Martyna Wojciechowska, Viva! luty 2010
Fot. Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek / LAF AM
O NIEJ JEST GŁOŚNO

„Zamiast gotować zupę, zmieniałam klocki hamulcowe”. Martyna Wojciechowska o dzieciństwie i wychowywaniu córki

Weronika Bruździak-Gębura 23 stycznia 2017 18:45
Martyna Wojciechowska, Viva! luty 2010
Fot. Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek / LAF AM

W życiu Martyny Wojciechowskiej nadszedł czas na zmiany. Dziennikarka po 10 latach przestała być redaktor naczelną „National Geographic Polska” i „National Geographic Traveler”. Objęła stanowisko dyrektor programowej nowego kanału stacji TVN, Travel Channel. Z tej okazji dziennikarka udzieliła wywiadu magazynowi „Newsweek”. Przeczytaj, co w rozmowie z Aleksandrą Pawlicką powiedziała o dzieciństwie, wychowywaniu córki i tatuażach.

 

O dzieciństwie i wychowywaniu córki

Martyna Wojciechowska: Żartuję, że stanowię chodzący dowód na skuteczność genderowego wychowania.

Aleksandra Pawlicka: Co masz na myśli?

Martyna Wojciechowska: Mama pozwalała mi robić to, co lubiłam. Nie ciągnęło mnie do garnków, więc zamiast gotować zupę, zmieniałam klocki hamulcowe. To, że dziś jestem tu, gdzie jestem, zawdzięczam wielkiemu wsparciu, które dostałam w domu. Dzięki temu mogłam wszystkiego doświadczyć, nie słysząc, że dziewczynce to czy tamto nie wypada. Podział na świat różowy i niebieski zawsze mnie niepokoił.

 

Aleksandra Pawlicka: Swoją córkę wychowujesz podobnie?

Martyna Wojciechowska: Absolutnie tak.

 

Aleksandra Pawlicka: Kolejka zamiast lalki?

Martyna Wojciechowska: Przeszłyśmy z Marysią etap różowy. Gdy poszła do przedszkola, powiedziała, wskazując na swoje spodnie moro: „Mamo, dziewczynki się tak nie ubierają”. „Dlaczego? – zapytałam. – Spójrz na mnie, ja też noszę bojówki”. „No właśnie – odparła. – Mamy też się tak nie ubierają”. Wtedy zdałam sobie sprawę, że przed nami okres dekonstrukcji systemu, w którym chciałam wychować moją córkę. Na szczęście przeżyłyśmy ten kryzys i dziś, gdy kupujemy buty, a sprzedawczyni mówi, że wybrane przez Marysię są chłopięce, ona rezolutnie pyta: „A jakie to ma znaczenie?”. Ona dorasta w przekonaniu, że dziewczyny mogą wszystko, i postrzegam to jako swój wychowawczy sukces.

 

Polecamy też: Najnowszy zwiastun. Jeszcze bardziej mroczny, perwersyjny, nasycony seksem. Ciemniejsza strona Greya

 

O nowej pracy i początkach w „National Geographic”

Aleksandra Pawlicka: Przed tobą nowe wyzwanie – szefowanie startującemu w Polsce kanałowi telewizyjnemu Travel Channel w TVN.

Martyna Wojciechowska: Zmiana jest w życiu potrzebna, żeby się rozwijać. Ja tych radykalnych zmian dokonałam w życiu parę. Począwszy od wymyślenia sobie w wieku 10 lat, że będę motocyklowym kierowcą wyścigowym. Byłam wtedy uważana za dziwoląga. Wiele lat poświęciłam sportowi motorowemu, miałam program w telewizji, jeździłam na rajdowe mistrzostwa świata, byłam akredytowana przy wyścigach Formuły 1, wystartowałam i ukończyłam – jako jedyna dotąd Polka, a wtedy pierwsza kobieta z Europy Środkowo-Wschodniej – Rajd Dakar. I na mecie tego rajdu pomyślałam, że czas na zmianę. Nie spotkało się to ze zrozumieniem.

 

Aleksandra Pawlicka: Ze zrozumieniem kogo?

Martyna Wojciechowska: Pamiętam rozmowę z Mariuszem Walterem, gdy tłumaczyłam mu, że teraz najważniejszym tematem mojego życia zawodowego chcę uczynić podróże. Prezes chyba nie do końca to rozumiał, pytał: po co? Pilotażowy odcinek programu „Misja Martyna” uznawano w stacji przez jakiś czas za moją fanaberię, ale dostałam zielone światło na rozpoczęcie produkcji, która na moje szczęście okazała się sukcesem. Potem przyszła propozycja objęcia stanowiska redaktor naczelnej „National Geographic Polska”.

 

Aleksandra Pawlicka: Pozostałaś w temacie podróży.

Martyna Wojciechowska: Tak, ale wtedy byłam akurat na etapie zdobywania, jeżdżenia po świecie, a bycie naczelną to zaszczyt, ale też kolegia redakcyjne, ważne strategiczne decyzje. Gdy pojechałam do centrali „National Geographic” w Waszyngtonie, powitali mnie panowie w wieku 50 plus w tweedowych marynarkach. Terry Adamson, ówczesny szef, który mnie „przesłuchiwał”, przyznał po wielu latach, że spotkanie ze mną było dla niego szokiem. Miałam 33 lata, byłam najmłodszą naczelną i jedną z niewielu kobiet na tym stanowisku w redakcjach „National Geographic” na całym świecie. No i wyglądałam inaczej niż wszyscy. Tak zaczęła się 10-letnia podróż z „National Geographic”.

 

Polecamy też: O nim jest głośno! Kim jest Ralph Lauren, projektant, który ubrał Melanię Trump na uroczyste zaprzysiężenie jej męża?

 

O tatuażach

Martyna Wojciechowska: Na lewym ramieniu mam wytatuowane współrzędne geograficzne 10 miejsc na świecie, w których zaczęły się najważniejsze podróże mojego życia. To m.in. miejsce mojego urodzenia, miejsce urodzenia mojej córki, meta Rajdu Dakar, szczyt Mount Everestu, centrala „National Geographic” w Waszyngtonie. Na tym ramieniu jest jeszcze dużo miejsca.

 

Aleksandra Pawlicka: Z twoich tatuaży najbardziej znane są skrzydła, które masz na przedramionach.

Martyna Wojciechowska: To symbol najważniejszej wartości w moim życiu – wolności. Wolności wyboru, decyzji, niezależności od opinii innych. Gdy patrzę na ptaki drapieżne, czuję z nimi silną więź. Moim pierwszym tatuażem był napis: „The longest journey begins with a singel step” (Najdłuższa podróż zaczyna się od jednego kroku). To moje życiowe motto. Każdego dnia iść do przodu. Człowiek odczuwa naturalny opór przed zmianą, bo ona oznacza niepewność, ale właśnie tam, gdzie kończy się lęk, zaczyna się życie.

 

Polecamy też: Martyna Wojciechowska przeszła życiową rewolucję. Podróżniczka po 10 latach odchodzi z „National Geographic”

 

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BOJARSKA-FERENC, CHODAKOWSKA, LEWANDOWSKA, RUBIK, JĘDRZEJCZYK, SKURA… – ich wspaniałe figury, zdrowie, niesamowita energia, kreatywność to efekt wyrzeczeń, restrykcyjnych diet, a może dobrych genów? Nowa gwiazda modelingu KAROLINA PISAREK zdradza, czemu zawdzięcza sukces. Kierowca rajdowy LESZEK KUZAJ – ryzyko to jego specjalność! A także intrygująca historia JOGI oraz skąd się wzięło SPA.