TYLKO U NAS

„Byłam w strasznym stanie, potrafiłam jedynie doczołgać się do toalety i tam już leżałam”

Małgorzata Potocka szczerze o walce z chorobą

Gabriela Czernecka 8 czerwca 2019 14:23
Małgorzata Potocka
Fot. East News

To choroba, z którą zmaga się coraz więcej ludzi. Teraz dopadła Małgorzatę Potocką. Aktorka w wywiadzie dla tygodnika Na Żywo przyznała, że latami zmagała się z depresją: „Całe dnie leżałam w łóżku”, wyznała. Teraz w szczerej rozmowie z Beatą Nowicką dla serwisu viva.pl, opowiedziała o tym trudnym czasie w jej życiu. „Byłam w strasznym stanie, potrafiłam jedynie doczołgać do toalety i tam już leżałam”, zaczyna swą historię.

Małgorzata Potocka szczerze o depresji. Kiedy zorientowała się Pani, że coś Panią „zjada” od środka?

Depresję, tak naprawdę, całe życie miała moja matka. Po traumie wojennej kompletnie nie dawała sobie rady z życiem. Kiedy odeszła tak naprawdę dowiedziałam się, co przeżyła.Problem polegał na tym, że wtedy w ogóle nie mówiło się o depresji, więc nie mogłam Mamie pomóc, bo nie rozumiałam co się z nią dzieje. Widziałam jednak, że słowa typu: „weź się w garść, opamiętaj się, zrób coś wreszcie ze sobą...”  tylko pogarszały Jej stan. Mnie ludzie zawsze postrzegali jako osobę silną. Ciągle słyszałam: „ Jesteś taka silna, mężczyźni się ciebie boją….”

A to była tylko fasada, za którą kryła się wrażliwość.

Miałam poczucie, że często życie mnie przerasta. Wiele razy nie dawałam sobie rady. Mój Tata zawsze mówił, że jestem królową, że świat do mnie należy. Ale pewnego dnia ten świat zaczął mi się wymykać z rąk. Nie byłam w stanie nad tym wszystkim zapanować. Zaczęłam dostrzegać, że coraz częściej stosuję różne ucieczki: zamykałam się w ciemnościach, stroniłam od ludzi, rezygnowałam z coraz większej ilości rzeczy, nie podejmowałam żadnej próby wyjścia z tego impasu. Nagle zorientowałam się, że na niczym mi nie zależy.

To było pierwsze, czerwone światło?

Tak, bo przecież miałam dwie wspaniałe córki, masę sukcesów filmowych i życiowych, a zobaczyłam, że mnie to wszystko nie cieszy, nie dotyczy. Co więcej – mnie to nie interesuje. Wtedy poczułam, że coś jest nie tak. Ktoś mi mówił: „Zagrasz w tym filmie, to będzie sukces”, a ja myślałam: „No i co z tego? To nic nie wniesie do mojego życia, to nic nie zmieni”. Zaczęłam się tego bać.

Kiedy nastąpił ten przełomowy moment?

Pojechałam do Łodzi, to było chyba 50-lecie Szkoły Filmowej. Wtedy dostałam bardzo silnego ataku. Panicznie bałam się, że się skompromituję w oczach całej Łodzi kiedy paparazzi sfotografują jak mnie wynoszą z jakieś opery czy teatru. Ostatkiem sił udało mi się dowlec do hotelu i z tego hotelowego łóżka już nie mogłam wstać. Byłam w strasznym stanie, potrafiłam jedynie doczołgać się na czworaka do toalety i tam już leżałam. Pamiętam, że zadzwoniłam do Jacka Santorskiego, psychologa, który przyjechał po mnie i w nocy zawiózł mnie do Warszawy. Przeprowadził ze mną poważną rozmowę, która uświadomiła mi w jakim ja jestem stanie.

Przyjęła Pani tę prawdę do wiadomości?

Od razu. Na początku dostałam jakieś tabletki, ale ja je czułam w całym ciele, w całym organizmie. One były „alienem,” obcym we mnie. Pomyślałam wtedy: „Boże ja mam dopiero 40 lat, to są jakieś żarty?!”. Jacek powiedział mi, że muszę dużo leżeć na słońcu i potraktowałam to na poważnie. Wracając od niego, w drodze do domu weszłam do pierwszego biura podróży jakie zobaczyłam i kupiłam trzy bilety na Cypr. Kiedy moje córki wróciły ze szkoły, usłyszały: „Spakujcie kostiumy kąpielowe i klapki, bo mamy półtorej godziny na to, żeby dojechać na lotnisko”.

Pomyślały, że mama zwariowała?

Oczywiście. Ale kiedy zobaczyły wyraz mojej twarzy i trzy bilety lotnicze, zrozumiały, że to się dzieje naprawdę. Powiedziały: „Mamo, ale jutro masz wywiadówkę, a my mamy sprawdziany….”. A ja na to: „Szkoła nie zając, nie ucieknie. Jedziemy!”. I poleciałyśmy. Pamiętam, że leżenie na słońcu cudownie mi pomogło. Poza tym przeczytałam wszystkie dostępne wtedy książki na temat depresji i po powrocie do Warszawy wróciłam do biegania.

Czyli postawiła Pani na wysiłek fizyczny?

Tak. To jedyna droga. Jogą zajmowałam od 20 roku życia. To jest świetne lekarstwo ale w zestawieniu z całą masą innych dyscyplin. Trzeba zmienić dietę i bardzo ciężko fizycznie pracować. Zaczęłam od biegania. Pamiętam jak pierwszy raz wyszłam z domu, to po stu metrach chciałam dzwonić po pogotowie, bo wydawało mi się, że serce mi stanęło i umieram. Ale potem każdego dnia biegłam coraz więcej i przez osiemnaście lat biegałam dziesięć kilometrów dziennie.

