Kasia Skrzynecka, Katarzyna Skrzynecka, Viva! 22/2019
Fot. Piotr Porębski
TYLKO U NAS!

Katarzyna Skrzynecka o błędach młodości...

„Obrywałam, wiecznie ktoś jeździł na moich plecach. Dużo ludzi zdążyło mnie nadgryźć”

Redakcja VIVA! 10 listopada 2019 07:59
Kasia Skrzynecka, Katarzyna Skrzynecka, Viva! 22/2019
Fot. Piotr Porębski

 Z ogromnym poczuciem humoru Katarzyna Skrzynecka opowiada Beacie Nowickiej o walce z pokusami, przywiązaniu do befsztyka, ofiarach chirurgii estetycznej, powrotach do domu o piątej nad ranem, córeczce Alikii i tęsknocie za mężem. Co powiedziałaby sobie sprzed lat - dwudziestokilkuletniej dziewczynie?

Stałaś się wzorem dla wielu kobiet, zresztą wiesz o tym, bo piszą do Ciebie na Facebooku i Instagramie.

Nie odczuwałam potrzeby robienia medialnej szopki ze swojej diety. Nie wstawiałam postów na Instagramie typu: „Zaczynam wyzwanie! Kibicujcie mi wszyscy!” i codzienne relacje. Przeciwnie, najpierw przebrnęłam przez pierwszych pięć tygodni, sprawdziłam efekt na wadze i okazało się, że w zaskakująco dla mnie sprawny sposób udało się zredukować 10 kilogramów. Dopiero wtedy napisałam krótki post: „Wzięłam się za siebie. Minus 10 kilogramów! Cieszę się. Detoks wegański działa, mój plan zakłada minus 20”. Tyle. Po prostu opublikowałam kolaż zdjęć, na którym było mnóstwo rozmaitych kompozycji warzywnych, które mi towarzyszą od dwóch miesięcy, a pośrodku moja, faktycznie już lepsza, sylwetka. I wtedy bardzo dużo pań zaczęło do mnie pisać. Głównie panie między trzydziestką a sześćdziesiątką, bardzo fajne babeczki. Najpierw wiele z nich pisało: „Pani Kasiu, dała pani dobry przykład, czyli jednak można. Warto się zawziąć i zmotywować, ja też próbuję”. A teraz, kiedy minęło kilka kolejnych tygodni, przysyłają mi swoje zdjęcia i donoszą: „Pani Kasiu, udało mi się zrzucić osiem kilo, dziękuję!”. Fajnie, że kogoś zainspirowałam, miło, że choć paru osobom przyniosłam coś dobrego.

Goście na Twoim Instagramie proszą o przepisy. Odpisałaś, że nie masz prawa nikomu doradzać, gdy nie jesteś zawodowym dietetykiem.

Żyjemy w epoce magicznej mocy social mediów. Młode pokolenie coraz mniej żyje w realu, a swój wizerunek może dowolnie kreować w social mediach, tworząc siebie, jakim pragnie być widzianym. Retusz zdjęć, wirtualne kreowanie swojego ego, „tuning” osobowości i chwalenie się sukcesami, których w realnej wersji naszego życia może brak. Można dowolnie budować tę wydmuszkę, aż pęknie w konfrontacji z rzeczywistością. Ja używam Facebooka i Instagramu głównie do promowania mojej pracy: koncertów, spektakli, filmów, programu „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, w którym z radością juroruję. Czasem zamieszczam żart lub zabawny post, czasem zdjęcia z ciekawych podróży z rodziną. Czasem prośbę o wsparcie dla akcji dobroczynnej, na czyjeś leczenie lub ratowanie życia… Ale nie relacjonuję na co dzień i nie otagowuję wszystkiego, w co się ubieram, co jem, czym się smaruję, choć wiem, że nowa życiowa rola tak zwanych influencerów pozwala ludziom na zyskanie ogromnej popularności i dobrego reklamowego zarobku. Jakoś nie potrafię wyznaczać miary własnej wartości stopniem klikalności (śmiech). Niestety, KLIKALNOŚĆ otwiera w tych czasach wiele bram zawodowych. Trzeba to uszanować i umieć się do tego adaptować. Byle z rozsądkiem.

