Joanna Racewicz, Igor Janeczek, VIVA! 2010
Fot. Iza Grzybowska
O TYM JEST GŁOŚNO

Joanna Recewicz o walce z potworną chorobą. „Zabiera siłę i skraca oddech”

Dziennikarka wyznała, jak wyglądało jej życie po stracie ukochanego

Konrad Szczęsny 11 kwietnia 2020 06:48
Joanna Racewicz, Igor Janeczek, VIVA! 2010
Fot. Iza Grzybowska

Ta tragedia na zawsze zmieniła jej życie. Mąż Joanny Racewicz, Paweł Janeczek, zginął 10 lat temu w katastrofie smoleńskiej. Dziennikarka długo nie mogła pogodzić się z jego śmiercią. Strata wywołała u niej bardzo poważną chorobę, o której opowiedziała w najnowszym wywiadzie....

Joanna Racewicz o depresji o stracie męża

Jej ukochany był porucznikiem Biura Ochrony Rząd. Feralnego dnia leciał w samolocie TU-154, który rozbił się pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku. Strata była tym dotkliwsza, że Paweł „Janosik” Janeczek zginął tuż przed swoimi 37. urodzinami, gdy synek pary miał zaledwie dwa latka. Dla obojga była to wielka strata, która na zawsze zmieniła ich życie...

Tragedia odcisnęła na niej bolesne piętno. Joanna Racewicz zaczęła zmagać się z głęboką depresją. Dziennikarka długo walczyła z podstępną chorobą, jednak w tym niewyobrażalnie trudnym czasie pomógł jej... malutki synek, którym musiała się opiekować.

„Jest to choroba, która zabiera siłę i skraca oddech. Atakuje podstępnie i cicho. Lub spada z impetem wygłodniałego lwa. W jednym i drugim przypadku nie daje ofierze wyboru”, podkreśliła w wywiadzie dla „Na żywo”.

Zwróciła również uwagę, że stosunkowo niewiele osób potrafi zrozumieć, czym tak naprawdę jest depresja i jak wiele kosztuje osobę, która na nią cierpi.

„Im głośniej krzyczysz „nie”, tym mocniej zaciska się żelazna obręcz. Im częściej usłyszysz: „weź się w garść”, tym intensywniej czujesz, że już jesteś w garści. Potwora silniejszego niż wszystko, czego doświadczyłeś. Znam go lepiej, niż bym chciała”, przyznaje ze smutkiem dziennikarka.

I dodaje, że ma ona ogromny negatywny wpływ na relacje z najbliższymi.

„Sprawia, że kaleczysz i kąsasz. Nawej jeśli nie jest to Twoim zamiarem”, zwierza się.

Joanna Racewicz o synu i śmierci męża, Pawła Janeczka

Joanna Racewicz sięgnęła po pomoc specjalistów, przyjmowała również leki. Wiedziała, że musi walczyć: przede wszystkim dla synka Igora. 

„Ciche: „mama już nie myśl, nie płacz, chodź do mnie”, szeptane z dziecięcego łóżka, będę słyszeć zawsze. I dziękować, że był”, mówi wzruszona dziennikarka.

Z okazji 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej zamieściła również na swoim profilu w mediach społecznościowych obszerny wpis, opatrzony fotografiami z rodzinnego albumu, w którym uczciła pamięć zmarłego męża.

„10 kwietnia 2010. Dekada. 10 lat temu skończył się świat. Mój stary świat. Rano cień sylwetki na korytarzu, trzask zamykanych ostrożnie drzwi. Spokojny oddech dziecka z małego łóżeczka ze szczebelkami. Okruchy chleba na blacie, niedopita kawa. Koszula z poprzedniego dnia rzucona w biegu. Resztki dawnego życia. Wtedy - irytujące. Potem - święte. „Wrócę po osiemnastej, Kochanie” - obiecywał, gdy w piątek wrócił z pracy przed północą. Gdy szykował garnitur na następny poranek. Ciemny granat. Mogłam go opisać ze szczegółami rosyjskiemu prokuratorowi w Moskwie dwa dni później. Zobaczyłam - porwany i ubłocony. Smoleńsk był zamianą na grafiku. Rosja za Stany”, pisze poruszona Joanna Racewicz.

Następnie w bardzo osobisty sposób zwierza się, jak śmierć męża wpłynęła na obchody drugich urodzin jej synka.

„Joasia, polecę z Prezydentem do Katynia. To tylko jeden dzień. Zamienię się z M., będę mógł być na urodzinach Igora". Były 23 kwietnia. Tuż po pogrzebie Taty. Piękne, huczne, szczególne. Tylko dlatego, że przyjaciele powiedzieli: „Wszystko zorganizujemy. Tylko przyjedź”, wspomina.

Podsumowała również ostatnią dekadę: zarówno w wymiarze osobistym, jak i tym społeczno-politycznym. Nie ukrywa przy tym rozgoryczenia i żalu.

