TYLKO U NAS!

Paulina Smaszcz-Kurzajewska: „Gwarancja na to, że całkowicie wrócę do formy wynosi 50 proc.”

Co tak naprawdę wydarzyło się w jej życiu?

Olga Figaszewska 16 grudnia 2018 17:51
Paulina Smaszcz-Kurzajewska
Fot. Instagram @paulinasmaszcz

Ten rok był dla Pauliny Smaszcz-Kurzajewskiej niezwykle trudny: zmarł jej tato, o czym nie mówiła głośno, od lutego walczy z poważną chorobą, właśnie wyszła ze szpitala po drugiej operacji, i już nie wykonuje  pracy, którą kochała i za którą zdobywała nagrody. Co tak naprawdę wydarzyło się w jej życiu? Tylko Beacie Nowickiej w poruszającej rozmowie opowiada co się stało!

Paulina Smaszcz-Kurzajewska o swoim stanie zdrowia 

Wczoraj mąż przywiózł Cię ze szpitala. Jak się czujesz?

Szczęśliwa, że jestem w domu. To była niespodzianka, że mama wraca ze szpitala, leżałam na tej kanapie, na której teraz rozmawiam z tobą kiedy Julek wszedł do domu. Widok radosnej, szczęśliwej buzi mojego dziecka był bezcenny: „No, jesteś wreszcie z powrotem”. W takich chwilach rozumiesz co jest w życiu najważniejsze.

Jak zaczęły się Twoje problemy, co się stało?

Bolało od dawna, byłam przepracowana, zestresowana, ale kto jak nie ja da sobie radę? Był początek lutego, pewnego dnia obudziłam się rano i nie mogłam wstać, miałam niedowład nogi. Maciek w Korei Południowej na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, więc mówię do Julka: „Tylko nie mów tacie, jak będzie dzwonił, najpierw pójdę do lekarza”. Jadę do znajomego lekarza, a on krzyczy: „Stara, w tej chwili jedziesz do neurologa. Moim zdaniem potrzebna jest natychmiastowa operacja”. „No coś ty?! Może mi coś tylko przeskoczyło….”. Człowiek czasami jest głupi jak but. Maciek natychmiast przyleciał z Korei. Włodek Szaranowicz, Darek Szpakowski, Robert Korzeniowski... wszyscy szukali dla mnie lekarza. Tak znalazłam się u pana doktora Rafała Górskiego, który o 8.00 rano patrzy na mnie i pyta: „Ile to trwa?”. To był piątek, ja: „No, … od poniedziałku”. A lewą rękę jeszcze pani czuje? A twarz? Mamy kilka godzin na ratowanie czego się da”. Oczywiście operacja, cztery miesiące działań, rehabilitacji, walka o to, żeby odzyskać sprawność.

Widziałyśmy się w lecie, wydawało mi się, że stanęłaś na nogi, a okazało się, że jest jeszcze gorzej. Kończy się rok, który był dla Ciebie trudny nie tylko zdrowotnie, ale też zawodowo.

Jest takie powiedzenie, „człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi”, my snujemy swoje plany, pan Bóg się śmieje. Wydawało mi się, że po dwudziestu kilku latach pracy w korporacji dojrzeję do tego momentu, że - jak śpiewa Barbara Streisand - „enough is enough”. Wiesz, ja uważam, że życie zaczyna się nie po 40-tce, tylko po 45. Kończysz 45 lat i myślisz co dalej z twoim życiem? Wiedziałam, że ten moment się zbliża, ale wierzyłam, że te decyzje będą wynikały z tego, że dostanę na przykład propozycję życia. Nigdy nie sądziłam, że będą spowodowane stanem mojego zdrowia. Ja chora?! Przecież ja mam „petardę w dupie”! Ja mogę wszystko, a problemy mają inni ludzie bo chorują na raka, bo maja chore dzieci i to są prawdziwe problemy, a nie moje.

