się tuman kurzu. Piach zgrzyta w zębach. W szatni nie ma prysznica, nie ma się gdzie wykąpać. Zimą chłopaki płuczą tylko zęby z piachu i lecą do domu. Robert kompletnie się tym nie przejmuje. Są mecze, które wygrywa sam. A gdy spóźnia się na rozrywki, koledzy są zaniepokojeni. Bez niego gra się nie klei. Tata dogaduje synowi: „Bobek, z ciebie to nic nie będzie”. Syn się wtedy denerwuje i próbuje się odgryzać. „Mąż się z nim droczył”, wspomina Iwona Lewandowska w książce Pawła Wilkowicza Nienasycony. „Mówił: Bobek, ty gamoniu, jak ty zagrałeś?”. Tata z niego kpi, ale docenia. Krzysztof Lewandowski uczy WF-u, zabiera syna na zajęcia starszych klas, żeby jego Bobek pokazał, jak należy wykonywać ćwiczenia.

Śmierć ojca Roberta Lewandowskiego

A potem ojciec umiera. Choroba wieńcowa, nadciśnienie, nowotwór. W szpitalu wycinają mu guz, wraca do domu i dwa dni później już nie żyje. „Są ludzie, którzy umieją chorować. Mąż nie umiał. Poddał się”, powie jego żona. Robert ma szesnaście lat. Jest w szoku. Odchodzi jego ojciec i sportowy autorytet. Chłopak zamyka się w sobie, chowa uczucia. Tym bardziej poświęca się piłce. W niej znajduje pocieszenie. Jego wysiłek przynosi efekty. Dostaje się do warszawskiej Legii. O tym zawsze marzył jego ojciec. Syn składa obietnice, że będzie mu dedykował wszystkie bramki. A zwłaszcza te pierwsze w klubach i w rozgrywkach. Dotrzymuje słowa. W 2010 roku debiutuje w reprezentacji Polski i od razu gol w meczu z San Marino. Dedykuje go ojcu. „Miał sprężynę, która napędza największych”, powie o nim Leo Beenhakker, trener reprezentacji. A gdy w niemieckim klubie pobije rekord w liczbie meczów pod rząd, w których strzeli gola, także dedykuje go ojcu. „Zawsze we mnie wierzył”, westchnie z tęsknoty. „Szkoda, że nie doczekał moich sukcesów, na pewno byłby dumny”.

Na razie, w roku 2005, Robert gra w drużynie rezerwowej Legii. Ale to i tak wielki sukces, przecież to klub mistrzów Polski. Po raz pierwszy dostaje od klubu buty do grania. Do tej pory sam musiał zbierać na piłkarskie „korki”. Robert bardzo się stara, Legia może być trampoliną do sukcesu. Jednak zawodzi go ciało.

Rozstanie z Legią Warszawa

Na zawsze zapamięta mecz z Dolcanem Ząbki 26 kwietnia 2006 roku. Mówi lekarzowi, że coś go boli, ale doktor lekceważy jego obawy, radzi, żeby dobrze się rozgrzał. Gdy wychodzi na boisko i biegnie sprintem, zrywa mięsień. Przywodziciel przy kości guza kulszowego. Koniec grania. Spędzi wiele miesięcy na rehabilitacji. Klub nie interesuje się jego stanem. Sam musi opracować sobie system ćwiczeń, które pozwolą mu wrócić do formy. Jeszcze długo wzbudza wesołość kolegów, bo w czasie biegania ciągnie za sobą nogę. „Jak lajkonik”, mówią, „Albo sarna”. Gdy jest już już zdrowy, dostaje cios między oczy. Któregoś dnia przychodzi do klubu na trening i dowiaduje się, że został zwolniony. Może sobie iść. Dziś pewnie działacze plują sobie w brodę, że wtedy zlekceważyli przyszłego mistrza. Nikt się na nim nie poznał. „Do dziś nie rozumiem tego, co się w Legii stało”, wspomina Lewandowski w książce o sobie. „Nie usłyszałem żadnego wytłumaczenia: kto właściwie podjął tę decyzję, czym się kierował”. Papiery oddaje mu sekretarka.

Robert Lewandowski w Borussi Dortmund

Cztery lata później niemiecki klub Borussia Dortmund płaci za niego 4,5 miliona Euro. Około 20 mln złotych! Jak to możliwe? Jest tylko jedno wytłumaczenie. Talent. I ciężka praca. Robert gra jak anioł i trenuje jak diabli. Gdy inni odpoczywają, on ćwiczy dalej. Nuda, męka, ból. Nic go nie zraża. Jego ambicja jest wielka, jak Himalaje. Wciąż podnosi sobie poprzeczkę, zawsze musi być najlepszy. Nie jest wysoki, nadrabia siłą i zwinnością. „Chuderlak z instynktem”, mówią o nim na początku kariery.