„Morze dobra. I koszmar polsko-polskiej wojny. Stygmat wyryty na czole. Na czołach. Nas wszystkich. Wdowy smoleńskie, wdowcy. Osierocone dzieci. Opuszczeni rodzice i przyjaciele. Dziesięć lat rozdrapywania ran. Dziesięć zabranych lat. I dziesięć - pamiętania o okruchach... Ważnych, jak relikwie. Jeśli to prawda, że wszystko w życiu dzieje się „po coś” - to może właśnie po to, żeby zrozumieć, że w życiu najważniejsze są okruchy codzienności. Nie wojna, zbroja i akademia ku czci. Dziesięć lat później, w Wielki Piątek, zamknięci w twierdzach własnych domów, z bliskimi, których do końca nie znamy - popatrzmy im w oczy. Głęboko. A znajdzie się w nich wszystko, za co warto kochać”, zakończyła Joanna Racewicz.  

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

10 kwietnia 2010. Dekada. 10 lat temu skończył się świat. Mój stary świat. Rano cień sylwetki na korytarzu, trzask zamykanych ostrożnie drzwi. Spokojny oddech dziecka z małego łóżeczka ze szczebelkami. Okruchy chleba na blacie, niedopita kawa. Koszula z poprzedniego dnia rzucona w biegu.. Resztki dawnego życia. Wtedy - irytujące. Potem - święte. „Wrócę po osiemnastej, Kochanie” - obiecywał, gdy w piątek wrócił z pracy przed północą. Gdy szykował garnitur na następny poranek. Ciemny granat. Mogłam go opisać ze szczegółami rosyjskiemu prokuratorowi w Moskwie dwa dni później.. Zobaczyłam - porwany i ubłocony. Cuchnący naftą. Smolensk był zamianą na grafiku. Rosja za Stany. „Joasia, polecę z Prezydentem do Katynia. To tylko jeden dzień. Zamienię się z M., będę mógł być na urodzinach Igora.” Były 23 kwietnia. Tuż po pogrzebie Taty. Piękne, huczne, szczególne. Tylko dlatego, że przyjaciele powiedzieli: „Wszystko zorganizujemy. Tylko przyjedź”. Morze dobra. I koszmar polsko-polskiej wojny. Stygmat wyryty na czole. Na czołach. Nas wszystkich. Wdowy smoleńskie, wdowcy. Osierocone dzieci. Opuszczeni rodzice i przyjaciele. Dziesięć lat rozdrapywania ran. Przymus wytłumaczenia dziecku, co znaczy „ekshumacja”. I dlaczego mama długo tego dnia nie wróci. Świt na Powązkach. Cierpiąca skóra w zakładzie medycyny sądowej. Krzyki, pochodnie, upiory. Dziesięć zabranych, ukradzionych lat. I tyle samo - pamiętania o okruchach... Ważnych, jak relikwie. Jeśli to prawda, że wszystko w życiu dzieje się „po coś” - to może właśnie po to, żeby zrozumieć, że w życiu najważniejsze są drobiny codzienności. Nie - wojna, zbroja i akademia ku czci. Zwyczajne - kocham, dziękuję, przepraszam, poproszę. Dziesięć lat później, w Wielki Piątek, wieczór tajemnicy i misterium poświęcenia, zamknięci w twierdzach własnych domów, z bliskimi, których do końca nie znamy - popatrzmy im w oczy. Głęboko. W ciszy. Bez zadr i żali. Wtedy znajdzie się w nich wszystko, za co warto kochać. Byle nie było za późno. #rocznica #10lat #tocowzyciunajwazniejsze #kocham #dziekuje #przepraszam #poprosze

Post udostępniony przez Joanna Racewicz (@joannaracewicz)

Syn Joanny Racewicz skończy niebawem 12 lat:

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Jak opanować strach, obawy, nudę, izolację... czy jest sposób na przetrwanie domowej kwarantanny, na zmierzenie się z nową rzeczywistością, której ani my - dorośli, ani dzieci - nie znamy. W której nie mamy żadnej wprawy? Wielki eksperyment... globalne „sprawdzam”... My szukamy odpowiedzi w naszej domowej mikroskali i chcemy się z Wami podzielić wątpliwościami i mądrością niesamowitej Doroty Zawadzkiej. Bądźcie z nami dziś o 18.00 na żywo ☀️☀️☀️ piszcie, z czym się zmagacie, co Was martwi, wkurza, cieszy i zastanawia. Spędźmy razem godzinę lekcyjną, 45 minut 🤗🤗 nie więcej. Możemy się spotykać nie wychodząc z domu 🥰🥰🥰 Jak mówi mój Synek - „koronaferie mają swoje zalety”... Do zobaczenia 😍😍😍 @superniania #synlepszynizmarzenie #tocowzyciunajwazniejsze #kocham #dziekuje #poprosze #zostanwdomu

Post udostępniony przez Joanna Racewicz (@joannaracewicz)

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

ANITA WERNER I MICHAŁ KOŁODZIEJCZYK Dziennikarka TVN i dyrektor redakcji Canal+ Sport. Dziennikarskie DNA połączyli, pisząc razem książkę. A wcześniej... zakochali się w sobie. WOJOWNICZKI Marsz na Wersal, „długi piątek” w Islandii, protesty w wyniku zaostrzenia prawa aborcyjnego w Polsce… Kobiety od zawsze musiały walczyć o swoje prawa. EWA WACHOWICZ – zaskakujący bilans 50-latki. PIOTR MACHALICA o dorastaniu, życiowych rebeliach, miłości i wolności. W cyklu EXTRA Słynny fotograf – Steve McCurry uchwycił w obiektywie niezwykłe relacje między zwierzętami a ludźmi.