URODZINY GWIAZD

Odeta Moro: „Już nie muszę nic nikomu udowadniać, nie muszę niczego robić na pokaz”

Dziennikarka obchodzi dziś urodziny!

Krystyna Pytlakowska 17 czerwca 2020 09:26

Odeta Moro, ceniona dziennikarka i prezenterka telewizyjna, obchodzi dziś urodziny! Karierę rozpoczęła w telewizji muzycznej VIVA, później nadszedł czas na autorskie talk-show Ja tylko pytam i program Pytanie na śniadanie. Teraz jest jedną z prowadzących programu Onet Rano, a także audycji w Radiu Złote Przeboje. Założycielka i prezeska Fundacji Szczęśliwe Macierzyństwo, a także pomysłodawczyni akcji Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko, ma dwójkę pociech – córkę Sonię i synka Lwa.

Życzymy wszystkiego, co najlepsze! I przypominamy wywiad z Odetą Moro, który ukazał się w magazynie VIVA! w 2019 roku.

Odeta Moro wywiad VIVA!

O ponownym macierzyństwie po długiej przerwie mówi: „drugie okrążenie”. I że pozwoliła sobie wejść „do tej samej kałuży z pełną premedytacją”. O nowym związku, że na nowo nauczył ją, czym jest bliskość między kobietą i mężczyzną – Odeta Moro w szczerej, bardzo kobiecej rozmowie z Krystyną Pytlakowską.

Drugie macierzyństwo po 15 latach…

Ja mówię, że to drugie okrążenie, że pozwoliłam sobie drugi raz wejść do tej samej kałuży z pełną premedytacją. Kiedy urodziłam Sonię, miałam 25 lat. Teraz mam 41 i mam poczucie, jakby ten pierwszy raz zdarzył się w poprzednim tysiącleciu. Ten drugi raz jest zupełnie inny, a jednak taki sam.

Inny, bo jesteś starsza.

Tak, kobieta się zmienia. Ma mniej lęków, rozczarowań, ma innego rodzaju obawy. A jeżeli się czegoś boi, to wie dlaczego. Szuka rozwiązań, jak je zminimalizować.

Mężczyźni też się boją. O to, czy zdołają utrzymać rodzinę, kolejne dziecko.

Chyba tak, ale kobiety już wiele wzięły na swoje barki. Od dawna nie tylko mężczyzna utrzymuje dom, dba o bezpieczeństwo.

A jednak zdecydowałaś się. Planowałaś ten drugi raz?

Planowałam, i to bardzo szybko, odkąd związałam życie z Konradem. Po urodzeniu Soni nie wiedziałam, czy będę chciała mieć kolejne dziecko. A potem musiało upłynąć bardzo dużo czasu, żeby wyjść z pewnego etapu życia i mieć odwagę wejść w nowy.

Wiem, Twoje małżeństwo z Michałem Figurskim przypominało jazdę awaryjną kolejką linową nad przepaścią. Wyszłaś z niego poraniona.

I zrażona do takich bliskich relacji. Ciężko mi było potem zaufać. Musiałam mieć pewność, że to drugie macierzyństwo będzie spokojne, poukładane, łagodne i radosne. Zresztą to chyba widać po moim synku (półroczny Lew siedzi obok nas w wózku i cały czas się uśmiecha). Spójrz na niego, rozumie, że rozmawiamy właśnie o nim, i przysłuchuje się z uwagą.

Czy on tak zawsze?

To dziecko, które prawie w ogóle nie płacze. Chociaż przygotowywałam się na to, że będę miała krótkie noce, a mój egoizm schowałam głęboko w sobie i zapomniałam, że mam jakieś potrzeby. Teraz już wiem, że to były obawy na wyrost… Mój syn przesypia wszystkie noce. Możemy leżeć razem na łóżku, a jemu wystarcza, że czuje mój dotyk. Tak jakby rozumiał, że w życiu najważniejsze jest, aby żyć. I dać żyć innym. Po prostu być. Tak właśnie myślałam, kiedy starałam się o drugie dziecko. Musiałam tylko mieć odwagę, żeby wsiąść na ten statek i popłynąć razem z prądem, bez buntu.

