Manuela Gretkowska i Piotr Pietucha, VIVA! 22/2015
Fot. Agnieszka Kulesza i Łukasz Pik
NIEZWYKŁE HISTORIE

Łączy ich wyjątkowe uczucie. Oto niezwykła historia miłości Manueli Gretkowskiej i Piotra Pietuchy

„Przyzwyczajamy się do świadomości, że jedno z nas kiedyś zostanie samo i nie może to być koniec świata”

MA 6 października 2021 17:51
	Manuela Gretkowska i Piotr Pietucha, VIVA! 22/2015
Fot. Agnieszka Kulesza i Łukasz Pik

Los na chwilę ich rozdzielił, by po pewnym czasie znów mogli się poznać na nowo. Byli już zupełnie innymi osobami. Manuelę Gretkowską i Piotra Pietuchę łączy poczucie humoru, zainteresowania i… miłość. Przekonują, że to wyjątkowa wieź, silna i fascynująca bliskość duchowa. Wspólnie doczekali się córki Poli. Co mówili o swojej historii? 

Manuela Gretkowska i Piotr Pietucha o historii miłości

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy po raz pierwszy się spotkali, żadne z nich nie uważało, że z tej relacji powstanie związek. Ona – pisarka, on – psychoterapeuta i publicysta. Mieli już za sobą bagaż osobistych doświadczeń. Z czasem ich relacja przerodziła się w coś silniejszego. Kochają wspólne podróże, spokój, życie poza miastem i piękno przyrody. Para wspólnie doczekała się córki Poli. „Pola jest jego szóstym dzieckiem. Gdy się spotkaliśmy, dwoje jego starszych dzieci mieszkało w Polsce, a troje za granicą. To tam – w Szwecji – je poznałam, gdy przyjechałam”, mówiła o ukochanym Manuela Gretkowska w rozmowie z Pani.

Po pewnym czasie parze trudno było się odnaleźć w tej relacji. Pisarka wyjechała do Kalifornii i zabrała ze sobą córkę.  Żeby zostać zaproszoną na uniwersytet w Berkeley, musiała mieć status naukowca. Pisarz w Ameryce jest "naukowcem", w zależności od dorobku. Na uniwersytecie w dziale literatury slawistycznej sprawdzono, co napisała. I dali jej status doktora, żeby mogła przyjechać. Prezent od losu.

„Nie do końca umiem powiedzieć, co sprawiło, że w pewnym momencie się rozstaliśmy. Wydaje mi się, że na nasz kryzys wpłynęła tragiczna śmierć mojego syna i jej ojca. Bardzo dramatycznie przeżyliśmy te straty, nie potrafiliśmy unieść tego raz, mówił Piotr Pietucha w rozmowie z Pani. I twierdzi, że rozstanie wyszło im na dobre, a zwłaszcza jemu. Zobaczył, że może przetrwać, a dystans był im potrzebny.

Zobacz też: Manuela Gretkowska o Osieckiej: „Królowa śniegu zamrożona przez depresję i alkoholizm”

Wrócili do siebie po roku. Dlaczego? Co sprawiło, że znów zapragnęli być razem? On twierdził, że to metafizyka, ona, że "czas, który płynął, ucząc, jak nie być ze sobą, a nie wyłącznie być. Bo miłość, to proporcje tych dwóch stanów. Nie tylko sklejenie sakramentem, czy sentymentem".

Los połączył Manuelę Gretkowską i Piotra Pietuchę na nowo. Zaczęli wszystko od początku, bez obietnic, świadomi tego, że nie zawsze będzie prosto. Dziś są szczęśliwi i patrzą w tym samym kierunku. W 2016 roku wzięli ślub. „W urzędzie stanu cywilnego, u nas na wsi, byliśmy niemal sami. Za oknem krowy. (…) To był jeden z najpiękniejszych dni w naszym życiu. Świętowaliśmy siebie i nasze przeżyte razem lata i te przyszłe”, mówiła pisarka w rozmowie z Pani.

