KRÓLEWSKIE ŻYCIE

Jakim królem Wielkiej Brytanii będzie książę Karol?

Kapryśny, humorzasty jak nastolatek, nielojalny...

ZUZANNA O’BRIEN 7 maja 2018 07:30

Jakim królem Wielkiej Brytanii będzie książę Karol? Gdyby wierzyć najnowszej biografii następcy tronu zatytułowanej „Książę buntownik”, która wprawiła Brytyjczyków w osłupienie, poddani Elżbiety II lepiej by zrobili, gdyby już teraz zaplanowali rewolucję i pozbawili go tronu. Bo wizerunek sympatycznego safanduły, jaki przylgnął do Karola, jest bardzo daleki od prawdy.

Kapryśny, humorzasty jak nastolatek, nielojalny. Tarzający się w luksusie samolub, który nawet przyjaciołom każe mówić do siebie „Sir”. Oderwany od rzeczywistości zazdrośnik, obsesyjnie zabiegający o popularność. Taki obraz wyłania się z nieautoryzowanej biografii księcia Karola autorstwa Toma Bowera, która znika teraz z półek brytyjskich księgarń jak deficytowy towar. Pałac Buckingham, jak zwykle w przypadkach, gdy w druku pojawiają się rewelacje na temat rodziny królewskiej, odmówił komentarza. Biuro prasowe Karola w Clarence House określiło tę publikację jako „czystą fikcję”. Sam bohater natomiast wyjechał z oficjalną wizytą do Australii – zapewne z ulgą.

Co się należy księciu

W skrócie – wszystko. Według Bowera Karol jest przekonany, że jako następca tronu jest „nie do ruszenia, jego stanowisko to wola boska, a jego racja – niepodważalna”. Najlepiej wiedzą o tym doradcy księcia i jego sekretarze. Ich chlebodawca nie oczekuje od nich krytyki jego pomysłów, nawet najbardziej konstruktywnej. Na stanowiskach najdłużej utrzymują się nie ci, którzy mają na sercu interes jego i instytucji monarchii, ale ci, którzy najgorliwiej  potakują, najgłębiej się kłaniają i najgłośniej śmieją się z jego dowcipów.

Był nękany przez kolegów w szkockiej szkole z internatem i wyśmiewany przez ojca

„Pamiętaj, żeby nie wymagać od niego zbyt wiele i mu się wyraźnie nie sprzeciwiać”, powiedziała Camilla Parker Bowles kandydatowi na szefa PR po rozwodzie księcia z Dianą. Mark Bolland został zatrudniony przez następcę tronu, aby podreperować katastrofalny zjazd popularności księcia w społecznych sondażach. Zdaniem Camilli przewrażliwienie księcia na punkcie krytycznych uwag pod jego adresem wynika z faktu, że w dzieciństwie był nękany przez kolegów w szkockiej szkole z internatem i wyśmiewany przez ojca, gdy ośmielił się na to poskarżyć.

Jego najbliżsi współpracownicy wielokrotnie wspominali w różnych publikacjach o napadach „królewskiej furii” w wykonaniu Karola, gdy dyskusja schodzi na niewygodne dla niego tory lub dociera do niego informacja, która nie jest mu w smak. W okresie po rozstaniu z pierwszą żoną za każdym razem, gdy słyszał w radiu jakąś niepochlebną opinię na własny temat, rzucał odbiornikiem o ścianę. Radio co tydzień wysyłano więc do naprawy.

Książę wymaga od swoich pracowników niezachwianej lojalności, ale nie widzi powodu, aby się im tym samym odwdzięczać. Na przestrzeni lat wielokrotnie albo bezczynnie przyglądał się, albo sam inicjował przepychanki na swoim dworze – i na dworze matki – aby pozbawić kogoś stanowiska. Tyko Michael Fawcett, jego lokaj i majordomus przez ponad 18 lat cieszył się szczerym zaufaniem. „Michael to jedyny człowiek, bez którego nie dałbym sobie rady”, mówił często Karol. Fawcett był jego powiernikiem, pokojowym, garderobianym, organizatorem imprez i załatwiaczem spraw niemożliwych. Książę zwolnił go dopiero wtedy, gdy pięć osób z jego służby zastrajkowało, bo Fawcett ich gnębił. Wystarczyło jednak wstawiennictwo Camilli, a lokaj powrócił na dawne stanowisko. Ci, którzy się na niego skarżyli, stracili pracę.

