Zofia Nasierowska, Janusz Majewski, historia miłości,
Fot. Żyburtowicz/AKPA
Historia miłości

Zofia Nasierowska i Janusz Majewski byli razem 50 lat. Ich miłość rozdzieliła śmierć

„Gdyby dziś wpisać w program komputerowy do swatania par cechy Zosi i Janusza z młodości, wyszłoby, że do siebie nie pasowali”

Katarzyna Przybyszewska-Ortonowska 3 października 2021 08:31
Zofia Nasierowska, Janusz Majewski, historia miłości,
Fot. Żyburtowicz/AKPA

To ona kierowała ich domem przez prawie 50 lat. Gdy zachorowała, stery przejął on. Całe życie kochali się tak, by sobie nie przeszkadzać. Ona – utalentowana fotografka, którą nazywano polską Annie Leibovitz. Podobno mówiło się, że jej sztuka działa na ludzi terapeutycznie. Jak nikt inny, Zofia Nasierowska potrafiła wydobywać piękno, a o jej portretach marzyli wszyscy. On – zaliczany do grona wspaniałych polskich reżyserów. Pracowali, wychowywali dzieci, wydawali przyjęcia, uciekli na Mazury, by się tam wspólnie zestarzeć. Ale los napisał inny scenariusz. Rozdzieliła ich śmierć artystki. O Zofii Nasierowskiej i Januszu Majewskim w 2011 roku pisała Katarzyna Przybyszewska-Ortonowska. 

Historia miłości: Zofia Nasierowska i Janusz Majewski

Zenon Żyburtowicz, fotograf, dostał najtrudniejsze zlecenie w życiu. Potem mi powiedział, jak bardzo się bał. Bo fotograf za każdym razem, gdy staje za obiektywem, zdaje egzamin. Ten był wyjątkowy. Z dwóch powodów. Bo ile trzeba delikatności, by sfotografować osobę ciężko chorą, żyjącą już trochę w innym świecie. W dodatku legendę fotografii. Zofia Nasierowska nie lubiła się fotografować. Ale na zdjęciach z przeszłości widać, że czuje aparat, nawet stojąc po innej niż zazwyczaj stronie.

Wie, jak się ustawić, jak uśmiechnąć, który profil, żeby było dobrze. I teraz na sesji Zenon Żyburtowicz cierpliwie mówił do niej: „Zosieńko, uśmiechnij się, trochę szerzej, proszę, głowa w górę, popatrz w obiektyw. Zosieńko, przecież ty to wszystko wiesz. Przecież ty to wszystko znasz. Pomóż mi”. Zośka, potem opowiadał, zawsze miała taki błysk w oku, ciepło jakieś. Że chciał tę dawną Zośkę uchwycić, odnaleźć. Udało się w połowie. Ciepło jest, błysk zastąpił smutek.

Czytaj także: Żyli i odeszli razem. Krystyna Kołodziejczyk i Wiesław Szyszko byli ze sobą 40 lat

Zofia Nasierowska, Janusz Majewski, historia miłości, 2011
Fot. Zenon Zyburtowicz/East News

Zofia Nasierowska i Janusz Majewski w 2011 roku

Miłość, którą rozdzieliła śmierć

Zofia Nasierowska nie bywała smutna. Rządziła domem, mieszkańcami, przyjaciółmi. Wszystkimi. I wszyscy jej się słuchali. „Nawet psy – mówi Jerzy Iwaszkiewicz, zaprzyjaźniony dziennikarz – a w pewnym momencie tych psów było tyle, że trudno było z nimi zrobić porządek”. Jak nakazała znajomym dom kupić, kupowali. Jak komuś się z kimś ożenić, chodził w konkury. Mąż mówił o niej: „Kierowniczka całego świata, przekonana, że bez niej ziemia przestanie się obracać”. I coś w tym było. Poza tym zarażała optymizmem. Śmiała się głośno i często. Zresztą śmiech był u Majewskich na porządku dziennym. Zofii – beztroski, Janusza – intelektualny, nieco ironiczny.