I dodała: „Czeka nas jeszcze jedno rozstanie i na nie trzeba się przygotować. Przyzwyczajamy się do świadomości, że jedno z nas kiedyś zostanie samo i nie może to być koniec świata”.

O miłości leczonej rozstaniem, dramatach rodzinnych wspólnie opowiadali w rozmowie z VIVĄ!. Co mówili nam o swojej historii? Przypominamy poniżej archiwalny wywiad  z 2015 roku. 

Manuela Gretkowska i Piotr Pietucha
Fot. Agnieszka Kulesza i Łukasz Pik

Manuela Gretkowska i Piotr Pietrucha o historii miłości w rozmowie z VIVĄ!

Jesteście razem?

Manuela: Przyszliśmy razem.
Piotr: O co pytasz?

Opowieść Manueli w Waszej wspólnej książce „Miłość klasy średniej” jest o małżeństwie, które się rozstało. To o Was?

Manuela: Mieliśmy kryzys, rzeczywiście wyjechałam z Polą do Berkeley. Banał, co powiem, ale bycie razem to opanowywanie kryzysów.
Piotr: Kilka lat temu przeżyliśmy oboje wielkie tragedie. Manuelę opuścił kochany tata, ja straciłem syna. I może nie byliśmy – tak myślę po latach – w stanie dać sobie wsparcia. Oboje byliśmy pogrążeni w swoim bólu i rozpaczy. Odpryski tego były w kryzysie, jaki nas dotknął.
Manuela: Dostałam od ciebie wsparcie. Ale nie o to chodzi. Po prostu odejście bliskich coś zmieniło, myśmy się zmienili. Żałoba koroduje duszę, tego nie widać na wystawie. Stajesz się powoli kimś innym. Trzeba było od siebie odejść i poukładać od nowa.

Wyjechałaś za ocean. Twoją „Kalifornię” z Waszej wspólnej książki czyta się jak reportaż.

Manuela: Kalifornia to najbardziej odjechane miejsce na Ziemi. Nierealne przez widoczki ze składowiska Hollywood, a zarazem matrix naszej współczesności. Tu jest Dolina Krzemowa, tu pojawili się hippisi, stworzono prawa obywatelskie, New Age, ekologiczne jedzenie, tu kręcą nasze marzenia w filmowych studiach. Stolik obok, w zapchlonej kawiarni San Francisco, gdzie przesiadują nielegalni Meksykanie, „ukrywa” się ze swoją żoną Zuckerberg, twórca Facebooka, pijąc spokojnie kawę. W dolinie Napa pokazałam Poli kabriolet prowadzony przez kogoś podobnego do Brada Pitta, a ona, z lepszym wzorkiem, mówi: „Mama, to nie ktoś podobny, to Brad Pitt z dziećmi”.

Ziemia się trzęsie?

Manuela: Tak, apokalipsa powolutku napiera. Ale człowiek się
przyzwyczaja do niewielkich wstrząsów. Podczas pierwszego silnego, w nocy, Pola była przekonana, że ktoś jest w szafie. Wmawiałam jej, że to sen. Mnie przewróciło coś na podłogę. Uznałam, że w ciemnościach, gdy medytowałam, skoczył na mnie kot i upadłam. Zdrowy rozsądek jest w stanie wymyślić szaleństwo, by usprawiedliwić swoją niewiedzę.

Dostałaś doktorat, jak piszesz w „Kalifornii”?

Manuela: Żeby zostać zaproszoną na uniwersytet w Berkeley, musiałam mieć status naukowca. Pisarz w Ameryce jest „naukowcem”, w zależności od dorobku. Na uniwersytecie w dziale literatury slawistycznej sprawdzono, co napisałam. I dali mi status doktora, żebym mogła przyjechać. Prezent od losu.

Wyjazd czy ucieczka od Piotra?

