Kazimierz Mazur
Fot. VIPHOTO/East News
TYLKO U NAS!

Kazimierz Mazur: „Moją siłą nie był wokal, tylko tworzenie postaci” 

Zwycięzca „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” opowiedział o wygranej, karierze i... życiu prywatnym

Olga Figaszewska 19 maja 2019 08:45
Kazimierz Mazur
Fot. VIPHOTO/East News

O wygranej w programie Twoja Twarz Brzmi Znajomo nawet nie marzył. W finałowym odcinku wcielił się w postać Marilyn Monroe i… był bezkonkurencyjny. Kazik Mazur w rozmowie z VIVA.PL zdradził, jak przygotowywał się do poszczególnych zadań w programie, a także opowiedział o zawodowych wyzwaniach i życiu prywatnym.

Gratuluję wygranej! Spodziewałeś się zwycięstwa? 

Nie, naprawdę nie. Ostatni raz śpiewałem w szkole podstawowej na lekcji muzyki, a jak dobrze wiemy, głównie gra się tam na flecie prostym. W programie była prawdziwa liga mistrzów - wokalistów, którzy świetnie śpiewają, mają niesamowity warsztat. Moim założeniem było tylko to, żeby nie zajmować zawsze ostatniego miejsca.

Byłeś Bobbym Farrellem z Boney M., Haliną Frąckowiak, Karin Stanek, Pawłem Domagałą, L. Armstrongiem, Zdzisławą Sośnicką, i Marilyn Monroe, której rolą oczarowałeś publiczność i jury… Wcielenie się, w którą z postaci było dla Ciebie najtrudniejsze?

Tam w ogóle nie było łatwych zadań, nic Ci nie pomagało. Zakładasz sztuczne zęby, charakteryzację, czekasz na swoją kolej godzinami i odczuwasz ogromny stres, nerwy… Trudnym zadaniem było wcielenie się w kobiece postacie, ich seksualność i operowanie na falsetach. Halina Frąckowiak - niezwykle ciekawa, eteryczna, sensualna. Ulubioną, a zarazem trudną postacią dla mnie, dla faceta była Karin Stanek. Typowa chłopczyca, która gra w piłkę, wchodzi na drzewa i starła kolano. Potem była Zdzisława Sośnicka, szlachetna kobieta, pięknie wypowiadająca się i tutaj tą seksualnością nie należało epatować. Ale najtrudniejsza była ostatnia kreacji, którą sam wybrałem na finał, czyli - Marilyn Monroe. Piękna kobieta, która z premedytacją wykorzystywała swoją wrodzoną seksualność w filmach. Ona miała ten magnetyzm, który przyciągał do niej  mężczyzn. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie wcześniejsze wystąpienia Julii Pietruchy i Joanny Jabłczyńskiej… Tak sobie myślę, że może będę największą, najgrubszą Marylin Monroe w historii tego programu, ale bardzo seksowną. Swoją drogą, bardzo zabawne, że seksowną kobietę zrobił facet (śmiech). Dość kuriozalne, ale naprawdę to wyszło. Była ta magia, którą tworzyła wokół siebie, ten wzrok…Nie mogę też zapomnieć o ważnej roli Kuby Wieczorka, który partnerował mi w trakcie piosenki Bye Bye Baby. Kiedy masz obok siebie genialnego aktora, to tylko wartościuje Twój występ. 

Wszyscy to podkreślają, że kobiece role w Twoim wykonaniu były bezkonkurencyjne! 

Wiesz, dlaczego? Bo to są najciekawsze historie. Na co dzień tych kobiecych cech po prostu nie wykorzystuję. Tym rolom poświęciłem też najwięcej pracy. Nauczyć się chodzić na szpilkach, złapać całą wrażliwość… To było coś. Ale w całym programie najbliższą mi postacią był Paweł Kukiz. On wychodzi na scenę z manifestem, nawet kiedy śpiewa piosenkę Całuj mnie o miłości to walczy, ale do końca nie wiesz z czym. I w pewnym momencie pokazuje swoją postawą, że jest bardzo wrażliwym facetem. Artyści zakładają maski i gubią się na prostych ruchach.

Jestem aktorem, który sam przygotowywał się do tego zawodu. Czytałem wiele książek o różnych formach wchodzenia w rolę. Jesteśmy odbiornikami i musimy się dostosować do danej częstotliwości energetycznej postaci. W zależności od tego, jak bardzo w nią wejdziesz, tyle widz otrzyma. Są wystąpienia, w których aktorzy technicznie są znakomici, ale nie ma tego czegoś. 