(...)

Zapamiętam to. Zaczęłyśmy rozmowę od komplementów zachwyconych fanów. Ciekawa jestem, jak Ty siebie oceniasz?

Myślę, że jestem uczciwa i obiektywna wobec samej siebie. Nigdy nie ukrywałam swojego wieku. Mam 48 lat, nie robię z tego problemu. W każdym wieku można zaleźć dobre strony. Nie ma we mnie amoku, że skoro jestem osobą pracującą na ekranie telewizyjnym czy filmowym, to muszę koniecznie zachować wieczną młodość. W związku z czym nie robię żadnych operacji plastycznych. Jeszcze nigdy niczego nie zrobiłam sobie „w twarz”.

Należysz to elitarnej grupy wyjątków, wiesz o tym?

Wiem, choć mam kilka koleżanek w branży, które nie robią operacji plastycznych, po prostu dbają o siebie i wyglądają świetnie. Pamiętam, kiedyś przechodziłam obok empiku i w witrynie były trzy prestiżowe polskie magazyny. Na okładce każdego z nich znana gwiazda. Jedna w okolicach pięćdziesiątki, druga czterdziestki, trzecia miała 30 lat. Wszystkie – przypuszczam, że korzystały z tej samej kliniki chirurgii i medycyny estetycznej – wyglądały identycznie. Jak klony. Każda jest piękną kobietą, każda w swojej dziedzinie osiąga wielkie sukcesy, ale ja widziałam trzy identyczne lalki w różnych fryzurach. Stwierdziłam, że nie chcę dołączyć do tej gablotki silikonowych ust, zwężonych nosów i identycznie ostrzykniętych policzków. Każdy robi, co lubi…

(...)

Co byś dzisiaj powiedziała tej ślicznej dwudziestokilkuletniej dziewczynie, którą pamiętam z wielu okładek?

Gadaj mniej, z większym dystansem, nie ufaj ludziom. Nie opowiadaj każdemu swojego życia i nie dziel się swoim sercem, bo wielu ludzi wykorzysta to przeciwko tobie. Ja się tego nauczyłam bardzo późno. Przez lata, jak ten naiwniak, z sercem na wierzchu, co w myśli, to na języku, mówiłam o swoich opiniach, uczuciach, marzeniach i nie mając bezpiecznego klosza, obrywałam po dupie, wiecznie ktoś jeździł na moich plecach. Dużo ludzi zdążyło nadgryźć mnie po drodze. W pewnym momencie trzeba powiedzieć – pas. Nauczyłam się tego parę lat temu i czuję się z tym bardzo szczęśliwa. Pilnuję swojej twierdzy z moją rodziną, z gronem najbliższych przyjaciół, z którymi spędzamy wakacje, wspieramy się zawodowo i ciągniemy w górę. Jest mi dobrze. 

Kasia Skrzynecka, Katarzyna Skrzynecka, Viva! 22/2019
Fot. Piotr Porębski

Kasia Skrzynecka, Katarzyna Skrzynecka, Viva! 22/2019
Fot. Piotr Porębski

 

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Napisałam tę książkę po to, żeby oczyścić siebie dla dzieci. Żeby nie mieć już bagażu”, mówi w poruszającym wywiadzie wybitna pływaczka, OTYLIA JĘDRZEJCZAK. Były mąż Anji Rubik, SASHA KNEZEVIC, rozpoczął nowe życie – jako tata i jako… artysta. DEMI MOORE odkrywa mroczne strony swojego życia. Ile zostało z buntowniczki w MAŁGORZACIE OSTROWSKIEJ?