Romuald Lipko
Fot. Mat. prasowe
TYLKO NA VIVA.PL

Marek Dutkiewicz i Felicjan Andrzejczak wspominają Romualda Lipko

„Śmierć Romka to koniec pewnej epoki, był filarem, liderem Budki Suflera”

Krystyna Pytlakowska 7 lutego 2020 15:50
Romuald Lipko
Fot. Mat. prasowe

Marek Dutkiewicz pisał teksty do piosenek Romualda Lipko. Przyjaźnili się czterdzieści lat, od pierwszej wspólnej piosenki „Za ostatni grosz”. „A potem ramię przy ramieniu ciągnęliśmy ten nasz wspólny wózek”, mówi dzisiaj Marek Dutkiewicz. Felicjan Andrzejczak, wokalista „Budki Suflera” odwiedził Romualda Lipko w szpitalu w przeddzeń jego śmierci. Obaj wspominają kompozytora w poruszających rozmowach z Krystyną Pytlakowską, specjalnie dla vivy.pl.

Marek Dutkiewicz wspomina Romualda Lipko

Jak to się stało, że się odnaleźliście w tym ludzkim gąszczu?

Marek Dutkiewicz: Życiem zwykle rządzi przypadek. Spotkaliśmy się w Warszawie, kiedy Romek był już znaczącym kompozytorem. A potem nagle złożył mi propozycję, żebyśmy napisali coś dla Budki Suflera. Tekst „Za ostatni grosz” dyktowałem mu przez telefon – mieliśmy wtedy jeszcze dość odległe kontakty, nie byłem więc przy tym nagraniu. Później zawsze starałem się być przy nagrywaniu wszystkich utworów, które razem napisaliśmy. Pamiętam jak Romek przywiózł mi już gotowy, zgrany materiał, siedzieliśmy pod gołym niebem na Starówce i on puścił mi piosenkę z walkmana. Wiedzieliśmy już, że będziemy dalej razem pracować, mając nadzieję, że ludzie pokochają to, co stworzymy. I tak się stało. A potem przyszedł czas na Urszulę, na „Dmuchawce...”, na „Malinowego Króla”, i wreszcie na „Jolkę”, którą naród się zachwycił i kocha ją do dziś. Jest zapis występów Budki Suflera na festiwalu „Przystanek Woodstock”, gdzie piosenkę o Jolce śpiewa siedemset tysięcy ludzi. Mówiono, że to szczytowy moment naszej kariery, bo takie tłumy jak wtedy nigdy się już nie zbiorą.

Wasza przyjaźń przebiegała bez zgrzytów?

Bywało szorstko, bo Romek był niesłychanie wymagający, jeśli chodzi o nagrania i dość apodyktyczny. A poza tym obaj byliśmy zodiakalnymi Baranami, więc jednak między nami trochę iskrzyło. Efekty tego iskrzenia były jednak nie najgorsze. Zawsze mówię, że piosenka powinna żyć jak motyl, piętnaście minut, ale nam się jakoś udało przedłużyć jej życie do trzech kwadransów istnienia a to naprawdę duży sukces.

To istnienie trzeba przeliczyć na lata, więc jakby to było tysiąc motyli.

Romek już poważnie chory napisał jeszcze dwie piosenki – pieśń papieską „Bo nie zastąpi ciebie nikt” i drugą z gorzkim tytułem „Gdyby jutra nie było”. Nie widzę nikogo, kto mógłby Romka zastąpić, on miał dar od Boga, ogromną łatwość pisania przebojów, rzadko spotykaną.

Zdążyłeś się z nim pożegnać?

Tak, tak w ostatnią niedzielę pojechałem do szpitala do Lublina i zdążyłem go uściskać. Opowiadał mi, gdzie znajduje się cmentarz, na którym będzie spoczywał. Śmierć Romka to koniec pewnej epoki, był filarem, liderem Budki Suflera, był też człowiekiem, od którego zależało działanie tego zespołu. Niestety nie doszło do finalnego koncertu Budki w Lublinie, który miał odbyć się w połowie grudnia. Zdrowie Romkowi na ten koncert nie pozwoliło. Widziałem jednak jeden z ostatnich jego koncertów na Torwarze. Widać było, że promienieje, jakie to szczęście dla niego być na estradzie i mieć kontakt z ludźmi.

Powiedział ci o swojej chorobie?

Nie krył tego przed najbliższymi, były pomysły na przeszczep wątroby, ale już miał zbyt schorowany organizm. Odchodził więc z godnością, znając finał swojej drogi.

Powiedział ci coś na koniec?

Powiedział: „Mam nadzieję, że zapalisz mi lampkę na cmentarzu i do zobaczenia gdzieś tam, kiedyś tam”.

Jakim był człowiekiem?

