Katarzyna Stankiewicz
Fot. East News
kultura

Koncert jak orgazm! Kasia Stankiewicz powraca z Varius Manx!

Co mówi o płycie „ENT” i dlaczego śni się jej Janusz Głowacki?

Roman Praszyński 18 kwietnia 2018 08:03
Katarzyna Stankiewicz
Fot. East News

Wielki powrót! Kasia Stankiewicz 21 lat temu odeszła od Varius Manx u szczyty ich kariery. Dwa lata temu spotkali się znowu. Publiczność ich pokochała. Teraz wydają nowy album ENT. Nazwa wzięta z Tolkiena. Nowy album po siedmioletniej przerwie. Zespół powraca w najlepszej możliwej kondycji i zabiera słuchaczy prosto do serca lasu. To powrót niezwykły, bo dojrzały i odpowiedzialny. To nie tylko nowy album zespołu ale owoc wspólnej pracy ludzi, którzy odważyli się wejść do tej samej rzeki - a to zdarza się niezwykle rzadko. Czym żyje Kasia Stankiewicz? czy wybaczyła kolegom z zespołu? Dlaczego raz jest wesoła i przebojowa, innym razem zamyka się w skorupie, jak żółw? Przeczytaj koniecznie!

Kasia Stankiewicz opowiada o sobie, zespole o nowej płycie

„Nie miałam snu z Entem jak dotąd, ale śnić uwielbiam. To regeneracja i spotkanie z najgłębszymi zakamarkami siebie. Muszę mieć przy łóżku dyktafon i coś do pisania, bo śnią mi się melodie. Zdarza mi się nagrywać piosenkę z melodią ze snu”.

Kto namówił Panią do nagrania płyty ENT?

Miałam na nią ochotę. Dwa lata temu spotkaliśmy się ponownie z zespołem Varius Manx po ponad dwudziestu latach. Planowaliśmy zagrać tylko osiem koncertów, a okazało się, że zagraliśmy ich kilkadziesiąt. Ten kolosalny sukces, spotkanie z wielotysięczną publicznością, dodało nam wiatru w żagle. Zaczęliśmy myśleć o nowej płycie. Robert zaczął przynosić nowe kompozycje. Były tak piękne, że trudno nam było spośród kilkudziesięciu zdecydować się na kilkanaście.

Rzucaliście monetą?

Analizowaliśmy i zastanawialiśmy się, co dla tej płyty jest najlepsze. Pamiętam latem jechaliśmy na koncert przez las i Robert zapytał, co byśmy powiedzieli, gdyby płyta miała tytuł ENT. Żyłam w przekonaniu, że tytuły trzy literowe na E już dawno się skończyły. Nie wiedziałam, że Enty to ludzie- drzewa z Trylogii Tolkiena, przyjaciele lasu i Elfów. Gdy zaczęłam czytać książki o tym, jak pulsuje las, jak natura się ze sobą porozumiewa, jak czują drzewa, to wszystko okazało się tak inspirujące, że teksty powstały jeszcze na ponad miesiąc przed wejściem do studia, a to mi się jeszcze nigdy nie zdarzyło. Weszliśmy do studia z pozytywnym ładunkiem i nagraliśmy coś, co spełniło nasze oczekiwania.

Jak długo nagrywaliście?

Kilka miesięcy. Ale są płyty, nad którymi pracuje się kilka lat. Podobnie jest z tekstami. Można przy jednym tekście dłubać wiele miesięcy, a można napisać „Orła cień” w pięć minut i piosenka z tajemniczych powodów staje się przebojem.

Bo to natchnienie?

Nie wiem. Wiem, że trzeba siadać każdego dnia i pracować a wena czasami cię łagodnie lub z hukiem nawiedza.

Niedawno w męskim gronie przy ognisku śpiewaliśmy Orła cień. Okazało się, że wszyscy go znają.

Varius Manx słynie z tego, że ma piękne melodie. Ludzie którzy dorastali z zespołem, po latach już jako dorośli ludzie przychodzą na koncerty , śpiewają z nami, i mówią, że tamten czas to był najpiękniejszy okres ich życia.

Debiut z Varius Manx też był najpiękniejszym okresem Pani życia?

Znalazłabym jeszcze kilka pięknych okresów w swym życiu. Tamten czas był na pewno beztroski. Miałam 18 lat, żadnych zobowiązań, żyłam tym, co przynosiło mi życie. To był wyjątkowy czas nie tylko dla mnie jako wchodzącej w życie, młodej osoby ale także dla muzyki. Po latach 80-tych, mieliśmy do zagospodarowania dziewiczy teren, więc lata 90-te były obfite dla muzyki nie tylko ekonomicznie.

Dojrzała Pani przy chłopakach z Varius Manx?

Zaczęłam z nimi pracować jako niespełna osiemnastolatka, rozstałam się niecałe trzy lata później. Trudno mówić o dojrzałości w wieku dwudziestu lat. Te trzy lata spędziłam w busie jeżdżąc na koncerty.

Nieustanne wakacje?