Dziś, gdy się pojawia na boisku, jest perfekcyjną maszyną do strzelania goli. Morderczym gladiatorem. Zbigniew Boniek, według FIFA jeden ze stu najlepszych piłkarzy świata podziwia Lewandowskiego: „Robert jest fantastyczny, to nie tylko snajper, potrafi sam sobie wywalczy piłkę” mówi Onetowi. „Jeden z najlepszych piłkarzy na świecie, jeżeli nie najlepszy. Potrafi pociągnąć za sobą całą drużynę, jest genialny”. Uzależniony od bramek. Nawet, gdy jego drużyna zwycięży, a on nie strzeli gola, jest wściekły. Zawiódł, nie sprawdził się. Musi odreagować stratę. W Borussii zyskuje przydomek „The Body”, Ciało. Cały czas ostro pakuje na siłowni, ale robi to z głową. Nie może być za ciężki, bo musi dźwigać swoje ciało. A każdy mecz to kilkadziesiąt przebiegniętych kilometrów.

Potrafi pociągnąć za sobą całą drużynę, jest genialny

Nawet Cristiano Ronaldo, legendarny strzelec bramek przechodzi w 2015 roku na dietę, żeby mieć trochę mniej mięśni. W ten sposób zyskuje na zrywie. Robert na sprawdzianach w Borussii jest najszybszy, jeżeli chodzi dobiegnięcie do piłki z odległości 30 metrów. A dietę ustawia mu żona, Ania. Mistrzyni karate i specjalistka od zdrowego życia. Gdy wybierali dom w Monachium, w Bogenhausen, dzielnicy dla bogaczy, najważniejsze było, żeby znalazła się w nim siłownia, basen i sauna. Bez odnowy biologicznej nie mogli by żyć. Często ćwiczą razem z Anią, pokazują sobie nowe ćwiczenia. On nie odpuszcza nawet na wakacjach. „To jest dziecko. Wieczne dziecko, pazerne na ruch”, mówi Ania w Nienasyconym. „Zasuwa na wakacjach tak, że ma zakwasy. Jest uzależniony od treningu, od adrenaliny. Ping-pong, koszykówka, siatkówka. We wszystkim chce pokazać, że byłby najlepszy. Na wakacjach czy w pracy”.

Związek Ani Lewandowskiego i Roberta Lewandowskiego

Poznają się z Anią rok po śmierci ojca. Robert gra w Zniczu Pruszków. Spotykają się na Mazurach na obozie integracyjnym dla studentów AWF-u. Robert widzi piękną blondynkę i jest pod wrażeniem. Myśli, gra w tenisa lub tańczy w balecie. Nie może uwierzyć, że dziewczyna walczy na macie. Wygłupia się, a może jest trochę zawstydzony i mówi jej, że ma na imię… Andrzej. „Umówiliśmy się w kawiarence przy Chmielnej”, Anna wspomni ich początki w VIVIE!. Za to Robert pamięta, że na pierwszą randkę poszli do kina. Okazuje się, że razem studiują i razem trenują w Pruszkowie.

Miłość kwitnie. Są bardzo podobni. Silni, ambitni, stawiają sobie dalekosiężne cele i prą do nich z uporem czołgu. Anna ma twardy cios karate. Zdobywa medale na mistrzostwach kraju, Europy i Świata. Ma też miękkie serce. To przy niej Robert, o którym trenerzy mawiali, że jest „kawałkiem drewna”, bo w ogóle nie okazuje emocji, rozluźnia się. I uczy się mówić o uczuciach. Dziś, gdy zaczyna się mecz, wychodzi z szatni kompletnie inny, niż na początku kariery. Spokojny, opanowany, na luzie. I swobodnie zdobywa kolejne bramki. Jakby miał celownik w butach. Osiąga tytuł króla strzelców w polskiej lidzie, w Ekstraklasie, w Pucharze Niemiec, Bundeslidze (dwa razy) i eliminacji do Euro 2016. Czarodziej. W dawnych czasach na pewno oskarżono by go o podpisanie paktu z diabłem.

A po meczu chce zapomnieć. W domu nie rozmawia o piłce. W gronie przyjaciół, których ma od liceum i Pruszkowa, bawi się i odpoczywa. Z Anią lubią tańczyć. Wtedy mogą uciec od wielkiej presji, w jakiej żyją. Stają się parą zakochanych ludzi. Zwykłym chłopakiem i dziewczyną, nie celebryckimi bóstwami.

Stawiają sobie dalekosiężne cele i prą do nich z uporem czołgu

Ślub biorą 22 czerwca 2013 roku w Serocku. Pod kościół zajeżdżają białą, stylową limuzyną. Dostępu broni kilkunastu ochroniarzy. Wesele jak z bajki w dworku Złotopolska dolina w Trębkach Nowych. Media donoszą, że kosztuje ćwierć miliona.