Manuela: Zrobiłam sobie wakacje od siebie samej, należały się po pięćdziesiątce. Kalifornia to uzdrowisko dla znękanych dusz. W naszym związku doszliśmy do takiego punktu, że jedynym wyjściem, żebyśmy się pozbierali, bo nie było osób trzecich, było złapanie do siebie dystansu. Prawda?
Piotr: Mówiąc szczerze, byłem temu przeciwny. Nigdy nie żyłem sam, bez kobiety. To było dla mnie nie do pojęcia. Czy dam sobie radę? Z drugiej strony wiem, że bywam trudnym partnerem. Jestem DDA. Od dziecka borykam się z depresją. Manuela też nie jest łatwa. Narcystyczna. Ma dużo resentymentu do mężczyzn. Ta niechęć wyłazi w jej książkach.
Manuela: Oceniam ich obiektywnie. Piotr uważa to za niechęć.

W „Miłości…” piszesz, że „mężczyźni to pizdy”.

Manuela: Ale dodaję, że „kobiety to chuje”. I jest po równo. Nie słuchaj, że był taką sierotką, biedny, opuszczony. Po grecku Piotr znaczy skała i to prawda.
Piotr: Generalnie rozstanie dobrze mi zrobiło. Zobaczyłem, że mogę przetrwać. I że dystans był nam potrzebny.
Manuela: Nie odzywał się pół roku. Myślałam z każdym dniem: Jeżeli człowiek po tak długim wspólnym życiu, takiej przyjaźni się nie odzywa, to znaczy, że miał jakiś zawał umysłowy i moja decyzja była dobra. Kobiety w naszej kulturze słyszą: „Bądź mądrzejsza, porozmawiaj, wyciągnij rękę. On nie wie, co robi. Dla dobra dziecka”. Nie, są granice.
Piotr: Z zawiedzionej miłości bardzo ciężko jest przejść do przyjaźni. Nie chciałem w rozżaleniu, złości i osamotnieniu odpalać Skype’a i rozmawiać z Manuelą tak, jakbyśmy byli przyjaciółmi. Bo tak nie było. Może to duma, ambicja urażona. Nie mam o to do siebie pretensji.
Manuela: I słusznie. Dobrze zrobiliśmy obydwoje. Intuicyjnie. Nikt nas tego nie uczył.

Sprawdź też: Jurek Owsiak i Lidia Niedźwiecka-Owsiak od lat tworzą zgrany duet. Oto historia ich miłości!

Manuela Gretkowska i Piotr Pietucha
Fot. Agnieszka Kulesza i Łukasz Pik

A czy ktokolwiek kogokolwiek uczy, jak żyć?

Manuela: Są poradniki, są porady znajomych. Są schematy zachowań. Dlatego znaleźliśmy się w tej sytuacji, bo jechaliśmy schematami. Ty DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholika – red.), a ja współuzależnienia.
Piotr: Myślę, że tragedie, o których wspominaliśmy, mogły się przyczynić do tego, że wybiliśmy się z tropu, z siebie, z życia. Być może nasz związek nie był gotów na tak mocne negatywne przejścia.
Manuela: Przepraszam, ale ja nie uważałam śmierci mojego ojca za tragedię. Opisałam ją w „Transie”, jeden do jednego. Śmierć jest wstrząsem, ale nie zawsze tragedią. Dla mnie to była oczyszczająca euforia. Piotr ostrzegał mnie, żebym tego nie mówiła, bo wyjdę na psychopatkę.
Piotr: Nic takiego nie mówiłem.
Manuela: Dwa najmocniejsze moje przeżycia są związane z oddechem: kiedy poczułam pierwszy oddech Poli, kiedy Piotr odciął pępowinę. I ten pierwszy oddech dziecka był podobny do ostatniego ciepłego oddechu umierającego mojego ojca. Poczułam się jak ktoś, kto przeprowadza go na drugą stronę, tak jak na tę stronę pomogłam przedostać się Poli. Ten krąg życia i śmierci się zamknął, zmienił na zawsze to, kim byłam, kim sobie wyobrażałam, że jestem raczej.

