WYWIADY URODY ŻYCIA

Julia Pietrucha mówi: "W mojej głowie jest miejsce na dziecko". Czy zrezygnuje dla niego z podróżniczej pasji?

Weronika Kostyra 11 sierpnia 2016 10:20

Julia Pietrucha, Uroda Życia wrzesień 2016 NIE UŻYWAĆ PONOWNIE
Fot. Robert Baka

 

Nagrała świetną płytę i udowodniła, że wiele potrafi. Większość czasu Julia Pietrucha spędza na motocyklu, którym razem z mężem przemierzają kolejne kontynenty. Bo jest pewna, że to właśnie tam, gdzieś na końcu świata, może nauczyć się najwięcej. Czy zrezygnuje kiedyś z podróży? Co zrobi, gdy w jej życiu pojawi się dziecko, na które, jak mówi, jest już gotowa? Opowiedziała o tym w najnowszym numerze „Urody Życia”.

 

– Mówisz, że podróże są dla ciebie bardzo ważne – jak narodziła się ta pasja?
Julia Pietrucha:
Narodziła się w pracy. Jako nastolatka byłam modelką i sporo podróżowałam. W wieku 13 lat pierwszy raz byłam w Stanach Zjednoczonych, potem w Afryce Południowej, Rosji. Spodobało mi się. Ale tamto podróżowanie miało niewiele wspólnego z tym, które dziś jest tak ważną częścią mojego życia. Zamiast walizki – plecak. Zamiast wygodnego hotelowego łóżka – namiot, karimata albo nocleg pod chmurką, zamiast all inclusive – kurz i pot. Tak podróżuję od sześciu lat.

 

– A zaczęło się od…?
Julia Pietrucha:
Marzenia o takich przygodach krążyły po mojej głowie już wcześniej, ale trochę się bałam, trochę to odkładałam na nieokreśloną przyszłość. Nie było tego ostatecznego katalizatora.

 

– Partnera w niedoli?
Julia Pietrucha:
Tak. Aż sześć lat temu na węgierskim planie filmowym poznałam Jana (mąż aktorki). On też miał podobne zamiary. Chciał jechać do Azji. I tak się zaczęło.

Julia Pietrucha o dziecku

– Widzisz w swojej przyszłości na waszym motocyklu trzeciego pasażera?
Julia Pietrucha:
Zdecydowanie tak. W Azji to nawet bez kasku. Widziałam tam mamę z siódemką dzieci na jednym motocyklu. Więc miejsce jest. Nie tylko na motocyklu, w mojej głowie także.

 

– Co nie znaczy, że porzucisz plecak?
Julia Pietrucha:
O na pewno nie! Myślę, że podróżowanie to jeden z mądrzejszych sposobów na kształtowanie małego człowieka.

 

– Jesteś minimalistką?
Julia Pietrucha:
Minimalistką materialną, ale maksymalistką uczuciową. Nie potrzebuję nowej torebki. Tak już mam. Ale jak powietrza potrzebuję uczuć, doznań, miłości, ludzi.

 

Julia Pietrucha, Uroda Życia wrzesień 2016 NIE UŻYWAĆ PONOWNIE
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Julia Pietrucha, "Uroda Życia" wrzesień 2016.

 

Polecamy: „Gdy go zobaczyłam, oblałam się rumieńcem. To mi zostało do dzisiaj”. Jaki jest mąż Julii Pietruchy?

 

Julia Pietrucha o byciu sobą i potrzebie wydania własnej płyty

Dla aktorki bardzo ważna jest autentyczność, dlatego bez wahania rezygnuje z imprez na rzecz kolejnych wyjazdów:

Julia Pietrucha: Podróżować uwielbiam, a błyszczeć nie umiem. Cała filozofia. Lubię być sobą; kiedy coś mi nie leży lub nie do końca odnajduję się w jakichś sytuacjach, to w nie nie wchodzę. Czerwony dywan to nie jest mój świat, więc staram się go omijać. Podróżowanie jest dla mnie odskocznią, sposobem na zresetowanie głowy i serca. W podróży nabieram dystansu, zaglądam na chwilę w głąb siebie. I potem na tym siebie buduję. To moja siła napędowa.