Nie, praca w sztuce, praca z muzyką to nie są żadne wakacje. To też wysiłek, tak samo trudny, jak wykonywanie innych tzw. poważnych zawodów. Tutaj pracuje się na swoim wewnętrznym świecie, na własnych emocjach. Jestem przekonana, że aby coś miało moc, musi być autentyczne. A żeby było autentyczne, muszę to przeżyć. A żeby przeżyć, muszę to sprowokować. Piszę o rzeczach, których doświadczyłam, bo tylko w ten sposób jestem w stanie poruszyć innych ludzi.

Smutek, czy bardziej melancholia to jedno z podstawowych narzędzi mojej pracy

Zajrzyjmy do tekstów na płycie ENT: „Nie jestem smutna to tylko wyraz mojej twarzy”.

Smutek, czy bardziej melancholia to jedno z podstawowych narzędzi mojej pracy. Pozwalam sobie na pewien rodzaj melancholii gdyż potrzebuję tego do tworzenia. Na co dzień jestem osobą witalna i przeważnie słoneczną, ale do tworzenia potrzebuję wejść do środka i skupić się. Lubię deszcz jesienią i rzewne piosenki o niespełnionych czy znikniętych miłościach.

Kończy Pani wieczór łzą na poduszce?

Nie chodzi o płacz. To stan, w którym się wyciszam i skupiam, by móc tworzyć. Na wesołości piszę teksty, które mnie nie ruszają, więc sądzę, że innych też raczej nie będą.

A jak smutek ma się do wychowywania Pani syna?

Nie chcę rozmawiać o dziecku. To zbyt intymny wątek.

Dobrze, zapytam o Panią. Chroni Pani syna przed swoją melancholią?

Nie ma takiej potrzeby, smutek to nie ospa. Poza tym, gdybym była osobą smutną permanentnie, moglibyśmy się zastanawiać czy wszystko jest ok, a tu jednak dominuje równowaga. Zresztą gdy patrzę na tego młodego człowieka, nie wygląda na super smutnego.

Kolejny cytat: „Za oknem czai się już przywódca much”. O co chodzi?

Jak patrzy Pan na muchy, to co Pan widzi, myśli, czuje?

Mało poświęcam uwagi muchom. Odwracam wzrok, to coś obrzydliwego.

Właśnie, dajmy na to, jeśli muchy są obrzydliwe, to gdyby przyjąć, że miałyby przywódcę, zakładam, że ten przywódca byłby obrzydliwy. Mówimy o piosence Ballada, w której zwracam się do wrażliwego człowieka, który tak trochę nie odnajduję się w dzisiejszych realiach. Ma sporą wiedzę, nie wciąga makaronu nosem by być gwiazdą Instagrama, słucha, czyta, podziwia sztukę. I to jest jego piękny świat, który po wyjściu z domu miesza się z rzeczywistością, a ta nie zawsze jest taka jakbyśmy chcieli. Więc ten przywódca much był dla mnie idealnym sformułowaniem na coś, co może przerastać i na rzeczy, które dzieją się bez naszej woli i są zwyczajnie nie ładne.

ENT to płyta o miłości.

Naprawdę?

Dużo tam zwrotów typu: „Z połówek dwóch złączyć się chcę”.

Akurat tu nie chodzi o miłość. Chodziło mi o moje dwoje połówki wewnętrzne. Pierwsza żwawa, uśmiechnięta, z wiarą, że wszystko można, a druga, na szczęście występująca rzadziej, jest mięciutka jak ciało żółwia, które skrywa pod tą niby twardą skorupą, o czym zresztą śpiewam w jednej z piosenek na tej płycie. Jakby te dwie istoty się zespoiły ze sobą, to mam przeczucie, że byłoby mi łatwiej pchać kulkę życia. Ale może nie..

„Przy tobie ja zawsze śmieję się”. Przy kim Pani się śmieje?

Przy moich najukochańszych ludziach. Przy mojej rodzinie, przyjaciołach, tak się składa, że także przy ludziach, z którymi obecnie pracuję.

Wiem, że to pytanie padło milion razy, ale: „Dlaczego Pani odeszła od Varius Manx?”

To naturalne, że ludzie spotykają się na jakichś etapach życia wtedy, gdy mają coś wspólnie do zrobienia. Kiedy „wspólnie” się kończy, rozchodzą się. Nic nadzwyczajnego, naturalna kolej rzeczy.

Ale odchodząc od zespołu u szczytu popularności zabiła pani Robertowi orła, który znosi złote jaja. Co on na to?

Z Robertem, to myśmy mieli wspólny front. Emocje między mną, a resztą zespołu zrobiły się kolczaste i trzeba było podjąć jakieś decyzje. Ale nie zapominajmy, że to było ponad dwadzieścia lat temu. Dziś to inni ludzie. Ale rzeczywiście, wtedy nastąpiło zejście na ziemię.

Pani zderzyła się z ziemią na własne życzenie.

Ależ tak! Wychodzenie ze swojej strefy komfortu to dla mnie podstawa rozwoju. Moje projekty samodzielne uświadomiły mi i dały wiarę w to, że jestem twórcą, że potrafię napisać dobry tekst, że potrafię zaśpiewać ruszając emocjami, że potrafię skomponować piosenkę. A proszę mi wierzyć, nie miałam o tym pojęcia w momencie tego kolosalnego debiutu.