W obu Waszych powieściach bohaterowie to DDA. Co ten syndrom robi ludziom?

Piotr: Od początku masz połamane skrzydła. Wychodzisz z gniazda bez poczucia bezpieczeństwa i pewności siebie. Nie wiesz, jak budować relację z drugim człowiekiem. Jesteś wyścielony lękiem, boisz się odrzucenia i jesteś głodny miłości. Rozpaczliwa mieszanina. Najtrudniejszy jest obraz samego siebie. Zamazany i negatywny.

Manuelo, piszesz o DDA, bo żyjesz z takim człowiekiem?

Manuela: W większości książek pisałam o tym, co mnie trzepało. Emigracja czy polityka. Urodzenie dziecka i ciąża. Coś, co mi garbuje skórę. Wtedy najlepiej to potrafię opisać. Wcześniej nie przeszkadzało mi, że Piotr jest DDA. W ogóle nie miałam pojęcia, że to syndrom, myślałam, że tylko nazwa.

Trudni mężczyźni przyciągają?

Manuela: Problemy przyciągają kobiety! Są wyzwaniem, jak dla faceta bohaterskie pójście na wojnę. Skomplikowany mężczyzna z poharatanym wnętrzem. Z przepaścią w duszy i oczach. Tego się uczymy od dzieciństwa. Facet jest wstępem, treningiem do wychowania dziecka. Ale gdy przychodzi dziecko, nie chcemy już zmieniać psychicznych pieluch i wyżymać łez.
Piotr: Kochanie, przecież ty się zajmujesz głównie sobą.
Manuela: W tym zajmowaniu się sobą coś mi nagle zaczęło przeszkadzać. Zwłaszcza kiedy pracując na okrągło, wychowuje się wyjątkowo energiczne dziecko. Bo dziecko prawie z ADHD to jest trzy w jednym plus praca non stop. Twórcza praca. Tomasz Mann zamykał się w gabinecie i żona biegała z dziećmi.

Nosiła herbatę.

Manuela: A ja przynoszę wszystko, bo jestem gospodynią, matką, pisarką, żoną. Nie jest łatwo.
Piotr: Kilkanaście książek napisałaś, zajmując się nadaktywnym dzieckiem i depresyjnym partnerem, sama sobie robiąc herbatę. Niesamowite.
Manuela: Kochanie, bez proszenia zrobiłeś mi dwa razy w życiu herbatę.
Piotr: Lubię ten heroizm kobiecy.
Manuela: Niektórzy robią herbatę, a niektórzy czynią życie
szczęśliwszym. Ty masz ten drugi talent i byłam zadowolona.

Manuela Gretkowska i Piotr Pietucha
Fot. Agnieszka Kulesza i Łukasz Pik

Roczna przerwa Was zmieniła?

Manuela: Bez niej nie wrócilibyśmy do siebie.

Przez ten rok myślałeś, co dalej?

Piotr: Byłem gotowy na wszystkie opcje. Na tym polegała moja odzyskana pewność siebie. Bez Manueli byłem o połowę uboższy, ale nadal bogaty – mam piątkę fantastycznych dzieci, fascynującą pracę terapeuty. Nadal we mnie dużo zachwytu i zadziwienia światem – to aż nadto, by sensownie żyć.

Ale jednak wróciliście do siebie?

