Piotr Adamczyk, VIVA! październik 2019
Fot. Bartek Wieczorek/ LAF AM
TYLKO U NAS!

Nie wypada aktorom, którzy grali Papieża i księdza Popiełuszkę grywać w takich filmach”

Piotr Adamczyk w nowej ,,komedii niemoralnej"!

Beata Nowicka 22 grudnia 2019 16:51
Piotr Adamczyk, VIVA! październik 2019
Fot. Bartek Wieczorek/ LAF AM

Pierwsze przedpremierowe pokazy filmu „Mayday” już w sylwestrową noc w wielu kinach w Polsce. Potem od 10-tego stycznia film będzie w powszechnej dystrybucji. Film, o którym zaskakująco mało teraz słychać, ale będzie o nim głośno! „Głośno będzie w salach kinowych od niepohamowanych wybuchów śmiechu widowni. Wiem o czym mówię, bo byłem wczoraj na zamkniętym pokazie filmu „Mayday”- mówi Piotr Adamczyk rozmowie z Beatą Nowicką specjalnie dla Viva.pl.

Sala pękała ze śmiechu, dumny jesteś?

Dumny jestem. Udało się nam stworzyć prześmieszną komedię godną teatralnego pierwowzoru. Kto był na „Maydayu” w teatrze będzie mógł zobaczyć tę historię opowiedzianą z zupełnie innej perspektywy. Kto zobaczy naszego „Maydaya” w kinie, z pewnością będzie chciał powtórzyć masaż brzucha, w którymś z kilkunastu teatrów, w których ta sztuka jest grana. Na planie spotkaliśmy się ponownie z Adasiem Woronowiczem, wiarygodnie obsadzeni, bo w rolach przyjaciół, choć ci w filmie mają fatalne charaktery, a jednak ich relacja dwóch kłamców i oszustów jest tak silna, że mogą na sobie polegać. Scenariusz jest luźno oparty na bardzo popularnej sztuce „Mayday” Raya Cooney’a. Podobno autor największe zyski z tantiemów teatralnych uzyskiwał ze swojego kraju czyli z Wielkiej Brytanii, ale drugi kraj, który mu przyniósł fortunę to była Polska. Okazało się, że ten tekst szczególnie spodobał się polskim widzom teatralnym. To jest dosyć prosto ciosana farsa o bigamiście, który ma dwie żony, (które oczywiście o sobie nawzajem nie wiedzą) - i prowadzi z nimi szczęśliwe życie. Do czasu…

Ukryte marzenia Polaków?

Być może. Być może gdzieś podskórnie siedzi w nas taka chęć spróbowania jak to jest inaczej, w wersji zwielokrotnionej. W każdym razie ja już mam podobne, filmowe doświadczenie, bo raz miałem nawet pięć żon, a raczej kochanek w filmie „Och, Karol 2”. Niestety, z wiekiem muszę się ograniczać, więc teraz gram już takiego, który zdradza jedynie - dwie swoje żony. Nie polecam. Po pierwsze nielegalne, po drugie niezwykle stresujące.

No tak, wszyscy, którzy tego spróbowali, tak twierdzą.

Poza tym, przy tym projekcie czekało na nas namacalne niebezpieczeństwo. Otóż sam Cooney dawno temu postanowił zrobić wersję kinową swojego teatralnego hitu. Z niskim budżetem zorganizował dość tanią produkcję filmową i podobno jest to jedna z najmniej śmiesznych komedii jakie kiedykolwiek powstały. Myślę, że błędem było dosłowne przeniesienie tego, co sprawdziło się teatrze na ekran filmowy. Stąd przeciwne podejście do tematu, które obrał nasz reżyser i współtwórca scenariusza – Sam Akina.

Scenariusz waszego filmu jest właściwie jedynie inspirowany sztuką Cooneya?

