O życiu w kwarantannie, rodzinie i trudnym dorastaniu

Beata Nowicka 26 kwietnia 2020 14:01

Mówię do żony – mamy siebie, damy radę”, Robert El Gendy o życiu w kwarantannie, rodzinie i trudnym dorastaniu. „Czasy są trudne, każdy z nas zastanawia się co będzie potem? Też czuję ten lęk” - prowadzący “Pytanie na Śniadanie” Robert El Gendy w rozmowie z Beatą Nowicką.

W Krakowie jest 10.30 rano, a u Ciebie?

U mnie też. Jesteśmy w tej samej strefie czasowej (śmiech). Ale ja już od dawna jestem na nogach. Mój zegar biologiczny każe mi podnosić się o szóstej z minutami. W czwartki, kiedy prowadzę „Pytanie na śniadanie” wstaję jeszcze wcześniej.

Ranny z Ciebie ptaszek. Podoba mi się Twoje poczucie humoru. Jedno ze swoich zdjęć na Instagramie podpisałeś niedawno: „Człowiek, który drapie się po głowie, ewidentnie szuka pomysłu na kolejny dzień kwarantanny. Człowiek, który do tego jeszcze się odpicuje, ewidentnie potrzebuje programu antywirusowego”.

Myślę, że ludzie na kwarantannie mają dużo czasu na kombinowanie. Kreatywność budzi się w nas wszystkich, stąd, od czasu do czasu, mi również wpada coś do głowy. Generalnie jestem wesołym człowiekiem. Nawet jak mam gorszy dzień staram się znaleźć coś pozytywnego. Na przykład ciekawe zdjęcie, które mnie rozwesela, bo dobrze mi się kojarzy.

Najchętniej oglądam stare zdjęcia moich dzieci. Dzisiaj rano znalazłem zdjęcie sprzed trzech lat moich maluchów, Kubusia i Oliwiera. Bardzo śmialiśmy się z Agatą, bo oni już nie przypominają niewiniątek (śmiech). Właśnie takimi momentami się karmię.

Gdzie Ty właściwie utknąłeś? Kiedy wczoraj do Ciebie zadzwoniłam, byłeś w swoich rodzinnych stronach, na Mazurach. Ale przecież dzielnie pracujesz, widzę Cię w telewizorze.

Pracuję faktycznie i jestem w Warszawie niestety sam. Moja rodzina jest u babci pod Olsztynem, siedem kilometrów od centrum miasta. Konkretnie u mojej teściowej, przekochanej osoby. Agata i chłopcy są tam z dala od świata, bez kontaktu z obcymi. Mają kawał cudownej przestrzeni: piękną łąkę, dolinę, las, małe stawy. Moi teściowie chcieli stworzyć wielopokoleniowy dom rodzinny i rzeczywiście to im się udało. Za każdym razem kiedy są święta, albo tak wyjątkowa sytuacja jak teraz, to miejsce okazuje się zbawianiem. Jest jak raj na ziemi.

 Brzmi wspaniale, muszę przyznać. Zresztą to ciekawy układ: żona z dziećmi w raju, ty w Warszawie, w pracy.

Tak się podzieliliśmy, choć w sumie nigdy specjalnie się nie umawialiśmy, to są nasze świadome wybory. Agata jest bardzo przywiązana do swojej mamy, więc cieszy się, że ten trudny moment mogą spędzić razem. Myślę, że to jest dla niej ważny czas. Agata jest osobą ezoteryczną, szuka sensu życia w naturze, czyta książki, których ja pewnie nigdy nie wziąłbym do ręki, gdybym nie znał mojej żony. Tam ma idealną przestrzeń. A nasze dzieci, paradoksalnie, są w dobrym wieku. Kubuś w tym roku skończy 9 lat, a Oliwier 7, więc u babci mają co robić i sami się sobą zajmują. Od czasu do czasu wpadają zgłosić, że są głodni, inaczej trudno ich w ogóle znaleźć. Ciężko ich tylko zagonić do nauki.

 No, chyba się nie dziwisz… A Maciek? To już młody, osiemnastoletni mężczyzna.

