Joanna Przetakiewicz, Viva! 5/2019
Fot. Mateusz Stankiewicz/Samesame
TYLKO U NAS!

„To już nie jest czwarte, tylko piąte dziecko”

Joanna Przetakiewicz o nowym projekcie, sile kobiet i spotkaniu z Michelle Obamą

Beata Nowicka 31 maja 2019 17:51
Joanna Przetakiewicz, Viva! 5/2019
Fot. Mateusz Stankiewicz/Samesame

Projektantka, właścicielka domu mody LaMania, przedsiębiorca, osobowość telewizyjna. Pomysłodawczyni projektu Era Nowych Kobiet. „Największym faktorem szczęścia i długiego, zdrowego życia jest przynależność do grupy. Co do tego są zgodni wszyscy naukowcy świata, i właśnie tego kobietom ogromnie brakuje. Docenienia, zauważenia, zrozumienia, wysłuchania, troski i bliskości. Satysfakcji pomagania. Każda nawet drobna wspólna inicjatywa w dobrej intencji zmienia nasz świat na lepszy”- mówi w wywiadzie z Beatą Nowicką.

Od kilku miesięcy ma Pani trzech synów i czwarte dziecko... Erę Nowych Kobiet.

Joanna Przetakiewicz: (śmiech). To już nie jest czwarte, tylko piąte dziecko. Czwarta jest La Mania. Ale rzeczywiście La Mania jest już dzieckiem odchowanym, więc nie wymaga tyle troski, natomiast Era Nowych Kobiet to niemowlę, które ma pół roku...

 ... ale znakomicie sobie radzi.

Rzeczywiście, to dziecko jest wyjątkowo ogarnięte, wyjątkowo mądre i bardzo dobrze się zapowiada.

Trzy dni temu odebrała Pani nagrodę od tygodnika Wprost dla jednej z najbardziej wpływowych kobiet. Odbierając ją, powiedziała Pani: „Czuję się kobietą wpływową wśród swoich dziewczyn ENK, organicznie, tak jak każda z nas może się czuć gdy ma na coś i kogoś prawdziwy wpływ.

Ta nagroda należy się moim cudownym i mądrym superENKom a przede wszystkim moim liderkom, których jest już siedemdziesiąt, a byłoby znacznie więcej gdybym tylko miała większy zespół. Wierzę, że gdy tylko się rozrośniemy, tak się stanie. W tej chwili pracujemy nad wieloma rzeczami: budowaniem strony internetowej, pisaniem książki o dziewczynach i ich życiu, robieniem wywiadów z nimi, spisywaniem, a przede wszystkim nagrywaniem ich historii, które będą spięte jedną złotą klamrą „nie ma sytuacji bez wyjścia". Największym faktorem szczęścia i długiego, zdrowego życia jest przynależność do grupy. Co do tego są zgodni wszyscy naukowcy świata, i właśnie tego kobietom ogromnie brakuje. Docenienia, zauważenia, zrozumienia, wysłuchania, troski i bliskości. Wspólnych inicjatyw. Obydwu obecności - offline i online. Satysfakcji pomagania, organizowania i posiadania wpływu właśnie. Na coś i na kogoś. Każda nawet drobna wspólna inicjatywa w dobrej intencji zmienia nasz świat na lepszy.

Wcześniej kobiety czuły się opuszczone, pozostawione samym sobie?

Większość z nich jest nie samotna czy zagubiona, ale tu chodzi o coś więcej. Chodzi o budowanie nowych wartościowych ciekawych relacji. Nowych przyjaźni. O wzajemne wsparcie, inspiracje i edukacje. O nowe bodźce. Średnia wieku wynosi 25-35 lat, ale ogromnie się cieszę, że przybywa dziewczyn starszych. Ostatnim trendem na naszych spotkaniach są matki z córkami. U nas tak cudownie się dzieje, że zacierają się różnice pokoleniowe i to jest symbol nowej ery. Dokładnie to samo mam ze swoimi synami. Zawsze świetnie czujemy się we wspólnym towarzystwie, ja z ich przyjaciółmi, oni z moimi. Millennialsi i kolejna generacja około pięćdziesiątki. Kiedy do nas przychodzą mamy z córkami, często zastanawiam się która to mama, a która córka.