Dlaczego Pani wróciła do Varius Manx?

Bo miałam na to ochotę. Spotkałam się z chłopakami ponad dwa lata temu i przede wszystkim zauważyłam, że to inni ludzie, dojrzali, spokojni, można by rzecz, czarujący. Po czasie zauważyłam także, że to spotkanie jest partnerskie i że ponowne połączenie naszych potencjałów znów daje dobro.  Zapomniałam jak ekscytujące jest wyjście na scenę i granie dla tłumu, który nie rzadko śpiewa głośniej od zespołu.

Brakowało popularności?

Ależ skąd, adrenaliny. Kiedy raz wyjdziesz na scenę i poczujesz energię tłumu, jego akceptację i jeszcze wiesz, że jest to jedyna rzecz w życiu jaką potrafisz robić, a ona się podoba, to nie ma nic piękniejszego. Kiedy zespół zaczyna grać chociażby Piosenkę Księżycową czy Ruchome piaski, a publiczność zaczyna reagować euforycznie i śpiewać tak głośno, że nie słyszę siebie, to są olbrzymie emocje. Nie da się tego z niczym porównać, no może z orgazmem.

Jak długo wytrzymuje Pani bez adrenaliny?

Mam taką umiejętność, że potrafię odnaleźć się w różnych warunkach. Jeżeli coś spowodowałoby, że tego nagle nie ma, znalazłabym sobie coś innego.

I znów jeździ Pani z chłopakami z zespołu. Nie dokuczają już Pani?

Fascynujące jest to ponowne spotkanie. Wchodząc z nimi w ponowną relację, wciąż w pamięci mam to, kim byli 20 lat temu. Ten obraz nie zgadza mi się z tym , co widzę dziś, ten obraz się kruszy. To już dorośli mężczyźni, ze swoimi rodzinami, przeżyciami, klasą, spokojem i wrażliwością.

Jestem dumna z tej płyty, oddałam jej najpiękniejszą część siebie w tym momencie

Płyta ENT już na rynku. Jakie emocje?

Jestem dumna z tej płyty, oddałam jej najpiękniejszą część siebie w tym momencie. Lubię jej słuchać i czuję się jak uczeń, który napisał dobre wypracowanie i teraz nie może się doczekać kiedy pokaże je pani i dostanie piątkę. Jest coś jeszcze, tam jest bardzo dobra energia i spokój. Bo ta płyta powstała z potrzeby wspólnego tworzenia a nie z potrzeby walki o miejsce i podporządkowanie się exelowi.

Żadnych marzeń materialnych?

Tworząc, nie skupiam się na tym, kto kupi tę płytę i czy ją kupi.

Ale ma Pani jakieś przeczucia co do powodzenia?

W sztuce wierzę w prawdę, ta płyta jest prawdziwa. Nikt z nas nie miał potrzeby udowadniania, ile to potrafi zagrać dźwięków na sekundę, ona jest godna. O dobry odbiór jestem spokojna. Ale nie narzekałabym, gdyby rozeszła się jak świeże bułeczki. 

Śnią się Pani Entowie?

Nie miałam snu z Entem jak dotąd, ale śnić uwielbiam. To regeneracja i spotkanie z najgłębszymi zakamarkami siebie. Muszę mieć przy łóżku dyktafon i coś do pisania, bo śnią mi się melodie. Zdarza mi się nagrywać piosenkę z melodią ze snu. Kiedy jestem w stanie intensywnego skupiania się na pisaniu tekstów, zdarza się, że śnią mi się jakieś wyrazy, linijki tekstów, które, jeśli uda mi się wybudzić, zapisuję. Ranek bywa zaskakujący z takimi myślami zza światów.

Opowie mi Pani jakiś sen?

Przyśniła mi się fascynująca rzecz. Jestem w Hollywood na wystawnym przyjęciu. Widzę Janusza Głowackiego – to było chwilę po jego śmierci – który dokądś biegnie. Nagle w tłumie ludzi pojawia się przepiękna kobieta. Wysoka, szczupła, z talią osy, z ogromnymi, brązowo-szaro-zielonymi oczami. Lico ma blade, długie ciemne włosy i to sarnie spojrzenie. Głowacki dobiega do niej i pyta: „Przepraszam czy dała by się Pani posmakować?”. I wtedy oczywiście zadzwonił budzik. Jako miłośniczka Jego twórczości, pomyślałam, że nawet zza światów przemyca swe błyskotliwości.  

Kasia Stankiewicz
Fot. East News
Kasia Stankiewicz
Fot. East News

 

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

ANNA I TOMASZ SEKIELSCY – znany dziennikarz mówi o żonie, że jest jak… „żona mafiozo”. Dlaczego? BERENICE MARLOHE – kim by została, gdyby nie rola dziewczyny Bonda? MEGHAN i HARRY w osobistej krucjacie przeciwko brytyjskiej monarchii. REMIGIUSZ MRÓZ o tym, jak zarobił pierwszy milion, gdzie szuka natchnienia i o końcu miłości.