Jak najsłynniejszy prezes w Polsce spędza czas z rodziną?

Krystyna Pytlakowska 8 kwietnia 2020 08:51

Robert Górski jest jednym z najbardziej lubianych polskich twórców kabaretu. To on wcielił się w prezesa w słynnym “Uchu Prezesa” i udowodnił, że śmiać się można nawet wtedy, gdy z pozoru śmiesznie nie jest. Wraz z żoną Moniką i córeczką spędza kwarantannę na Mazurach a Krystynie Pytlakowskiej opowiada co robić, żeby był to owocny czas.

Jeśli mnie lubisz, to mnie rozśmiesz.

Nie czytaj gazet, to będziesz miała lepsze samopoczucie.

Moja przyjaciółka Grażyna Sz. twierdzi, ze obroną przed koronowirusem jest śmiech, wobec tego nie należy popadać w paranoję i pesymizm.

Dobrze, opowiem ci co mnie ostatnio rozśmieszyło. Moja siostra, która spodziewa się dziecka mówi, że mimo to chodzi do sklepu. Doradzam jej, żeby wysyłała męża, bo przecież go ma. Ona protestuje: ostatnio poszedł do Lidla, ale zapomniał o naklejkach z dinozaurami. Jest do niczego. I to mnie bardzo rozbawiło, że wobec tak ekstremalnej sytuacji jak pandemia, ludzie nie zapominają o naklejkach z Lidla.

Ty pamiętasz.

Ja nie zbieram. Druga rzecz, która mnie rozśmieszyła, też związana z moją siostrą - urodzi drugie dziecko, dziewczynkę. Pierwszy jest chłopiec. Chciała mieć trójkę dzieci, ale boi się, że jej mąż straci motywację, bo trzecie to miała być córka.

To niech poprzestanie na dwojgu. A Wy jak żyjecie teraz?

Jak na nas, trochę nienormalnie, bo marzec to miesiąc, w którym zwykle wyjeżdżam najwięcej. Ludzie wtedy chodzą częściej do teatru i na występy kabaretowe. Martwiłem się więc, że będę rzadko w domu. Tymczasem tegoroczny marzec to miesiąc, w którym miałem mnóstwo wolnego czasu. Nie wiem tylko, czy moja radość jest radością człowieka, który cieszy się z wielkiej pustej plaży nad morzem, a nie wie, że już gromadzi się tsunami i zaleje go wielka fala. Nie będę jednak martwił się na zapas. Spędzamy sobie ten czas w totalnym odosobnieniu, w domu na Mazurach, daleko od turystycznych enklaw. Jest tu dużo fajniej niż w Warszawie, bo nie jeżdżą karetki z megafonami i nie mamy telewizora. Można więc udawać, że nic się nie dzieje.

W warmińsko-mazurskim jest mniej koronawirusa. Dobrze wybraliście kierunek.

No tak, chociaż jadąc tutaj baliśmy się, że nas zawrócą i rozstrzelają. Ale na szczęście się udało. A teraz nie chce nam się wracać do Warszawy. Przy okazji dowiedziałem się, że moja żona gotuje, bo do tej pory nigdy tego nie ujawniła.

Twierdziła wręcz, że nie umie. Pamiętam.

Chyba chciała mnie wprowadzić w błąd, żebym nie wymagał od niej obiadów. Pamiętam, że rok temu zrobiła bardzo dobry obiad z krewetek. A tu obchodziliśmy tego faktu okrągłą rocznicę. Powiedziałem, że niestety w związku z tą piękną uroczystością nie możemy pójść do restauracji, żeby uczcić tamto wydarzenie. Monika dla odmiany wpadła teraz w szał gotowania. Przez te dwa tygodnie izolacji przeleciał przez mój żołądek pieczony drób w kilku postaciach, zupy, kotlety mielone, schabowe i cała paleta wegetariańskich dań, które nie podejrzewałbym, że nasycą żołądek faceta. Myślę, że pandemia uruchomiła w ludziach zapomniane umiejętności i pobudziła do działania. Uważam, że to zaleta w sytuacji w jakiej się znaleźliśmy.

