Katarzyna Zielińska, VIVA! sierpień 2016
Fot. Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO
TYLKO U NAS!

Katarzyna Zielińska: „Mam wielki apetyt na życie” 

Aktorka opowiada o rodzinie i zawodowych wyzwaniach!

Beata Nowicka 20 maja 2019 08:45
Katarzyna Zielińska, VIVA! sierpień 2016
Fot. Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

Jest jedną z najbardziej popularnych i lubianych polskich aktorek i mamą dwóch małych synków: półtorarocznego Aleksandra i cztero i pół letniego Henryka. W domu - jak sama mówi- jest na 100% mamą, w teatrze i na planie filmowym jest na 100% aktorką. Specjalnie dla Viva.pl Katarzyna Zielińska opowiada o swoim rodzinnym życiu.

- Siedzimy w kawiarni obok Teatru Komedia, żeby się ze mną spotkać urwałaś się w przerwie między próbami. Jak ja tu, w domu czekają na Ciebie synkowie: półtora roczny Aleksander i cztero i pół letni Henryk. Czujesz się bardziej mamą czy bardziej aktorką?

Katarzyna Zielińska: W domu jestem mamą na 100%, w teatrze albo na planie filmowym jestem na 100% aktorką. Staram się tak wybierać propozycje, by móc bez problemu łączyć jedno z drugim, ale priorytetem zawsze będzie dla mnie rodzina. Dla niej zawsze muszę mieć czas, by zjeść wspólne śniadanie, pójść na spacer, na rower, przytulić ich wieczorem do snu – to są te małe, ale bardzo istotne dla mnie rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie dnia. Dzisiaj wstałam wcześniej i o siódmej rano robiłam gofry, moje chłopaki były przeszczęśliwe. Jestem w takim momencie życia, że mam w sobie wielki power i apetyt na życie.

- Właśnie widzę, skąd Ty go czerpiesz?!

Z życia, z każdego dnia! Nie mam się tak naprawdę czym smucić. Oczywiście zdarzają się gorsze dni, ale przede wszystkim jestem zdrowa, moi bliscy są zdrowi, co jest szalenie ważne i mam szczęśliwą rodzinę, co jest najważniejsze na świecie. Żadnej z tych rzeczy nie kupisz, a to one dają mi tę ogromną siłę, resztę można sobie w życiu jakoś wychodzić, wypracować, poukładać.

- To prawda. Walczyłaś sama ze sobą kiedy wrócić do grania, kiedy wypada?

Trochę bałam się, co będzie jak wrócę do pracy, ale życie samo pięknie się układa. Kiedy patrzyłam na moje smyki, trzymałam je w ramionach, czułam wewnętrzną pewność, że wszystko jakoś się ułoży. Marzena Rogalska nauczyła mnie spokojnego podejścia do życia. Zawsze mi powtarzała: „Wszystko ma swój czas, wszystko się ułoży. Jedziesz na wakacje, jedź na spokojnie, wyłącz telefon, poczekają na ciebie aż wrócisz”. Człowiek musi mieć wolną głową, bo tylko wtedy potrafi cieszyć się tym, co ma. Obiecałam sobie, że już nie będę się stresować i martwić na zapas. Trzymam się tej swojej zasady od kilku i jest mi z tym bardzo dobrze.

- Kiedy bardziej tęskniłaś za graniem, jak urodził się Henio się czy Aleksander?

Za każdym razem było mi ciężko. Po urodzeniu Heńka musiałam dość szybko wrócić na plan „Listów do M” 2 i byłam rozdarta, bo niełatwo było zostawiać takiego malucha, ale z drugiej strony kocham swoją pracę i daje mi niesamowitą radość i satysfakcję, więc nie chciałam z niej rezygnować. Często rozmawiamy o tym z Gośką Sochą, obie chcemy być mamą na 300% więc zawsze będziemy miały w sobie to wahanie, co robić? Ta wewnętrzna walka towarzyszy każdej mamie: powinnam iść do kosmetyczki czy nie, mogę iść na kawę z przyjaciółką czy nie, powinnam grać wieczorami w teatrze czy nie grać? Najważniejsze to znaleźć w tym wszystkim równowagę, bo wiele rzeczy można ze sobą pogodzić – być super mamą i spełnioną kobietą, która pamięta też o swoich potrzebach.

- Ty dużo grasz w teatrze.