Maciek nie jest z natury buntownikiem, ale ten „bunt”, którego nigdy nie przechodził teraz objawia się szukaniem siebie, swojej tożsamości. Ma swoje dwie wierne drużyny. Jedną stanowi klasa, z którą spotyka się na zajęciach on line. A druga to kumple, z którymi gra w sieci. Mają dwie ulubione gry i nawet starują w różnych zawodach. To jest codzienny rytuał o godzinie 19. Kiedyś tego nie rozumiałem, nawet mnie to irytowało.

 Dlaczego?

Bo uważałem, że to strata czasu. Zabawa, która nie rozwija. Skoro startują w zawodach, lepiej byłoby wziąć się za sport. Ale mój najstarszy syn jest moim przeciwieństwem w tym względzie. To ja jestem „sportowym świrem”- jak sam mnie nazywa. Okazało się jednak, że grając z kumplami on line, tak dobrze nauczył się języka angielskiego, że nawet ja - pomimo swoich lat i dużego doświadczenia w posługiwaniu się tym językiem- jestem słabszy od niego. Więc odpuściłem. Mówię: ok, super.

I chyba rozsądnie zrobiłeś. A jak Ty czujesz się sam w Warszawie?

Bardzo lubię Warszawę. Studiowałem tu handel zagraniczny i od początku dobrze się tu czułem. Lubię jej zgiełk. Choć kwarantanna trochę mnie zmieniła. Stałem się osobą jeszcze bardziej związaną i zżytą z rodziną. Nie ukrywam, że często jest mi bardzo smutno, że nie mam wokół tego hałasu rodzinnego. Miewam słabsze okresy, ale wtedy łapię za telefon i gadamy godzinami, a jak Agata nie może, bo odrabia z chłopakami lekcje, to rozmawiam z moimi folowersami na Instagramie. To mi pozwala zapomnieć o samotności, ponieważ mnóstwo ludzi, z którymi się łączę, mówi, że doskwiera im to samo. Wspieramy się nawzajem, poprawiamy sobie nastrój, to jest fajne. Teraz właśnie wróciłem z Olsztyna, więc tryskam energią.

 To prawda, słychać ją w Twoim głosie. Myślisz, że po epidemii coś się zmieni w Waszym życiu?

Wiesz co, ja jestem marzycielem. To moje naiwne spojrzenie na świat, za które czasami dostawałem po uszach, pozwala mi wierzyć, że ludzie zobaczą co jest dla nich ważne. Jak ja. Pomimo tego, że jestem rodzinnym człowiekiem, że bardzo kocham moje dzieci, nie doceniałem tego tak do końca, tak świadomie jak teraz, w obliczu zagrożenia. Jasne, że to się zmienia z czasem, że przez lata dojrzałem. Kiedyś byłem ojcem - tak mi się wtedy wydawało - jakim powinienem być, ale gdy oceniam siebie z perspektywy lat, uważam, że byłem fatalny. Miałem 24 lata kiedy urodził się Maciuś, mój pierwszy syn. Od razu rzuciłem się w wir pracy, bo myślałem, że tak należy.

 Taki wpojono Ci wzorzec?

Dokładnie tak. Dziś patrzę na to inaczej. Wiem, że moje wybory nie były najlepsze w stosunku do mojego dziecka, które momentami, było nawet przeze mnie troszkę zaniedbywane. Teraz bardziej się staram – oczywiście wciąż popełniając błędy- bo już wiem, co jest istotne. Istotne jest, żeby ludzie byli obok siebie i się kochali. Dobra materialne są ulotne, dziś je masz, jutro możesz ich nie mieć. Tak samo jest z pracą. W moim życiu, zanim dopadł nas wszyskich koronawirus, wielokrotnie dostawałem mocne kopniaki w dupsko. Nie rozumiałem dlaczego. Uważałem, że na to nie zasługuję: „Dlaczego ja?! Przecież tyle robię, tyle poświęciłem, tyle oddałem czasu, energii, siły…?! Dlaczego mnie nagle spotykają takie niefajne rzeczy?!

 Bo nikogo nie omijają? Nikt z nas nie jest nietykalny.

No, właśnie. Nie mogę mieć do nikogo pretensji. I nie mam. Wszystko co robiłem, to był mój wybór. Jestem typem wrażliwca i lubię to w sobie. Fajnie byłoby gdyby każdy z nas spojrzał na siebie przez pryzmat człowieczeństwa. Wszyscy mamy przepiękne cechy, umiejętności. Nie każdy musi być erudytą albo mistrzem olimpijskim. Mamy swoje małe talenty, skupmy się na nich. Szczęście jest miarą naszej inteligencji. Nic nas wtedy nie skrzywdzi, nawet jak stracimy pracę, czego nikomu nie życzę. Czasy są trudne, każdy z nas zastanawia się co będzie potem, ale nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Ja też mam w sobie ten lęk. Moja Agata mówi mi wtedy: „Mamy siebie, damy sobie radę”.