Odeta Moro, VIVA! 5/2019
Fot. Marlena Bielińska/MOVE

Kiedy Sonia była mała, buntowałaś się?

Owszem, zdarzało mi się. Musiałam nauczyć się walczyć ze swoim egoizmem. Kiedy moi rówieśnicy się bawili, spotykali i zwiedzali świat, ja zmieniałam pieluchy i pokonywałam problem za problemem. Teraz zastanawiałam się więc, czy tym razem będzie inaczej. Czy mając 40 lat, będę na tyle silna, by zrezygnować z wygody, z kariery.

No i co z tą karierą? Przecież pracujesz. Właściwie nie zdążyłaś się nacieszyć swoim ponownym macierzyństwem, bo już po trzech tygodniach wróciłaś na antenę radiową.

Tak, bez ciśnienia i wyrzeczeń. Radio stało się treścią mojego życia, najciekawszym fragmentem pracy zawodowej, nie mogłam  zamilknąć. Widzę, że i mój synek odczuwa luz, w jakim ja żyję. Udziela nam się wewnętrzny spokój. Im dłużej jestem jego matką, tym bardziej sobie uświadamiam, ile straciłam podczas dzieciństwa mojej córki. Ile przeżyliśmy niepotrzebnych nerwów. Przy drugim macierzyństwie tego nie ma.

Przy pierwszym pewnie z ulgą witałaś każdy wieczór, kiedy po kąpieli kładłaś dziecko spać?

Tak było, a każdy poranek był walką o przetrwanie tego dnia. A teraz już nie chodzi o przetrwanie, a o celebrowanie bycia matką. Od pierwszej chwili, kiedy lekarz mi powiedział, że mój synek jest zdrowy, to wiedziałam, że wszystko musi się udać. I że może dzięki mojemu spokojowi Lwionek ma w sobie wielką pogodę ducha. A mnie ciężko jest wyjść z domu i zostawiać go pod opieką. 

A przy Soni było inaczej?

Sonię brałam pod pachę i biegłam do pracy. Jeździła ze mną po całej Polsce. Wtedy pracowałam w Warszawie, mieszkałam w Krakowie. Pokonywałam tę trasę tam i z powrotem. Sonia była szczęśliwa, bo ciągle się coś działo. A mnie brakowało wewnętrznego spokoju i przewidywalności każdego dnia.

Wtedy nie wiedziałaś, jaka zmiana Cię czeka.

Narzekałam, że nie mogłam umyć włosów, bo trudno to robić z dzieckiem na ręku, a wszystkie domowe obowiązki były nie do przebrnięcia. Przy drugim dziecku już wiedziałam, co będę miała do zrobienia, jak znajdę na to czas i przestrzeń, żeby o wszystko zadbać i nie zapominać o sobie.

Myślę, że na jego stoicki spokój i filozoficzny charakter wpłynął Twój spokój podczas ciąży.

Na pewno. Ja bardzo dobrze się czułam. Pracowałam do piątku, a w poniedziałek urodził się mój synek. Przepełniona radością i miłością śmiało szłam do przodu. To wszystko działo się w dobrym dla mnie momencie, bo miałam spokój zawodowy, moje radio dawało mi i daje spełnianie się i poczucie bezpieczeństwa. Pamiętam, jak przyszedł do nas na praktyki zniecierpliwiony, głodny sławy młody człowiek i zapytał: „Pani Odeto, ile lat trzeba pracować w radiu, żeby dostać pracę w telewizji?”. Byłam zaskoczona! Odpowiedziałam: „Kochany, ja pracowałam 18 lat w telewizji, żeby pracować w radiu”. Mam inny system wartości, a zmieniło go dziecko. No i moje 40 lat. Jestem kobietą świadomą, czego chcę, i co mi jest potrzebne. Teraz powiem coś odważnego i mało skromnego – to dzięki synkowi odmłodziłam się, hormony odmieniły moje ciało. Nawet podczas sesji dla VIVY! makijażystka zapytała, jakie zabiegi sobie robiłam, bo mam cerę gładką jak 20-latka. A to tylko hormony, najlepszy kosmetyk.