A na deser co?

Chcemy zrobić w Internecie mini serial pod tytułem “Państwo z tektury”. Pomyślałem, że to mój obowiązek, Skoro lekarze teraz leczą, policjanci kierują ruchem, to satyryk powinien dostarczać ludziom trochę uśmiechu.

Jaki to miałby być serial?

Takie domowe potyczki małżeńskie. Właśnie teraz siedzę i piszę scenariusz, tylko że telefon przerwał moje rozmyślania.

Przepraszam, nie wiedziałam, że jesteś taki zajęty.

Nie martw się, wrócę do myślenia po naszej rozmowie. Jest jedna trudność- nie ma tu trzeciej osoby, która by mogła trzymać kamerę.

Fakt, Wasza córka Malina jeszcze jest za mała.

Za mała żeby pomóc, natomiast dość duża, żeby przeszkodzić. W każdym razie musi być w zasięgu naszego wzroku i słuchu. I być może będzie chciała dołożyć swoje trzy grosze.

Jako pani Basia? Czy to miałby być program z prezesem?

Nie, tego prezesa nawet ja już mam dość. Myślę, że ludzie chcieliby od niego odpocząć.

Ale on na to nie pozwala.

To prawda, dlatego moim zadaniem jest dodanie ludziom otuchy, że nie tylko oni mają przechlapane i że inni też tak mają. I to jest lżejsze do zniesienia. A tak na poważnie myślę, że sztuka służy oswajaniu strachu i daje poczucie, że człowiek nie jest sam na świecie. Lżej się żyje, gdy wszyscy mamy podobne kłopoty. To terapia dla innych i dla mnie samego, żeby po prostu nie zwariować.

Naprawdę tak się boisz?

Niespecjalnie, ale od czasu do czasu trafiam na teksty zapowiadające kataklizm i wtedy trochę się wkręcam w te zbiorowe lęki. Wczoraj znalazłem wykres pokazujący jak będzie wyglądać przyszłość. Teraz stoimy pod stromą ścianą ale dopiero u jej podnóża. A będzie sto razy gorzej. Najgorszy jest strach przed nieznanym. Boimy się nie wiedząc kiedy się to wszystko zakończy i jak.

A myślisz, że jak?

Obiecuję ci, że wszystko co złe się kończy, chociaż trwa dłużej niż ludzie przewidywali. Poprzednia wojna miała trwać najpierw tydzień, potem rok….

Mówisz o drugiej wojnie światowej?

Tak, minęła, każda zaraza też w końcu mija. Pierwszego kwietnia obudziłem się z takim pomysłem, że powinienem ogłosić, iż rząd premiera Morawieckiego uciekł do Rumunii. Ale dobrze, że go nie ogłosiłem, bo by powstała panika. Pamiętaj jednak, że każda wojna i każda zaraza kiedyś się skończy.

Fakt, dżuma, cholera, ospa i Hiszpanka też się skończyły. A profesor Krzemieński jeszcze dołącza do tego HIV.

A z czasem człowiek to oswoił i już nie uważa, że to takie straszne. Pewnie teraz też tak będzie. Rozglądam się natomiast, jak moi koledzy sobie radzą, bo moja branża znalazła się w trudnej sytuacji. Wszyscy z dnia na dzień przestali występować. Jeżeli ktoś był rozsądny, to zostawił sobie coś na czarną godzinę. Ja na szczęście nie jestem w tak złej sytuacji jak polskie państwo, które do końca rozdawało pieniądze.

Może otwórz sklep internetowy, skoro masz czas wolny.

Nie muszę. Piszę sobie skecze do nowego programu. Na przykład o adopcji królika. Tylko co jakiś czas łapię się na tym, że opisuję świat, którego już nie ma. Na wszelki wypadek jednak zanotowałem sobie moje pomysły. I myślę, że jestem w dobrej sytuacji, bo mam się czym zająć a nie tylko myśleć o tym czy będzie źle. Poza tym mam jeszcze w planach książkę i sztukę.