Kiedyś Zofia zrobiła spis wypadków i chorób, które ją spotkały. Było ich prawie 30. Zaczęło się od tego, że jako dziecko spadła z jabłonki i kręgosłup przez lata dawał się jej we znaki. Janusz Majewski w połowie lat 70. prawie się przeniósł na tamten świat. Wracał po zdjęciach do „Zaklętych rewirów” z Pragi. Niegroźna grypa przerodziła się w ciężkie zapalenie płuc. Kilka dni lekarze walczyli o jego życie. Kiedy wyzdrowiał, Majewscy urządzili przyjęcie, a alkohol, który przynieśli przyjaciele, pili jeszcze przez kilka lat. I kiedy Janusz Majewski mi to opowiadał, śmiał się do rozpuku. O śmierci też mówił z przymrużeniem oka: „Będzie mi żal pożegnać się z pięknymi przedmiotami. Z bliskimi może mam szansę się spotkać, ale moja ulubiona szafa na drugi świat się nie przeniesie”.

Do choroby Zofii też próbowali podejść z optymizmem. Zaczęło się tak. W 2009 roku doznała lekkiego udaru. Rentgen nic nie wykazał, ale po kolejnych badaniach werdykt był bezlitosny – guz mózgu. Iwaszkiewicz wspomina: „Byłem krótko potem na Mazurach u Majewskich. Zosia uśmiechała się, ale była inna. Zabrała mnie na spacer. „Iwaszko – powiedziała – ja będę teraz musiała na życie popatrzeć inaczej”. Nie powiedziała, że jest chora. I nie była smutna. To była refleksja.

Kilka miesięcy później zobaczył ją na targach książki. Podpisywała książkę Zofii Turowskiej „Fotobiografia”, opowieść o jej życiu i twórczości. Siedziała w spodniach i swetrze, grube włosy wypadły po chemiach. Na głowie odrastał siwy jeżyk. Popatrzył na nią. Zaśmiała się: „Co ty, Iwaszko, żołnierza na przepustce nie poznałeś?”. Nigdy się nie spieszyła. Mawiała: „Jak zacznę się spieszyć, nigdzie nie zdążę”. Musiała zacząć się spieszyć. Żeby zdążyć.

Czytaj także: Związek Elżbiety Dmoch i Janusza Kruka od początku naznaczony był skazą...

Zofia Nasierowska, Janusz Majewski, historia miłości, 2011
Fot. Zenon Zyburtowicz/East News

Zofia Nasierowska i Janusz Majewski - historia miłości 

Janusz Majewski: „Życie pamiętam jak obrazy”. Obraz pierwszy. Październik 1957. Schody łódzkiej Filmówki. Zosia Nasierowska ma 19 lat, a wygląda na 15. Niewysoka, szczupła, z warkoczem. Właśnie zaczęła studia na operatorce. Siedem lat starszy Janusz Majewski, z wydziału reżyserii, najprzystojniejszy w szkole, rozrywany przez dziewczyny, patrzy obojętnie. Myśli o sobie, że jest Bogartem, więc po co mu gimnazjalistka. Rok mijali się na tych schodach. On mieszkał w pokoju z Romanem Polańskim, nad łóżkiem na suficie wisiało lustro, a w łóżku zawsze był tłok. Ona o nim mówiła „amancisko” i że to nie kandydat na poważny związek.  Jak więc to się stało, że był prawie na każdym jej zdjęciu przywiezionym z Pragi, Wiednia i Paryża, ze słynnej wyprawy studentów Filmówki na Zachód?

Obraz drugi. Grudzień 1960. Zosia w białej bombce, z welonem na głowie stoi przed kościołem Świętej Anny na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. W ręku bukiecik konwalii, które Janusz gdzieś, nie wiadomo gdzie, zdobył. Ojciec Zofii, który niechętnie oddaje córkę obcemu mężczyźnie, mówi: „Jeszcze się zastanów! Jeszcze masz czas!”. Chwilę potem Zofia i Janusz mówią sobie „Tak” przy ołtarzu, a Zofia, klękając, myśli: Czy widać, że przemalowałam szpilki farbą, bo nie mogłam dostać białych?

Obraz trzeci. Ich pierwsze wspólne mieszkanie na Tamce, na rogu Ordynackiej i Kopernika, na szlaku wędrówek artystów: między kawiarnią PIW-u na Foksal, a stołówką w Związku Literatów przy placu Zamkowym. Znajomi wpadają o każdej porze dnia i nocy. Sławomir Mrożek – „milczący Sławek” – przychodzi najczęściej około 13 i siedzi dwie, trzy godziny, nic nie mówiąc. Mieszkanie 70 metrów. Wąska kuchnia, jadalnia, sypialenka i największy pokój przerobiony na atelier Zofii. Zofia już pracuje, przychodzą aktorki, gwiazdy estrady. Zdjęcia Nasierowskiej zdobią okładki „Filmu” i „Ekranu”, później „Kobiety i Życia” i „Zwierciadła”. Janusz Majewski ma już za sobą debiut dokumentalny, na fabularny musi jeszcze poczekać. Któregoś dnia na wywiad z Zofią przychodzi dziennikarka. Kiedy wychodzi, Majewski podaje jej płaszcz. Ta odwraca się i mówi: „A z panem to porozmawiamy, jak pan będzie miał większy dorobek”.