Niesłychanie dowcipnym. Emanowała z niego radość życia. Od kilkunastu lat nie mógł już pić żadnego alkoholu, ale to nie przeszkadzało mu się dobrze bawić. Na weselu jego syna to ja wznosiłem toasty, bo Romek już nie mógł. Tworzył jednak wtedy jeszcze mnóstwo rzeczy. Żałuję, że nie udało się nagrać więcej piosenek. Mieliśmy plany musicalowe, tęsknił za wielką formą.

Jak się dowiedziałeś że nie żyje?

Zadzwonił do mnie w nocy jego syn Remi. Nie spałem już do rana. Wspominam teraz naszą ostatnią rozmowę i wiem, że bardzo będzie mi go brakować.

Felicjan Andrzejczak o Romualdzie Lipko

Bardzo smutne, że rozmawiamy przy takiej okazji. Podobno był pan u Romualda Lipko wczoraj w klinice.

Felicjan Andrzejczak: Przedwczoraj. A w nocy dowiaduję się, że odszedł.

Wiedział pan jednak, że tak będzie.

Niestety tak. Rozmawialiśmy z lekarzami. Romek była cały czas pogodny aż do końca, tryskał humorem, śmiał się i takiego go zapamiętam. Byłem u niego z żoną, dobrze, że natrafiliśmy na lepszą formę Romka, pięknie z nami rozmawiał, uśmiechał się. I takiego go zapamiętam.

O czym rozmawialiście?

O nowych nagraniach. Trzy miesiące temu, przed nawrotem choroby, Romek powiedział: „Słuchaj, musimy jeszcze płytę nagrać, bo ty z Budką Suflera nie masz żadnego albumu”. Rozmawialiśmy więc o muzyce, ale i o prywatnych sprawach.

O rodzinie?

Najwięcej o rodzinie, bo zawsze dla nas była priorytetem. Bardzo kochał swoją żonę. Gdy rozstawałem się z Romkiem, do końca życia to zapamiętam, najpierw bardzo się ucieszył, że przyjechałem, choć dzieli nas wiele kilometrów, a gdy odchodziłem od szpitalnego łóżka, chwycił mnie za rękę i długo ściskał. Śmialiśmy się, że nie może mnie z rąk wypuścić, ale to był taki śmiech przez łzy. Kilka razy wychodziłem i wracałem – nie mogłem się z nim rozstać i pożegnać. Nie miałem siły. A kiedy wróciłem do domu, o północy dowiedziałem się, że niestety odszedł.

Długo chorował?

O chorobie dowiedział się chyba w czerwcu. Liczył jednak na to, że wróci do zdrowia i my też na to liczyliśmy, ale choroba bardzo szybko postępowała.

Gdy proponował panu wspólną płytę, ucieszył się pan?

To była bardzo dobra wiadomość i mimo że Romek nie żyje, my tę płytę nagramy – myślę tu o muzykach Budki Suflera. Nagramy piosenki, które Romek nam dał, to będzie hołd dla niego, a on z góry będzie obserwował nasze poczynania i da nam znać, czy jest zadowolony. Chciałbym wierzyć, że jeżeli nagramy tę płytę, to Romek ją usłyszy i zobaczy.

Długo się znaliście?

Spotkaliśmy się w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym pierwszym roku w warszawskim klubie Akwarium, on wtedy nagrał „Jolkę”, a ja byłem krótko w jego zespole. Ale spotykaliśmy się na koncertach i występowałem z nim gościnnie.

Prywatnie też się przyjaźniliście?

Nie, bo ja mieszkam sześćset kilometrów od Lublina, więc trudno byłoby o prywatne spotkania, ale dzwoniliśmy do siebie, zwłaszcza odtąd, kiedy zaczęła się era komórek. Pokonywaliśmy tę odległość telefonicznie.

Pamięta pan jakiś jego dowcip?

Dużo ich opowiadał, ale trudno mi teraz sobie przypomnieć. Pamiętam tylko, że podszedł do mnie kiedyś dorosły już facet, ojciec małych dzieci i powiedział, że mama mu opowiadała, że przy Jolce został poczęty. To było bardzo miłe.

Sam Romuald Lipko powiedział, że jego piosenki wpływały na demografię, bo były o miłości.

Wierzę, że tak było. 

Wideo

Polska nie mogła wygrać Eurowizji Junior trzeci raz? Sara James odpowiada na słowa Jacka Kurskiego

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

PAULINA KRUPIŃSKA-KARPIEL – Ma urodę, udane dzieci, kochającego męża, wymarzoną pracę. Kobieta idealna? KATARZYNA GRONIEC w wieku 20 lat była gwiazdą legendarnego „Metra”. Jak teraz wygląda jej życie? NIKODEM SKOTARCZAK – Nikoś, najsłynniejszy gangster PRL, został legendą już za życia... Pasjonująca rozmowa Z MICHAŁEM RUSINKIEM o języku polskim, który zmienia się wraz z nami. Jak? W cyklu EXTRA: Rewia, jej miłość! Witamy w Teatrze Sabat Małgorzaty Potockiej.