TYLKO U NAS!

,,Stomia jest trudnym tematem, ale to droga do przejścia”

Marianna Kowalewska o życiowej misji, pasji, wygranej walce z chorobą i marzeniach

Olga Figaszewska 16 stycznia 2020 20:55

Jedna z najlepszych polskich aktorek młodego pokolenia. Widzowie mogli podziwiać ją w serialu Pułapka. I ta fenomenalna rola była przełomem w jej karierze. Marianna Kowalewska pochodzi z artystycznej rodziny. Już jako mała dziewczynka wiedziała, że będzie stała na scenie. Dziś spełnia to marzenie. Śpiewa, gra… Posiada niezwykłą wrażliwość i talent. Ale to nie jedyna misja w jej życiu. Kilka lat temu Marianna Kowalewska poważnie zachorowała i walczyła o powrót do zdrowia. Diagnoza – wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Stomia uratowała jej życie. I dziś aktywnie działa na rzecz stomików. Za wszystko, co ją spotkało jest wdzięczna. Bo to właśnie te doświadczenia zbudowały ją silniejszą. Marianna Kowalewska niedawno wraz z narzeczonym stworzyła Tutti - pierwszą w Polsce markę bieliźniarską dla stomiczek, ale i wszystkich kobiet. O swojej drodze, aktorstwie, spełnianiu marzeń i radości życia Marianna Kowalewska opowiedziała nam w nowym wywiadzie.

Rola w Pułapce to dla Ciebie przełom. Agata Kulesza mówiła, że jesteś przyszłością kinematografii, a Łukasz Palkowski był zachwycony Twoją pracą przed kamerą.

Tak, to niezwykle miłe słowa. Agata Kulesza to wspaniała aktorka, a Łukasz jest uważnym, czujnym reżyserem. Praca u boku takich twórców, to zawsze wielki przywilej. Jestem niesamowicie wdzięczna.

Otrzymujesz już kolejne propozycje współpracy?

Tak. Ostatnie cztery miesiące spędziłam w teatrze, a prócz tego są jeszcze etiudy, seriale... Staram się dokładnie przyglądać każdej propozycji. Zależy mi na tym, by rola, w którą miałabym się wcielić miała coś do powiedzenia, była ciekawie napisana, opowiadała o rzeczach istotnych, które pozwolą widzowi dotknąć bliskich mu tematów. Dla mnie aktorstwo to pewnego rodzaju misja, w której najważniejsza jest prawda. Chciałabym, by mój dorobek artystyczny nie był nijaki czy błahy… Nie będę ukrywać, że mam problem z płycizną w sztuce. W dzisiejszych czasach mamy nadmiar bodźców - jest telefon, social media, telewizja. Treści przeglądamy w pośpiechu, coraz rzadziej pochylając się nad sobą. Chcę wierzyć, że kino I teatr, to miejsca, które pozwalają spojrzeć sobie samemu w oczy. Porozmawiać ze swoją duszą.

Twoje doświadczenia mocno wpływają na tworzenie postaci, w które przyszło Ci się wcielać. Nie jest łatwo odnaleźć w sobie TAKIE pokłady emocji i powrócić do traum przeszłości.

Doświadczenie zawsze przechodzi przez ciebie. Skoro ja to gram, to każda emocja będzie moja - wypływająca tylko ze mnie. W trudnych scenach zawsze musimy dotknąć własnej wrażliwości, wspomnień czy traum… Ale aktorstwo jest dla mnie czymś mocno organicznym. Przyznam szczerze, że nie zastanawiam się, jak coś robię. Nie analizuje tego, nie kalkuluję. Pozwalam temu płynąć, bez jakiejkolwiek oceny. Bo aktorstwo i ocena to dwa wykluczające się słowa. Jeśli tylko będziesz zastanawiać się czy leci łza, czy widać smarki, czy włosy dobrze ułożone … to czar pryska.

Artystyczna droga wcale nie jest Ci obca. To, że wychowałaś się w teatrze na pewno teraz jest Ci pomocne. Ty zajęłaś się aktorstwem, a siostra reżyserią.

Zgadza się. Chyba rzeczywiście mamy to w genach. Mama i tata są aktorami po krakowskiej szkole teatralnej. Dzieciństwo spędziłyśmy w teatrach i na planach filmowych. Rodzice trzymali nas bardzo blisko. Nie utrzymywali dystansu. Wręcz przeciwnie z pasją i zaangażowaniem opowiadali o swojej pracy. Z siostrą miałyśmy okazję przypatrywać się temu wszystkiemu od kulis i to obcowanie z kulturą i sztuką silnie nas ukształtowało. Moja siostra poszła w stronę reżyserii, ja wybrałam aktorstwo, śpiew. Tak się podzieliłyśmy.

Rodzice byli zadowoleni?

