„...uznałam, że trzeba walczyć o siebie. Zawsze, niezależnie od poniesionych kosztów”

Redakcja VIVA! 11 maja 2021 19:45

Paulina Smaszcz jakiś czas temu postanowiła podzielić się z fanami swoimi traumatycznymi doświadczenia. Z przeszłością rozlicza się na łamach swojej książki Bądź Kobietą Petardą! Jak zająć się sobą i żyć świadomie. Dziennikarka zachęca kobiety do walki o siebie!

Paulina Smaszcz o tragicznych wydarzeniach w swoim życiu

Ostatni czas był dla niej szczególnie trudny. I to nie tylko zdrowotnie, ale też zawodowo. „Jest takie powiedzenie, „człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi”, my snujemy swoje plany, pan Bóg się śmieje. Wiesz, ja uważam, że życie zaczyna się nie po 40-tce, tylko po 45. Kończysz 45 lat i myślisz co dalej z moim życiem? Przypominają mi się słowa Danuty Szaflarskiej, która miała ogromne poczucie humoru i zawsze mówiła: „Paulutku, wyjmij ta petarda z dupy. Bo wiesz co jest na końcu? Tylko cmentarz i trumna. Ale zobacz, ja idę tam wolno, a ty tam zapie…..”, powiedziała Beacie Nowickiej w magazynie VIVA!.

Życie w końcu powiedziało jej stop. „Skoro już było tak źle, i ten mijający rok ze śmiercią mojego taty, śmiercią przyjaciółki z dzieciństwa, której telefon wciąż mam w komórce, z moimi operacjami, był taki niedobry, to ja sobie myślę, że teraz to już może być tylko lepiej”, przyznaje. Jej problemy zaczęły się nagle i bardzo niespodziewanie. „Byłam przepracowana, zestresowana, ale kto jak nie ja da sobie radę? Był początek lutego, pewnego dnia obudziłam się rano i nie mogłam wstać, miałam niedowład nogi. Maciek w Korei Południowej na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, więc mówię do Julka: „Tylko nie mów tacie, jak będzie dzwonił, najpierw pójdę do lekarza”. Jadę do znajomego lekarza, a on krzyczy: „Stara, w tej chwili jedziesz do neurologa. Moim zdaniem potrzebna jest natychmiastowa operacja”. „No coś ty?! Może mi coś tylko przeskoczyło….”. Człowiek czasami jest głupi jak but. Maciek natychmiast przyleciał z Korei. Włodek Szaranowicz, Darek Szpakowski, Robert Korzeniowski... wszyscy szukali dla mnie lekarza. Tak znalazłam się u pana doktora Rafała Górskiego, który o 8.00 rano patrzy na mnie i pyta: „Ile to trwa?”. To był piątek, ja: „No, … od poniedziałku”. A lewą rękę jeszcze pani czuje? A twarz? Mamy kilka godzin na ratowanie czego się da”. Oczywiście operacja, cztery miesiące działań, rehabilitacji, walka o to, żeby odzyskać sprawność”, przyznała.

byłam w ciąży z bliźniakami. Prawdopodobnie dzisiaj można by ich było uratować, wtedy się nie udało

Niestety to nie był pierwszy raz, kiedy życie o mało jej nie zabiło. „Wcześniej miałam dwie takie sytuacje. Dziewięcioletnia różnica między Frankiem a Julkiem jest spowodowana tym, że byłam w ciąży z bliźniakami. Prawdopodobnie dzisiaj można by ich było uratować, wtedy się nie udało. Nikt nie umiał rozmawiać z matką, która musiała urodzić dwójkę martwych chłopców, która wciąż ma wielkie piersi pełne mleka i totalną depresję. Na pytanie: „Co z nimi zrobicie” z łaski ktoś ci coś odburknie, więc błagasz: „Byle nie do śmietnika”. Nie możesz rozpaczać, bo leżysz z kobietami w ciąży: „Proszę nie ryczeć, proszę nie histeryzować! Pani stresuje matki, które zaraz będą rodzić...”, powiedziała poruszona.

