TYLKO U NAS!

„Jak człowiek odbija się od dna, nie jest łatwo. Startuję kompletnie od zera!”

Jarosław Kret szczerze o walce z depresją

Beata Nowicka 15 kwietnia 2019 17:51
Jarosław Kret, Viva! kwiecień 2013
Fot. Marcin Kempski

Ostatni rok jego życia to, jak sam przyznaje - była totalna katastrofa. Stracił miłość, na dodatek jego związek z Beatą Tadlą został „rozłożony na czynniki pierwsze” w tabloidach i opatrzony kłamliwymi, niesprawiedliwymi komentarzami. Stracił pracę, którą kochał. Została mu choroba - depresja. Musiał wziąć się z nią za bary. Dzisiaj, jak sam się śmieje autoironicznie jest „totalnie spłukany”, ale… wyszedł na prostą i startuje kompletnie od zera. „Z gigantycznym bagażem doświadczeń, z gigantycznym bagażem intelektualnym, z całą masą życzliwych ludzi i nowych przyjaciół i muszę sobie z tym poradzić. Jak człowiek odbija się z dna, nie jest łatwo. Ale teraz to jest już tylko jeden kierunek - do góry”. Jarosław Kret w wyjątkowej rozmowie z Beatą Nowicką dla VIVA.PL.

Ostatni raz widzieliśmy się rok temu, byłeś wtedy w kiepskim stanie.

Byłem w bardzo kiepskim stanie. I bardzo złej kondycji. Ale nie wiedziałem jeszcze co się ze mną dzieje, co to jest.

Ktoś życzliwy Ci podpowiedział?

Mój przyjaciel Andrzej Gryżewski, psychoterapeuta i znany seksuolog, autor świetnej „Sztuki obsługi penisa”. Zamierzaliśmy wspólnie napisać książkę i to on zauważył, że dzieje się ze mną coś niedobrego. Bardzo inteligentnie mnie podszedł, pozwolił mi się pozwierzać, opowiedzieć, co czuję, po czym stwierdził: „Słuchaj Jarek, ja nie mogę zostać twoim terapeutą, bo jestem twoim kolegą, ale wyślę Cię do świetnej terapeutki. Po prostu porozmawiaj z nią”. A ja pragnąłem tego jak roślinka dżdżu na pustyni.

Symbolicznie to ująłeś.

Bo miałem dość. Byłem wykończony tym wszystkim, co się dookoła mnie działo. Pragnąłem kontaktu z życzliwym człowiekiem. Pragnąłem, żeby ktoś zbudował nade mną parasol ochronny z ciepła, zrozumienia i takiego „zostaw mnie w świętym spokoju”, bo tego najbardziej potrzebuje człowiek w depresji.

No tak, słowa otuchy typu: „weź się w garść” działają jak płachta na byka.

Jeśli chcesz zaszkodzić komuś, kto cierpi na depresję, powtarzaj mu: „Weź się w garść”. To już jest symboliczne. Istnieją jeszcze „porady” typu: „Wziąłbyś się za siebie! Bądź mężczyzną! Stań na nogi, co tak leżysz?! Zacznij uprawiać jakiś sport! Jak ty wyglądasz?! Co się z tobą dzieje.…?!”. Coś strasznego.

Skąd bierze się depresja?

Depresja ma paletę barw i odcieni. Są różne nazwy na te stany ducha, choć de facto to jest stan naszego mózgu, biochemia mózgu. To mózg odcina nam neuro przekaźniki, które pozwalają człowiekowi radować się życiem. Żeby depresja zaatakowała, musi wydarzyć się coś złego. To jest tak zwany czynnik spustowy, „cyngiel”. Ale on tylko otwiera tamę. To, co znajduje się za tamą zbiera się całe życie, od dzieciństwa. Szczególnie w duszy ludzi, którzy są nadwrażliwi, którzy – na przykład- mają tak zwany rys narcystyczny.

Narcyzm raczej nie kojarzy się pozytywnie.