Odeta Moro, VIVA! 5/2019
Fot. Marlena Bielińska/MOVE

Wiele zależy też od tego, z kim masz dziecko. Twoje pierwsze macierzyństwo było bardzo nerwowe.

Tak, takie chaotyczne. Teraz zdecydowałam się na dziecko, bo Konrad to porządny materiał genetyczny (śmiech). I od początku miałam poczucie, że się zaopiekuje mną i dzieckiem, weźmie na siebie część obowiązków.

Nie bałaś się, czy on zaakceptuje swoje ojcostwo, mając już 46 lat?

Miałam obawy, czy jako 46-letni bezdzietny singiel będzie wiedział, jak to się robi, jak jest się ojcem. Ale z drugiej strony bardzo chciał mieć dziecko, więc się tego tacierzyństwa szybko nauczył.

Jak Ci się udało uwieść takiego starego kawalera?

Zastanawiam się, jak w ogóle udało mi się znaleźć takiego starego kawalera. To chyba on mnie bardziej znalazł. Przyszedł i powiedział, że ma wobec mnie plan. Pierwszy raz w życiu spotkałam mężczyznę, który chwycił mnie mocno i nie puścił. Powiedział, że ze mną będzie, a cała reszta go nie interesuje.

Byłaś wtedy z kimś?

Nie. I nawet nie chciałam z kimś być. Między moim rozwodem a poznaniem Konrada minęły prawie trzy lata. Wychowywałam córkę i chciałam iść swoją drogą. Cały czas nią idę.

Czy wszyscy mężczyźni chcą zostać ojcami?

Chyba nie wszyscy, a jeśli już, to chcą mieć syna. To dla nich tak, jakby podpisanie listy obecności.

No i podpisaliście tę listę.

No właśnie. A teraz myślę sobie, że mogłabym mieć więcej dzieci. Jestem zachwycona moimi dziećmi i rolą matki.

Coś Cię w tej nowej roli zaskoczyło?

Najbardziej chyba to, że tak bardzo mi się to podoba i że ta cała sytuacja napełnia mnie euforią. Mówię: „Lewciu, syneczku, jak dobrze, że cię mam. Ale mama nie może zabrać ciebie do radia, bo byłoby słychać, jak się odzywasz. A na pewno będziesz w przyszłości bardzo rozmowny”.

Mówisz, że nie miałaś lęków. A nie zastanawiałaś się nad tym, czy dasz fizycznie radę opiekować się maluchem?

W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy nie jestem za stara. I czy wstawanie w nocy i ciągłe schylanie się nie sprawi, że wysiądzie mi kręgosłup. Gdybym teraz miała 30 lat, z pewnością stałabym się matką wielodzietną. Ale widzisz, to cena, jaką zapłaciłam za pierwszy związek, który był trudny. Zamknęłam jednak ten rozdział i nie chcę o nim opowiadać.

A jak Twoja córka przyjęła narodziny brata?

Sonia jest najlepszą siostrą na świecie. Długo nie mogła sobie wyobrazić, że nasza rodzina się powiększy. Kiedy pytałam ją, czego się spodziewała, odpowiadała: „Mamo, niech on się zmaterializuje. Muszę go najpierw zobaczyć, bo sama nie wiem”. Sonia mówiła, że będzie na pewno brzydki, podobny do ojca. Tymczasem urodził się podobny do niej, jak była malutka. Moja córka mówi teraz: „Mamo, on jest taki piękny, najpiękniejszy na świecie”. Gdy wraca ze szkoły, rzuca się na niego. Wyrywa mi go z rąk i się przytulają. On ją strasznie kocha. Kiedy się urodził, Sonia była chora i nie mogła go zobaczyć przez pierwsze dwa dni. Pobiegła więc szybko do lekarza, żeby dał jej jakieś skuteczne leki, bo tak bardzo chciała dotknąć i zobaczyć braciszka.