Zobacz także: „Walczę każdego dnia o to, żeby nie bolało, żeby onkologia nie dała o sobie przypomnieć”

„Właściwie ratunkiem był tylko Maciek i Franek, który miał wtedy 9 lat. Czekał na braci: „Wreszcie będę miał rodzeństwo! Hura, hura, hura”, a ty musisz mu wytłumaczyć dlaczego ich nie ma. Wszystkie mamy wychodzą z maluchami w kołyskach i fotelikach, a Maciek mnie zabiera w całkowitej rozpaczy, z wiszącym, pustym brzuchem i piersiami, z których cieknie mleko. W domu cisza... Nikt z tobą nie potrafi rozmawiać, nawet matka. Ale najbardziej wkurzający są znajomi, którzy mówią: „No, ale już się tak nie przejmuj, przecież będzie następne”. No, żesz k... ! Wracasz do pracy, ludzie cię unikają, po kilku dniach przychodzi do ciebie szef: „Wiesz, zabrałem ci wszystkie projekty, bo tak sobie z zespołem rozmawialiśmy, że chyba nie dasz rady psychicznie”. Zabierają ci wszystko... Wtedy Łukasz Wejchert wyciągnął do mnie rękę. Widząc w jakim jestem stanie, powiedział: „Paulinka, zostałem szefem Onetu, chodź zbudujesz mi dział PR. Ty dasz radę!”. Dzięki niemu, spokojowi, który zapewnił mi w pracy, zaszłam w drugą ciążę. Julek też jest z ciąży bliźniaczej, ale Julka udało się uratować, jego brata nie. Taki los...”, przyznała w rozmowie z Beatą Nowicką.

Nie każda kobieta potrafiłaby to udźwignąć. Ona też myślała, że to ją zniszczy, ale nie dała się: „Radość z tego, że jest Julek, który ma wspaniały charakter, w ogóle jest fantastyczny, pogodnym, uśmiechniętym, szczerym dzieckiem wszystko mi wynagrodziła. Ale smutek jest nieustannie. Kolejny test od życia to cały ten 2019 rok. Ciężko pracuję, bez oddechu, nakręcona, pozytywna, otwarta, kreatywna, zdobywam nagrody, uznanie środowiska public relations, chciałabym, żeby wszystkim moim pracownikom i współpracownikom było dobrze. I tak to już z nami, kobietami jest. Najpierw myślimy o wszystkich dookoła, na końcu o sobie. Zapominamy, że jak nasz silnik nie zadziała, nagle wszystko się posypie”, powiedziała Paulina Smaszcz.

Zobacz także: Paulina Smaszcz zakochana! Zamieściła wspólne zdjęcie z ukochanym!

2019 rok zaczęła mocnym kopniakiem. Nowy rok, nowy rozdział, nowe nadzieje. „Przede wszystkim zacznę wreszcie spełniać marzenia, czyli skupiam się i rozwijam moje szkolenia dla pracowników i pracodawców, kobiet i mężczyzn, wykłady, programy motywacyjne, bo ja nie tylko jestem teoretykiem, ale też praktykiem z 25 letnim doświadczeniem i specjalistą od komunikacji. Po wielu latach w korporacjach wiem – bo sama tego zaznałam- co to mobbing, sexual harassment, poczucie beznadziejności i rozterki gdy ja w biurze, a dziecko w przedszkolu. Wiem co to presja, stres, KPI’s, szklany sufit dla kobiet, szefowie śmiejący się z akcji #metoo i kobiety niszczące inne kobiety, ale dla nich - jak mówi Sylwia Chutnik - jest specjalne miejsce w piekle. I mam jeszcze jedno- temperament, jeżycki charakter, poznański etos wartości i kocham ludzi. Chcę robić ważne rzeczy dla kobiet i mam taką potrzebę, może ktoś powie, że jestem głupia i naiwna, trudno. Ale przede wszystkim chcę się nażyć, pożyć, pooddychać, kochać i jeszcze uśmiechać się szelmowsko do losu grając z moim Julkiem w planszówki, a z Frankiem pogadać o jego planach na przyszłość. Tak, na to zasłużyłam!”, powiedziała w magazynie VIVA!