Narcyzm bierze się stąd, że człowiek ma problem z odnalezieniem siebie w rzeczywistości, bo był niedowartościowany w dzieciństwie, albo był w jakiś sposób sponiewierany. Wtedy szuka aplauzu, szuka akceptacji w świecie, który go atakuje i przygniata. Taki człowiek jest łatwym łupem dla depresji, bo jest przewrażliwiony na swoim punkcie. W moim świecie - tak zwanych mediów- większość ludzi ma rysy narcystyczne.

Jak się czułeś? Siedziałeś w piżamie przez tydzień?

Tak właśnie było. U mnie na początku była to tak zwana dystymia. Dystymia to jest taka ciągnąca się wręcz latami głęboka melancholia, stan apatii, obniżonego nastroju, niechęci do świata. Niektórzy nazywają to pełzającą depresją. Wstawałem rano i robiłem wszystko, żeby nie wejść pod pysznić, bo wiedziałem, że jak już wejdę pod prysznic, to potem będę musiał założyć spodnie, koszulę, buty i wyjść, żeby walczyć o byt.

A Ty nie miałeś ani siły, ani ochoty?

I szukałem wszelkich możliwych wytłumaczeń. A to wszystko zaczęło się, kiedy straciłem pracę.

Jakoś mnie to nie dziwi.

W połowie 2016 roku straciłem ukochaną pracę, ale wtedy jeszcze miałem kupę energii, napisałem książkę o Ziemi Świętej, wydałem ją, a potem nadeszła jesień i zaczęła się jazda w dół. Pamiętam, że wyjechałem na program „Agent – Gwiazdy” i w tym programie doszedłem do finału między innym dlatego, że trzymałem się z boku. Siedziałem i myśli kłębiły mi się w głowie. Nie angażowałem się w życie grupy, bo już wtedy miałem dystymię. Teraz, jak patrzę na to z dystansu, po terapii, myślę sobie: „Cholera, spędziłem półtora miesiąca w Argentynie, a nie dawało mi to prawie żadnej radości!”.

Jakbyś doświadczał wszystkiego za szybą: widzisz, ale nie nic czujesz?

Było jeszcze gorzej. Najpierw była ta dystymia, potem nagle huknęło. Marcin Prokop w rozmowie ze mną w DDTV ładnie powiedział, że Queen śpiewał: „Pod makijażem kryją się łzy”. Człowiek zakłada maskę, udaje, że wszystko jest w porządku, a w środku jest wielki, potworny smutek. Wiesz jaki między innymi ja miałem problem?

Nie będę zgadywać...

Zresztą ten problem jest jednym z tych, które wpłynęły poniekąd na pogłębienie mojej depresji. Że ja jestem postrzegany jako ktoś inny. Sam siebie uważam za intelektualistę - to jest ta część rzeczywistości, w której ja się wyżywam. Ale mam dwa życiorysy: jeden napisany przez tabloidy, drugi jest w Wikipedii. Ja się utożsamiam z moim życiorysem z Wikipedii. Życiorys z tabloidów, to jest jakaś farsa, ktoś stworzony na potrzeby innego, nierzeczywistego świata, który istnieje w internecie.

I tak dopadła mnie dystymia, to było zapadanie się, uciekanie od rzeczywistości, uciekanie z domu, uciekanie od ludzi, od najbliższych, a potem nadszedł potężny kryzys, który sprawił, że zapadłem się w nicość. To było jak tsunami. I wtedy Andrzej Gryżewski zaprowadził mnie do terapeutki. Na początku byłem dzień w dzień na terapii. Kilka czynników spowodowało w moim życiu taką katastrofę, że nie potrafiłem nigdzie się odnaleźć. Spałem w samochodzie...

Żartujesz?

Nie. Brzmi niewiarygodnie, prawda? Wszystko straciłem, całe życie wywróciło mi się do góry nogami, nie potrafiłam tego w żaden sposób odzyskać, nie miałem nawet chęci do walki. Nie mogłem reagować na to, jak „świat” mnie zdewastował, mówię symbolicznie „świat”. Czułem się dramatycznie.

