John Belushi
Fot. AF Archive/Mary Evans Picture Library/East News
Wspomnienie

„Jeśli czegoś nie zrobię, będę martwy za rok albo dwa”. Przegrane życie Johna Belushi

„Walczyliśmy, by po prostu utrzymać go przy życiu i jakoś dokończyć pracę nad filmem"

Marta Nawacka 23 października 2021 16:58
John Belushi
Fot. AF Archive/Mary Evans Picture Library/East News

Po przekroczeniu trzydziestego roku życia był już wrakiem człowieka i jednocześnie wciąż ulubieńcem widzów. Zażywał kokainę, amfetaminę, LSD... Nie stronił też od alkoholu. Nie potrafił żyć bez używek. "Nie macie pojęcia, jak to jest być mną!", odpowiadał troszczącym się o niego przyjaciołom. John Belushi, jeden z Blues Brothers, sam wydał na siebie wyrok. Tryb życia, jaki prowadził okazał się powolnym, rozłożonym w czasie samobójstwem...

John Belushi – droga na szczyt i niespodziewana kariera

John Belushi urodził się 24 stycznia 1949 roku. Był jednym z czwórki dzieci albańskich uchodźców. W szkole musiał pożegnać się z marzeniami o futbolu (był niewysoki, miał długie włosy i był przy kości), postanowił więc, że chce rozśmieszać ludzi. Szybko okazało się, że miał do tego wielkie predyspozycje i niebywały talent. W 1971 roku trafił do komediowego klubu The Second City i znalazł się na Broadwayu. Aż przez dziesięć miesięcy nie schodził z afisza spektakl, w którym grał. Jednocześnie udało mu się załapać do jednej z nowojorskich stacji radiowych. W 1976 roku poślubił swoją szkolną miłość, Judy Jacklin. Jego show "Saturday Night Live" było najpopularniejszym satyrycznym programem w Stanach Zjednoczonych, film "Menażeria" najlepiej zarabiającą komedią, a płyta, którą nagrał z Danem Aykyardem pokryła się podwójną platyną, trafiając na pierwsze miejsce listy Billboardu. John Belushi był także zdobywcą nagrody Emmy.

Wszystko zaczęło się, gdy któregoś dnia los postawił na jego drodze Dana Aykyorda, z którym John Belushi nie tylko się zaprzyjaźnił, ale także zrobił wielką karierę. Mężczyźni poznali się w klubie 505, prowadzonym przez Dana. „To była miłość od pierwszego wejrzenia”, mówił o swojej relacji z Johnem. Mówiono o nich, że są jak Flip i Flap. John Belushi kochał rocka, a Dan Aykyord bluesa. W swojej kolekcji miał mnóstwo płyt i puszczał je przyjacielowi tak długo, aż przekonał go do tej muzyki. Tak narodzili się Blues Brothers. Dan przeprowadził się do Nowego Jorku i wtedy „bracia” stali się nierozłączni. Ich show „Saturday Night Live” zyskał ogromną popularność. Mężczyźni rozkochiwali w sobie publiczność. Zawsze eleganccy, zawsze w garniturach, wąskich krawatach i czarnych okularach. John Belushi bez trudu wcielał się w różne postaci. Jednak za sukcesem stała równie ciężka praca, wymagania ciągłej gotowości i celnych dowcipów przez całą dobę. Johna zaczęło to przerastać. Oczekiwano od niego wiele, podczas gdy on sam tak naprawdę był niepewny siebie oraz bardzo podatny na krytykę. Zaczął się wspomagać różnymi środkami, które brał raz na uspokojenie, innym razem z kolei dla pobudzenia. Sięgał po coraz większe dawki, cały czas twierdząc, że nad wszystkim panuje.

