TYLKO U NAS!

Śmierć taty, przyjaciółki z dzieciństwa, dwie operacje, traumatyczna strata trójki dzieci...

„Życie mnie testuje”, mówi Paulina Smaszcz-Kurzajewska

Beata Nowicka 8 stycznia 2019 19:51

Wyjmij tę petardę z d...” powtarzała jej zawsze Danuta Szaflarska. Paulina Smaszcz-Kurzajewska cały czas pamięta słowa tej wspaniałej aktorki i cudownego człowieka: „Paulutku, wyjmij ta petarda z dupy. Bo wiesz co jest na końcu? Tylko cmentarz i trumna. Ale zobacz, ja idę tam wolno, a ty tam zapie…..”. Ale ona nie umie. Wciąż w pędzie, między rodziną, karierą, doktoratem. Pomagając kobietom, zapominając o sobie. Jaki rachunek wystawiło jej za to własne zdrowie?

Skończył się rok, który był dla Ciebie szczególnie trudny, nie tylko zdrowotnie, ale też zawodowo.

Jest takie powiedzenie, „człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi”, my snujemy swoje plany, pan Bóg się śmieje. Wiesz, ja uważam, że życie zaczyna się nie po 40-tce, tylko po 45. Kończysz 45 lat i myślisz co dalej z moim życiem? Przypominają mi się słowa Danuty Szaflarskiej, która miała ogromne poczucie humoru i zawsze mówiła: „Paulutku, wyjmij ta petarda z dupy. Bo wiesz co jest na końcu? Tylko cmentarz i trumna. Ale zobacz, ja idę tam wolno, a ty tam zapie…..”. Nigdy nie myślałam, że mój stan zdrowia, ale też mój stan psychiczny, spowoduje, że...

... życie powie Ci – stop?

Mam poczucie, że życie mnie w jakiś sposób testuje. Skoro już było tak źle, i ten mijający rok ze śmiercią mojego taty, śmiercią przyjaciółki z dzieciństwa, której telefon wciąż mam w komórce, z moimi operacjami, był taki niedobry, to ja sobie myślę, że teraz to już może być tylko lepiej.

Jak zaczęły się Twoje problemy, co się stało?

Bolało od dawna, byłam przepracowana, zestresowana, ale kto jak nie ja da sobie radę? Był początek lutego, pewnego dnia obudziłam się rano i nie mogłam wstać, miałam niedowład nogi. Maciek w Korei Południowej na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, więc mówię do Julka: „Tylko nie mów tacie, jak będzie dzwonił, najpierw pójdę do lekarza”. Jadę do znajomego lekarza, a on krzyczy: „Stara, w tej chwili jedziesz do neurologa. Moim zdaniem potrzebna jest natychmiastowa operacja”. „No coś ty?! Może mi coś tylko przeskoczyło….”. Człowiek czasami jest głupi jak but. Maciek natychmiast przyleciał z Korei. Włodek Szaranowicz, Darek Szpakowski, Robert Korzeniowski... wszyscy szukali dla mnie lekarza. Tak znalazłam się u pana doktora Rafała Górskiego, który o 8.00 rano patrzy na mnie i pyta: „Ile to trwa?”. To był piątek, ja: „No, … od poniedziałku”. A lewą rękę jeszcze pani czuje? A twarz? Mamy kilka godzin na ratowanie czego się da”. Oczywiście operacja, cztery miesiące działań, rehabilitacji, walka o to, żeby odzyskać sprawność.

To nie pierwszy raz, kiedy życie o mało Cię nie zabiło?

Ale bardziej psychicznie niż fizycznie. Wcześniej miałam dwie takie sytuacje. Dziewięcioletnia różnica między Frankiem a Julkiem jest spowodowana tym, że byłam w ciąży z bliźniakami. Prawdopodobnie dzisiaj można by ich było uratować, wtedy się nie udało. Nikt nie umiał rozmawiać z matką, która musiała urodzić dwójkę martwych chłopców, która wciąż ma wielkie piersi pełne mleka i totalną depresję. Na pytanie: „Co z nimi zrobicie” z łaski ktoś ci coś odburknie, więc błagasz: „Byle nie do śmietnika”. Nie możesz rozpaczać, bo leżysz z kobietami w ciąży: „Proszę nie ryczeć, proszę nie histeryzować! Pani stresuje matki, które zaraz będą rodzić...”.

Brak mi słów...