Paulina Smaszcz o utraconych ciążach

O swoich traumatycznych przeżyciach oraz skandalicznych doświadczeniach z polską służbą zdrowia Paulina Smaszcz opowiedziała także 25 października 2020 roku na swoim profilu na Instagramie. „Zamknęłam ten rozdział mojego życia na łamach książki Magdy Łyczko, ale czuję się przywołana do wypowiedzi”, zaczęła wpis. Dziennikarka postanowiła raz jeszcze powrócić do trudnych wspomnień w związku z decyzją TK o zakazaniu aborcji w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu oraz nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Zobacz także: Paulina Smaszcz: „Nie sądziłam, że to wszystko przyjdzie tak szybko i tak nagle”

„Zaszłam w ciążę bliźniaczą. Początek 6 miesiąca niestety diagnoza. Jedno dziecko już nie żyje od dwóch tygodni, drugie właśnie umarło. Moje życie jest zagrożone. Muszę szybko urodzić dwójkę martwych dzieci”, napisała Paulina Smaszcz. Dziennikarka nie tylko zwierzyła się z osobistych tragedii, ale również opisała, z jak skandalicznym traktowaniem matki muszą zmagać się w Polsce. „Nie chciał nas przyjąć żaden szpital, bo nie mają dla mnie pokoju, a inne matki urodzą bobasy. Będę traumą dla innych. Inna odpowiedz: nie ma jak urodzić martwe, bo co oni potem z nimi zrobią. Odsyłano mnie, a ja w stanie zagrożenia życia słyszałam tylko, że jestem problemem innych zdrowych kobiet, które urodzą zdrowe dzieci i będę miała zły wpływ na ich stan psychiczny. Ja nie istniałam. Moje martwe dzieci w brzuchu też nie”. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Zamknęłam ten rozdział mojego życia na łamach książki Magdy Łyczko, ale czuję się przywołana do wypowiedzi. Jestem najszczęśliwszą Mamą 23 letniego Franka i 14 letniego Julka. Pierwsza ciąża była zagrożona i przeleżałam prawie całą na oddziale patologii ciąży przy ul. Madalińskiego. PATOLOGIA CIĄŻY to nie jest miejsce dla żadnej przyszłej mamy. Byłam studentką ostatniego roku i obroniłam na dwa tygodnie przed porodem pracę magisterską. Niestety pracowałam w TVP bez etatu i umowy o pracę, więc wyrzucili mnie bez mrugnięcia okiem, bo przecież musisz mieć zdrową ciążę i dobrze się czuć. Kopnęli mnie w tyłek gdy tylko powiedziałam, że razem z mężem Maciejem Kurzajewskim chcę walczyć o moje dziecko. Było totalnie ciężko bo wybieraliśmy między lekami, a jedzeniem. Codzienna walka o Franka: szpital, opcje lekarzy, leki, leżenie z nogami w górze i patrzenie w sufit, nadzieja, że serce bije i damy razem radę. Na prywatnych lekarzy nie było nas stać. Strach i panika. Franek urodził się zdrowy. Pokochaliśmy szalenie i bez opamiętania. Przyszła przemyślana decyzja, żeby Franek nie był sam. Zaplanujmy kolejne dziecko. Zaszłam w ciążę bliźniaczą. Początek 6 miesiąca niestety diagnoza. Jedno dziecko już nie żyje od dwóch tygodni, drugie właśnie umarło. Moje życie jest zagrożone. Muszę szybko urodzić dwójkę martwych dzieci. Nie chciał nas przyjąć żaden szpital, bo nie mają dla mnie pokoju, a inne matki urodzą bobasy. Będę traumą dla innych. Inna odpowiedz: nie ma jak urodzić martwe, bo co oni potem z nimi zrobią. Odsyłano mnie, a ja w stanie zagrożenia życia słyszałam tylko, że jestem problemem innych zdrowych kobiet, które urodzą zdrowe dzieci i będę miała zły wpływ na ich stan psychiczny. Ja nie istniałam. Moje martwe dzieci w brzuchu też nie. Może już w Polsce RODZI SIĘ PO LUDZKU, ale tylko zdrowe dzieci. Na martwe dzieci, które trzeba urodzić, a są już duże, nie ma w Polsce miejsca NIGDZIE!!! W końcu zlitowała się nad nami pani dr i przyjęła. Powiedzieli, że będę leżeć ze zdrową mamą w zdrowej ciąży więc mam nie rozpaczać, nie wyć, nie histeryzować bo będę traumatyzować inne kobiety i sprawiać problem personelowi szpitala............ Dalej na następnych zdjęciach.