Otóż to. Coś co jest napisane dla teatru, działa w teatrze. Nie da się tego tak łatwo przetłumaczyć na język filmu. Choć my, Polacy teoretycznie jesteśmy od tego specjalistami, ponieważ Teatr Telewizji w Polsce to jest coś unikalnego na skalę światową. Nauczyliśmy się robić adaptacje sztuk teatralnych do telewizji, ale kino, na dodatek komedia, to już jest zupełnie inna sprawa. Ja miałem takie doświadczenia przeniesienia kilku bardzo śmiesznych sztuk z teatru do Teatru Telewizji, na przykład „Namiętnej kobiety” Kay Mellor czy „Tanga” Sławomira Mrożka. Ale nawet one zawsze coś traciły, choć były bardzo dobrymi adaptacjami, a my aktorzy na deskach teatru zagraliśmy setki spektakli i mieliśmy te role w krwiobiegu. Telewizyjne wersje traciły nieuchronnie swoją „teatralność”. Żywy kontakt aktora z widzem. W momencie, w którym tworzy się jakąś komedię do kina, zawsze pojawia się to ograniczenie, że my nie mamy tego sprawdzianu. Aktora komediowego reżyseruje widownia. Grając jakiś spektakl setki razy, doskonalimy komediowy timing, precyzję rzuconej pointy.

Każdy z nas ma jakiegoś wujka, który przy wigilijnym stole sypie żartami z rękawa. Ten wujek znakomicie wytrenował się w mówieniu tych żartów, bo miał wiele wystąpień przy różnego rodzaju ciocinych i babcinych spędach.

Podobnie jest z aktorami. Musicie trenować przed publicznością, patrzeć na jej reakcję i korygować błędy.

No właśnie. Za każdym razem grając komedię w filmie właśnie tego mi brakuje, no chyba że ma się widownię w postaci ekipy filmowej. Adaś Woronowicz, Ania Dereszowska, Weronika Książkiewicz, Andrzej Grabowski to aktorzy niezwykle doświadczeni w graniu komedii, a także co bywa najważniejsze przy tego typu pracy - przesympatyczni ludzie. Na planie „Mayday” stworzyliśmy świetny zespół, wielokrotnie i z przyjemnością próbowaliśmy i w garderobach i w charakteryzatorni i za każdym razem mieliśmy ekipę, która była naszą widownią. Wielokrotnie przerwane ujęcia ze względu na to, że ktoś nie wytrzymał ze śmiechu i całej ekipie puszczał profesjonalizm upewniały nas w tym, że tworzymy coś co rozbawi widzów do rozpuku. Jestem pełen niesamowitych oczekiwań wobec tego filmu, bo mam wrażenie, że dzięki uporowi i nieustępliwości naszego producenta - Wojtka Pałysa, a także dzięki anglosaskiemu punktowi widzenia reżysera - Sama Akiny, udało się stworzyć coś, po czym inaczej spojrzymy na lekki, komediowy repertuar w polskich kinach. Sam Akina to amerykański reżyser i scenarzysta odpowiedzialny za m. in sukces dwóch części filmu „Planeta Singli”. Postanowił wraz z rodziną przenieść się do Polski i uczyć Polaków anglosaskiego poczucia humoru.

Bardzo jest nam to potrzebne!

Pod zwiastunem Mayday-a, który zamieściłem na swoim Instagramie pojawił się pełen oburzenia komentarz o tym, że nie wypada aktorom, którzy grali Papieża i księdza Popiełuszkę grywać w takich filmach. To dla mnie dowód na to jak bardzo niektórym brakuje świadomości czym jest zawód aktora, ale także dystansu, poczucia humoru i prostej, życiowej maksymy: „Żyj i pozwól żyć innym”.

Nie. Nie tak powinienem zakończyć naszą rozmowę. Jak na Chopina przystało niech to będzie cytat George Sand: „Wesołość jest najlepszą higieną ciała i duszy”. I takiej duchowej higieny życzę wszystkim w Nowym Roku zapraszając na prysznic wesołości, czyli „Mayday”. Wesołych Świąt. 

Piotr Adamczyk
Fot. materiały prasowe

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BOJARSKA-FERENC, CHODAKOWSKA, LEWANDOWSKA, RUBIK, JĘDRZEJCZYK, SKURA… – ich wspaniałe figury, zdrowie, niesamowita energia, kreatywność to efekt wyrzeczeń, restrykcyjnych diet, a może dobrych genów? Nowa gwiazda modelingu KAROLINA PISAREK zdradza, czemu zawdzięcza sukces. Kierowca rajdowy LESZEK KUZAJ – ryzyko to jego specjalność! A także intrygująca historia JOGI oraz skąd się wzięło SPA.