O TYM SIĘ MÓWI

„Obleśne, po co to pokazujesz!?” Młoda mama blogerka ofiarą hejterów za... poplamioną bluzkę

Została zawstydzona z powodu...bycia mamą

Gabriela Czernecka 29 kwietnia 2019 20:02
blogerka „O matko, depresja!”
Fot. Instagram @omatkodepresja

Każda młoda mama wie, że o ile karmienie piersią w domu nie stanowi żadnego problemu, o tyle przystawianie malucha do piersi w miejscach publicznych potrafi wzbudzać kontrowersje. I temu w dzisiejszych czasach próbuje stawić czoła większość matek. Każda na swój sposób. Ale to, co spotkało Joannę, autorkę bloga O matko, depresja może Was zaskoczyć. Joanna została zawstydzona z powodu... bycia mamą!

O matko depresja - mama blogerka o karmieniu piersią

Kobieta z dzieckiem przy piersi to według niektórych wciąż wulgarny i bezwstydny obrazek. Jeszcze do niedawna publikowanie zdjęć przedstawiających mamę karmiącą piersią było zakazane nawet na Instagramie. Po pewnym czasie medium społecznościowe zaakceptowało jednak karmienie piersią jako naturalną i niegorszącą rzecz. To dodało otuchy mamom, które zaczęły otwarcie mówić o tym jak ich oczami wygląda macierzyństwo. Zaczęło się od tych znanych, które odważnie udostępniały własne zdjęcia z pociechami przy piersi, pokazując że dla nich to coś zupełnie normalnego, co często wykonują podczas wykonywania innych czynności i nikogo nie powinno to dziwić. I tak pojawiły się fotografie Chrissy Teigen karmiącej swojego synka Milesa czy Pink z Jamesonem przy piersi. Na naszym rynku zdecydowały się na to Anna Lewandowska czy Paulina Wyka.

Mimo to temat prawdziwego macierzyństwa, a nie tego "Instagramowego" dla wielu wciąż jest kontrowersyjny. Teraz zmierzyła się z nim Joanna, autorka bloga Dobrze jest nie rycz oraz Instagrama O matko depresja, która z pewnością takiego ataku się nie spodziewała. Joanna kończy właśnie studia psychologiczne i pisze wprost: „Mam za sobą doświadczenie depresji i lęku. Zanim zaczęłam się uczyć, jak pomagać innym, najpierw pomogłam sobie. Jest ogromna różnica pomiędzy życiem Z depresją i lękiem, a życiem W depresji i lęku. Ten blog jest po to, żeby Ci tę różnicę pokazać”.

I to właśnie na blogu i social mediach opowiada kobietom o swoich zmaganiach podczas okresu ciąży i narodzin dziecka. Otwarcie mówi o blaskach, ale przede wszystkim o cieniach macierzyństwa i pokazuje, że bycie mamą to nie tylko błogosławiony czas z dzieckiem. To także nieprzespane noce, zaplamione bluzki, blizny po cesarce czy rozstępy. Jak wskazuje nazwa jej profilu sama zmaga się depresją i lękami. „Staram się być szczęśliwa i nawet mi to wychodzi”, pisze.