Post udostępniony przez Paulina Smaszcz (@paulina.smaszcz)

Paulina Smaszcz napisała książkę

Paulina pomaga dziś kobietom w całej Polsce. Aby zachęcić je do walki o siebie napisała książkę pod tytułem: Bądź Kobietą Petardą! Jak zająć się sobą i żyć świadomie. Poza motywującymi przykładami kobiet, które dokonały rewolucji w swoim życiu, autorka umieściła w publikacji także wiele praktycznych narzędzi ułatwiających samopoznanie i planowanie zmian. Książka zawiera ankiety i zadania do wykonania. 

Na łamach książki Paulina rozliczyła się z przeszłością. Nie omieszkała opowiedzieć swojej historii. „W wieku 45 lat byłam szczęśliwą, zdrową, pełną wigoru żoną, mamą dwóch synów, córką, dyrektorką w międzynarodowej firmie, celebrytką z tytułami, doktorantką, szkoleniowcem. Robiłam doktorat i patrzyłam pewnie w przyszłość, bo przecież mogło być już tylko lepiej” - pisze autorka.

Dziennikarka opisuje moment, kiedy życie kazało jej zwolnić tempo i zadbać o swoje zdrowie. „Aż tu nagle… Z miesiąca na miesiąc czułam się coraz gorzej. Na początku to zbagatelizowałam, tłumacząc złe samopoczucie stresem, przemęczeniem i pośpiechem, intensywną pracą w korporacji, nadmiarem obowiązków domowych. Pewnego dnia jednak obudziłam się z niedowładem nogi i bólem nie do opisania”.

„Straciłam mnóstwo pieniędzy, ale uznałam, że trzeba walczyć o siebie. Zawsze, niezależnie od poniesionych kosztów” - wyznaje autorka. Dziennikarka postanowiła też poruszyć temat straty bliskich: „Umarł mój tata, umarł mój teść, który jako jedyny wspierał mnie w realizacji moich marzeń o doktoracie. Fałszywi przyjaciele i interesowni znajomi zniknęli, ale zostali ci najlepsi i najprawdziwsi, którzy są ze mną teraz i mam nadzieję, że zostaną na zawsze. Przewartościowałam swoje cele i marzenia, oceniłam swoje możliwości, wypisałam swoje kompetencje, umiejętności, doświadczenia i powiedziałam sobie, że dam radę”.

Życzymy Paulinie dużo zdrowia i siły na spełnianie kolejnych marzeń! 

1/4
Paulina Smaszcz-Kurzajewska, Viva! 1/2019
Copyright @Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO
1/4

Paulina Smaszcz-Kurzajewska, Viva! 1/2019

2/4
Paulina Smaszcz-Kurzajewska, Viva! 1/2019
Copyright @Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO
2/4

Paulina Smaszcz-Kurzajewska, Viva! 1/2019

3/4
Paulina Smaszcz-Kurzajewska, Viva! 1/2019
Copyright @Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO
3/4

Paulina Smaszcz-Kurzajewska, Viva! 1/2019

4/4
Paulina Smaszcz-Kurzajewska, Viva! 1/2019
Copyright @Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO
4/4

Paulina Smaszcz-Kurzajewska, Viva! 1/2019

Wideo

Piękni, szczęśliwi, zakochani. Tak Karol i Małgorzata Strasburgerowie pozowali w sesji dla VIVY!  

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Aktorka żyje eko, chce zmieniać i chronić świat! „Nabrudziliśmy, musimy posprzątać, to nasz obowiązek. Albo zginiemy”, mówi MAJA OSTASZEWSKA. Antropolożka, wykładowczyni. Jak być matką, uczyła się od… szympansów - JANE GOODALL. TOMASZ MICHNIEWICZ: „W masowym wydaniu turystyka jest niszczycielską siłą, za co biorę częściową odpowiedzialność”, mówi. A także: słoni jest coraz mniej, coraz częściej rodzą się bez słoniowych ciosów. Czy można im skutecznie pomóc? W świecie zwierząt: Ferenstein-Kraśko, Sarapata, Zgrabczyńska, Olbrychscy, Tuszyńska, Urbańska, Jemioł, Dowbor… Zwierzęta są dla nich jak rodzina.