To mi się podoba!

I żeby było jasne, nie dzięki dobrodziejstwom chirurgii estetycznej i całej medycyny anty aging, tylko dzięki temu jaki one mają sposób bycia, jak postrzegają świat, jak się zachowują. One są młode duchem, w sposobie myślenia. Pomału odchodzi w zapomnienie- choć ten proces trzeba zdecydowanie przyśpieszyć i mam nadzieję, że między innymi dzięki moim dziewczynom tak się stanie- pewien rodzaj wychowania i mitów starej ery, kiedy mamy i babcie nam powtarzały: „Nie wchodź na drzewo za wysoko, bo Pan Bóg drzewem potrząśnie", „Siedź cicho i bądź skromna, bo ludzie nie lubią, kiedy dziewczyna wychodzi przed szereg"...

... siedź w kącie, ktoś cię znajdzie.

Dokładnie, mogłybyśmy cytować wiele takich idiotycznych starych, przesądów które są krzywdzące, niesprawiedliwie i społecznie niebezpieczne. Implementują nam do głowy obawy, strach i niewiarę w siebie. Mało tego, najgorsze jest to, że powodują poczucie winy, że jeśli robimy coś dla siebie albo mamy więcej odwagi i zapału niż inni, to może znaczy, że jesteśmy aroganckie i bezczelne. To jest chore, nieprawdziwe i szkodliwe. Dlatego największą przyjemnością dla mnie jest obserwowanie, jak ta stara era odchodzi do archiwum.

Powiedziała Pani, że ten projekt ma „energię rakiety kosmicznej”.

Najbardziej zależy mi na tym, żeby „przytulać" te dziewczyny, którym się wydaje, że są zbyt przeźroczyste - jak czasami same siebie nazywają – żeby móc do nas należeć. Większość kobiet, z którymi się spotykam to dziewczyny piękne, zadbane, uśmiechnięte, w związku z tym wydaje się, że to jest grupa tych szalenie przebojowych i wybranych. Tymczasem jak na naszych spotkaniach posłucha się, co one wcześniej przeszły, co przeżyły, żeby dzisiaj być tu, gdzie są- to czasami wierzyć się nie chce. To są zupełnie różne opowieści, ale wszystkie łączy wspólny mianownik - zawsze są początkiem czegoś lepszego. Budują wiarę i nadzieje, ze nie ma sytuacji bez wyjścia.

Te historie dają poczucie ulgi, że nie jesteśmy same, że ze wszystkim można sobie poradzić.

Bo siła, która pozwala podnosić się każdej z nas jest jedna i ta sama. Trudne momenty nie są naszą słabością, liczy się tylko to, jak z nich wychodzimy. Mam trzy swoje ikony w życiu: Michelle Obamę, Jane Fondę i Oprah Winfrey. Trzy autentyczne kobiety, światowego formatu, ale nie wstydzą się mówić o swoich słabościach, o psychoterapii, o tym, ile w życiu musiały przejść, bo nie wierzyły w siebie. I pomimo, że – teoretycznie- miały świat u swoich stóp, nie były ani szczęśliwe, ani spełnione. Musiały same o to zawalczyć. Oprah Winfrey przyznała się do tego, że do 29 roku życia zawsze była w toksycznym związku i zawsze wydawało jej się, że nie zasługuje na miłość. Jane Fonda do 52 roku życia cierpiała na bulimię i anoreksję, bała się powiedzieć komukolwiek NIE, bojąc się odtrącenia. Michelle Obama mając dwa dyplomy największych amerykańskich uczelni, oraz insygnia władzy w postaci pięknego biura i luksusowego, służbowego samochodu jednej z najlepszych amerykańskich kancelarii czuła, że jej życie jest puste, że to nie jest ta droga, którą chce iść.