Na początku tego roku premierę miał mój spektakl „Nowy Jork. Prohibicja” w Teatrze Roma. Produkcja tego spektaklu była jednym z moich wielkich teatralnych marzeń, dlatego ogromnie się cieszę, że spektakl otrzymał tyle świetnych recenzji i został tak wspaniale przyjęty przez publiczność. Mój kalendarz faktycznie jest wypełniony w ostatnim czasie spektaklami, ale mimo, że tyle gram, a może właśnie dzięki temu (śmiech) po spektaklu jestem w sekundę spakowana i wszyscy się śmieją, że nikt mnie nie prześcignie w szybkości dojeżdżania do domu. Moi synkowie o tym wiedzą i czekają na mnie, mamy to perfekcyjnie przećwiczone. Oczywiście, młodszy czasami już zaśnie, ale wie, że nawet kiedy będzie już smacznie spał, mama wciśnie się między szczebelkami do jego małego łóżeczka i go przytuli. Starszy Heniek zawsze czeka na nasze wieczorne rytuały.

- Jakie?

Czytanie książek, opowiadanie o tym, co ciekawego wydarzyło się w ciągu dnia, czasem robię szybko jakieś naleśniki czy gofry i wtedy mamy dziesięć minut na oglądanie starych bajek, teraz jesteśmy na etapie „Akademii Pana Kleksa”. Trzymamy się tych zwyczajów, bo sprawiają nam wielką radość. Kiedy coś mi się przedłuża w teatrze, bo na przykład po spektaklu przychodzą goście, mój mąż wie, że musi wtedy opowiedzieć wymyśloną przez nas baję o Arturze Szczurze i w ten sposób przedłużyć moment oczekiwania na mamę. Wszystko wyliczyłam co do minuty, nawet auto mam zaparkowane blisko wyjścia, żeby nie tracić czasu (śmiech).

- Jesteś niesamowita.

Nie wyobrażam sobie życia bez mojej rodziny, a jednocześnie czerpię ogromną radość z grania spektakli i Heniek to wie. Ma dopiero cztery latka, ale już rozumie, że mama wróci z przedstawienia pozytywnie zmęczona, bo praca daje mi radość. Poza tym, kiedy o godzinie 18 ja wychodzę do teatru, Henio spędza czas z tatą.

- Życie dziewczyn, które grasz jest zupełnie oderwane od Twojego realnego świata.

To prawda, ale uwielbiam wchodzić w ich życie, bo wtedy odciążam głowę ze wszystkich swoich prawdziwych kłopotów. Najbardziej lubię Adele ze spektaklu „Nowy Jork. Prohibicja”, dziewczynę, która przyjeżdża do wielkiego miasta z wielkimi marzeniami ale na początku nowej drogi ktoś podcina jej skrzydła. Kocham też cwaniarę z „Komedii o napadzie na bank”, która kombinuje jak zdobyć pieniądze. Teraz przygotowuję się do nowej roli i ta bohaterka jest chyba najbardziej ode mnie odległa emocjonalnie. Ja jestem osobą, która uwielbia mieć wszystko poukładane, uporządkowane, przemyślane i zapisane w kalendarzu. Melisa jest tak radosna i wyluzowana jak jej imię, kiedy napijesz się naparu z melisy też ogarnia cię spokój i zen (śmiech). W lipcu, w Teatrze Komedia będzie można zobaczyć pierwsze przedpremierowe spektakle.

- Razem z Weroniką Rosati i Julią Wieniawą zagrałaś też główną rolę w serialu „Zawsze warto”. Dobry tytuł.

Premiera serialu jesienią w Telewizji Polsat, a już za trzy tygodnie zaczynamy drugą serię. Produkcja wie, że zarówno ja jak i Weronika mamy malutkie dzieci - między Aleksandrem a Elizabeth jest dzień różnicy – więc mają świadomość, że te dzieci czasami towarzyszą nam na planie. Zresztą na planie mamy bardzo fajne warunki. Nie jestem z tych matek, które uważają, że dziecko musi im towarzyszyć cały czas. Mój Aleś jest bardzo pogodny, nazywamy go „dziecko Budda”, które jest radosne i wyluzowane, ale uwielbia mieć wokół siebie trawę, drzewa, kwiatki, ptaszki, pieski...Więc mamy rodzinny układ, że Aleś jest ze mną i nianią na planie tylko jakiś czas, żeby się nie męczył.

- Jaka jest Dorota, Twoja bohaterka z „Zawsze warto”?

Jest bardzo mądrą, ale nie do końca spełnioną kobietą, która przeszła amputację piersi. To ciekawie napisana postać. Nosi w sobie duże rozgoryczenie, a jednocześnie ma wielki życiowy power i jest wspaniałą matką, poświęca się tylko i wyłącznie dzieciom, rezygnując ze swoich marzeń zawodowych. I tego zupełnie nie rozumiem.

- Tak myślałam. Nie wyobrażam sobie Ciebie w takiej sytuacji.