Tak wszyscy, którzy Cię znają czyli pół Warszawy to wiedzą

Przypominają mi się słowa Danuty Szaflarskiej, która miała ogromne poczucie humoru i zawsze mówiła: „Paulutku, wyjmij ta petarda z dupy. Bo wiesz co jest na końcu? Tylko cmentarz i trumna. Ale zobacz, ja idę tam wolno, a ty tam zapie…..”. Nigdy nie myślałam, że mój stan zdrowia, ale też mój stan psychiczny, spowoduje, że życie powie mi - stop. Urodziłam martwe bliźniaki, poroniłam, straciłam i się podniosłam, ale kiedy nagle zdrowe zaczyna ci szwankować, okazuje się, że nikt cię nie potrzebuje, nikt Ciebie nie chce i nawet chcą uniknąć Ciebie jako problemu. Mój pracodawca pokazał mi, że jak zaczyna się problem zdrowotny to ja, moja praca, osiągnięcia, nagrody, nadgodziny, przepracowane weekendy, święta, urlopy kompletnie się nie liczą. Mimo, że miałam najlepsze wyniki, byłam najwyżej ocenianym dyrektorem, menagerem, który z zespołem dostawał najwięcej nagród - przez 23 lata PR Canal + nie dostał tyle nagród za działania public relations, co przez trzy lata mojej kadencji – mimo tego, wszyscy mają cię w dupie. I możesz, Beata, to napisać.

Napiszę, chociaż to jest bardzo smutne.

Walczysz miesiącami by stanąć na nogi, by wrócić w dobrej formie, ledwo chodzisz, ale wciąż czujesz tę cholerną odpowiedzialność za ludzi, za obowiązki, za projekty, za relacje, ale nikt z twoich ludzi z pracy do ciebie nie przyjedzie, nie zadzwoni. Nikt cię nie zapyta jak się czujesz, ale już z rynku donoszą, że szukają dla mnie zastępstwa bo przecież nie wiadomo jak skończy się moja choroba więc mogę za chwilę być bezużyteczna. Zaczynają się insynuacje, konflikty w zespole, podważanie mojego autorytetu, szykany moich ludzi. Obcy ludzie są przyjemniejsi, życzliwsi, bardziej empatyczni niż ci, których kształtujesz, uczysz, promujesz, dajesz im szansę na rozwój lub przynosisz im nagrody, chronisz w sytuacjach kryzysowych i zmagasz się z efektami ich arogancji lub braku kompetencji na rynku. Ja po tylu latach w zawodzie umiem doskonale rozpoznać konfidenta, ściemniacza, kłamcę i cwaniaka. Brzydzę się donosicielami więc eliminuję takie osoby i zwalniam bezpardonowo. Mam intuicje tez do wspaniałych osób, które są pracowite i z ogromną radością je promuję i hołubię.

W takich sytuacjach rewidujesz wszystkie znajomości. To jest cudowna lekcja pokory. Dowiadujesz się, że znajomi robią zakupy w sklepie, który jest 150 metrów od twojego domu, ale ja tych 150 metrów nie przejdę, i nikt nie zadzwoni i nie zapyta: „Paulina, widzę, że Maciek pracuje, kupić ci coś w sklepie?”.

To jest niesamowite jak ten rok, 45 rok mojego życia zweryfikował mi wszystkie znajomości. Wyrzuciłam z Facebooka, wszystkich ludzi, którzy utrzymują ze mną relacje tylko dlatego, że mają interes, a nie dlatego, że ja liczę się dla nich jako człowiek. Zostawiłam sobie maleńką garstkę bliskich osób i z nimi jestem, dbam o te relacje, jestem dla nich zawsze, a oni dla mnie.

Jak to się stało, że znowu znalazłaś się w szpitalu, na kolejnej operacji?

Wróciłam w maju po pierwszej operacji, choć wciąż źle się czułam, ale obiecałam twórcom i aktorom serialu „Nielegalni”, że zamknę ten projekt i będę zajmowała się strategią public relations serialu. Jeszcze będąc na zwolnieniu odpowiadałam na maile, załatwiałam sprawy niemożliwe, działałam z daleka, ale niestety, to taka głupia, babska postawa, nam się wydaje, że bez nas ten świat się zawali, że ten projekt się nie odbędzie, że zawiodę moich pracowników, że zawiodę aktorów, twórców, moich szefów, moja rodzinę, siebie... No, jak ja mogę tak wszystkich rozczarować?! I mimo że chodziłam zgięta w pół, bolało mnie tak strasznie, że nocami ryczałam, bo nie spałam, przychodziłam do tej pracy i zasuwałam. Cudowny, wspaniały Doktor Rafał Górski i rehabilitant Konrad Czarnecki mówili: „Paulina, nie wolno”. Ja na to: „Panie doktorze, jeszcze tydzień poczekajmy, nie róbmy tej operacji”. Za tydzień dzwoni: „Paula, mam dla ciebie miejsce w szpitalu, musimy ciebie operować”. „Panie doktorze, nie! Błagam, bo premiera się przesunęła, jeszcze pięć dni!”. Doktor, który ma ogromne poczucie humoru, już przestał ze mną żartować: „Ty jesteś nieźle walnięta! Uwielbiam twoją energię, ale dziewczyno, czy ty chcesz, żeby twoje 12-letnie dziecko odwiedzało cię na cmentarzu?!”. Doktorze Rafale Górski KOCHAM CIĘ (śmiech).