A dzięki Tobie znów na scenie zobaczyliśmy Marilyn Monroe!

Nieprawdopodobne, że tak w to wszedłem! To jest tak, że na dzień przed występem odbywa się próba generalna. Przez wiele godzin trwa zakładanie i lepienie  twarzy Marilyn Monroe. Mija połowa dnia, ściągasz charakteryzację i zaczynasz wchodzić w opening, czyli finaliści wykonują piosenkę The Black Eyed Peas. Dzień skończyliśmy o godzinie 22.00. Następnego dnia o 5.30 stawiasz się na planie, by po czterech godzinach znów stać się Marilyn Monroe! Byłem tak wykończony, zupełnie nie miałem sił, dochodziłem do siebie dwa dni (śmiech). 

Miałeś wśród uczestników swojego faworyta? 

To trudne. Poziom był bardzo wyrównany. Zresztą między nami nawiązały się przyjaźnie, nie było rywalizacji. Skończyła się już na początkowym etapie. Bardzo sobie pomagaliśmy. Ogólnie zasady tego programu są genialne: nie odpadasz, pieniądze idą na szczytny cel, świetnie się bawisz. A w ścisłym finale obstawiałem Elę albo Kasię. Ich wykonania były genialne! Antek też pokazał swoje niesamowite wokalne możliwości. Zyskałem w nim bratnią duszę. 

Twój synek, Antek ma siedem lat. Udało mu się rozpoznawać tatę na ekranie telewizora? Kibicował Ci?

Oczywiście. Oglądał i przyjeżdżał nawet na nagrania! Ale był przerażony, kiedy zobaczył mnie w roli Haliny Frąckowiak. Potem się już przyzwyczaił. Narysował mnie przebranego za kobietę. Zupełnie się  mnie nie wstydził. Dzieci są teraz bardzo otwarte i zmienia się to wszystko. W mojej podstawówce lat 90-tych, gdyby mój tata przebierał się za dziewczynę… Nie chcę nawet myśleć, co by było. 

Swoją wygraną przeznaczyłeś na Fundację Dom w Opolu prowadzonej przez państwa Jednorogów... 

To wspaniali ludzie, którzy zajmują się dziećmi z porażeniem mózgowym, ale nie tylko. To komandosi, którzy wkładają w swoją pracę całe serce. Tutaj wyszła też prywatna historia. Moja córka, Apolonia miała niedużą dysfunkcję. Chodziłem wszędzie, szukałem pomocy… Lekarze bagatelizowali sprawę, a oni jako jedyni wyciągnęli do nas rękę. Rozpoczęliśmy terapię i naprawili mi dziecko. To jest moje podziękowanie dla ich działania i wiem, że ta nagroda zostanie właściwie wykorzystana. 

Każde doświadczenie nas wzbogaca. Co Tobie dał udział w show? Czegoś się o sobie dowiedziałeś? 

Program był naprawdę piękną przygodą i moim marzeniem! Nie powinienem się przyznawać, ale sam się do niego zgłosiłem. Poszedłem na casting i udało się. Chciałem pokazać się z zupełnie innej strony. Udowodnić, że potrafię uruchamiać różne i ciekawe silniki aktorskie. Sam też wiele się nauczyłem i odkryłem sposoby na wchodzenie w postaci. Jestem bardziej uruchomiony, pobudzony na scenie. Trochę nauczyłem się śpiewać. 

Trochę? Ja mam wrażenie, że dzięki programowi pokazałeś się też z tej innej strony... wokalnej. 

Moją siłą nie był wokal, tylko tworzenie postaci. Czymś się trzeba obronić (śmiech). Dla mnie zawsze najważniejsze było to, żeby ludzie dobrze się bawili, na tym polega program rozrywkowy. Myślę, że dużo przyjemności i uśmiechu włożyłem w swój udział i myślę, że publiczność to odczytała. Nawet gdybym wcielił się w Behemota, to puszczaliby mnie na jasełkach, bo byłbym jego optymistyczną wersją (śmiech). 

I nawet przez chwilę nie myślałeś o tym, by pójść tą wokalną ścieżką? 

Wiesz, ja mam ten problem, że nie wiem, czego chce. Po prostu dorzucam w kosmos myśli i one się wizualizują. Przede wszystkim jestem aktorem i gram w teatrze. 