Odeta Moro, VIVA! 5/2019
Fot. Marlena Bielińska/MOVE

A Konrad? Opiekuje się synem?

Zwariował na jego punkcie. Dla niego to był duży szok. Może tak jest u mężczyzn, którzy późno wchodzą w rolę ojca. Myślę jednak, że dzieci chcemy mieć wtedy, gdy czujemy, że spotkaliśmy osobę, z którą chcemy je wychowywać. Musi być między ludźmi chemia i szacunek.

Twój partner, Konrad, był przy porodzie?

Był blisko. Widział wszystko przez szybę. I dobrze, bo ja bym się tym tylko martwiła. Mężczyźni nie powinni pewnych rzeczy doświadczać. Są tacy, jak Konrad, którzy jak widzą krew, odwracają głowę.

Ty rodziłaś przez cesarskie cięcie.

Tak. Sonię zresztą też. Nie wszystko, co piękne, musi rodzić się w bólu. Może mnie teraz ktoś za to wyklnie i powie, że jestem nienormalna, ale dla mnie komfort psychiczny matki jest najważniejszy. Ja już nie muszę nic nikomu udowadniać, nie muszę niczego robić na pokaz.

Niektórzy uważają, że gdy ludzie zostają rodzicami, to między nimi zmieniają się relacje. Że nie są już namiętną parą.

To duże niebezpieczeństwo. Dlatego nie chciałam, żeby Konrad był przy porodzie, bo to by zaburzyło naszą relację intymną. Wspomnienia z porodu są mało estetyczne.

A teraz? Tak samo się namiętnie kochacie jak przed ciążą?

Seks na pewno cementuje bliskość. Odpręża i dodaje uroku związkowi. A gdy mężczyzna ma w domu szczęśliwą kobietę, to i on jest szczęśliwy. Pamiętam o tym.

Przyjście na świat dziecka nie ma ujemnego wpływu na orgazmy?

Na pewno nie. Macierzyństwo dodaje energii i entuzjazmu. Te pół roku od urodzenia Lwa minęło jak błyskawica. I sama nie wiem, czym wypełnialiśmy sobie ten czas przed ciążą, bo teraz zupełnie go nie mamy. Teraz doceniam każdą sekundę. Musi mi ich starczyć i na książki, i na film, i na miłość, która pomiędzy mną a Konradem jest dużo pełniejsza, bo łączy nas jeszcze miłość do naszego dziecka. Gdy pierwszy raz zobaczyłam Lwa, nie mogłam od niego oderwać wzroku. Położyli go dwa metry ode mnie i wszystko widziałam: jak jest ważony, mierzony, jak sprawdzają jego odruchy. Zastygłam, byłam jak zahipnotyzowana, pierwszy raz doświadczyłam czegoś takiego, że świat w ogóle przestał się liczyć. Nie mogłam od syna oderwać wzroku. Leżałam tak chyba ze 30 minut i patrzyłam na to nowe życie, na ten cud, na jego buzię. I myślałam, że zaczyna swoje życie z czystą kartą. A potem nastąpił pierwszy uścisk dłoni, nie potrafię tego opowiedzieć. Do tej pory, gdy wracam, on się we mnie wtula. Najważniejsze, żeby miał ze mną bliski kontakt.

Masz wizję jego przyszłości?

Chciałabym tylko, aby był szczęśliwy i zdrowy. A co będzie robił: czy podróżował, czy grał w piłkę, to bez znaczenia. Konrad chciałby, aby został piłkarzem, bo on jest z piłkarskiej rodziny. Uważa, że należy tradycję rodzinną podtrzymać.