 Michel Obama udzieliła Pani jakiejś rady?

Tak, poradziła mi: „Pamiętaj, żeby nie mówić tylko o sile i niezłomności. O naszej kobiecej radości i optymizmie. Bardzo ważne jest rozmawianie o słabościach, które musiałyśmy przezwyciężyć. W przeciwnym razie młode dziewczyny dostają fałszywą informację, że bycie delikatnym, wrażliwym, słabym i targanym wątpliwościami jest po prostu głupie. Tymczasem my wszystkie tak myślimy, wszystkim nam się zdarzają takie chwile. Ważne jest żeby zrozumieć jak do tego doszło i co się musiało wydarzyć, żebyśmy wreszcie poczuły siłę. Od początku było dla mnie jasne, że nie chcę opierać swojego ruchu na gwiazdach tv ani na sobie. Chcę ten ruch opierać na prawdziwych historiach. Jedna z moich dziewczyn powiedziała: „Ja bardzo chętnie podzielę się z wami swoją historią, ponieważ w jednym momencie swojego życia zachorowałam na nowotwór, miałam w domu męża oprawcę i dwoje malutkich dzieci i straciłam pracę. A jednak wyszłam z tego i dzisiaj jestem tu, z wami”. To są dla mnie prawdziwe bohaterki. To jest mój cel. Chcę przybliżyć takie historie, które budują nadzieje, pokrzepienie, siłę i wiarę.

Jeździ Pani do „swoich dziewczyn" po całej Polsce?

Cały czas jeżdżę. Bez względu na to, czy jestem w dużym mieście jak Poznań, Wrocław czy Świebodzin lub Opalenica, gdzie byłam niedawno, to są magiczne, spotkania. Nigdy nie dam sobie wmówić, że kobieta kobiecie wilkiem, że my o siebie się nie troszczymy, że sobie zazdrościmy. Widzę jak wspaniałe, mądre i chętne są te dziewczyny i jaki mają do siebie stosunek.

 Co Panią najbardziej zaskoczyło?

Najbardziej zaskoczyło mnie to - i to już na pierwszym spotkaniu - że najbardziej potrzeba im wsparcia od kobiet, a najmniej tego wsparcia w swoim życiu dostały. Dlatego z tak wielką radością i entuzjazmem przyłączyły się do tego projektu. I tak często słyszę zdanie, że od teraz już nie są same.

Opowiadała Pani historię o Karlu Lagerferdzie, który powiedział Pani kiedyś: „Słucham czasami młodych projektantów, którym się wydaje, że są geniuszami. Patrzą na coś i z lekceważeniem mówią: 'To jest teraz modne?! Przecież ja już to robiłem trzy lata temu!'. Nie o to chodzi. Każdy kiedyś coś zrobił, coś powiedział, coś pomyślał. Chodzi o to, żeby trafić w moment". Z Erą Nowych Kobiet trafiła Pani chyba na TEN moment.

Dokładnie tak. To jest TEN moment. To jest moment kobiet. I on się dopiero zaczął.

Joanna Przetakiewicz, Viva! 5/2019
Fot. Mateusz Stankiewicz/Samesame

Joanna Przetakiewicz, Viva! 5/2019
Fot. Mateusz Stankiewicz/Samesame

Wideo

Zobaczcie 12 najgorętszych trendów na wiosnę 2020!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BEATA TADLA: „Obiecaliśmy sobie z Rafałem, że nie będziemy opowiadać o naszym związku w mediach. Rafał nie jest osobą publiczną”. Dlaczego SZYMON MAJEWSKI mówi o sobie: „dożywotni maminsynek”? Aneta Hickinbotham produkowała głośną „Ostatnią rodzinę”, nominowane do Oscara „Boże Ciało” i pracowała przy filmie „Troja”. Dlaczego została producentką, a nie… lekarzem? A także oscarowe zaskoczenia i karnawałowe szaleństwo w Rio.