Właściwie ratunkiem był tylko Maciek i Franek, który miał wtedy 9 lat. Czekał na braci: „Wreszcie będę miał rodzeństwo! Hura, hura, hura”, a ty musisz mu wytłumaczyć dlaczego ich nie ma. Wszystkie mamy wychodzą z maluchami w kołyskach i fotelikach, a Maciek mnie zabiera w całkowitej rozpaczy, z wiszącym, pustym brzuchem i piersiami, z których cieknie mleko. W domu cisza... Nikt z tobą nie potrafi rozmawiać, nawet matka. Ale najbardziej wkurzający są znajomi, którzy mówią: „No, ale już się tak nie przejmuj, przecież będzie następne”. No, żesz k... ! Wracasz do pracy, ludzie cię unikają, po kilku dniach przychodzi do ciebie szef: „Wiesz, zabrałem ci wszystkie projekty, bo tak sobie z zespołem rozmawialiśmy, że chyba nie dasz rady psychicznie”. Zabierają ci wszystko... Wtedy Łukasz Wejchert wyciągnął do mnie rękę. Widząc w jakim jestem stanie, powiedział: „Paulinka, zostałem szefem Onetu, chodź zbudujesz mi dział PR. Ty dasz radę!”. Dzięki niemu, spokojowi, który zapewnił mi w pracy, zaszłam w drugą ciążę. Julek też jest z ciąży bliźniaczej, ale Julka udało się uratować, jego brata nie. Taki los...

Podziwiam Cię, chyba nie każda z nas potrafiłaby go udźwignąć.

Myślałam, że to mnie zabije, bo bardzo długo we mnie tkwiło. No, ale radość z tego, że jest Julek, który ma wspaniały charakter, w ogóle jest fantastyczny, pogodnym, uśmiechniętym, szczerym dzieckiem wszystko mi wynagrodziła. Ale smutek jest nieustannie. Kolejny test od życia to cały ten rok. Ciężko pracuję, bez oddechu, nakręcona, pozytywna, otwarta, kreatywna, zdobywam nagrody, uznanie środowiska public relations, chciałabym, żeby wszystkim moim pracownikom i współpracownikom było dobrze. I tak to już z nami, kobietami jest. Najpierw myślimy o wszystkich dookoła, na końcu o sobie. Zapominamy, że jak nasz silnik nie zadziała, nagle wszystko się posypie. Zawiodło moje zdrowie, ale tym samym zawiódł mój pracodawca. Chora kobieta to dla nich problem. Stajemy się dla pracodawcy bezużyteczne. O tym wszystkim zresztą opowiadamy w naszym wywiadzie na viva.pl

 Właśnie zaczął się nowy rok, nowy rozdział, nowe nadzieje. Pytam Cię więc- co dalej?

Przede wszystkim zacznę wreszcie spełniać marzenia, czyli skupiam się i rozwijam moje szkolenia dla pracowników i pracodawców, kobiet i mężczyzn, wykłady, programy motywacyjne, bo ja nie tylko jestem teoretykiem, ale też praktykiem z 25 letnim doświadczeniem i specjalistą od komunikacji. Po wielu latach w korporacjach wiem – bo sama tego zaznałam- co to mobbing, sexual harassment, poczucie beznadziejności i rozterki gdy ja w biurze, a dziecko w przedszkolu. Wiem co to presja, stres, KPI’s, szklany sufit dla kobiet, szefowie śmiejący się z akcji #metoo i kobiety niszczące inne kobiety, ale dla nich - jak mówi Sylwia Chutnik - jest specjalne miejsce w piekle. I mam jeszcze jedno- temperament, jeżycki charakter, poznański etos wartości i kocham ludzi. Chcę robić ważne rzeczy dla kobiet i mam taką potrzebę, może ktoś powie, że jestem głupia i naiwna, trudno. Ale przede wszystkim chcę się nażyć, pożyć, pooddychać, kochać i jeszcze uśmiechać się szelmowsko do losu grając z moim Julkiem w planszówki, a z Frankiem pogadać o jego planach na przyszłość. Tak, na to zasłużyłam!

Cały wywiad w najnowszym wydaniu VIVY! w kioskach już od czwartku, 10 stycznia.

Co jeszcze w nowej VIVIE! 1/2019?

Julia Wieniawa o dorastaniu w świetle fleszy, trudnych wyborach i drodze do sukcesu. Wyznania mistrza Janusza Józefowicza: "Za moją karierę płacili bliscy". Paulina Smaszcz-Kurzajewska o chorobie, miłości i pomaganiu. Artystka, skandalistka, feministka. Z czego śmieje się Amy Schumer? 

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Tylko w VIVIE! inspirująca rozmowa z KATARZYNĄ SKRZYNECKĄ o tym, dlaczego postanowiła wrócić do figury 30-latki. „Prezes” ROBERT GÓRSKI i MONIKA SOBIEŃ-GÓRSKA o tym, czy ich życie przypomina… kabaret. ZBIGNIEW ZAMACHOWSKI o tym, co robi, kiedy cały dom zaśnie.