A jakie miejsce w Twoich myślach zajmują żona i córka?

Teraz ten serial do Internetu chcę zrobić właśnie z moją żoną. Martwię się o nie, bo jeśli ktoś miałby się zarazić to lepiej, żebym to ja poniósł ofiarę.

Może się całą trójką uchronicie. Trzeba w to mocno wierzyć. Optymizm odstrasza koronkę.

Tak byłoby najlepiej. A jeśli ma nas oszczędzić, to też mojego syna Antka, który mieszka w Warszawie i moich rodziców na Bródnie. A dla mnie plusem tej sytuacji jest możliwość obserwacji, jak Malina zdobywa kolejne umiejętności.

Czego się nauczyła ostatnio?

Już wie jak robi sowa, jak pies, wąż i kaczka. A teraz uczymy się bociana, wilka i mówienia słowa “mama”. Kiedyś już je powiedziała ale potem zapomniała.

A “tata”?

„Tata” powtarza często i nawet wtedy, gdy ją proszę, żeby powiedziała “mama”. Może mam taką przytłaczającą osobowość a może łatwiej powiedzieć „t” niż „m”. Mówi jeszcze dzik, bo rozmawialiśmy o dziku. No i nauczyła się raczkować.

Epidemia ma więc swoje dobre strony.

Chociaż ilość minusów jednak przewyższa ilość plusów. My jednak skupiamy się na pozytywach. Nauczyłem się rozpalać w kominku. Przypomniałem sobie, jak kiedyś na wsi u babci rozpalałem w piecu ale potem wyleciało mi to z głowy. Poza tym fajnie obserwować jak wiosna budzi się do życia. Przyrody nie obchodzi czy mamy wirusa czy nie, ona żyje swoim rytmem. Drzewa rosną, woda wypełnia jezioro, kaczki pływają a Malina wodzi za nimi wzrokiem i niedługo sama zakwacze. Chodzimy sobie tutaj na spacery, a ja zbieram śmieci do dużego wora, bo mam uczulenie na leżące w trawie puszki czy opakowania po lodach. Jeśli mogę zaapelować do suwerena, to poświęćmy ten czas na to, by trochę nasz kraj posprzątać. 

1/6
Robert Górski, Monika Sobień-Górska
Copyright @archiwum prywatne
1/6

Robert Górski z żoną Moniką i córeczką spędza kwarantannę na Mazurach

2/6
Robert Górski, Monika Sobień-Górska
Copyright @archiwum prywatne
2/6

W naszym wywiadzie opowiada co robić, żeby był to owocny czas.

3/6
Robert Górski, Monika Sobień-Górska
Copyright @archiwum prywatne
3/6

Robert Górski

4/6
Robert Górski, Monika Sobień-Górska
Copyright @archiwum prywatne
4/6

Jak najsłynniejszy prezes w Polsce spędza kwarantannę?

5/6
Robert Górski, Monika Sobień-Górska
Copyright @archiwum prywatne
5/6

 Monika Sobień-Górska

6/6
Robert Górski, Monika Sobień-Górska
Copyright @archiwum prywatne
6/6

Robert Górski

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BARBARA KURDEJ-SZATAN wyznaje: „Zasuwając intensywnie, oczekiwałam, że gdy wrócę do domu, będę mogła się zrelaksować. Tymczasem były awantury…”. GREG i RAFAŁ COLLINS – od happy endu do tragedii był tylko krok. W VIVIE! na Lato w cyklu Ona o Niej – KRYSTYNA CIERNIAK-MORGENSTERN o ELŻBIECIE CZYŻEWSKIEJ: „Szamotała się psychicznie. Z jednej strony niedawno poślubiony mąż, a z drugiej Polska…”. W cyklu Sztuka gotowania – HANNA LIS. Czy spełni swoje „kulinarne” marzenie i wybierze się do Peru? W Podróżach z Historią: tajemnice KASZUB.