Niekoniecznie (śmiech). To zawód trudny, niepewny i oparty na ocenie. Bywa też szorstki i bezwzględny. Wiem, że ich obawy wynikały z troski. My się po prostu uparłyśmy.

Mówiłaś że masz w sobie pewien rodzaj mroku, a ja widzę piękną, tajemniczą i wrażliwą dziewczynę. Gdzie on się ukrywa?

W środku. I ten mrok jest tylko mój. Nie jest przeznaczony dla obcych oczu. Wierzę głęboko, że doświadczenia kształtują człowieka. Dorastając, przeszłam przez wiele trudnych momentów. Przewlekła choroba, szpitale, operacja, problemy w szkole, z rówieśnikami… Nie użalam się nad sobą. Tak wygląda moja droga. Za wszystko co mi się przytrafiło jestem wdzięczna. Dorosła Marianna dziś jest składową wszystkich doświadczeń z przeszłości.

Siedem lat temu rozpoczęłaś swoją walkę i wygrałaś. Ale choroba zaatakowała Cię nagle…

Tak. Miałam szesnaście lat. Zaczęło się od niewinnego bólu brzucha. Pierwszy lekarz, do którego poszłam podejrzewał nowotwór jelita grubego. Po serii kolejnych badań zdiagnozowano wrzodziejące zapalenie jelita grubego. W tym czasie akurat zmieniałam szkołę - gimnazjum na liceum. W nowe środowisko weszłam z toną silnych leków, przestraszona, wykluczona... Moje wspomnienia z liceum to głównie szpital, nieustannie zmieniające się sposoby leczenia i smutek. Dużo smutku.

Miałaś wiele chwil zwątpienia. Pisałaś, że byłaś gotowa na śmierć…

Choroba jaką jest wrzodziejące zapalenie jelita grubego, wiąże się z potężną dawką cierpienia. W moim przypadku ból był ciągły, silny... A pod koniec choroby, trudny do zniesienia. W szpitalach trwała przy mnie rodzina, która była zupełnie bezradna. Nie potrafię sobie wyobrazić przez co przeszli. To musiała być ich własna, równie trudna walka… Patrzeć na córkę, siostrę, która znajduje się na skraju wytrzymania. Rzeczywiście jest tak, że gdy w rodzinie choruje jedna osoba, chorują jej bliscy… Wszyscy musieliśmy się z tego podnieść. Nie tylko ja.

Nie boisz się głośno mówić o swojej chorobie. To wymaga prawdziwej odwagi.

Myślę, że nie ma jednej osoby, która nie przeszłaby przez jakiś trud w swoim życiu. Czasami jest to związane ze zdrowiem, z pieniędzmi, a czasami z pracą, z relacjami rodzinnymi albo miłością. To bez znaczenia. Wszyscy w jakimś momencie potrzebujemy odwagi, poczucia wsparcia i zrozumienia. Jeśli mówiąc o swojej chorobie, mogę pomóc chociaż jednej osobie, która przechodziła coś podobnego - to wystarczy. Co ciekawe, kiedy pierwszy raz powiedziałam o niej na głos, zostałam dosłownie zasypana wiadomościami. Ludzie pisali o sobie, o swoich rodzicach, babciach, znajomych. Mamy naprawdę podobne przejścia. Wystarczy tylko zacząć rozmowę.

Stomia uratowała Ci życie.

Tak, stomia uratowała mi życie. Wieczorem podpisałam zgodę na operację, a następnego dnia rano przewieziono mnie na salę operacyjną. Wszystko działo się bardzo szybko. Kiedy się obudziłam, na brzuchu miałam już woreczek. Moja pierwsza myśl…: „O to ludzie robią tyle krzyku?”.

Bo to wciąż temat tabu i nie każdy wie, na czym ona polega. Sama do niedawna nie miałam o tym pojęcia!

A stomików w Polsce żyje kilkadziesiąt tysięcy. Rocznie wyłanianych jest kilkanaście tysięcy stomii. To temat, który niestety będzie coraz częściej powracał. Żyjemy w pośpiechu, nie odpoczywamy, stresujemy się za dużo i na dodatek byle jak się odżywiamy. Trzeba o siebie dbać. Naprawdę.

Ludziom wydaje się, że stomia przekreśla wszystko.

Szczerze? Nie ma jednej rzeczy, której nie mogłabym robić: praca, podróże, sport, miłość…

Mówisz o tym pięknie, że dla Ciebie blizny są świadectwem drogi, walki i zwycięstwa...

Dla mnie to jest jeden, podstawowy temat: miłość do samego siebie. Jeśli kochasz siebie samego, to będziesz się akceptować niezależnie od tego, jak wyglądasz. I w drugą stronę: jeśli się nie kochasz, nieważne, czy „problemem” będą krzywe zęby, pieprzyk, słabe włosy, czy blizna… Wszystko będzie dobrym powodem, żeby sobie umniejszać. Wiem, że stomia jest trudnym tematem, ale to droga do przejścia, do poznania. Trzeba nauczyć się o tym rozmawiać w normalny sposób.