Z czasem publiczność domagała się zejścia Blues Brothers z ekranów i pojawienia na scenie. John Belushi załatwił profesjonalnych muzyków. Momentalnie znaleźli się na szczycie list przebojów. Wtedy zrezygnował z „Saturday Night Live”, co reżyser show przyjął z nieskrywaną ulgą. Wielokrotnie zresztą dyscyplinarnie zwalniał Johna, by potem ponownie go przyjmować. Mężczyzna wraz z Danem Aykyordem postanowili, że pójdą krok dalej i rozpoczną karierę filmową. John Belushi nie przewidział jednak, że przyniesie im ona aż taki sukces. „Menażeria”, trzeci i jednocześnie przełomowy film komika przyniosła 141 mln dolarów wpływów, a nakręcono ją za 2,8 mln. W tym momencie John stał się prawdziwą gwiazdą. Dan Aykyord opowiadał, jak któregoś dnia jego przyjaciel zatrzymał się samochodem przed szkołą podstawową, krzyknął „patrz na to!”, po czym zaczął pukać w okna. Momentalnie pojawiły się w nich dzieci skandujące jego imię. Spróbował tego także w męskiej toalecie. Wchodząc zażądał: „dobra, odsunąć się!”, a przebywający w środku mężczyźni faktycznie zrobili mu miejsce. Po załatwieniu swoich potrzeb „odwołał” ich z powrotem. „To było jak zwiedzanie Rzymu z Mussolinim. John machał na radiowozy jak na taksówki. Gliniarze wołali: „hej, to Belushi!” i podwozili nas, gdzie chciał”, opowiadał znajomy komika.

Podobnie było z filmem „Blues Brothers". John stwierdził, że to dobry pomysł. Wystarczyło, że jego menedżer zadzwonił do Universalu ze słowami: „Belushi, Aykyord, Blues Brothers”, by szefowie wytwórni odpowiedzieli: „bierzemy”. „Wchodzisz w to, myśląc – to będzie świetne! Gdzieś koło 20. dnia produkcji zauważasz: to najgorszy kawał chłamu. Nikt tego nie zobaczy. Ukrzyżują mnie”, mówił Ned Tanen, który dał produkcji zielone światło. Nie miał pojęcia, jak bardzo się pomylił. Film dzisiaj określa się jako kultowy.

Czytaj też: Zdobywcę Oscara zniszczył alkohol i narkotyki. Złamane życie Philipa Seymoura Hoffmana

Saturday Night Live, Elliott Gould, John Belushi, Bill Murray, 1977
Fot. NBC/Courtesy Everett Collection/Everett Collection/East News

Saturday Night Live, Elliott Gould, John Belushi, Bill Murray, 1977

John Belushi, 1981
Fot. Everett Collection/Everett Collection/East News
John Belushi, 1981 rok

„Nie macie pojęcia, jak to jest być mną!”

Już podczas kręcenia „Blues Brothers” nałóg Johna był nie do opanowania. Mężczyzna nie miał nad nim żadnej kontroli. Raz, gdy spóźniał się na plan, reżyser znalazł go w garderobie. Przed sobą miał pagórek usypany z kokainy. Wiele razy aktora w ogóle nie udawało się znaleźć. Dan Aykyord wspominał, jak kiedyś kierowany przeczuciem, pukał do drzwi jednego z domów w okolicy. „Kręcimy tu nieopodal film, szukam naszego aktora”, tłumaczył. „A, pewnie Belushiego? Jest tu, przyszedł godzinę temu, wyżarł mi wszystko z lodówki, a teraz śpi na kanapie”, relacjonował mu właściciel domu. „John był w kanale. Walczyliśmy, by po prostu utrzymać go przy życiu i jakoś dokończyć pracę nad filmem”, mówił reżyser John Landis. Nie potrafił już żyć bez używek. Przyjaciołom, którzy próbowali mu pomóc, odpowiadał: "nie macie pojęcia, jak to jest być mną!".