I w serialu. Ostatnio w poukładanym życiu Twojego bohatera dzieją się pewne zawirowania… A co słychać u Ciebie prywatnie? Jesteś dość tajemniczą postacią.

Jestem normalnym gościem, który po domu chodzi w rozciągniętych dresach. Taki chłopak z sąsiedztwa. Mam scenę, by się na niej bawić i wyżyć. Dom jest azylem. Żyjemy niestety w czasach, gdzie ludzie dokonują pewnej kreacji i tą prywatną stroną chcą zadziwić świat. Doszedłem do wniosku, że ja nikogo nie zaskoczę bo jestem... nieciekawy (śmiech). Ale przynajmniej będę interesujący na scenie. Nie wiem, co musiałbym zrobić, by zwrócić na siebie uwagę. To puste. Nie istnieję też w mediach społecznościowych. Nie mam Facebooka, a Instagrama założyłem niedawno i zupełnie się na tym nie znam. Może sam sobie tym szkodzę, bo teraz liczba obserwatorów jest wyznacznikiem popularności. 

Show-biznes nie jest Twoim światem.

Te wszystkie ścianki, czerwone dywany… Nie mam na to czasu. 

Rola Kamila Hoffera w serialu ,,Na Wspólnej” przyniosła Ci ogromną popularność... Wcielasz się w nią już od 16 lat. To dość spektakularny wynik. Nie myślałeś o zmianie?

Skąd! Serial pomaga mi realizować się w zupełnie innych aspektach. To wspaniała i trudna sprawa. Dla mnie była i jest ogromną pracą i szkołą przetrwania. Nigdzie nie nauczyłbym się tyle, co na planie serialu. Gramy kilkanaście scen dziennie, jest dużo tekstu i trzeba być elastycznym. Poza tym, nie ukrywajmy, jest stałym źródłem dochodu. Liczą się też ludzie. Przez lata stworzyliśmy cudowną serialową rodzinę. Każda moja praca była w pewnym sensie laboratorium. ,,Twoja twarz brzmi znajomo” była dla mnie laboratorium różnych technik wejścia w postać. A poza tym… W tym zawodzie trzeba mieć bardzo dużo pokory. W ten sposób podszedłem do swojego udziału w programie. Nie nastawiałem się na to, że koniecznie musze go wygrać. Nastawiałem się na dobrą zabawę i naukę. Czasami lepiej odpuścić, rzucić myśl i wtedy wszystko samo przychodzi. Tak jest we wszystkich sferach naszego życia. 

Jesteś rzeczywiście takim lekkoduchem? 

Pewnie. Czego mamy się bać i czym się przejmować? Strach jest największym demonem, a najlepszym egzorcyzmem śmiech. Gdyby ludzie szli przez ten świat uśmiechem i dobrem, wszystkim nam żyłoby się lepiej. 

Podobno wolny czas lubisz spędzać na łonie natury? Uciekniesz na wieś po finale, by zregenerować siły i odpocząć po ostatnich wydarzeniach? 

Mieszkałem trzydzieści lat w Warszawie. Pięć lat temu wraz z żoną i dziećmi wyprowadziliśmy się pod Opole. Moja żona stamtąd pochodzi. Jest cudownie! Mamy dom, mieszkamy obok lasu... 

Uprawiacie owoce, warzywa?

Nie, mamy niedużą działkę z ogródkiem. Dzieciaki mają gdzie hasać. Jest świeże powietrze. Prowadzimy też takie życie - slow life. 

To teraz bardzo modne. 

Ja to już od dawna robię, tylko nie było jeszcze zdefiniowane! (śmiech) Jedynym minusem są dojazdy. Większość życia spędzasz w Pendolino. Zawsze szukam pozytywnych aspektów, bo w tym czasie mogę spokojnie popracować nad tekstami. Zostawiam też niestety wszystko na barkach mojej żony. Bardzo tęsknię za nią i dziećmi. Wiesz, wyjechałem w styczniu, spędziłem w domu święta i wracam dopiero teraz. Próby, przedstawienia wyjazdowe, non stop byłem w Warszawie. Na szczęście w domu zupełnie się do tego odcinam. 

Twoja żona to prawdziwy anioł! Jeszcze nie wypędziła Cię z domu. 

Moja żona mnie bardzo kocha! Jest wspaniałą, wyrozumiałą kobietą. 