Można ten stan opisać?

Czułem się tak, jakby ktoś mi założył metalowy garnek na głowę: masz dwie dziurki na oczy i możesz oddychać. Nic więcej. Ja miałem taki garnek na głowie. Katastrofa. A z drugiej strony, jeśli ktoś ci taki garnek założył, to...

 … ten garnek można też zdjąć?

I to jest terapia. Jeśli garnek jest bardzo ciężki, musisz zacząć brać leki, żeby zebrać siłę i go ściągnąć. Jeśli nie- masz tylko terapeutę.

 I pieniądze na tego terapeutę, bądźmy szczerzy.

No jasne, że tak. Na cały proces leczenia. Mnie ta choroba kosztowała majątek, jestem totalnie spłukany. Ale mam pozytywną informację dla wszystkich – dowiedziałem się, że w NFZ można znaleźć ośrodki terapeutyczne, w których są świetni specjaliści. Wysyłam tam wszystkich, którzy potrzebują pomocy. Są też powszechne przychodnie uzależnień. Mają bardzo dobrych terapeutów. Bardzo często chorujemy na depresję dlatego, że żyjemy z kimś kto pije, kto jest alkoholikiem. Wpadamy we współuzależnienie, nie potrafimy tego alkoholika wyciągnąć z nałogu i sami zaczynamy tonąć.

No cóż… A co Ci powiedziała terapeutka?

Najpierw były długie rozmowy, mnóstwo różnych, skomplikowanych, zaawansowanych testów, aż w końcu powiedziała: „Panie Jarku, to jest depresja. Ma pan dystymię”. O stanach lękowych dowiedziałem się nieco wcześniej, ponieważ trafiłem do szpitala. Dostałem takiego hercklekotu, takiej palpitacji, że myślałem, że mam zawał. Pani doktor zrobiła mi badania i mówi: „Ma pan silny atak paniki. Dam panu leki, dzisiaj będzie pan dobrze spał”. Walnęli mi w tyłek taką dawkę hydroksyzyny, że ledwo dotarłem do domu. Chociaż akurat wtedy nie miałem domu.

To gdzie spałeś?

Różnie. Wtedy znalazłem wielu przyjaciół, którzy dali mi dach nad głową, ciepło i zero wymagań. To jest najważniejsze: masz tutaj gorącą herbatę i siedź sobie. Pytałaś mnie o szczegóły, ja nawet nie wiem jak to dokładnie było. Z tego ciężkiego czasu mnóstwo rzeczy z pamięci wyciąłem, wymazałem.

I chyba słusznie.

Kiedy jesteś już na terapii i dowiadujesz się co ci jest, zaczynasz mieć nad tym kontrolę. A to jest ważne, bo jak masz kontrolę zaczynasz powoli próbować zapanować nad lękiem. Na początku wyłącznie płakałem. Przychodziłem i łkałem, ryczałem. To były długie godziny płaczu, a moja terapeutka tylko mówiła: „Płacz, wyrzuć to z siebie”. Potem, powoli zaczynasz się odbudowywać. Jeśli chcesz odbudować świat wokół siebie, musisz być silny, ale terapeuta nie powie ci: „weź się w garść”. On cię doprowadza do takiego stanu świadomości, że…

... zaczynasz sam to rozumieć?

