O TYM SIĘ MÓWI

Kamil Sipowicz: „Każdego dnia myślałem o samobójstwie

„Bez przerwy płaczę. Wszystko mi ją przypomina”

Olga Figaszewska 11 lutego 2019 11:12

Kamil Sipowicz pierwszy raz po śmierci Kory zdecydował się udzielić tak szczerego i poruszającego wywiadu. W rozmowie z Aleksandrą Pawlicką dla Newsweeka opowiedział o chorobie i śmierci Kory, a także żałobie i samobójstwie... „Bez przerwy płaczę. Wszystko mi ją przypomina”, mówi.

Kamil Sipowicz o żałobie 

Ostatnie miesiące były dla niego niezwykle trudne. Kami Sipowicz nie może pogodzić się z jej śmiercią. Po odejściu Kory wciąż czuje jej obecność. „Czy to jest duch? Energia? Nie, to coś więcej, to ma wymiar wręcz personalny. (…) Kora została spalona, ale istnieje. Nie w sensie metaforycznym, inspirującym, choć to oczywiście też, ale w sensie kontaktu z osobą. Ona ingeruje w moje życie”, mówi Aleksandrze Pawlickiej dla Newsweeka.

Kamil Sipowicz podkreśla, ze całe życie twardo stąpał po ziemi, powątpiewał. Dziś wie, że śmierć nie jest końcem wszystkiego. Rzadko mówi swoim znajomym o swoich ostatnich odczuciach. „Zdarza mi się, że siedzę w domu i nagle sam uruchamia się telewizor. Patrzę, a na ekranie ikona Kory, bo każde z nas miało własną do uruchamiania programów i włącza się serial „Maniac”. Wiem, że to brzmi jak historyjka z horroru klasy B o duchach, ale to wydarzyło się naprawdę”, dodaje. Mąż artystki uznał to za znak, pewne przesłanie i wierzy, że jeszcze się spotkają. „Inaczej nie pozostałoby nic innego jak samobój”, przyznaje. Po śmierci Kory każdego dnia myślał o samobójstwie. „(…) ale ponieważ mam też kontakt z Korą, to wiem, ze nie mogę się zabić, bo sprzeniewierzyłbym się jej woli”, mówi poruszająco.

Oczywiście artysta bierze pod uwagę, że ten stan może wynikać z euforii, która jest fazą żałoby, ale jest pewien, że jest coś innego. „Nie zacznę nagle wierzyć w anioły ani robić z Kory świętej, ale uważam, że doświadczam czegoś, o czym nie śniło się filozofom. Nazywam to moją małolitrażową merkawą. Przebudzeniem, uzdrowieniem, ochroną...”, mówi Aleksandrze Pawlickiej.

W wywiadzie podkreśla, że Kora nie przygotowywała go do tego, że w końcu odejdzie. Przed śmiercią nagrali dwie spowiedzi artystki, intymne wyznania, których Kamil Sipowicz nie jest w stanie jeszcze odsłuchać. Nie ukrywa, że tęskniła najbardziej za utraconym czasem dzieciństwa. Choroba matki, sierociniec, molestowanie... Chciała się uwolnić od tego, co naznaczyło ją na całe życie „Myślę, że byliśmy sobie tak bliscy, bo oboje byliśmy półsierotami. (…) Rodzinna historia to był nasz wspólny kod, choć ona z Krakowa, ja z Warszawy”.

„Egzamin z miłości zdałem do końca”

Choroba Kory zamieniła ich życie w piekło. Kamil Sipowicz poznał destrukcyjną potęgę raka… „Przerzut na mózg to jest koszmar, którego nie zrozumie nikt, kto nie miał z tym do czynienia”, mówi. Hospicjum nie wchodziło w grę. Lekarze i pielęgniarki byli na miejscu, przyjeżdżali do ich domu. „Na wsi miała wszystko, co kochała: zwierzęta, ogród, spokój, książki, dobre filmy, przyjaciół, którzy nas odwiedzali. Przyszedł jednak moment, gdy zaczął się ból. Kora zaczęła strasznie krzyczeć. (…) W tej chorobie człowiek wszystkiego uczy się w biegu, na żywym organizmie. Nie ze wszystkim mogłem sobie poradzić”, wspomina.

Do końca wierzył, że uda mu się ją uratować. Walczył do samego końca, nawet wtedy, gdy oznajmiła mu, że się poddaje. Rak został wykryty za późno. Kora chorowała pięć lat. By pokonać „wroga” próbowali wszystkiego. Wokalistka zyskała jeden rak życia dzięki lekowi olaparib, potem pomogła marihuana, o której legalizację wspólnie walczyli. W 2017 roku poddała się operacji. Usunięto guz z móżdżku. „Potem była coraz bardziej pobudzona. (…) denerwowałem się, że nie mogę jej pomóc. Potwornie na mnie krzyczała, ale wiedziałem, że to jest wynik choroby, ona nad tym nie panuje”, mówi w rozmowie z Newsweekiem.

Pojawiły się chwile załamania: „Potem przestała chodzić. W końcu mówić. Potem była już nieprzytomna. Puszczałem jej muzykę. Trzymaliśmy się za ręce”. Kamil Sipowicz mówi szczerze, że nie pamięta wszystkiego z tego czasu. Żył jak w malignie. „Byłem tak potwornie zmęczony, że dopiero teraz zaczyna do mnie docierać, co się wtedy działo. Dopiero teraz zaczynam rozumieć jej śmierć”, podkreśla.

„Czułem, ze wszystko odbywa się tak, jak ona by tego chciała. Czułem, że egzamin z miłości zdałem do końca. Umierała w otoczeniu najbliższych. To była niezwykła noc. Kora zmarła w nad ranem, zaraz po całkowitym zaćmieniu Księżyca. 

Wideo

Poznaj historię miłości Agnieszki Woźniak-Starak i jej męża Piotra!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Trzy kobiety, które w najnowszym serialu Polsatu „Zawsze warto” połączyło przypadkowe dramatyczne wydarzenie: Weronika Rosati, Katarzyna Zielińska i Julia Wieniawa. Edyta Geppert o pasji śpiewania i życiowych wyborach oraz Dominika Gwit i Wojciech Dunaszewski o tym, co ślub zmienił w ich życiu.