Joannę obserwowała stała grupa fanek, kobiet o podobnych poglądach. Nic dziwnego, że większość z nich od razu zaczęła się z nią utożsamiać, gdy na jej profilu pojawiło się kolejne zdjęcie. Tym razem dotyczące wkładek laktacyjnych: „Kiedy myślisz, że już nie potrzebujesz wkładek laktacyjnych, a Twoje dziecko nagle zaczyna płakać”, napisała. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Drogie osoby, którym nie podoba się to zdjęcie oraz hejterki i hejterzy z fejsowych grup i innych bardzo smutnych miejsc, w których się ono znalazło: rozumiem wasze oburzenie. Serio. Mi też się sporo rzeczy w internecie nie podoba. Rozumiem nawet, że potrzebujecie sobie poprawić humor, zostawiajac tutaj, czy gdziekolwiek indziej, swój komentarz. Będę usuwać tylko te, które zawierają przekleństwa, albo zwroty uznawane za wulgarne. Pozostałe będą ty wisieć, żeby mi przypominać, po co to wszystko robię i jak dużo jeszcze pracy przede mną. Te wulgarne będę usuwać nie dlatego, że nie potrafię ich znieść. Będę to robić w trosce o osoby, które są tutaj po wsparcie. Ten post jest dla nich. Dla mam, które nie są idealne. Dla kobiet, które boją się publicznie karmić, albo muszą wysłuchiwać rad typu „w okresie laktacji noś tylko białe bluzki, żeby przypadkiem nikt nie zauważył plamy z mleka”. Dla mam, które myślą, że tylko im zdarza się popełniać błędy i jest im z tego powodu trudno. To się nazywa normalizacja i przesuwanie dyskursu. Osoby, które to robią zawsze dostają po głowie, więc wcale mnie to nie dziwi. Możecie wylać swoją gorycz, smutek i oburzenie. Ale wiedzcie, że nic to nie zmieni. Nie usunę tego zdjęcia (chyba że zrobi to Instagram). Nie przestanę mówić o tym, co uważam za ważne. Wasza reakcja tylko mnie w tym umacnia. Także, w pewnym sensie, dzięki 😉💛 #AferaMleczna #WspieramNieZawstydzam #momshamingstop • Kiedy myślisz, że już nie potrzebujesz wkładek laktacyjnych, a Twoje dziecko nagle zaczyna płakać 😉 Także ten... dzień dobry! 😂💛 • #karmieniepiersią #jestemmama #instamateczki #instamatki #macierzyństwo #rodzicielstwo #rodzew2019 @babkizpiersiami @karmieswobodnie @hafija_matka_karmiaca

Post udostępniony przez O matko, depresja (@omatkodepresja)

Jej fanki w odpowiedziach pisały: „Ciężko uwierzyć, że w dzisiejszych czasach, dwie plamki mleka kobiecego na koszulce wzbudzają aż tak ogromne emocje. Jest to przykre i przerażajace jak bardzo oddalamy się od tego co naturalne i najbliższe człowiekowi. Ja również zmagam się z tym problemem, gdy karmie małego w miejscu publicznym prawie za każdym razem oboje jesteśmy mokrzy od mleka 🙈 ale w głowie sobie myśle „patrzcie ludzie, tak! właśnie wykarmiłam swoje dziecko, stworzonym przez siebie mlekiem 💪🏻” czuję ogromna dumę, oczekiwałabym nawet na aplauz ze strony otoczenia 🤔😁 zamiast tego dzieje się to co pod twoim postem... smutne 😔 ale spoko, im więcej tak silnych babek jak ty, tym szybciej ludzie pójdą po rozum do głowy 😘 trzymaj się mocno! Jesteś wspaniała”, napisała jedna z fanek.  „Warto o tym mówić, bo to zupełnie normalne ❤️❤️❤️”, dodała druga.

Co to jest mom shaming?

Niestety, jak podaje serwis mamadu.pl zdjęciem zainteresował się profil z memami i chwilę godzin później na profilu Joanny pojawiła się masa hejterskich kometarzy. „To obleśne”, „Po co to pokazujesz?”, „fuj, nie mogę na to patrzeć” pisali internauci. Autorka bloga dobrze jest nie rycz stała się ofiarą mom shamingu. Została zawstydzona tym, że jest mamą. Że czasem zdarza się jej poplamić bluzkę, że nie jest idealną panią jak z reklamy, której dziecko zawsze jest czyste i uśmiechnięte. I choć Joanna stara się walczyć z zakrzywionym wizerunkiem mam i jej profil z pewnością jest tego dowodem, to i tak stała się ofiarą mom shamingu. Wyśmiano ją za coś, co dla każdej mamy jest czymś naturalnym.