Tak. Serotonina zaczyna przepływać między neuronami i twój mózg powoli cię odradza. Żeby siebie odbudować, wzmocnić zacząłem też pomagać innym, wokół siebie odnalazłem mnóstwo ludzi, którzy są chorzy, którzy mają depresje, lęki i różne zaburzenia. Okazało się, że co drugi znajomy to ma: aktorzy, dziennikarze, muzycy, producenci, prezesi znanych firm... Nam się wydaje, że to są królowie życia, którzy mają piękne domy, apartamenty, kochające rodziny, kieszenie pełne pieniędzy, jeżdżą porsche, wakacje spędzają na Bermudach, a prawda jest taka, że oni nie śpią miesiącami. A kieszenie mają pełne… leków. Niektórzy lekarstwo znajdują w alkoholu i seksie. Pod maską radości kryje się głębokie cierpienie, kto tego nie doświadczył, nie wie o czym mówię i buduje bezmyślny hejt. Ja na przykład przez stany lękowe nie spałem przed ostatni rok. Był taki czas, że schudłem piętnaście kilogramów, wyglądałem jak śmierć na chorągwi. Ale teraz potrafię poznać w kimś cierpienie po oczach, po twarzy, po zachowaniu. Rzeczywisty przełom nastąpił kiedy dostałem w Austrii wielką europejską nagrodę za prognozy pogody, wygłoszono na mój temat laudację, zobaczyłem, jak wszyscy biją mi brawo, patrzą na mnie z radością i przekonaniem, że jestem the best. Wtedy pomyślałem: „Chyba jest dobrze, bo tracę pracę ( właśnie zlikwidowali kolejną redakcję, w której pracowałem), a nie zapadam się”. Zacząłem powoli stawać na nogi. Uświadomiłem sobie, że jedyna droga do walki z tym świństwem prowadzi przez pomoc innym.

Innym chorym na depresję?

Tak. Znam to cierpienie, nie potrafię już obok niego przejść obojętnie, a poza tym uważam, że im więcej ludzi wokół mnie wydobywa się z tego cierpienia, tym mniejsza jest szansa, że w nie wpadnę z powrotem. Przeczytałem mnóstwo mądrej literatury na temat depresji, lęku, toksycznych relacji itd, mam w domu całą biblioteczkę psychologiczną, a w samochodzie wożę ze sobą „Pokochać siebie” Wayne’a Dyer’a czy „Potęgę teraźniejszości” Eckharta Tolle. Uważam, że oni postawili kroki milowe w budowaniu świadomości tak zwanego społeczeństwa prozakowego. W Polsce jesteśmy 100 lat za całym światem, który mówi o depresji jak o grypie. A my się boimy wyznać prawdę, bo ktoś pomyśli, że jesteś wariatem. Jakim wariatem? To tak, jakbyś wstydziła się, że jesteś chora na grypę.

Brzmi absurdalnie

No właśnie. Z depresją można wygrać. Choremu przyniesiesz pomoc, pokazując, że jesteś obok. Tylko tyle. I aż tyle. Moja przyjaciółka, też terapeutka (tak, otoczyłem się ostatnio całą masą życzliwych psychologów) powiedziała mi jeszcze jedną rzecz: „Jarek, nie myśl o przeszłości, bo nie zmienisz jej. A przeszłość, to jest depresja. Nie myśl też o dalekiej przyszłości, bo wywołuje stany lękowe. Jest tylko tu i teraz. Ciesz się z tego, wtedy będziesz szczęśliwym człowiekiem.

Brzmi rozsądnie

Na Nowy Rok - nigdy wcześniej tego nie robiłem, bo dla mnie była to tylko data, nic więcej, ale teraz zrobiłem wyjątek- powiedziałem sobie: „Jarek, wchodzisz w nowy rok, nowy etap, nowe życie”. Startuję kompletnie od zera. I fajnie. Z gigantycznym bagażem doświadczeń, z gigantycznym bagażem intelektualnym, z całą masą życzliwych ludzi i nowych przyjaciół i muszę sobie z tym poradzić. Jak człowiek odbija się z dna, nie jest łatwo. Ale teraz to jest już tylko jeden kierunek- do góry. I do tej rakiety zapraszam wszystkich...

Jarosław Kret, VIVA! luty 2018
Fot. Olga Majrowska

Wideo

Ten kosmetyk zmniejszy widoczność zmarszczek w ciągu jednej nocy!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Niezwykła rozmowa z Grażyną Torbicką o jej wszystkich miłościach. A Remigiusz Mróz zdradza nam tajemnice swojego sukcesu!