Piękne słowa.

Ludzie mieli gorzej, kiedy była wojna. My jesteśmy przyzwyczajeni do dobrobytu, który teraz nie jest już taki oczywisty. Świat się zbuntował. Natura powiedziała- stop. Ale też nie jestem naiwny do końca. Wiem, że jak jest wielki sztorm, to duże jednostki przetrwają, maszty się połamią, żagle pozrywają, ale popłyną dalej, a te małe utoną. Ale od nas zależy, czy znajdziemy na to sposób i zaadaptujemy się do nowej rzeczywistości. Człowiek jest silną istotą.

 Nie miałeś w życiu łatwo, jak byłeś chłopcem. Zastanawiam się skąd w Tobie taki spokój, dojrzałość. I ta radość życia.

Radość życia wynika z tego, że cały czas mam marzenia. Nie rezygnuję z nich. Te marzenia ewoluują razem ze mną. Jak byłem dzieckiem i mieszkałem z mamą na kilku metrach kwadratowych, miałem pasję, która jest ze mną do dziś. Kocham NBA, kocham koszykówkę. Sam kiedyś byłem zawodnikiem i jeszcze na pierwszym roku studiów myślałem, że kiedyś zagram w NBA. Dopiero kiedy Kevin Garnett, mój równieśnik, zaczął grać w tej lidzie, zrozumiałem, że chyba muszę zweryfikować plany. Ale ja ich nie porzuciłem. To mnie doprowadziło do tego, że pojechałem do Ameryki na finały NBA jako dziennikarz sportowy. Zrelacjonowałem kilkadziesiąt meczów tej najlepszej koszykarskiej ligi świata. Rozmawiałem i robiłem sobie zdjęcia z moimi idolami, których plakaty wisiały u mnie na ścianach. Cieszyłem się jak dzieciak.

Teraz rozumiem, że to marzenia tak pozytywnie Cię napędzają. A wracając do dojrzałości…?

Ona przychodzi z wiekiem. Nie zawsze taki byłem. Reflekcje pojawiają się w trudnych momentach, w sytuacjach, kiedy się potkniemy, kiedy nas coś zaboli. Wtedy musi nastąpić jakieś przewartościowanie. Ja nie wychowałem się z tatą. Mój tata został w Egipcie. Taką decyzję podjęli rodzice kiedy miałem siedem lat, dla mojego lepszego rozwoju i z perspektywy czasu, pewnie mieli rację. Mój tata zrobił doktorat w Moskwie, daleko od domu, ale wrócił na swoje stare śmieci i tam pracował na uczelni. Mam w sobie dużo miłości do moich rodziców, aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że dobrze ich znam. I to jest przykre. Tata był daleko ode mnie, a mama przez to, że była sama, pełniła podwójną rolę i wciąż goniła za pracą, żeby nas utrzymać. Takie wartości mi przekazała. Zanim zdałem sobie sprawę, że owszem, praca jest istotna, ale nie tak bardzo, jak więzi rodzinne, trochę czasu upłynęło. Musiałem dojrzeć. Zrozumiałem, że nie chcę być taki, jak mój ojciec.

To znaczy?

Wiem, że mnie kocha, ale wysyła mi urodzinowe życzenia raz do roku. Telegram „Happy birthday”. Jako dziecko czekałem na ten telegram jak na najlepszy prezent, jaki mogłem otrzymać, a tak naprawdę z tyłu głowy czaiło się wielkie nieszczęście. Wielkie rozgoryczenie i wewnętrzny smutek, którego długo nawet nie umiałem zwerbalizować. Dziś jestem na tyle inteligentnym i rozwiniętym emocjonalnie człowiekiem, który po konfrontacji z psychologami - i nie tylko zresztą - wie, że to mnie pozbawiło pewnych cech, na przykład pewności siebie.

Paradoks.

Prawda? Pracuję w telewizji, a mam bardzo dużo jakiś niepotrzebnych lęków. Dopiero jak je przepracuję, wychodzę do ludzi i jestem sobą.

