EKSKLUZYWNY WYWIAD VIVY!

TYLKO NAM Małgorzata Potocka opowiedziała o chorobie, miłości do teatru i życiowych decyzjach. EKSKLUZYWNY WYWIAD

KRYSTYNA PYTLAKOWSKA 31 maja 2017 17:30
Małgorzata Potocka, Viva! 2015
Fot. Olga Majrowska

Byłam w Teatrze Sabat na koncercie z okazji Dnia Matki. Po rocznej przerwie zaczęła działać tu scena klasyczna, którą kieruje tenor Iwo Orłowski. Był to piękny koncert, cudowne włoskie piosenki w jego wykonaniu  zapierały dech w piersiach, a kiedy Vadim Brodski zagrał na swoich zaczarowanych skrzypcach czardasza, widownia złożona z prawie samych kobiet zgotowała mu owację na stojąco. Pomyślałam wtedy - jaka to byłaby szkoda,  gdyby Sabat przestał istnieć, gdyby jego założycielka i szefowa Małgorzata Potocka była mniej zdeterminowana i uparta. Poświeciła  jednak bardzo dużo, żeby swój teatr ocalić od zagłady. Straciła dom, zdrowie. Jeszcze spłaca długi, ale teatr jest.  Najważniejsza scena rewiowa Polsce.

 

Tylko nam, Małgorzata Potocka opowiedziała o chorobie, miłości do teatru i trudnych życiowych decyzjach.

 

Małgorzata Potocka w rozmowie z VIVĄ!

 

- Dostałaś, Małgosiu, wielką nauczkę.

Którą przypłaciłam ogromnym stresem i zdrowiem. Do dziś mam huśtawkę emocji, przechodzę od euforii do uczucia, że brakuje mi energii i odwrotnie. Na szczęście operacja serca jaką przeszłam rok temu, uratowała mi życie, chociaż wcale nie czułam, że  jestem już na jego końcu. Inni jednak to wiedzieli,  kardiolodzy zrobili wszystko, żebym żyła nadal, bo ja życie kocham. Pomimo wszystkich problemów, jakie mnie spotkały, uważam, że jest piękne, a śmierć dla mnie nie istnieje. Ja jej nie uznaję.  Teraz czuje się naprawdę  szczęśliwa, bo nie tylko żyję ale mam swój teatr.

 

- Jak do tego doszło, że  mogłaś go stracić?

Byłam wtedy już bardzo chora i chociaż do końca wierzyłam, że przeżyję operację serca, zaprosiłam do współpracy wspólnika, żeby w razie gdyby mnie zabrakło teatr dalej istniał. Wszystko było robione w pośpiechu: źle podpisane umowy, wspólnik, który nie rozumie teatru. A ja naiwnie wierzyłam, że będzie go bronił. Niestety po moich powrocie ze szpitala wszystko szło w kierunku zamknięcia teatru i usunięcia mnie z jego nazwy. Człowiek, którego zaprosiłam do współpracy właściwie nie wiedział, co ma zrobić z tym teatrem,  raptem wszystko zaczęło mu nie pasować.

 

Małgorzata Potocka na scenie Sabatu
Fot. Olga Majrowska

Małgorzata Potocka w sesji VIVY!, 2015

 

- Myślę, że spodobało mu się miejsce, prestiżowa ulica Foksal, podobno miał inne plany, bardziej dochodowe?

Miał jakieś pomysły, ale dla mnie najgorsze było, że czułam się szykanowana, upodlona. Pousuwał ludzi z zespołu, którzy byli ze mną blisko związani. Postawił ochroniarza, który ich nie wpuszczał do środka. Miałam jedyne wyjście- albo to wszystko zostawić albo odkupić udziały.

 

- Miałaś ochotę się wycofać?

Nie, jestem wojowniczką, walczę całe życie, a balet Sabat, jaki stworzyłam, ma niezwykłą wartość, styl i niepowtarzalną formę. Wszystkie tancerki są po szkole baletowej, do każdej rewii przygotowujemy dwieście kostiumów. Nieraz  pytano mnie czy obrabowałam bank, żeby tworzyć tak pięknie spektakle. Każdy spektakl to minimum trzydzieści choreografii. Teatr można rozwalić w sekundę, ale na odbudowanie go potrzeba wielu lat.

 

- Ale byli ludzie, którzy cię wspierali, stali przy tobie?

Byli, ale ja wiem że tak naprawdę mogę liczyć tylko na siebie. Taką niezależność wpajała mi matka. Dlatego pomyślałam, że muszę sprzedać dom, bo nie mam pieniędzy, żeby odkupić udziały. NO i trzeba było rozliczyć się z bankiem. Wszystko razem stało się jakimś koszmarem, horrorem. Wiedziałam, że NIE MAM WYJŚCIA, niestety muszę rozstać się z moim ukochanym domem, jedyną wartościową rzeczą, jaką miałam.

 

Małgorzata Potocka w
Fot. Olga Majrowska

Małgorzata Potocka w sesji VIVY!, 2015

 

- Podjęłaś decyzję o sprzedaży swojego miejsca na ziemi. To było pewnie bardzo trudne.