Książęce piekło

Następcy tronu należy się też szacunek i miłość przyszłych poddanych, bo… jest następcą tronu. A jest nim przecież już prawie 70 lat. Karol jest rzekomo obsesyjnie uzależniony od sprawdzania sondaży poparcia dla własnej osoby i ma głębokie poczucie niesprawiedliwości, gdy są one poniżej stanów średnich. Ma skłonności do rozczulania się nad sobą i nie rozumie, dlaczego budzi to niechęć. „Nikt nie ma pojęcia, jakim piekłem jest być księciem Walii”, poskarżył się w filmie dokumentalnym o sobie, który nakręcił dziennikarz Jonathan Dimbleby. Nie zdaje chyba sobie sprawy, ilu „zwykłych śmiertelników” chętnie zamieniłoby swoje życie na koszmar jego egzystencji – bogactwo, wpływy, pałace i luksusy.

Oczywiście, że siedzenie w poczekalni przez siedem dekad w oczekiwaniu na śmierć matki, żeby dostać jej posadę, nie jest niczym normalnym i być może niejednego doprowadziłoby do rozpaczy. Karol jest jednak zajętym człowiekiem – oficjalne obowiązki i praca charytatywna na ogromną skalę są czasochłonne – więc jego żale i zagubienie spotykają się tylko z irytacją poddanych. „Kim jesteś?”, zapytało go dziecko w dokumencie Dimbleby’ego. „Sam chciałbym wiedzieć”, odpowiedział melancholijny książę. Brytyjczycy śmieją się z tego do dziś.

Na innej planecie

Poprzednia biografia Karola, „Serce króla” autorstwa dziennikarki Catherine Mayer, która ukazała się kilka lat temu, malowała obraz inny od tego, który przedstawia Bower. Z tamtej wynikało, że książę żyje w nieustannym pragnieniu jak najdokładniejszego poznania życia swoich poddanych, zanim zatrzasną się za nim pręty złotej klatki Pałacu Buckingham. W tej widzimy następcę tronu, który nawet z wizytą do znajomych na weekend zabiera ze sobą własne łóżko, materac i sedes. Jadąc na proszoną kolację, przywozi ze sobą własne jedzenie (wyłącznie produkty organic i bio) i picie – na przykład uprzednio zmieszane martini. Robi to również, wybierając się za granicę: do Hongkongu przywiózł ze sobą cały serwis obiadowy, a do Indii – wszystkie posiłki.

Obecni na oficjalnej kolacji goście nie wierzyli własnym uszom, gdy Karol powstrzymał sięgającego w kierunku jego chleba amerykańskiego biznesmena słowami: „Nie, to jest tylko dla mnie”. We własnym mniemaniu zaoszczędza gospodarzom kłopotu. Koncept, że zachowuje się niegrzecznie, zupełnie do niego nie trafia. Nawet jego matka, mistrzyni „miękkiej” dyplomacji, zawsze je to, co gospodarz kładzie jej na talerzu. Karol, ciągle w opozycji do rodziców, nie widzi jednak powodu, żeby brać z niej przykład.

Książę przemierzył swój kraj najwięcej razy ze wszystkich członków rodziny królewskiej i ściskał prawice w szkołach, szpitalach i na szczytach biznesu – wszędzie, gdzie tylko mógł. Nic nie robi sobie z krytyków wytykających mu „sprzedawanie się” bogatym sponsorom, którzy łożą na jego instytucje charytatywne – kto więcej zapłaci, ten na proszonej kolacji usiądzie najbliżej księcia. Chętnych od ponad 20 lat nie brakuje, a zyskały na tym tysiące najbiedniejszych dzieci w Wielkiej Brytanii. Jednak zbliżanie się do poddanych ma swoje granice. Zamiłowanie Karola do prywatnych samolotów i pociągów jest powszechnie znane.

Cierpi, gdy musi przejechać gdzieś kilka godzin samochodem, ale jego londyńscy pracownicy z Clarence House regularnie kursują pomiędzy stolicą a hrabstwem Gloucestershire na spotkania z nim. Gdy leciał do Hongkongu na ceremonię przekazania kolonii Chinom, po raz pierwszy w życiu, i pewnie ostatni, nie leciał pierwszą klasą. „Dłuższą chwilę zajęło mi zrozumienie, dlaczego fotel jest taki niewygodny. No cóż, tak wygląda koniec imperium”, pisał we własnych wspomnieniach. „Kochanie, co to jest?!”, krzyknął raz we własnym domu, kiedy jego wzrok padł na przygotowaną do kolacji sałatkę przykrytą nieznaną mu przezroczystą substancją. „Karolu, to folia spożywcza”, odpowiedziała spokojnie jego żona Camilla, po czym wytłumaczyła, do czego służy. Książę nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział.

