TYLKO U NAS!

Joanna Górska poruszająco o chorobie: „Po chemii nie mogłam chodzić. Rak coś mi zabrał”

Dziennikarka wraca do zdrowia!

Olga Figaszewska 8 marca 2018 19:30
Joanna Górska
Fot. Facebook/Joanna Górska

Joanna Górska w ubiegłym roku zachorowała na raka. Nie poddała się i podjęła walkę. Niedawno zakończyła chemioterapię i przeszła poważną operację wycięcia guza. Najnowsze wyniki badań jednoznacznie potwierdziły, że dziennikarka Polsatu pokonała nowotwór! „Pani Joanno, jest całkowita odpowiedź na chemioterapię, wszystkie wycięte tkanki czyste, bez komórek nowotworowych”, poinformował Joannę Górską jej lekarz. Teraz rozpoczyna życie na nowo. W rozmowie z Krystyną Pytlakowską, dziennikarka opowiedziała o swojej walce.

Joanna Górska o chorobie, nowym życiu i planach na przyszłość

Podobno sama Pani postawiła sobie pierwszą diagnozę?

Tak, byliśmy wtedy na wakacjach. Pewnego dnia pod palcami wyczułem guzek, był pod samą skórą, bardzo płytko. Internista stwierdził wtedy: Pani jest młodą kobietą, to pewnie jakiś torbiel czy włókniak. Poza tym rak nie boli, a pani odczuwa ból. Uparłam się jednak, żeby zrobić badanie usg, które wykazało, że jednak coś się dzieje, a potem biopsja to potwierdziła.

Miałam wtedy dużo porannych dyżurów – cztery czy pięć dni z rzędu. Po powrocie do domu kładłam się spać. Budzę się i widzę w telefonie kilkanaście nieodebranych połączeń z przychodni zdrowia. Pomyślałam, że to niedobrze, bo wyniki miały być dopiero za tydzień.

Jak się przyjmuje diagnozę „rak”, jak sobie z tym poradzić?

Rozpłakałam się tak jak nigdy w życiu wcześniej nie płakałam. Świat mi się zawalił po prostu. Skuliłam się w samochodzie, jak małe zwierzątko, a łzy leciały mi bez przerwy. To był deszczowy dzień, straszna ulewa, więc nikt nie zauważył, że jakaś kobieta w samochodzie zalewa się łzami. I to był ten jeden jedyny raz, kiedy pozwoliłam sobie na taki wielki płacz.

Oczywiście płakałam potem wiele razy, ale wtedy byłam kompletnie załamana. Trzeba było jednak działać. Nie miałam czasu do stracenia, musiałam zapisać się do lekarza rodzinnego w Warszawie, bo swojego miałam w Mrągowie. Trzeba był zrobić wszystkie badania, pozałatwiać formalności, liczył się każdy dzień.

A gdy trafiłam do Centrum Onkologii , podjęto błyskawicznie decyzję: robimy biopsję grubo igłową. Trzeba sprawdzić, jaki to guz. Okazało się, że ma bardzo złą biologię i to był dla mnie następny szok. Taki rak to trudny przeciwnik.

Była Pani w stanie ze spokojem przyjmować te informacje?

Ja właściwie nie rozumiałam, co do mnie mówią, byłam kompletnie oszołomiona, za każdym razem więc mój partner zdawał pytania i notował odpowiedzi. Do dzisiaj niewiele pamiętam z tych wizyt u lekarzy. To Robert mi przekazywał co mam robić po kolei: echo serca, mammografię, rentgen klatki piersiowej itd. Ja nawet nie wiedziałam na początku o co pytać, bo czułam się jakbym dostała obuchem w głowę.

I myślała Pani o ostateczności?

Najbardziej bałam się o moje dziecko, modląc się, aby je zdążyć wychować.

Po chemii nie mogłam chodzić, byłam noszona nawet do toalety.

Ale syn ma dwanaście lat, już nie jest taki mały.

Tak, ale modliłam się, żeby dożyć do jego pełnoletności a może trochę dłużej, poznać jego żonę, doczekać się wnuków. Gdy dopada nas taka choroba, u kobiety, matki zwykle pierwsza myśl- co będzie z moim dzieckiem i druga: muszę walczyć, muszę leczyć się dla mojego syna.

I wierzyć że będzie dobrze?

