WSPOMNIENIE

Krzysztof Gojdź: „Kora bezwzględnie bała się śmierci. Nienawidziła szpitali”

Przyjaciel artystki wzruszająco o jej odejściu

Konrad Szczęsny 30 lipca 2018 15:57
Krzysztof Gojdź, VIVA! kwiecień 2018
Fot. Zuza Krajewska/ LAF AM

Byli bliskimi przyjaciółmi. To Krzysztof Gojdź pomagał odzyskać artystce dobrą formę po przejściu wyniszczającej chemioterapii. Śmierć Kory jest dla lekarza medycyny estetycznej  ogromnym i bardzo bolesnym ciosem. „Bała się śmierci, nienawidziła jej. Wyparła ją. Pragnęła żyć”, napisał wyraźnie poruszony w emocjonalnym wpisie w Internecie. We wspomnieniowym wywiadzie zwierzył się natomiast, jak wyglądała jego relacja z wokalistką Maanamu.

Krzysztof Gojdź o śmierci Kory: bezwzględnie bała się śmierci

Choć ich znajomość trwała zaledwie cztery lata, była bardzo intensywna, pełna niekończących się rozmów, serdeczności oraz ogromnego wsparcia.

„Żałuję, że poznałem ją tak późno, bo dopiero w trakcie leczenia jej choroby nowotworowej. Przyszła do mojej kliniki, bo chciała bym zajął się jej zniszczoną i wysuszoną skórą. Zależało jej, by wyglądać dobrze w telewizji, bo miała wtedy nagrania do Must Be The Music. Była już wtedy w ciężkim stanie, a mimo to uśmiech nie schodził z jej twarzy. Miała walki zapał i wiarę, że jej się uda zwyciężyć. Często to powtarzała”, zaznaczył w rozmowie z Faktem Krzysztof Gojdź.

Odpowiedział również na pytanie, czy legendarna artystka obawiała się śmierci.

„Kilka ostatnich miesięcy, po kolejnych operacjach, było dla niej bardzo ciężkich. Pamiętam jak byłem u niej w domu na Roztoczu. Chwyciła mnie za rękę i powiedziała: „Krzysiu, ja nie chcę umierać. Mam jeszcze tyle rzeczy do zrobienia”. Bezwzględnie bała się śmierci. Wypierała ją i nie chciała odchodzić. Powtarzała, że będzie walczyć do końca”, ujawnił lekarz.

Przyjaciel Kory zdradził również, że mimo heroicznych prób powrotu do pełni sił, hospitalizacja sprawiała jej ogromny ból - przede wszystkim w wymiarze psychicznym.

„Ona nienawidziła szpitali, a w ostatnim okresie stroniła od ludzi. Nienawidziła chodzić na badania. Narzekała, że świat zewnętrzny patrzy tylko na to jak wygląda, a nie interesuje się tym co myśli. Jej odejście w poranek poprzedzający najdłuższe w tym stuleciu zaćmienie księżyca jest niezwykłe. Kora nie mogła umrzeć w normalny dzień. W tym jest jakaś magia”, podkreślił wyraźnie wzruszony lekarz  

 

KORA, IKONA WOLNOŚCI.. Na zawsze zapamiętam piękne chwile spędzone w jej towarzystwie. Godziny rozmów kiedy opowiadała o swoim życiu. Była dla mnie inspiracją i potwierdzeniem jak żyć, jak być wolnym, jak kochać świat. Poznałem Korę cztery lata temu kiedy przyszła do mnie do kliniki wykończona chorobą nowotworową. Walczyła, nie poddawała się, pragnęła żyć. Nie chciała umierać. Bała się śmierci, nienawidziła jej. Wypierała ją. Pamiętam rozgrzewającą herbatę przy kominku i „ziółka” w domu na Roztoczu. Kiedy chwyciła mnie za rękę mówiąc: „nie chcę umierać, pragnę żyć, jest jeszcze w życiu tyle do zrobienia...” Ostatni SMS Kory do mnie - pełen radości, miłości, serdeczności, bez słów ale tak wyrażający ją samą: „...🍀🍀❤️❤️☀️☀️🐇🐓🍄🌵🐥☀️☀️❤️kora...” Kora, będzie nam Ciebie brakowało. Pozostań WOLNA...

Post udostępniony przez Christopher Gojdz MD, MSc, PhD (@drkrzysztofgojdz)

Kora, Olga Jackowska, VIVA! nr. 2, 2015
Fot. Bartek Wieczorek
 

Wideo

Wiemy, jak dbać o skórę dojrzałą! 

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

W wielkanocnym numerze Barbara Kurdej-Szatan z mamą i córką opowiadają o rodzinnych tajemnicach, a Joanna Mazur o tym, jak naprawdę wygląda życie niewidomej sportsmenki!