Ujęły mnie słowa, które wypowiedziałeś: „Facetem stałem się nie wtedy, kiedy strzelałem bramki i zdobywałem medale, tylko gdy musiałem zająć się synem”.

Kiedy zrozumiałem co ojciec mi zrobił, nieświadomie być może, wiedziałem, że ja tak nie chcę. Cieszę się, że udało mi się, szczególnie z moim najstarszym synem Maćkiem, stworzyć taką więź, że ja nie czuję, żeby on był ograbiony z czegokolwiek. A nawet jeśli, sam mi o tym powie. Maciek zawsze mówi, jak coś mu nie gra. Często prowadzimy szczere, poważne rozmowy. Nie zawsze są łatwe, ale dają mi poczucie, że łączy nas niesamowita więź. Strasznie się z tego cieszę. Nigdy nie miałem takiej relacji z moim tatą.

Miałeś okazję pokazać swoich wspaniałych synów ojcu?

Niestety, na żywo nie. Mój tata dostaje ode mnie regularnie zdjęcia wnuków. Bardzo o to dbam. Chłopcy pytają też o dziadka. Ale kiedy wybuchła Arabska Wiosna, w Egipcie zrobiło się na tyle niebezpiecznie, że przestraszyłem się. Z obawy o zdrowie i bezpieczeństwo moich dzieci jeszcze tam nie dotarliśmy. Były realne plany, żeby w marcu pojechać na kilka dni do dziadka, ale koronawirus wszystko pokrzyżował. Liczę, że granice się otworzą, zrobi się bezpieczniej i wreszcie się uda. Mój tata był zapraszany wielokrotnie... A teraz jest już osobą starszą, kłopoty z sercem nie pozwalają mu na taką podróż. Nie do końca wszystko jest w naszych rękach.

 To prawda.

Ale trzeba uwierzyć, że w jakiś sposób jesteśmy prowadzeni, chronieni, podążamy za intuicją. Osoby wierzące powiedzą, że Bóg ich prowadzi. Czasem potrzebujemy aniołów, które nas poprowadzą i nie dadzą zejść z tej właściwej drogi. Ja jestem typem, który nie szuka guza. Może czasem ryzykuję, ale to nie jest ryzyko gdzie na szali leży życie albo śmierć. Nie piję alkoholu, jedynym moim nałogiem - z którym walczę - jest popalanie papierosków. To jest taki cudowny zestaw - kawa i papieros, ale kiedyś w końcu i z tym się uporam. Moim synom staram się dać to, czego sam nie dostałem. Dla mnie bycie tatą polega na tym, że bardzo często ich tulę, całuję, mówię im: „Super”, nawet jak zrobią jakąś bzdurną rzecz, na przykład skleją domek, który domku nie przypomina. Mogę ci nawet zrobić jego zdjęcie i wysłać (śmiech). Ale mówię Oliwierowi, który go wykonał: „Jaki piękny, jakie świetne kolory wybrałeś, jakie super okienka wymyśliłeś, jest pokój da taty, dla mamy...”. Myślę, że te bzdety są w gruncie rzeczy bardzo istotne. Na co dzień jestem tatą raczej surowym. Kiedy coś się dzieje, to chłopcy wiedzą, że ...

… nie ma zmiłuj.

Tata może ich lekko zrugać. Taki mam z Agatą podział. Ale z drugiej strony daję im tyle, że mam nadzieję, że za kilkanaście lat to przerodzi się w ich siłę. Oliwier ma zapędy aktorskie, lubi jak robię mu zdjęcia. Aniołek z różkami, on ma tę radość życia, bez kompleksów. Kubuś jest wrażliwcem, jak ja. Czasami bywa nadwrażliwy, więc szukam jakiegoś sposobu, żeby go wzmocnić. Maciek też był zamknięty w sobie. Nie ma takich samych ludzi na świecie. To jest piękne.

 Jesteś zwierzęciem telewizyjnym. O czym marzysz?