Wierzyłam w to od początku, szczęśliwie zareagowałem bardzo szybko, nie zbagatelizowałam guza. Miałam więc nadzieję, że wyjdę z tej choroby. Ważne żeby być w takich sytuacjach optymistką. Ale czytałam też statystki ,według których wyleczenie tego rodzaju raka piersi często się nie udaje.

Tłumaczyłam sobie, że nie jestem statystyką tylko Joanną Górską, która znajdzie się w grupie wyleczonych pacjentek. Każda informacja o tym, że ktoś z takim rakiem żyje już rok, dwa, trzy po leczeniu, dawała mi dużo siły. Wtedy łatwiej się znosi terapię , która jest inwazyjna, ciężka , dla kobiety w szczególności.

Chemia to bardzo trudne doświadczenie.

Tak, i nie można się do niej przygotować, bo za każdym razem organizm przyjmuje ją inaczej. A w dodatku zaczynają wypadać włosy, nasz wygląd się zmienia, no i ten ból, który niełatwo wytrzymać. Po chemii nie mogłam chodzić, byłam noszona nawet do toalety.

Ale już ma Pani to za sobą.

W sumie szesnaście wlewów, ostatni bardzo przeżywałam i cieszyłam się, że to już koniec. Tak się czułam, jakbym dostała jakiś piękny prezent.

Wtedy nie wiedziała Pani, jaki będzie ostatecznym efekt.

Nie, ale czułam że chemia działa bo rak najpierw zmniejszył się o połowę, a później w ogóle przestałam go wyczuwać. Nie potrzebowałam badania usg, żeby wiedzieć, że został pokonany. A po operacji, w badaniu histopatologicznym nie wykryto już komórek rakowych. Chemia wybiła je co do jednej.

Wyrok został cofnięty.

Trudno sobie wyobrazić taką radość. Do dziś, choć minęło już kilkanaście dni od ostatecznej diagnozy, nie mogę przestać się uśmiechać. Życie stało się tak kolorowe i takie pełne pięknych niespodzianek, jakie nie było nigdy wcześniej. Gdy wiadomo, że jeszcze nie musimy się szykować na tamten świat, każdy drobiazg sprawia nam wielką radość. I nawet polubiłam te chustkę na głowie bo wiem, że odrosną mi włosy i to mocniejsze niż wcześniej.

Rak coś mi zabrał, ale i dał.

A nie lepiej nosić perukę?

Nie, perukę wkładałam tylko na specjalne okazje i do pracy, kupiłam ją jeszcze zanim powiedziałam wszystkim, że jestem chora. Koledzy myśleli, że po prostu zmieniłam fryzurę, a ja już wtedy byłam łysa. Chustka dawała mi dużo komfortu, bo nie musiałam niczego udawać. Nosząc perukę odnosiłam wrażenie, że wszystkich dookoła oszukuję.

A to przecież nie leży w Pani charakterze? Z wielką otwartością opisywała pani na Facebooku poszczególne etapy choroby.

Miałam w tym swój cel. Uważałam, że być może pomogę tym innym ludziom chorującym na raka, że dodam im sił do walki. Dostawałam mnóstwo maili z życzeniami powrotu do zdrowia i z podziękowaniami za podarowanie nadziei.

Podobno koledzy z pracy bardzo panią wspierali.

Nie było dnia, żeby ktoś mnie nie odwiedził. Ja byłam już wtedy na zwolnieniu. Moja mama dziwiła się, jak mogę znosić tylu gości w moim domu. A dla mnie te wizyty były ożywcze, życiodajne. czułam się wykluczona. Teraz już za tydzień wracam do pracy. Świat normalnieje, ale moje życie jest o wiele bogatsze niż przed chorobą. Rak coś mi zabrał, ale i dał. Dzięki niemu wiem, jak bardzo liczy się każda chwili, każdy uśmiech i każdy serdeczny gest.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska

Joanna Górska walczy z nowotworem. Jaki jest stan jej zdrowia?
Fot. Facebook/Joanna Górska

Joanna Górska walczy z nowotworem. Jaki jest stan jej zdrowia?
Fot. Facebook/Joanna Górska

Wideo

Poznaj historię miłości Agnieszki Woźniak-Starak i jej męża Piotra!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Trzy kobiety, które w najnowszym serialu Polsatu „Zawsze warto” połączyło przypadkowe dramatyczne wydarzenie: Weronika Rosati, Katarzyna Zielińska i Julia Wieniawa. Edyta Geppert o pasji śpiewania i życiowych wyborach oraz Dominika Gwit i Wojciech Dunaszewski o tym, co ślub zmienił w ich życiu.