Przyznała się Pani bliskim, co Pani dolega?

Nie. Ukrywałam to przed córkami, ukrywałam przed bliskimi, nikomu nie mówiłam. Kiedy człowiek ma depresję zazwyczaj nikt z najbliższego otoczenia o tym nie wie. Zdziwienie typu: „Dlaczego on się powiesił; dlaczego rzucił się pod pociąg; dlaczego się zastrzelił, przecież wszystko było ok” jest kompletną bzdurą. W życiu tych osób nic nie było ok. Depresja jest niewidoczna. Jest jak rak.

… metodycznie, po cichu zżera od środka.

Tak. Oczywiście od depresji można dostać raka, zawału i calej masy chorób. Kiedy mnie dopadła depresja, ze strachu nie mogłam wstać z łóżka. Budziłam się w jeziorze potu, ze ściśniętym gardłem, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Bałam się każdego dnia. Wiedziałam już co mi jest, o co chodzi. Pytanie brzmiało jak zebrać samemu - bo niestety nikt tego za nas nie zrobi - resztki sił i wyjść na ulicę, do ogrodu, do słońca, na powietrze, do sali gimnastycznej.

I poprosić o pomoc. Pani potrafiła zadzwonić do przyjaciela Jacka Santorskiego.

Tak. Depresję trzeba szybko chwycić za pysk. Bo jeśli doprowadzisz się do skrajnego stanu, podejmujesz próby samobójcze i lądujesz w szpitalu. Można temu zapobiec. Moim marzeniem jest otwarcie kliniki dla młodych ludzi. Nie wiem skąd zebrać na to pieniądze, ale wiem jak to trzeba robić. Lekarze sami nie pomogą tabletkami i medycyną zachodnią. Potrzebne są drogi alternatywne i sugestywna osoba umiejąca wpływać.

Oprócz medycyny potrzebna jest taka osoba jak ja, która umie obudzić ludzi, ożywić ich. Kiedy uczę młodych ludzi  przygotowując ich do szkoły aktorskiej czy filmowej, odkrywam w nich talenty, ponieważ umiem ich zapalić, umiem wydobyć z nich wartość. Podstawową tabletką i lekarstwem dla każdego, a przede wszystkim dla młodego człowieka, jest znalezienie w nim wartości. Młodzi ludzie często nie wierzą w siebie, zaczynają się cięcia po rękach, anoreksja, bulimia… to wszystko są elementy depresji. Depresja ma niestety gigantyczne spektrum objawów. Jeszcze jedną ważną rzecz trzeba pamiętać, to jest choroba nawracająca. Jak już cię raz dopadła…

 … może wrócić? Czai się?

Właśnie. Generalnie każdy wie, co spowodowało smutek w jego życiu: rozstałem się z kimś, ktoś mi umarł, straciłem pracę, straciłem firmę … Pojawia się pustka wewnętrzna, brak celu i myśl- to nie ma sensu.   

 A skąd u Pani wzięła się depresja?

Myślę, że z egzystencjalnej potrzeby bycia potrzebnym. Strach o przyszłość, przemijanie.W sytuacji człowieka, który jest twórczy, który potrzebuje „zapotrzebowania” na siebie, kiedy ono mija, kończy się – nie sposób się z tym pogodzić. Ja nie potrafiłam się z tym zmierzyć, to jest wielki problem. Żadna „mądra” gadka tego nie załatwi: „Uspokój się, przecież masz dwoje dzieci, masz piękny dom, masz świetną karierę, tyle zagrałaś...”. Ale to jest przeszłość, to się nie liczy. Ja pragnęłam planów na przyszłość. Ale zawsze kiedy czuję, że ten trudny moment znowu się zbliża robię wzmożone wysiłki fizyczne.

To znaczy?

Codziennie robię nordic walking dziesięć kilometrów. Jest godzina 6,30-7 rano,  kiedy leje, idę na przeciwko do klubu sportowego, a jak nie leje robię moje dziesięć kilometrów i jogę .I to wszystko bez pieniędzy! Nie płacę nikomu za terapię, nie płacę za żadne wspomagacze. Ludzie powtarzają: „Ale ja nie jestem w stanie, nie mam czasu, nie mam siły”. Totalne bzdury. Największa sztuka to doprowadzić swój organizm, mózg i ciało do takiego stanu, że wysiłek fizyczny staje się jak jedzenie, oddychanie, spanie.

Niezbędny do życia.

Otóż to. Wie pani, ja jestem urodzonym wodzem. Przywódcą. Nie mogę być niczyim asystentem, bo mu zniszczę robotę. Muszę być przywódcą, który ma asystenta. W każdej z książek o różnych wielkich przywódcach, które przeczytałam jedno z pierwszych zdań brzmiało: „Jeśli nie jesteś w stanie codziennie ćwiczyć i pracować nad swoją tężyzną fizyczną, odpuść. Nie pchaj się na lidera, prezesa, bosa. Bo to ci się nie uda”. W zdrowym ciele zdrowy duch. To chyba każdy słyszał. 

Wideo

Widoki zapierające dech i wycieczka śladami „Gry o Tron”, czyli #PricelessCroatia  

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Izabela Janachowska o cudzie macierzyństwa i synku Christopherze, Dominika Tajner w pierwszym wywiadzie po rozstaniu z Michałem Wiśniewskim oraz Krystyna Demska-Olbrychska i Daniel Olbrychski o przepisie na udane małżeństwo.