Dlatego zaangażowałaś się w walkę ze stereotypami dotyczącymi stomików?

Nie nazwałabym tego walką, a raczej uświadamianiem. Stomia to temat tabu. Ludzie nie wiedzą o niej nic lub wiedzą niewiele. W związku z tym powstają uprzedzenia. To zamknięte koło - jeśli nie zaczniemy uświadamiać społeczeństwa, stereotypy nigdy nie znikną. Bo są przecież tworzone przez zupełnie nieświadome tematu osoby. Potrafimy rozmawiać o nowotworach, cukrzycy, nadciśnieniu, o hormonach i chorej tarczycy. XXI wiek, a o stomii cisza… To jest myślenie, które trzeba zmieniać.

Ze stomią będziesz żyć do końca? Czy jest szansa na odwrócenie procesu?

Nie myślę teraz o tym. Wiem, że odtworzenie ciągłości przewodu pokarmowego jest możliwe, ale nie mam czasu, żeby się tym teraz zajmować. To wiąże się z kolejnymi operacjami i obciążeniami dla organizmu. Na spokojnie.

To dla stomiczek niedawno stworzyłaś bieliźniarską markę. Kiedy zrodził się w Twojej głowie ten pomysł?

Razem z narzeczonym, Miłoszem, zbudowaliśmy markę bieliźniarską dla kobiet - Tutti. Jesteśmy pierwszymi na polskim rynku, którzy stworzyli tzw. bieliznę specjalistyczną, typowo dla stomiczek. Tutti skierowane jest do każdej kobiety. W swoim asortymencie mamy również piękną, niezwykle delikatną bieliznę koronkową, czy zwiewne, lniane sukienki. W budowę Tutti włożyliśmy mnóstwo czasu, pasji i energii. Projekty są rysowane przeze mnie, konstrukcja i wyszycie odbywa się w Polsce. Część materiałów sprowadzana jest zza granicy, a część pozyskujemy w zaprzyjaźnionej hurtowni. Staramy się dbać o każdy szczegół. To firma z miłości do kobiet i ich doświadczeń.

Jak wyglądał proces tworzenia samych prototypów?

Na początku zderzyliśmy się ze ścianą. Bielizna koronkowa to jedna rzecz, ale stworzyć odpowiednio kompresującą, wytrzymałą, bezpieczną bieliznę dla stomiczek, to już zupełnie inna sprawa. Nikt nie chciał się podjąć tej współpracy. Konstruktorzy nie rozumieli o co mi chodzi, po co w środku bielizny potrzebne są taśmy zabezpieczające. Nie rozumieli jak to ma wyglądać. W końcu trafiłam na wspaniałego człowieka, z którym wciąż współpracujemy. Pan Bartosz wyzwania uwielbia, więc od razu złapaliśmy kontakt. Mieliśmy nieco ponad pół roku na poprawki. Testowałam i sprawdzałam prototypy. Wspólnie myśleliśmy o zmianach. Tutaj wszystko musiało być perfekcyjne.

Wróciłaś też do swojej pasji - śpiewania. Marzysz o wydaniu własnej muzyki?

Na 2020 rok postawiłam sobie kilka bardzo ważnych celów związanych z muzyką. Tak naprawdę, to ona była moim pierwszym romansem (śmiech). Już jako mała dziewczynka zakładałam rajstopy na głowę, brałam pilot do ręki i dawałam koncerty. Teraz jestem na etapie nagrywania swojego demo. Koncertuję też na eventach zamkniętych. Przede mną kilka ważnych spotkań. Tfu, tfu, tfu, odpukać - niech się dzieje!

Mamy nadzieję, że słowa Marianny zainspirują tysiące innych osób, które zmagają się z podobną przypadłością. Aktorka jest na co dzień ambasadorką fundacji STOMAlife. Jej najnowsza kampania ze specjalną bielizną dla kobiet cierpiących na stomię robi ogromne wrażenie. ZOBACZ ZDJĘCIA 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Hello Zdrowie (@hellozdrowie_pl)

TAGI #choroba

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BOJARSKA-FERENC, CHODAKOWSKA, LEWANDOWSKA, RUBIK, JĘDRZEJCZYK, SKURA… – ich wspaniałe figury, zdrowie, niesamowita energia, kreatywność to efekt wyrzeczeń, restrykcyjnych diet, a może dobrych genów? Nowa gwiazda modelingu KAROLINA PISAREK zdradza, czemu zawdzięcza sukces. Kierowca rajdowy LESZEK KUZAJ – ryzyko to jego specjalność! A także intrygująca historia JOGI oraz skąd się wzięło SPA.