 I...?

I padłam. Niedowład nogi i stopy. Chciałabym być 45-letnią dojrzałą, wyedukowaną, interesującą, seksowną Polką, a okazało się, że chodzę jak Quasimodo. W końcu po prostu padłam i już nie wstałam. Operacja się udała, ale gwarancja na to, że całkowicie wrócę do formy wynosi 50%. Teraz jest intensywna rehabilitacja, ćwiczenia, dbanie o siebie, ruch, ciało, dieta, ale ja jak zawsze uśmiech i moja wewnętrzna siła. Nie dam się i jestem nie do zdarcia, ale potrzebna jest jeszcze praca z mózgiem pod tytułem: pożyj kobieto, zwolnij, rób rzeczy dla siebie przyjemne, twój dobrostan jest najważniejszy. Bądź dla siebie czuła i dobra. Jak powiedziała Michelle Obama: „Kobiety, w szczególności, muszą uważać na swoje fizyczne i psychiczne zdrowie, ponieważ jeśli mkniemy pomiędzy spotkaniami i obowiązkami, nie mamy dużo czasu, by zająć się sobą. Musimy bardziej starać się stawiać nas same wyżej na naszej własnej liście spraw do załatwienia. “

Stawiasz się tam?

Tak (hahahhaha). Przedwczoraj za serial „Kruk. Szepty słychać po zmroku” w kategorii kultura i media zdobyłam Brązowego Spinacza za strategię PR. Jak myślisz skąd się dowiedziałam, że zdobyłam nagrodę?

Z internetu?

Oczywiście. Nikt do mnie nie zadzwonił: „Paulina, gratuluję tobie i twojemu zespołowi”. Bo to nie jest tylko moja zasługa, to jest praca całego mojego zespołu, który prowadziłam. Udają, że mnie nie ma. Chciałam powiedzieć mojej firmie, że jeszcze czekam na nagrodę za serial „Nielegalni”, do którego wymyśliłam strategię od a do z i jak zawsze podziękuję swoim ludziom w zespole bo bardzo ciężko pracujemy by osiągać wyniki. Jak wczoraj wróciłam ze szpitala, zrobiłam pierwszy raz w życiu transmisję na żywo na Instagramie, było bardzo dużo kobiet, które mówiły i pisały, że na moim przykładzie też chcą się czegoś nauczyć, wyciągnąć jakieś wnioski. I ta transmisja była niesamowita. Już pracuję nad szkoleniem z udziałem wybitnych specjalistów z praw pracowniczych, ochrony pracownika, obowiązków pracodawcy oraz myślenia o samych sobie np. Jak się nie dać zajechać korporacji? Wszystkie kobiety potrzebują wsparcia niezależnie gdzie są, gdzie mieszkają, jaki jest ich status, ile mają lat, gdzie pracują, na jakim stanowisku i oczywiście te, które zostały w domu również.

Brzmi mocno.