Obraz czwarty. Żoliborz Oficerski. Ulica Forteczna, przy placu Słonecznym. Dom jest instrukcją, jak omijać prawo w PRL-u. Mimo że można mieć tylko 110 metrów mieszkalnych domu, Majewscy budują suterenę i strych, bo nie brało się pod uwagę pomieszczeń wpuszczonych pod ziemię i tych ze spadzistym dachem. Do tego dostają przepisowe 30 metrów dla artystów. Wychodzi 380. W suterenie Zofia ma atelier, Janusz pisze scenariusze na strychu. Biegają już dzieci: Anna Klara (1965) i Paweł (1967). Żoliborz robi się „artystyczny”. Obok wprowadzają się Jerzy Kawalerowicz z ówczesną żoną Lucyną Winnicką, Andrzej Wajda z Krystyną Zachwatowicz, siostry Alicja i Bożena Wahl, a „po drugiej stronie tramwaju” – Krystyna i Janusz Morgensternowie, Stanisław Dygat i Kalina Jędrusik. Do towarzystwa dołącza trzech doktorów medycyny z żonami: Eugeniusz Butruk, Janusz Nauman i Wojciech Noszczyk, dziś sławni profesorowie. Czasy są trudne, peerelowskie, siermiężne, ale w jakiś sposób kolorowe. Janusz Majewski już kręci filmy, szykuje się do ekranizacji „Królowej Bony” i „Barbary Radziwiłłówny”. Pewna zdesperowana aktorka, która bardzo chce zagrać w filmie, pojawia się w południe w kompletnym stroju z epoki. Przyjęcia się nie kończą. Najlepsze to te u Morgensternów i właśnie Majewskich. Przychodzą wszyscy. Jest wino, śpiew i tańce. Tadeusz Konwicki i Stanisław Dygat podpierają ścianę i w swoim stylu komentują towarzystwo. Wieczory pełne gwiazd i ranki pełne gwiazd. Któregoś dnia siedmioletni Paweł wraca do domu ze szkoły i pociąga nosem: „Jakoś nie pachnie tu obiadem”.

Obraz piąty. Mazury, Laśmiady, siedlisko Majewskich. Goście dopiero wyjechali. Zofia każdemu wkłada do torby nalewki i konfitury własnej roboty. Ale trzeba jeszcze posprzątać, zarządzić służbą, ustalić menu. Dopisać kilka stron w dzienniku, który Zofia od początku pobytu na Mazurach prowadzi dla wnuka Franka, syna Anki. Pisze o wszystkim: o kwiatach, gościach, sąsiedzkich wizytach („ja tu jestem »pani Majewska«, żadna Nasierowska. Na wsi kobieta bez mężczyzny nic nie znaczy”). Wieczorem siadają z lampką koniaku w jadalni. Gdy Janusz na trzy dni pojechał do Warszawy, Zofia kazała wybić tu wielkie okno, aby goście, jedząc, patrzyli na jezioro. On nie lubi remontów, więc ona w tajemnicy zmontowała ekipę, a męża po powrocie pyta niewinnie: „Zauważyłeś, że coś się zmieniło w jadalni?”. Więc jest wielkie okno i ten koniak, i wspólne słowa: „Ta przeprowadzka na Mazury to była najlepsza decyzja naszego życia. Tu będziemy się wolniej starzeć”.