Mieszkałam tam prawie całe moje życie, ten dom był cząstką mnie, tam odbywały się próby, była sala baletowa. Przez płot byli zaprzyjaźnieni sąsiedzi: Krysia Morgenstern, wcześniej Czesław Niemen, Wojtek Gąssowski,  a Jan Nowicki w czasie naszego związku napisał tam dwie swoje książki i zawsze powtarzał, że nie ma nic piękniejszego niż dachy Żoliborza, bo pisał je na pięterku. Kiedy jeździłam po świecie z Sabatem, miałam propozycje  pracy w różnych miejscach na ziemi  - La belle Epoque w Paryżu, w balecie w San Remo. Ale zawsze wracałam tutaj marząc, by stworzyć swój teatr w Polsce. Mogłam w każdej chwili się wycofać i zacząć pisać pamiętniki, ale nie mogłam przecież utracić wszystkiego, co osiągnęłam. Nie mogłam zabić mojej sceny rewiowej. I zawieść moją publiczność.

 

- No i  musiałaś zmienić całe swoje życie, rozstać się z domem jak z kochankiem.

Zrobiłam rachunek sumienia, co jest dla mnie ważniejsze, czy ten dom- oaza spokoju ,czy teatr który ciągle jest źródłem napięć i emocji. Ale ma wszystko, co dla tancerki jest ważne, jest  powietrzem, którym oddycha. I akurat tak się zdarzyło, że znalazł się kupiec na dom, ktoś, kto musiał szybko podjąć decyzję. Oczywiście jak działasz pod taką presją na ogół tracisz finansowo.

 

- Nie pytam cię o cenę za dom. Myślę że zawsze byłaby za niska.

Bo na taki dom nie ma ceny.  Zostawiasz tam wspomnienia i energię. W tym domu nigdy nie wydarzyło się nic przykrego, przeżywałam tam piękne chwile, świętowałam sukcesy po premierach, kochałam i byłam kochana. Opiekowałam się moimi psami, które uwielbiały ten ogród.

 

Małgorzata Potocka i Iwo Orłowski
Fot. Olga Majrowska

Małgorzata Potocka i Iwo Orłowski w sesji VIVY!, 2015

 

- Twoje psy teraz też mogą biegać po ogrodzie?

Mieszkam w wynajętym domu też z ogrodem.  Polubiłam to miejsce. Jest słoneczne, przyjazne. I to słońce daje mi radość życia, dzięki której nie płaczę albo płaczę bardzo rzadko. Nigdy nie przypuszczałam, że coś takiego mnie spotka. Zawsze uważałam, że jestem pod ochroną. I nawet jeśli w moim życiu się coś źle dzieje, to pan Bóg przyśle mi Anioła Stróża. Tak było i teraz, bo ten kupiec znalazł się naprawdę jakimś niezwykłym  zbiegiem okoliczności, gdyby go nie było, stałaby się jakaś tragedia.

 

- Spłaciłaś kredyt?

Spłaciłam i wykupiłam udziały, chociaż to też kosztowało mnie wiele nerwów. Zrobiłam  już pierwszą premierę „Show girls”, trochę na przekór mężczyznom, w której biorą udział prześliczne dziewczyny. Ta premiera pokazała, że ostatnie słowa mojego wspólnika nie sprawdziły się. Powiedział: nie wolno ci to już nic robić, bo za chwilę nie będziesz mogła tu wejść. A teraz kolejna premiera - „Serce matki”, reżyserowana przez Iwo,  z piosenkami od dwustolecia międzywojennego do dziś. I znowu aplauz pub liczności.

 

- Teraz już możesz trochę odetchnąć?

To nie takie proste. Poświeciłam dwadzieścia pięć lat swojego życia i cały swój majątek, odbudowałam teatr od rudery. Kosztowało to miliony. Przez dziesięć lat spłacałam kredyty a teraz znowu historia jakby zatoczyła koło. Ale w życiu trzeba iść va banque. Jak  kochać, to  nieprzytomnie, do końca. A przyjaciele twierdzą, że największą moją miłością jest mój zawód.

 

- A nie facet?

Nie umiem tych miłości dobrze połączyć, dlatego moje wszystkie rozstania są takie trudne, ale teraz chodzę z podniesioną głową, bo ocaliłam nie tylko teatr, nie tylko moją miłość, ale być może moje życie. Kiedy słucham oklasków na widowni, kiedy słyszę cudowny  śpiew i widzę jak pięknie tańczą moje dziewczyny, to czuję, że Bóg cały czas czuwa nade mną i że nic złego mnie już nie spotka.  Nie mam domu. Trudno. Ale mam teatr, który jest dla mnie wszystkim.

 

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska

Wideo

Ten kosmetyk zmniejszy widoczność zmarszczek w ciągu jednej nocy!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Niezwykła rozmowa z Grażyną Torbicką o jej wszystkich miłościach. A Remigiusz Mróz zdradza nam tajemnice swojego sukcesu!