Ale najważniejsze jest chyba to, że Ty jesteś szczęśliwa.

Bo u mnie szklanka zawsze jest do połowy pełna. A teraz czuję, że w moim życiu dzieją się cudowne rzeczy. Bo widzisz, jak nie ma ciśnienia na karierę i wszystko przyjmujesz jak podarunek od losu, to zdarzają się najfajniejsze sprawy. Teraz moje radio się powiększa, z czasem, przypuszczam, będzie w nim jeszcze więcej ciekawej przestrzeni. A ja? Zakochałam się w radiu i wierzę, że to początek naszej wspólnej drogi.

Nie mogłaś sobie zrobić przerwy na bycie matką?

Nie. Mój syn ma mnie tyle, ile potrzebuje. Gdy się urodził, wiedziałam, że za chwilę muszę wrócić do radia, bo ono jest dla mnie jak tlen. I mam taki plan, że przez ten rok jestem wyłącznie dla dziecka i dla słuchaczy. Potem dopiero zacznę robić następne ruchy. Mam w planach kolejną podróż motocyklową; po Himalajach czeka na mnie Kolumbia.

Konrad to akceptuje? I nie kłócicie się o Twoje niebezpieczne plany?

Nie, u nas w domu nie ma żadnej przemocy słownej ani mowy nienawiści. To niesamowite, ale odkąd jesteśmy razem, nigdy się nie pokłóciliśmy. Kiedyś tkwiłam w rodzinie Soprano, a teraz mam święty spokój. Nawet Sonia powiedziała, że nie może w to uwierzyć, bo cały czas jest między nami fajnie i nie robimy niczego wbrew woli drugiej osoby. Konrad na przykład nie lubi nart i zimy. On ferie spędził w Japonii, ja pojechałam do Kościeliska.

I świat się nie zawalił?

On lubi sam wyjeżdżać. Kocha swoją wolność. Dam ci kolejny przykład – codziennie o 18 ogląda „Klan”, co mnie męczy, ale to toleruję. Mam taką teorię, że nasz syn nas sobie wybrał.

No co Ty! Wierzysz w reinkarnację dusz?

Myślę, że coś w tym jest. Wiele lat temu byłam u cudownej kobiety, wizjonerki Aidy, która mi powiedziała: „Odeta, będziesz miała synka, ale długo posiedzi na ławce rezerwowej”. Kiedy więc zaszłam w ciążę, nie musiałam nawet sprawdzać, czy to chłopak.

A teraz mówi Ci, że będziesz miała jeszcze córeczkę?

Powiedziała mi, żebym uważała (śmiech). 

Czy Twój były mąż, Michał, widział już Twojego synka?

Nie. Zadzwonił i bardzo mi pogratulował. Ja jednak powiem ci szczerze, że całe to moje dawne życie jest bardzo dalekie ode mnie. Wydarzyło się tak dużo, że nie obciążam pamięci tym, co było. Teraz myślę tylko o tym, co będzie. 

Odeta Moro, VIVA! 5/2019
Fot. Marlena Bielińska/MOVE

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Córka ANNY PRZYBYLSKIEJ, OLIWIA BIENIUK, w jedynym takim wywiadzie: „Kiedy mama umarła, wchodziłam w najtrudniejszy okres dojrzewania i ono się trochę zatrzymało”. PIOTR BECZAŁA i KATARZYNA BĄK-BECZAŁA. Światowej sławy muzyk i utalentowana mezzosopranistka, która zamieniła karierę na rolę żony. Czy żałuje? KEANU REEVES, aktor, który chodzi własnymi ścieżkami. IZABELA TROJANOWSKA w czasach PRL-u szokowała ostrym, rockowym wizerunkiem. Ile dziś zostało z tamtej niepokornej dziewczyny? W CYKLU EXTRA Świat mody z powodu koronawirusa znalazł się na krawędzi.