Sprawdź też: Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska: Książę i Tetetka, czyli najsmutniejsza historia miłosna PRL-u

Zofia Nasierowska, Janusz Majewski, ślub
Fot. EAST NEWS/WYDAWNICTWO MARGINESY

31 grudnia 1960. Zofia Nasierowska i Janusz Majewski biorą ślub w warszawskim kościele Świętej Anny. Choć znajomi nie wróżą dobrze temu małżeństwu, do dziś są razem

Rodzina była dla nich najważniejsza

Majewscy zawsze byli odważni. I prawdziwi. Mówili i o sukcesach, i o porażkach. Zawsze pod prąd. Od początku. Zofia miała być operatorem filmowym, pierwszym w Polsce, a może i na świecie. I byłaby, gdyby nie mąż, który jej to wyperswadował. Mówił: „Zośka, jak ty, taka drobna, będziesz dźwigać ciężki sprzęt? To nie robota dla kobiety. A poza tym jak tak będziesz ciągle jeździć na plan, to domu nie będzie”. Więc Zofia została kobietą fotografem. I to też było pod prąd.

Gdy koledzy Janusza kręcili filmy moralnego niepokoju, on nie bawił się w politykę, mówiąc: „Zawsze kierowała mną przekora. Skoro wszyscy robią kino społeczno-polityczne, dlaczego mam robić to samo? Moim widzem nie jest społeczeństwo, tylko człowiek”. I kręcił „Królową Bonę”, ciesząc się, że kiedy emitowano ją w telewizji, ruch na ulicach zamierał. Na jego film „C.K. Dezerterzy” do kina poszło siedem milionów widzów. Wynik dziś niewyobrażalny, nawet dla amerykańskich hitów.

Pod koniec lat 80., kiedy otwierały się propozycje, a pieniądze i pomysły leżały na ulicy, Majewscy przeprowadzili się na wieś, ponad 250 kilometrów od Warszawy. Złośliwi mówili, że nie chce się im już ścigać z młodszymi, a przyjaciele, że chcą się ścigać po swojemu. Zresztą odkąd wyprowadzili się do Laśmiad, Warszawa pojechała za nimi.

W wywiadach szczerzy, prowokujący nawet w osobistych tematach. Przyznawali, że nie zawsze mieli czas dla dzieci. Że recepta na dobre małżeństwo to osobne sypialnie. Z przymrużeniem oka mówili o zazdrości Zofii, oglądaniu się Janusza za młodszymi kobietami i jego erotycznych opowiadaniach. Ale najbardziej na przekór – zawsze razem. Małżeństwa znajomych, zwłaszcza w artystycznym świecie, rozpadały się. Były skandale, zdrady, rozwody. U Majewskich zawsze przede wszystkim była rodzina.

Gdyby dziś wpisać w program komputerowy do swatania par cechy Zosi i Janusza z młodości, wyszłoby, że do siebie nie pasowali.

Krystyna Morgenstern, artystka, żona reżysera Janusza Morgensterna: „Gdyby dziś wpisać w program komputerowy do swatania par cechy Zosi i Janusza z młodości, wyszłoby, że do siebie nie pasowali. Filmówka była zdziwiona, gdy okazało się, że są razem. Złośliwi mówili, że na chwilę, a im niedawno minęło pół wieku małżeństwa”.

W sypialni Majewskich nad łóżkami wisiały dwa biedermeierowskie portrety pary, w taki sposób, że patrzyły na siebie profilami. Jeśli Janusz zdenerwował Zofię, zamieniała je miejscami, a para wisiała sztywno, plecami do siebie. To był znak, że są ciche dni. Ale szybko portrety wracały na miejsce.

Przeczytaj również: Jerzy Zelnik stracił głowę dla Barbary Brylskiej. Dlaczego ich związek się rozpadł?

Mimo różnic szli przez życie w jednym kierunku. Jak to artyści, pracowali w domu. „Nie lubiłem, jak Zosia wychodziła – mówi Majewski – lepiej mi się pracowało, gdy wiedziałem, że jest na dole i czuwa. Ona tworzyła dom i to była baza, gdzie wracałem. Jak dzieci były małe, ich radość na mój widok rodziła myśl, że warto się oddać w taką niewolę, jaką jest małżeństwo”.

Nie doradzali sobie w sprawach zawodowych, nie konkurowali. Janusz, erudyta, zastanawiał się, jak to, do diabła, jest, że żona wygrywa z nim w scrabble? Majewski o zdjęciach żony: „Zosia postawiła sobie za zadanie upiększanie kobiet. Osiągała to światłem, makijażem, który sama robiła, lekkim retuszem negatywu i pozytywu. Jej zdjęcia były rozpoznawalne. Robiła też doskonałe zdjęcia reportażowe. Choć mówiła, że nie ma natury reportera, żałuję, że nie zrobiła więcej reportaży”.