Marzę o swoim programie. Teraz mam namiastkę tego, dostałem szansę w czasie kwarantanny, żeby być z dziećmi na antenie w programie „Wesoła nauka”. Mam tam możliwość, żeby być sobą. Uczę moje dzieciaki, mam na myśli te przed telewizorem, przemycam moją pasję czyli trochę sportu, uczymy się kozłować, fajna sprawa. Ale wybiegając dalej w przyszłość widziałbym się w programie opartym na formule rozmów z ludźmi, na konfrontacji. Myślę, że sprawdziłbym się w takim formacie jak Voice of Poland, na backstage’u. Mam temperament, który byłby idealny, żeby się tam wpasować. Oczywiście, nie mówię o byciu frontmanem w tym programie, bo Tomek Kammel robi to świetnie, nie zamierzam nikomu wejść w jego buty. Chciałem tylko pokazać, że rozmowa z ludźmi, którzy stoją przed największą szansą w swoim życiu - jak im się wydaje - może być ważna i ja umiem takie rzeczy robić. Nawiązać bliską relację z drugim człowiekiem. Marzę też o zagraniu w serialu (śmiech).

 Ooo..., tu mnie zaskoczyłeś.

Na studiach byłem na wielu castingach. Raz miałem ogromnego pecha, poszedłem na casting do „Quo Vadis” Jerzego Kawalerowicza. W anonsie było napisane, że szukają osoby o południowych rysach, najchętniej z korzeniami, do roli statystów. Pomyślałem: „Idealna rola dla ciebie, człowieku. Lecisz!” (śmiech). No to poleciałem cały w skowronkach. Było tam kilkaset osób, stałem wiele godzin z tymi wszystkim blondynami, którzy przez tydzień siedzieli w solarium. Mówiłem w myślach sam do siebie: „Zobacz, jesteś wygrany. Masz naturalną karnację”. Już się w tym filmie widziałem. Wchodziło po pięć osób. Wszedłem w grupie, gdzie była przepiękna dziewczyna. Po prostu marokańska księżniczka o głębokich, czarnych oczach. Wszystkim szczeny opadły, ja o swoją szczękę prawie się przewróciłem (śmiech). Zrobili nam po dwa zdjęcia, powiedzieli, że się odezwą i nigdy się nie odezwali. Wszyscy skupili się na dziewczynie. Wiadomo. To był mój ostatni casting. Ale na zasadzie eksperymentu, spełnienia swoich marzeń wciąż chciałbym spróbować. Przecież jak nie spróbuję, nie będę wiedział, czy się uda. 

1/5
Robert El Gendy
Copyright @archiwum prywatne
1/5

,,Generalnie jestem wesołym człowiekiem. Nawet jak mam gorszy dzień staram się znaleźć coś pozytywnego. Na przykład ciekawe zdjęcie, które mnie rozwesela, bo dobrze mi się kojarzy", mówi Beacie Nowickiej Robert El Gendy. 

2/5
Robert El Gendy
Copyright @archiwum prywatne
2/5

Robert El Gendy z ukochaną żoną, Agatą. 

3/5
Robert El Gendy
Copyright @archiwum prywatne
3/5

Robert El Gendy z trójką swoich pociech - Maćkiem, Kubą i Oliwierem. Rodzina jest dla niego najważniejsza. 

4/5
Robert El Gendy
Copyright @archiwum prywatne
4/5

,,Tata był daleko ode mnie, a mama przez to, że była sama, pełniła podwójną rolę i wciąż goniła za pracą, żeby nas utrzymać. Takie wartości mi przekazała", mówi nam Robert El Gendy.

Robert El Gendy na zdjęciu z mamą

5/5
Robert El Gendy
Copyright @archiwum prywatne
5/5

,,Marzę o swoim programie. Teraz mam namiastkę tego, dostałem szansę w czasie kwarantanny, żeby być z dziećmi na antenie w programie „Wesoła nauka”. Mam tam możliwość, żeby być sobą", mówi nam Robert El Gendy. 

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Trener personalny DANIEL QCZAJ zdobył się na coming out. Co mu dała ta decyzja, a co zabrała? ALŻBETA LENSKA dwa lata temu o mało nie umarła. To wydarzenie w zaskakujący sposób zmieniło jej życie. W VIVIE! na Lato cykl Ona o Niej – MAŁGORZATA POTOCKA o KALINIE JĘDRUSIK: „Przez jednych kochana, przez innych nienawidzona. Polska Marilyn Monroe…”. W cyklu Sztuka gotowania – AGNIESZKA MACIĄG zdradza, jak zatrzymać młodość. W Podróżach z Historią – kultowe miejsca: magiczna leśniczówka w Praniu, Krzyże „lepsze niż Paryże…”.