Piotr: Metafizyka.
Manuela: Pozwoliliśmy płynąć czasowi, ucząc się, jak nie być ze sobą, a nie wyłącznie być. Miłość to proporcje tych dwóch stanów. Nie tylko sklejenie sakramentem czy sentymentem.
Piotr: W swojej powieści analizuję dojrzałych ludzi nieradzących sobie ze związkiem. Miłość jest dla nich zbyt trudnym wyzwaniem, więc kombinują, jakby się przemknąć bokiem. Mam dużo szacunku dla mglistej prawniczej formułki „niedopasowanie charakterów”. Często używanej jako pretekst. Za tym coś się jednak kryje. My mamy z Manuelą niezgodne charaktery i emocje, ale mamy na szczęście silną więź duchową, która nigdy nie wygasła. Jesteśmy sobie nadal bardzo bliscy.
Manuela: Prezydentowa Carla Bruni, wielokrotna kochanka, a więc ekspertka, powiedziała, że z wiekiem seks staje się coraz ciekawszy. Być może inne zmysły zaczynają obumierać, a erotyka, jak sztuka, z biegiem lat nabiera wyrafinowania.
Piotr: Widzę po sobie, że ludzie z wiekiem stają się coraz bardziej krytyczni wobec siebie samych. Ale też bardziej rozumiejący i wielkoduszni, wybaczający dla innych. To się dobrze łączy. Ten krytycyzm pozwala pewne rzeczy skorygować. Natomiast jest więcej oliwy, która sprawia, że konflikty już nie są tak nienawistne. Ludzie niedobrani są jak magnesy w rękach złośliwego Amora. Raz przyciąganie, raz odpychanie. Adrenalina, lecą pióra, wrzask to wkręca. Spokojny, bezpieczny związek kojarzy się z nudą. Z głupią stabilizacją. Ludzie nieświadomie szukają wystrzału.
Manuela: Piotr chce powiedzieć, że starzejąc się, ludzie pewnych uraz sobie nie wyrzucają. Biorą mordę w kubeł, ze strachu przed widokiem innego kubła, czyli nocnika, który ich czeka.

Piszesz, Manuelo, o swoich kalifornijskich doświadczeniach z narkotykami.

Manuela: Trudno nie pisać o innych stanach świadomości, gdy mój sąsiad, emerytowany prawnik, okazuje się ojcem Sofii Coppoli, córki reżysera „Ojca chrzestnego”. Ona to potwierdziła i rodzina zaakceptowała. Opisałam w książce dokładniej tę historię. Opisałam też moje doświadczenia z roślinami poszerzającymi świadomość. Nie uzależniają, są tradycyjnym lekarstwem. Zażywałem je. Dorosłam mentalnie w Kalifornii. To, co przywiozłam stamtąd w duszy i walizce, zmieniło moje życie. Kalifornijczycy umieją łączyć supertechnikę z duchowością. Nie mówię o Stevie Jobsie, który przyznał, że bez LSD nie byłoby Apple’a. Po prostu kupiłam tam elektroniczny wspomagacz do medytacji. Jakbyś mi powiedział rok temu, że będę siedziała i czekała na medytację, bym się uśmiała. Boli tyłek, nuda, a obiecywanej nirwany zero.

Manuela Gretkowska
Fot. Łukasz Kulesza, Agnieszka Pik

	Manuela Gretkowska i Piotr Pietucha, VIVA! 22/2015
Fot. Agnieszka Kulesza i Łukasz Pik

Co to za sprzęt?

Manuela: „Muse”, cieniutka opaska na głowę, która jest zminiaturyzowanym czytnikiem fal mózgowych. Ściągasz do niej aplikację na telefon i masz biofeedback. Czyli urządzenie, dzięki któremu uczysz się wprowadzać w relaks albo medytację. Po paru ćwiczeniach odkrywasz, dlaczego mnisi potrafią siedzieć godzinami. Nie zdawałam sobie sprawy, że odłożenie umysłu jak kapelusza na kołek daje ukojenie.

Piotrze, Ciebie nie ciągnie do tych roślin, które wciągała Manuela?