 

– Myślisz, że dzisiaj ludzie cenią to, że umie się powiedzieć otwarcie: nie lubię, nie chodzę? Cenią to, że jest się od początku do końca sobą?
Julia Pietrucha:
Nie wiem, czy cenią. Ale wiem, że warto cenić. Ja cenię, bo bycie sobą jest bardzo istotne w prywatnych relacjach, na nim buduje się przyjaźń, miłość, wszystko, co w życiu najważniejsze. A nie wierzę, że można być sobą od 17 do 19, a potem zrobić sobie dwie godziny przerwy. Albo się jest prawdziwym, albo nie. Tu nie ma szarości. Otaczam się ludźmi szczerymi, którzy mają sami ze sobą kontakt. Realny kontakt. Fałsz jest dla mnie jak za ciasne buty. Uwierają, więc je zdejmuję, nie kupuję.

 

– Bez względu na koszty?
Julia Pietrucha:
Tak. Czasem trzeba przymierzyć wiele par butów, żeby znaleźć te naprawdę wygodne…

 

– To daje siłę?
Julia Pietrucha:
Podróże dają ogromną siłę. Pomyślałam, że skoro dałam radę przejechać „na pniu” sześć tysięcy kilometrów, to drzemie we mnie jakaś moc. Nie jestem tylko kruchą blondyneczką, która musi siedzieć w kącie i czekać na propozycje, mogę sama zacząć działać.

 

– Wydałaś znakomitą płytę „Parsley”, która sprzedała się natychmiast. Grasz na niej na ukulele i świetnie śpiewasz. To znaczy, że aktorstwo schodzi na drugi plan?
Julia Pietrucha:
Wokół płyty zrobiło się tyle szumu, którego kompletnie się nie spodziewałam, że nie mam nawet czasu zastanowić się, co z moim aktorstwem. Muzyka pochłonęła mnie w pełni. Na nic się nie zamykam, granie to była spora część mojego życia, dużo dały mi projekty, w których brałam udział, nie zraziłam się do tego świata na tyle, aby rezygnować. Ale w tym momencie mam coś innego na radarze i to wypełnia mój czas i myśli. Ja tę płytę nagrałam z potrzeby serca. To zawsze było moje marzenie. Najpierw swoje kompozycje wyśpiewałam bliskim. Kiedy zobaczyłam ich reakcję, ośmieliłam się i kilka piosenek wrzuciłam do internetu. Okazało się, że ludzie, którzy kompletnie mnie nie znają, czują podobnie. Że te brzmienia ich poruszają, wywołują tęsknotę albo uśmiech, przypominają o tym, co najważniejsze. I chyba dlatego zdecydowałam się tę płytę nagrać. Dla przepływu tej nienazwanej energii. Właśnie tego szukam w muzyce przede wszystkim – współodczuwania.

 

Posłuchajcie utworu "On My Own" z płyty "Parsley":

 

Polecamy: Julia Pietrucha: "Dzięki tamtej podróży mam płytę. To była ostra nauka". Dlaczego zajęła się muzyką?

 

Co jeszcze Julia Pietrucha powiedziała o swojej płycie i podróżach? Cała rozmowa w najnowszej „Urodzie Życia”. Od 8 sierpnia w kioskach.

 

Ewa Błaszczyk
Fot. Olga Majrowska

 

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MAŁGORZATA ROZENEK-MAJDAN i RADOSŁAW MAJDAN w przejmującej rozmowie o walce o dziecko, mierzonej poświęceniem, niepewnością, ale i wdzięcznością. MICHAŁ ŻEBROWSKI i EUGENIUSZ KORIN, dyrektor i reżyser Teatru 6. piętro. Czy się lubią, podziwiają i... kłócą. MARIOLA BOJARSKA FERENC Los naznaczony tragediami: wypadek mamy, walka o życie synka, rozwód, choroba męża. W cyklu EXTRA: Czy w kontekście niemieckich obozów koncentracyjnych może być mowa o modzie? – opowiada antropolożka mody Karolina Sulej. PODRÓŻ „Będziecie tam wracać”, mówi o Bieszczadach słynna podróżniczka Elżbieta Dzikowska.