Sama autorka wpisu postanowiła odnieść się do atakujących jej zdjęcie komentarzy: „Rozumiem wasze oburzenie. Serio. Mnie też się sporo rzeczy w internecie nie podoba. Rozumiem nawet, że potrzebujecie sobie poprawić humor, zostawiając tutaj, czy gdziekolwiek indziej, swój komentarz. (...) Ten post jest dla nich. Dla mam, które nie są idealne. Dla kobiet, które boją się publicznie karmić, albo muszą wysłuchiwać rad typu "w okresie laktacji noś tylko białe bluzki, żeby przypadkiem nikt nie zauważył plamy z mleka". Dla mam, które myślą, że tylko im zdarza się popełniać błędy i jest im z tego powodu trudno. To się nazywa normalizacja i przesuwanie dyskursu. Osoby, które to robią, zawsze dostają po głowie, więc wcale mnie to nie dziwi”, pisze po czym dodaje: „Nie usunę tego zdjęcia (chyba że zrobi to Instagram). Nie przestanę mówić o tym, co uważam za ważne. Wasza reakcja tylko mnie w tym umacnia. Także, w pewnym sensie, dzięki”. 

Wielu stawia jednak pytanie: Gdzie jest granica tego, co publikujemy w sieci, a co pozostawiamy w sferze prywatnej? Dla Joanny to sprawa indywidualna i to przede wszystkim chce zaznaczyć na swoim blogu, któremu poświęca tematy związane z macierzyństwem. Bo jak pisze w jednym ze swoich postów:

„Mam bardzo dużo zrozumienia dla osób, które borykają się z trudnościami w ramach swojego rodzicielstwa. Mało tego, jestem przekonana, że sama będę musiała zmierzyć się z mnóstwem sytuacji, które prawdopodobnie mnie przerosną. Mam taką propozycję: następnym razem, zanim wypuścisz z ust kolejną złotą myśl, proponuję dobrze ją przemyśleć. Czy naprawdę jesteś w stanie wziąć pełną odpowiedzialność za taką wypowiedź? Czy naprawdę dysponujesz niezbitymi dowodami na to, że osoba z którą rozmawiasz rzeczywiście podzieli Twój los? (...) Bo co, drogi rozmówco, jeśli okaże się, że jednak nie wszyscy mają tak samo? Że każda ciąża, poród, dziecko, rodzic i ich historia są różne, niepowtarzalne? Będziesz w stanie przyznać się do błędu i z równym zaangażowaniem wycofać swoje słowa?”. A Wy co myślicie, czy faktycznie jej zdjęcie wzbudza aż takie kontrowersje?  

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez O matko, depresja (@omatkodepresja)

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Nie znam żadnego silniejszego, bardziej pierwotnego uczucia, niż potrzeba nakarmienia swojego dziecka. Nieważne jak. Piersią, butelką, swoim czy modyfikowanym mlekiem. KP, KPI, MM czy jeszcze inaczej. Z pomocą ziół, słodu jęczmiennego, laktatora, laktacyjnej doradczyni. Bez pomocy. Z nakładkami, lanoliną, kompresami czy liśćmi kapusty. Z bólem, z uśmiechem, na śpiąco. Na siedząco, na stojąco, leżąc. W domu, w kawiarni, na szkolnym korytarzu, na poboczu drogi. To wszystko nieważne. Karmisz najlepiej jak potrafisz, najlepiej jak możesz, najlepiej w danych warunkach. Ważne, żeby było najedzone 💛 • #karmieniemiłością #karmięzmiłością #matkakarmiaca #karmiącamama #karmiegdziechce #karmieswobodnie #karmiepiersia #karmieniepiersią #karmiejemwszystko #mlekomamy #macierzyństwo #rodzicielstwobliskosci #rodzew2019 #jestembojestes #instamatki #normalizebreastfeeding #omatkodepresja

Post udostępniony przez O matko, depresja (@omatkodepresja)

Wideo

Poznaj historię miłości Agnieszki Woźniak-Starak i jej męża Piotra!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Niezwykła rozmowa z Grażyną Torbicką o jej wszystkich miłościach. A Remigiusz Mróz zdradza nam tajemnice swojego sukcesu!