Zofia o mężu: „Mądrzejszy ode mnie, przeczytał tysiące książek. Kiedy z Wandą Majerówną napisałyśmy scenariusz »Siedliska«, powiedział, że to babskie romansidło. Musiałam użyć podstępu, by chciał to reżyserować. Poprosiłam Jurka Hoffmana, by udał, że jest zainteresowany scenariuszem. Gdy Jurek odjechał, Janusz powiedział: »Daj no mi ten scenariusz«”.

Krystyna Morgenstern: „Zapytałam kiedyś Zośkę: »Jak usidliłaś takiego mężczyznę? Przecież miał setki kobiet!« Zośka spojrzała na mnie spod grzywki i serio powiedziała: »Babcia mówiła: ’Najpierw zadbaj o żołądek mężczyzny. Jak będzie najedzony, na nic ani na nikogo nie będzie miał ochoty.’«”.  

2002, Warszawa. Fotograficzka Zofia Nasierowska i jej maz rezyser filmowy Janusz Majewski.
Fot. Marek Szymanski / Forum

2002, Warszawa. Zofia Nasierowska i Janusz Majewski

Azyl Zofii Nasierowskiej i Janusza Majewskiego

Do mazurskiej posiadłości Majewskich wjeżdżało się przez wielką bramę. Drzwi otwierały się powoli, jakby zapraszając do innego świata. Bo za bramą rzeczywiście był inny świat. Przyjeżdżałam tam często. W czwartek, piątek. Dojeżdżaliśmy po północy, zmęczeni Warszawą. Pani Zofia zawsze czekała, w dżinsach, swetrze, okryta chustą. „Wariaci – mówiła – o tej porze jechać”. W jadalni na stole, na talerzach, pod foliowym przykryciem, czekała kolacja. W piekarniku coś ciepłego, w lodówce zimne białe wino. Siadaliśmy po tej nocnej kolacji na tarasie. Taras wchodził w jezioro albo odwrotnie, cisza dźwięczała w uszach. Kochałam te mazurskie weekendy. Nie tylko ja. Maryla Rodowicz pisała do Majewskich kartki z całego świata, że ma w nosie Toskanię i Saint-Tropez. Chce na Mazury. Wypływała rano na ryby i mogła schowana w szuwarach przesiedzieć do kolacji. Przyjeżdżali Pszoniakowie, Morgensternowie, Marek Kondrat, Anna Dymna, Piotr Machalica. Zmarła w katastrofie smoleńskiej senator Krystyna Bochenek, wtedy dziennikarka Radia Katowice, przywoziła tu ze sobą klub 100 Polek „Pani”. Znów drzwi się nie zamykały.

Te Mazury to dla Majewskich było nowe życie. Pomysł, by wyprowadzić się z Warszawy, wiele lat chodził im po głowie. Pod koniec lat 80. pojechali tam z wizytą do Jerzego Hoffmana. Zakochali się w pagórkach, jeziorach. Krótko potem znaleźli zrujnowane gospodarstwo. Dwa lata później stanął ich dom. Akurat Zofia zachorowała na oczy. Ból przy pracy był nie do zniesienia. Lekarz powiedział: „Albo pani rzuca zawód, albo za rok będzie pani niewidoma”. Załamała się, ale szansa zamieszkania na Mazurach dała jej nowe wyzwanie. I tak pokochała wiejskie życie, prowadzenie domu, ogrodu, potem pensjonatu. „Szybko do domu”, mówili Majewscy, gdy przyjechali do Warszawy odwiedzić stare kąty. I nawet jak ze wzrokiem Zofii było lepiej, nie wróciła do fotografii. Zaczęła za to pisać książki kucharskie. Żyburtowicz przyjeżdżał fotografować potrawy. Zofia z rozwianym włosem biegała po polach, ustawiała stoły i talerze. Była szczęśliwa. Od rana doglądała kuchni, sprawdzała pokoje, stawiała kwiaty. Janusz po nocnej pracy (odkąd przeprowadził się na Mazury, zrobił trzy filmy, nakręcił kilka teatrów telewizji, napisał trzy książki: „Retrospektywka”, „Ostatni klaps” i „Mała matura”), w koszuli i myśliwskiej kamizelce, schodził z książką na śniadanie. Nad Brighton, miejscem na plaży, na którym została scenografia ze sztuki na podstawie książki Agaty Christie, wschodziło słońce. Wnuk Franek quadem jeździł po polach. Dobrze było.