Trochę czasu zajęło Ci, by wejść na tą aktorką ścieżkę. Zacząłeś od politologii.

Cały czas usilnie starałem się nie być aktorem, ale gwiazdy chciały inaczej. Mam w życiu wiele zainteresowań. Miotałem się, wybierałem, nie wiedziałem na co pójść. Dlatego potem była sztuka operatorska, produkcja filmowa, dziennikarstwo. Na ekranie debiutowałem w filmie ,,Pornografia” Jana Jakuba Kolskiego. Lepszego początku nie mogłem sobie wyobrazić.

Twój tata jest aktorem. Od dziecka wychowywałeś się w środowisku artystycznym. Nie odwodził Cię od zawodu? 

Oczywiście. Pamiętam te lata 90-te, które były przełomowym, trudnym momentem. A szczególnie dla aktorów - taka ostatnia grupa w łańcuchu pokarmowym. Zawsze mówił: “Kazik, nie wchodź w aktorstwo”. 

Chciałbyś, żeby Twoje dzieci w przyszłości poszły w Twoje ślady? 

Daję im wolną przestrzeń. Jeśli będą chciały pójść na studia, to na nie pójdą. Jeśli będą czuli, że bycie hydraulikiem będzie spełnieniem ich marzeń, to niech to robią. Nie zawsze tak jest, że jesteśmy szczęśliwi będąc dyrektorem banku. Narzucamy sobie nieprawdopodobne tempo, żyjemy szybko, zarabiamy pieniądze i potem je wydajemy, by się leczyć (śmiech). 

Co dalej po programie? Z tego co słyszałam na Twojej drodze stają kolejne zawodowe wyzwania. 

Jestem w trakcie prób do nowej sztuki wspaniałego reżysera, Olafa Lubaszenki w teatrze Capitol. Mamy podobne formy karmiczne, energetyczne. Teatr dla każdego aktora to ważna zawodowa ścieżka. Mam na swoim koncie kilka przedstawień teatralnych i ta nowa rola jest dla mnie kolejnym wspaniałym doświadczeniem i szansą. 

Twoje największe aktorskie marzenie jest jeszcze przed Tobą. 

Wiesz, że… nie mam takiego? Nie wiem, czy nadal to czuję. Dobrze to wykonuję, lubię bawić się tym zawodem i mam ogromne szczęście zarabiać tak pieniądze, a to nie jest łatwa ścieżka. Tutaj cały czas musisz udowadniać, że jesteś świetny. Mam zupełnie inne marzenia w życiu np. latanie samolotem. I gdybym został pilotem liniowym też czułbym się spełniony. Ale po programie zaczynam się zastanawiać jakie myśli wysyłam w kosmos i o czym marzę, bo wracają do mnie  z siłą bomby atomowej.  

Kazik Mazur, Kazimierz Mazur
Fot. Materiały promocyjne

Kazik Mazur, Kazimierz Mazur
Fot. Materiały promocyjne

Kazik Mazur, Kazimierz Mazur
Fot. Materiały promocyjne

Kazik Mazur, Kazimierz Mazur
Fot. Materiały promocyjne

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

I zwycięzca @twojatwarzbrzmiznajomo XI na bis #twojatwarzbrzmiznajomo #ttbz #ttbz11 #winner @kazik_mazur

Post udostępniony przez Twoja Twarz Brzmi Znajomo (@twojatwarzbrzmiznajomo)

Wideo

Piękni, szczęśliwi, zakochani. Tak Karol i Małgorzata Strasburgerowie pozowali w sesji dla VIVY!  

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

JULIA KUCZYŃSKA „MAFFASHION” – Influencerka, ikona stylu, bizneswoman. Teraz przyszedł czas na nowy rozdział w jej życiu. ZBIGNIEW ZAMACHOWSKI w dniu 60. urodzin wyjawia „całą” prawdę o karierze i swoich pryncypiach. MODA W WIELKIM MIEŚCIE – Czy Carrie i jej przyjaciółki z serialu „Seks w wielkim mieście” zrezygnują z designerskich strojów, zobaczymy w sequelu „And Just Like That”. KRYSTYNA KOFTA – Nagła choroba spadła na nią jak grom z jasnego nieba. Jak wyglada teraz jej życie? W cyklu EXTRA: Co się stanie z milionami Afganek w kraju, gdzie wciąż kamienuje się kobiety?