Poruszam ten temat często na swoim Instagramie, gdzie piszą do mnie bardzo fajne młode matki, które czasami są trochę zagubione. Piszą na przykład: „Jak pani mogła wyjechać sama z mężem na wakacje zostawiając dzieci?!”. Ja im odpowiadam: „Zostawiłam dzieci dziadkom, którym taki czas z wnukami po prostu się należy. Ja też chcę być kiedyś babcią, której moi synowie powierzą swoje dzieci i to będzie tylko mój czas z wnukami”. Poza tym ja też czasami muszę odpocząć. Potrzebuję tego czasu, kiedy jesteśmy tylko we dwoje. Czasami musimy porozmawiać o naszych sprawach, na które na co dzień nie ma ani chwili. Tego akurat nauczyłam się od męża. Piszę też: „Dziewczyny, to że wyjdziecie na pół dnia na masaż czy do kosmetyczki nie jest zbrodnią. Naprawdę dziecku nic złego się nie stanie, gdy zostanie na kilka godzin bez mamy, pod opieką innej osoby.

- Kiedy dostajesz propozycje zawodowe z kim je najpierw omawiasz?

Najpierw „rozmawiam ze sobą”, ale drugą osobą jest Wojtek. Bardzo szanuje moje wybory, ale często ma trafne spostrzeżenia dotyczące tego, czy powinnam coś przyjąć czy odrzucić. Absolutnie nie uzależniam swoich decyzji od jego zdania, ale zawsze go słucham. Lubię wiedzieć co on ma na ten temat do powiedzenia. Sama często miewam wątpliwości: „Może jednak tego nie wezmę, bo pochłonie mi to za dużo czasu” i zdarza się, że Wojtek mówi : „Weź, poradzimy sobie. Pamiętaj, że nie liczy się ilość czasu spędzanego z dziećmi, tylko jakość”. Teraz zastanawiam się nad dwoma nowymi spektaklami, ale mierzę siły na zamiary. Poza tym, przede mną pracowite wakacje na planie serialu, więc w tym roku odpoczywamy dopiero we wrześniu.

- Na Instagramie widziałam Twoje zdjęcia jak wybierasz kwiaty do nowego ogrodu.

Stworzyłam go z pomocą wspaniałego ogrodnika Pana Tadzia i powstał ogród z moich marzeń. Jest idealny! Mam niewykończony dom, ale ogród wygląda tak, jakby rósł już dziesięć lat. Jeżdżę tam z rodziną na pikniki: rozkładamy koc, przywożę upieczone przeze mnie ciasto, napoje. Tam siedzimy, czytamy książki, rozmawiamy, bawimy się, skaczemy po trawie, bawimy się patykami i kamieniami, to są najcudowniejsze zabawy na świecie. Staram się bardzo aktywnie spędzać czas z dziećmi. Czerpiemy radość z jazdy rowerem, na hulajnodze, z zabawy w piaskownicy, wspólnego spaceru. Uwielbiam to. Sama jestem człowiekiem natury, jako dziecko każdy wolny czas spędzałam na dworze.

- Co jest dla Ciebie azylem?

Lubię po próbie pójść na pół godziny do kawiarnia i wypić w samotności kawę. To jest taka chwila tylko dla mnie, żeby poukładać sobie różne rzeczy w głowie. Obserwuję wtedy ludzi, piję kawę i nabieram dystansu. Ale moim prawdziwym azylem są podróże. Muszę mieć zaplanowane dwie- trzy podróże w roku, wokół których potem krążę myślami. To są moje „odjazdy”. Co najmniej raz wyjeżdżamy tylko we dwoje, ja i mąż. 

Katarzyna Zielińska, VIVA! wrzesień 2011
Fot. Piotr Porębski/METALUNA

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Flower power #girl #mysia3

Post udostępniony przez Katarzyna Zielińska (@katarzynazielinska)

Wideo

Trendy na wiosnę 2021. Najmodniejsze makijaże na wiosnę 2021.

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

URSZULA DUDZIAK i MIKA URBANIAK osobista rozmowa dwóch niezwykłych artystek – matki i córki. ANNA PUŚLECKA mówi, że jej życie to nie tylko walka z rakiem. Polskie olimpijki: WALASIEWICZÓWNA, KONOPACKA, SZEWIŃSKA, KŁOBUKOWSKA… walczyły z rywalkami i z uprzedzeniami! Córka Ewy Błaszczyk MARIANNA JANCZARSKA: „Ola na zawsze jest częścią mojego życia”. EDYTA i MARCIN SAPETOWIE tworzą rodzinę dla dzieci z bagażem trudnych doświadczeń i chorób. Tumai – raj dla zawiedzionych kenijskich kobiet. Konkurs VIVA! PHOTO AWARDS rozstrzygnięty!