***

I dlatego kiedy trzeba było wyjechać, jakby zawalił się świat. Janusz Majewski: „Chcieliśmy się na Mazurach zestarzeć, nawet umrzeć, takie miejsce było na górce, mały cmentarzyk. Zosia się śmiała: »Jeśli Franek, nasz wnuk, który jest właścicielem Laśmiad, będzie chciał je sprzedać, zejdę z tej górki i będę go straszyć po nocach«”. Ale trzeba było wrócić do Warszawy, ratować Zofię. Nie było sentymentów. „Miałem tyle domów – mówi Majewski – Lwów, Kraków, Łódź, Warszawa. Zawsze coś się kończyło i trzeba było zacząć gdzie indziej. Ale smutek był, że już nie damy rady ciągnąć tego pensjonatu, że nasze życie tam się kończy i nigdy nie wróci”. Pensjonat wydzierżawili. Kupowane latami w desach meble przyjechały do Warszawy, do mieszkania na Mokotowie. Dom na Fortecznej sprzedali – za dużo w nim było schodów, dla starszych ludzi koszmar. Ale także po to, żeby mieć środki na niezależność, ratowanie zdrowia. Dopisało im szczęście: dom kupili przyjaciele i starają się zachować jego dawny charakter. Chcą umieścić na froncie tabliczkę informującą, kto ten dom kiedyś zbudował i w nim mieszkał.

Czytaj także: W tym małżeństwie była miłość, wierność, szacunek. Historia Jana Kobuszewskiego i Hanny Zembrzuskiej

Zofia Nasierowska, Janusz Majewski, historia miłości
Fot. Zenon Zyburtowicz/East News

Zofia Nasierowska, Janusz Majewski, historia miłości
Fot. Zenon Zyburtowicz/East News

Zofia Nasierowska i Janusz Majewski w swoim domu. Lata 90. Laśmiady. Ukochane miejsce na ziemi i najlepsza decyzja życia. A dla artystów ulubione miejsce weekendów i wakacji. Planowali, że tu się zestarzeją.

Obok domu Majewskich na Mazurach stał mniejszy domek, nazywany „domem Anki”, gdzie urzędowała ich córka Ania, gdy przyjechała do Laśmiad. Tam przenieśli książki, część rzeczy. Janusz Majewski po raz ostatni przekręca klucz w zamku.

Życie to nie film. Nie można czegoś wyciąć, wkleić, przestawić. Wszystko się odbyło, nie mogło być inaczej, po co gdybać. Dlatego trzeba doceniać teraźniejszość, nawet jeśli bywa trudna. Teraźniejszość Majewskich to Warszawa. Leczenie Zofii, szpital. Są też radości: drugi wnuk, Teodor, syn Pawła i Soni. Jego wizyty były dla Zofii promień słońca. Zachwycała się jego inteligencją i bogatym już językiem. Kiedyś Teo powiedział do siebie: „Nie podoba mi się to wszystko, muszę być bardziej stanowczy!”. Może usłyszał to zdanie w kreskówce? Stosunki Zofii z Sonią są zaprzeczeniem opinii o konfliktach między teściowymi a synowymi. „Serdeczność i czułość Soni wobec Zofii nas, najbliższych, zawstydza”, mówi Majewski.

Drugi wnuk Franek ma 21 lat. Studiuje w Londynie. Zofia go chwali, że zna sześć języków. Był na meczu na Wembley, kiedy jego Barcelona wygrała z Manchester United. Siedział w loży, blisko Platiniego, i jego idol Messi przeszedł na wyciągnięcie ręki. „To był najwspanialszy dzień w moim życiu!”, entuzjazmował się przez telefon. Zofia nic z tego nie rozumiała, ale była zachwycona.

Przeczytaj też: Maria Czubaszek i Wojciech Karolak przeżyli razem 40 lat. W tym tkwił sekret ich związku

Zofia Nasierowska dzielnie walczyła z chorobą

Ostatni raz widziałam Zofię Nasierowską na premierze odnowionej wersji filmu Janusza Morgensterna „Trzeba zabić tę miłość”. Wcześniej na pogrzebie dziennikarki i pisarki Wiesławy Czapińskiej, „Żabci”, przyjaciółki Zofii. Janusz skomentował to potem: „Nie wiem, dlaczego nasi przyjaciele nam to robią, że tak po prostu odchodzą”. Wtedy na premierze u Morgensternów przywitałyśmy się ciepło. Nie widziałyśmy się dwa lata, dla niej dwa trudne lata. Oko fotografa zauważyło: „Zmieniłaś kolor włosów. W brązie ci lepiej niż w blondzie”. A potem: „Kasiu, ja już mam wyrok”.