Muszę walczyć. Myślę, że życie mnie jakiś sposób testuje. Skoro już było tak źle, i ten mijający rok ze śmiercią mojego taty, śmiercią przyjaciółki z dzieciństwa, której wciąż telefon mam w komórce, z moimi operacjami, był taki niedobry, to ja sobie myślę, że teraz to już może być tylko lepiej. Cieszę się i dziękuję, że nie zachorowałam na raka, że mam zdrowe dzieci, wspaniałego życiowego partnera i kilku sprawdzonych przyjaciół, swoją pasję w szkoleniach, mowach, felietonach, wykładach i kobiety, które do mnie piszą i potrzebują. Reasumując, przecież z tym co mam jestem życiową szczęściarą. Myślę, że mogę być tylko mądrzejsza o przeżyte doświadczenia. Gdyby ktoś mi powiedział, co mnie spotka, nie przejęłabym się, bo zawsze myślałam, że mnie to nie dotyczy, po czym wylądowałam w szpitalu, na oddziale neurologii i neurochirurgii i zobaczyłam kobiety o wiele młodsze ode mnie, po udarach, piękną 30-letnią Agatę z ogromnym glejakiem w głowie, i myślałam sobie: „Boże, przecież ja tu jestem dinozaurem, tu są młodzi ludzie. Paulutku, dbaj o siebie bo Twoja rodzina Ciebie potrzebuje jeszcze przez wiele lat, Julek i Franek są NAJWAŻNIEJSI NA ŚWIECIE!!!”.

Co teraz?

Przede wszystkim zacznę wreszcie spełniać marzenia, czyli skupiam się i rozwijam moje szkolenia, wykłady, programy rozwojowe i motywacyjne, bo ja nie tylko jestem teoretykiem, ale jestem praktykiem z 25 letnim doświadczeniem. Po wielu latach w korporacjach zaznałam i wiem co to mobbing, sexual harassment, poczucie rozterki gdy ja w biurze, a dziecko w przedszkolu, poczucie beznadziejności gdy ja z dzieckiem uśmiechnięta, a dzwoni wciąż roszczeniowy szef. Wiem co to brak wdzięczności i rozczarowania pracownikami. Wiem co to szklany sufit dla kobiet i brak programów rozwojowych dla zdolnych pracowników. Wiem też jak pracownik będzie donosicielem bo chce zająć moje stanowisko mimo, że brak mu wiedzy i kompetencji. Szefowie śmiejący się z akcji #metoo i kobiety niszczące inne kobiety, ale dla nich jak mówi Sylwia Chutnik jest specjalne miejsce w piekle.

Firmy deklarują tylko pomoc dla pracujących matek, a w rzeczywistości robią tylko pozorne ruchy, a gdy wracają po urlopach starają się ich pozbyć. Wyedukowane kobiety wciąż zarabiają mniej niż mężczyźni, a na wysokich stanowiskach niezmiennie męska dominacja. Rozumiem różnicę miedzy szefem, a liderem. Znam prawa pracowników, ale tez prawa pracodawcy. Uczę negocjacji by unikać pułapki stereotypów . Mało tego edukuję się, zdobywam wiedzę naukową, robię doktorat, pracuję z najlepszymi specjalistami w Polsce i najwspanialszymi dziennikarkami, które oczy mają szeroko otwarte na panującą, polską rzeczywistość. I mam jeszcze jedno- temperament, jeżycki charakter, poznański etos wartości i kocham ludzi. Działam dla kobiet, wspieram je, pomagam, uwielbiam, daję siłę i wiarę we własne możliwości, ale także rozmawiam z mężczyznami bo im też nie jest łatwo kiedy są wartościowi i kochają swoje rodziny. Udzielam się charytatywnie bo jak powiedział Platon „Najgorsze zło to tolerować krzywdę”.

Działam też mentoringowo we wspaniałych organizacjach kobiet biznesu i programach coachingowych. Potworów, tyranów, oprawców, zakompleksionych, obleśnych, pryszczatych, otyłych kurdupli z małymi kutasikami, ale wielkim ego pańszczyźnianym unikam bo szkoda mojej dobrej energii. Chcę robić ważne rzeczy dla kobiet, mam taką potrzebę, może ktoś powie, że jestem głupia i naiwna, trudno. Ale przede wszystkim chcę się nażyć, pożyć, pooddychać, kochać i jeszcze uśmiechać się szelmowsko do losu grając z moim Julkiem w planszówki, a z Frankiem pogadać o jego planach na przyszłość. Tak na to zasłużyłam!

Wywiad przeprowadziła Beata Nowicka.  

Paulina Smaszcz-Kurzajewska, Belfer 2
Fot. AKPA

Paulina Smaszcz-Kurzajewska
Fot. Justyna ROJEK/East News

Wideo

Poznaj historię miłości Agnieszki Woźniak-Starak i jej męża Piotra!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Niezwykła rozmowa z Grażyną Torbicką o jej wszystkich miłościach. A Remigiusz Mróz zdradza nam tajemnice swojego sukcesu!