„W budżecie mieliśmy wydatki na kokainę. Wszyscy brali, łącznie ze mną, ale nikt nie przekraczał pewnej miary. Ale John to po prostu uwielbiał. Kokaina dawała mu poczucie nadludzkiej mocy”, opowiadał Dan Aykyord. Gdy John Belushi nie miał akurat pod ręką kokainy, zadowalał się czym innym. Marihuana, amfetamina... te poznał jeszcze w liceum. Potem pojawiło się LSD, speed i właściwie wszystko, co uzależniało, bo zaliczał się do tego także alkohol, słodycze oraz tłuste jedzenie. Judy, żona aktora, błagała znajomych by nie dawali mu żadnych narkotyków. Na nic się to jednak zdało i wciąż dostarczali mężczyźnie używki. Ukrywali je w toaletach i najróżniejszych miejscach, byle Johnowi niczego nie zabrakło. Komik miewał przebłyski trzeźwości, w których chciał skończyć z braniem. Zatrudnił nawet człowieka, który miał siłą go od tego powstrzymywać. Niestety, trafił z deszczu pod rynnę i narkotyki zastąpił teraz alkoholem. „Wlewali w niego drinki, jak wrzuca się monety do szafy grającej”, wyznał krytyk filmowy, Roger Ebert.

John Belushi wiedział już, że jest z nim bardzo źle i cały czas właściwie ociera się o śmierć. „Jeśli czegoś nie zrobię, będę martwy za rok albo dwa”, mówił. Jednak czy miał wtedy świadomość tego, jak bardzo prorocze były jego słowa? Jego następne dwa filmy okazały się totalną klapą. Miał zagrać u boku Roberta de Niro w „Dawno temu a Ameryce”, miał zrealizować swoje największe marzenie: film według swojego scenariusza. Wiązały się z nim jednak pewne warunki: John musiał schudnąć 20 kilo i – przede wszystkim – być trzeźwy. Na początku 1982 roku wyjechał do Hollywood. Chwilę przed tym spędzał czas z żoną Judy i najlepszym przyjacielem, Danem. W tamtym momencie nie brał twardych narkotyków, ograniczył się do marihuany i picia piwa. 5. marca 1982 roku jego nagie ciało znaleziono w hotelowym apartamencie Johna w Los Angeles. Przyczyną śmierci było przedawkowanie narkotyków, jednak podważano tę wersję.

W toku śledztwa wyszło na jaw, że przed śmiercią John Belushi imprezował m.in. z Robertem de Niro i Robinem Williamsem, a także Cathy Smith. To właśnie w jej towarzystwie zostawili Johna mężczyźni. Dwa miesiące później w wywiadzie dla National Enquirer kobieta przyznała się do tego, że towarzyszyła aktorowi w noc jego śmierci... A także do tego, że to ona podała mu zastrzyk z tzw. speedballem, czyli mieszanką kokainy i heroiny. Miało to postawić Johna Belushi na nogi. Nie postawiło...  

Zobacz także: Spektakularną karierę Brittany Murphy przerwała nagła śmierć. Co ją zabiło?

John Belushi, Dan Aykyord, Blues Brothers, 1980
Fot. Universal Pictures/Collection Christophel/East News

John Belushi, Dan Aykyord, Blues Brothers, 1980 rok

John Belushi, Dan Aykyord, Blues Brothers
Fot. Universal Pictures/Collection Christophel/East News

John Belushi, Dan Aykyord, Blues Brothers

Źródło: magazyn Retro Wspomnienia

Wideo

Justyna i Jakub Przygońscy: „jesteśmy zapracowanymi rodzicami”. Tak zmieniły ich dzieci

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

One nas inspirują! Kobiety sukcesu, w wieku od 30 plus do 70 plus: KAMIŃSKA, DERESZOWSKA, SWOROWSKA, KASPRZYK, DUDZIAK w szczerych, zaskakujących rozmowach o dojrzałości, poczuciu atrakcyjności i seksualności. „Wiek nie ogranicza apetytu na seks”, mówi wybitny seksuolog ANDRZEJ DEPKO i przełamuje tabu. IRIS APFEL ikoną stylu została po... osiemdziesiątce. Prowokuje: „Młodość jest przereklamowana!”. 88-letnia JOAN COLLINS i 56-letni PERCY GIBSON burzą stereotypy o związku starszej kobiety z młodszym partnerem. W cyklu PODRÓŻE wyprawa do indyjskich spa i centrów duchowych po młodość.