„Cokolwiek by nie było, musimy żyć. Zosia zawsze robiła plany i mówiła, że los trzeba z pokorą i ufnością złożyć w ręce natury”

Krystyna Morgenstern: „Janusz był zawsze ponad prozę życia, tę zostawiając żonie. Przez lata Zosia zajmowała się mężem. Robiła to cudownie, z miłością. Teraz on odpłaca się jej tym samym”. Z cierpliwością przyjmuje objawy choroby żony. „Zosiu – mówi rano – jak chcesz spędzić dzień? Może napijemy się kawy, może pooglądamy telewizję, może zawiozę cię na spacer?”. Zofia chodziła z trudnością, parę kroczków, raczej jeździła na wózku inwalidzkim. Niewiele mówiła, raczej milczała. I zamyślała się. Tkwiła w stoickim spokoju. Ale też się śmiała, poczucie humoru jej nie opuszczało. A on przy niej cały czas. „Chciałabyś iść do kina? Nie? Masz rację, lepiej zostańmy w domu, i tak nic ciekawego nie puszczają”. „Przyjadą znajomi z wizytą. Ale ty siedź, wszystko przygotuję. Bądź”. Janusz mówił: „Cokolwiek by nie było, musimy żyć. Zosia zawsze robiła plany i mówiła, że los trzeba z pokorą i ufnością złożyć w ręce natury. Tylko ona potrafi czynić cuda, więc jeśli zechce, i teraz dokona”.  

W 2011 roku Janusz Majewski odsłonił swoją gwiazdę w łódzkiej Alei Sław. Na premierę swojego  filmu „Mała matura” do Krakowa pojechał z synową Sonią Bohosiewicz, która zagrała w tym filmie. Mówił: „Żałuję, że Zosi nie mogło przy mnie być. Zawsze była. Byłaby szczęśliwa, widząc owację na stojąco. Choć się nie chwaliliśmy, byłem dumny z żony, a ona ze mnie. Na jej wystawę w Zachęcie w 1989 roku przyszły tłumy. Zachęta takich nie widziała. Nawet na wystawach światowych artystów. Przepychałem się po schodach w tłumie zachwycony, że kolejki stały po mięso i na Nasierowską”.
 
Ostatnio Majewscy pierwszy raz po zimie pojechali na Mazury. Przewietrzyli „domek Anki”, Janusz obszedł stare kąty. Potem przez telefon mówił Jerzemu Iwaszkiewiczowi: „Stało się coś nadzwyczajnego! Wyobraź sobie, że Zosia wstała z wózka i chciała pójść na spacer. Popatrzeć na pola, na jezioro. Zobaczyłem, że jest szczęśliwa, że tu przyjechaliśmy. Wiesz, ona wróciła do siebie”.

Niestety, artysta zmarła 3 października 2011 roku w Warszawie. Miała 73 lata. Zofia Nasierowska została pochowana na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. 

ŹRÓDŁO: Tekst Katarzyna Przybyszewska-Ortonowska, VIVA! 29.05.2011 rok

Zofia Nasierowska, Janusz Majewski, historia miłości, 2011 rok
Fot. Kurnikowski/AKPA

Wideo

Piękni, szczęśliwi, zakochani. Tak Karol i Małgorzata Strasburgerowie pozowali w sesji dla VIVY!  

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EDYTA PAZURA o dorastaniu w Nowej Hucie, macierzyństwie, odwadze i miłości silniejszej niż wszystko. Wybitny kardiochirurg GRZEGORZ RELIGA mierzy się z legendą ojca – Zbigniewa Religi. Charyzmatyczna wokalistka SINÉAD O’CONNOR jednym czynem przekreśliła swoje życie i karierę. Co się kryło za jej upadkiem? JOANNA DARK nagrała płytę „Osiecka / Przybora – Ale Jazz!”. Dlaczego właśnie Osiecka? PIOTR CZAYKOWSKI życiowe przypadki ulubionego modela Armaniego. W cyklu PODRÓŻE Malediwy – wyspy, które mogą zniknąć z powierzchni Ziemi.