Piotr: Nie wierzę w takie nagłe wielkie wglądy, eksplozje świadomości pod wpływem jakichś środków. Wierzę w cierpliwe, świadome odszukiwanie siebie – tak też pojmuję proces terapii.
Manuela: Z pełnym szacunkiem, Piotr jest wspaniałym terapeutą, ale nie wie, o czym mówi.
Piotr: Trochę wiem, 40 lat temu też doznałem objawienia pod wpływem LSD, ekstatyczne doznanie jedności z naturą. I też przez kilka dni miałem poczucie, że dotknąłem prawdy o wszechświecie. Niestety, ani tego błogiego stanu nie mogłem w sobie zatrzymać, ani potem odtworzyć. W żaden sposób nie pomogło mi to lepiej żyć.

Piotrze, Twoje książkowe postacie są tak pełne frustracji, niemożności spełnienia, że czytając, czuję się nieswojo. Tak widzisz świat?

Piotr: W gruncie rzeczy moja powieść ma pozytywne przesłanie. Że zawsze można zacząć od nowa. Jej bohaterowie mierzą się z kryzysem egzystencjalnym. Po utracie miłości, dziecka. Chciałem poważnie porozmawiać o życiu. A kiedy poważnie się rozmawia, robi się trochę gorzko, czasem patetycznie. Uważam, że zbyt łatwo ześlizgujemy się w groteskę, kabaret. Prześmiewczość jest ratunkiem, ale i zmorą Polaków. Szydera to często hejt z „ludzką twarzą”. Bywa błyskotliwa, ale jest maską infantylno-bezradnego wkurwu.

Mierzysz się z Polską? Piszesz, że ma gen głupoty i agresji.

Piotr: Bohaterowie tak sądzą. W odróżnieniu od części napisanej przez Manuelę, która jest na wpół dziennikiem, ja wszystko wymyślam. Staram się zrozumieć moich bohaterów i akceptuję, jak pacjentów na terapii. Ale się z nimi nie utożsamiam. Mężczyźni w mojej książce są mizoginami, widocznie tak widzę polskich mężczyzn. Nie znaczy, że sam jestem mizoginem.

Część Manueli kończy się tym, że małżeństwo wraca do siebie. W Twojej opowieści mąż wybiera życie pustelnika. To coś mówi o Was, autorach?

Piotr: O moim bohaterze, który się zamyka w pustelni. Kiedyś może wróci do świata gotowy, by spotkać miłość.

Musi być sam, żeby być z kimś?

Manuela: Są poradniki, jak kochać, a bardzo mało w naszej kulturze mówi się o tym, jak się wycofać, żeby utrzymać miłość. Bo to też jest sztuka.
Piotr: Dobrze, Manuelo, jak przyjdzie mi do głowy wyjechać na rok na Islandię, też nazwę to miłością.

Rozmawiał ROMAN PRASZYŃSKI
Zdjęcia AGNIESZKA KULESZA i ŁUKASZ PIK
Stylizacja Jola Czaja
Asystent stylisty Marek Przesmycki
Makijaż Patrycja Dobrzeniecka
Fryzury Gor Duryan/D’Vision Art
Produkcja sesji Piotr Wojtasik

Manuela Gretkowska i Piotr Pietucha
Fot. Agnieszka Kulesza i Łukasz Pik

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

KAROLINA PISAREK i ROGER SALLA: tuż przed ślubną ceremonią modelka opowiada o niespodziewanych oświadczynach, swoim związku i przygotowaniach do ślubu. MICHAŁ WIŚNIEWSKI: po co mu ten ślub?! Wyznania mężczyzny, który pięć razy mówił „tak”. AGATA TUSZYŃSKA często przedkładała wszystko nad kolejne książki. Czy to był dobry wybór? Czy nie żałuje? I czy w ogóle umie żyć inaczej? Do refleksji. ŚLUBY WSZECH CZASÓW: Kelly i książę Rainier, Beaulieu i Presley, Yoko Ono i Lennon, Diana i książę Karol… Ich śluby zawładnęły zbiorową wyobraźnią.