Lewandowscy, czyli „polscy Beckhamowie”

Gwiazdy mediów. Piękni, nieziemsko zdolni, podziwiani na całym świecie. W dodatku potrafią zarabiać pieniądze. 5,5 mln zł miesięcznie. 177 tys. zł dziennie, 7,4 tys. zł na godzinę. 122 zł na minutę. 2 złote z groszami na sekundę. Tak wyglądają roczne zarobki Lewandowskiego w Bayernie Monachium. Jeszcze żaden polski sportowiec nie podpisał kontraktu, który gwarantowałby mu 15 milionów euro rocznie! Do tego reklamy: Coca-Cola, Huawei, Gilette, Nike – w 2015 roku dały mu 2 mln euro. A teraz jeszcze trzeba doliczyć umowy z Vistulą i Procter & Gamble. Forbes donosi, że na polskim rynku piłkarz dostaje milion złotych za reklamowy kontrakt. Przed Euro 2016 Lewandowski pojawia się w tylu reklamach, że internauci tworzą memy: „Kiedy Lewy zacznie reklamować reklamy?”.

Anna ma też wielki potencjał. Mistrzyni karate, blogerka, gwiazda fitness, autorka książek i programów treningowych. Skutecznie tworzy własną markę. Reklamuje bank, obuwie i maszynki do golenia. Zarabiają krocie, ale nie prowadzą hulaszczego trybu życia. Mają dom na Mazurach. On ma słabość do samochodów, więc kupi sobie ferrari za milion. Ona lubi ekskluzywne dodatki do garderoby. Cena nieznana. Z bogactwem w Polsce trzeba uważać. Internet potrafi kpić, gdy Ania na blogu zaproponuje zdrowe śniadanie za 40 zł. Nie epatują dochodami, raczej rozsądnie inwestują. Robert skupuje nieruchomości na Mazurach, zajmuje się deweloperką. Ludzie wiedzą, że ma środki, więc próbują namówić go na przedziwne interesy. A to sieć klubów nocnych, a to eksport trumien do Rosji. On nie działa pochopnie, zanim podejmie decyzję, bada, węszy, pyta się bardziej zorientowanych.

W tym roku Lewandowski po raz pierwszy trafił na listę najbogatszych Polaków Wprost. Redakcja wyceniła jego majątek na 353 mln zł, co dało mu 94. miejsce.

Robert Lewandowski ojcem

Robert Lewandowski został ojcem 4 maja 2017 roku.  I nie ukrywa, że narodziny Klary były najszczęśliwszym momentem w jego życiu. Ale też wraz z przyjściem na świat córki, jego życie zmieniło się diametralnie. „Pierwsze tygodnie były bardzo trudne, bo właściwie nie wiedziałem, co mam robić. Czytałem przeróżne poradniki, ale prawdziwe życie wygląda inaczej niż to opisane w książkach”, wyznał w rozmowach z dziennikarzami BleacherReport.

Z czasem udało mu się nabrać wprawy. „Mniej więcej po pięciu tygodniach nauczyliśmy się życia z naszą córką. Okazało się, że to wcale nie jest takie trudne, nie mieliśmy żadnych problemów, mała naprawdę rzadko płacze”.

Na każdym kroku stara się wspierać żonę w codziennych obowiązkach, nie ma mowy o unikaniu odpowiedzialności. Zresztą sprawia mu to przyjemność. „Nie chcę być ojcem, który nie potrafi czegoś zrobić. To by mnie krępowało i czułbym się dziwnie z tym, że nie potrafię jakiejś czynności dotyczącej mojego dziecka zrobić. Nie mam problemu z żadną czynnością, którą muszę, a w zasadzie którą chcę zrobić”, dodał w rozmowie z TVP Sport.

Na jednym z ostatnich zdjęć Roberta z Klarą, które piłkarz zamieścił na Instagramie, napisał: „Nic nie daje mi więcej przyjemności, jak chwile spędzone z nią. Perfekcyjne popołudnie”.

O tym, jak dokładnie wyglądała popularność Roberta na przestrzeni lat dowiesz się z naszego "Wykresu sławy".

Zobacz (nie tylko) rodzinne zdjęcia Roberta Lewandowskiego w naszej galerii!  

Wideo

Urszula Dudziak pojawi się w kolejnej edycji The Voice of Poland? Zapytaliśmy!

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

KLAUDIA EL DURSI: „Nie myślałam o show-biznesie. Ani o pozowaniu do »Playboya«”, mówi uczestniczka „Top Model” i prowadząca program „Hotel Paradise”. Rektor warszawskiej Akademii Teatralnej WOJCIECH MALAJKAT o przemocy i mobbingu w szkołach artystycznych i o tym, dlaczego nie został… nauczycielem w mazurskim miasteczku. KSIAŻĘ WILLIAM I KSIĄŻĘ HARRY: Koniec braterskiej miłości? Historia MIŁKI RAULIN brzmi jak bajka o odważnej dziewczynie, która dzięki marzeniom zdobyła Koronę Ziemi. W cyklu Extra – na fieście w Andaluzji.