Książę najchętniej zatrudnia tych, którzy pracują u niego za darmo

Mimo że chętnie pozuje na biznesmena, który prowadzi przecież – choć oczywiście nie sam – dochodową firmę spożywczą Duchy Original, nie kryje szoku na widok wystawionej mu faktury. Gdy zatrudnił architekta krajobrazu Roya Stronga do pomocy w pracach nad jego słynnym ogrodem w Highgrove i otrzymał od niego rachunek, zdziwienie nie pozwoliło mu nie tylko zapłacić za usługę, ale nawet odezwać się do bezczelnego „ogrodnika”.

„Książę najchętniej zatrudnia tych, którzy pracują u niego za darmo”, skomentował to Strong. Projekt wydania albumu z kwiatami z Highgrove był okazją do zwrócenia się do najlepszych malarzy i ilustratorów, aby za zaszczyt namalowali Karolowi do książki po kilka obrazów. Tylko Lucian Freud zapytany, czy nie wymieniłby swojego olejnego dzieła – które na rynku warte jest kilka milionów funtów – na akwarelę księcia, odpowiedział: „Nie chcę twoich bohomazów”.

Kochaj mnie

„Czy to możliwe, że oni chcą, abym oddał tron synowi?”, dręczył Camillę pytaniami Karol, gdy sondaże jasno pokazywały, że William przerasta go popularnością o kilka długości, a księżna Catherine jest najbardziej popularną – zaraz za królową – członkinią rodziny panującej. Jego żona uspokoiła go, żartując, że Kate z pewnością nie będzie „pierwszą królową z ludu” – ten tytuł przypadnie najpierw jej. Nie na darmo przecież po śmierci Diany następca tronu postawił wszystko na jedną kartę i skierował cały wysiłek swojego sztabu PR na przekonanie wszystkich zainteresowanych, że powinien poślubić Camillę.

Zajęło to długie lata, podczas których książę Walii nie zwracał podobno uwagi na fakt, że jego pozbawieni matki nastoletni synowie woleli wchodzić do domu kuchennymi drzwiami, żeby nie natknąć się ani na niego, ani na przyszłą macochę. Kiedy Karol toczył wojny z trójką rodzeństwa – był przekonany, że chcą podważyć jego i tak słabą pozycję – jego dzieci szukały oparcia w nianiach i niezawodnej babci. A kiedy wreszcie doszło do długo wyczekiwanego ślubu z miłością jego życia, książę długo nie mógł wybaczyć matce, że nie była gościem na samej ceremonii w ratuszu w Windsorze. Jej obecność na okolicznościowej mszy i wyprawienie synowi wesela w zamku nie przysłoniło jego żalu.

„Rodzice Catherine robią to celowo. Dlaczego oni mają widywać się z moimi wnukami częściej niż ja?”, narzekał, kiedy William i Kate postanowili spędzić święta Bożego Narodzenia z jej rodziną, zamiast z resztą Windsorów w Sandringham. Urażony tym faktem, przy każdej okazji lekceważył teściów syna – do tego stopnia, że William interweniował u królowej. Ta ostentacyjnie zaprosiła państwa Middleton do posiadłości Balmoral w Szkocji na długi weekend, roztaczając tym samym nad nimi parasol akceptacji i ochrony. Karol po raz kolejny poczuł się odsunięty.

I tak będzie królem

Ze zdecydowanie jednostronnego portretu odmalowanego przez Bowera wynika, że Karol nie ma żadnych pozytywnych cech. To z pewnością nieprawda: jego synowie wyszli na porządnych i popularnych ludzi, więc coś jednak musiał zrobić dobrze – chociażby nie powtarzając błędów własnego ojca. Miesza się do polityki? Niezupełnie – czasem wyraża swoją opinię w listach do rządu, lecz choć nie powinien tego robić, bo monarcha nie ma władzy politycznej, ma przecież prawo do własnego zdania.

Jego fascynacja medycyną alternatywną i homeopatią wśród wielu budzi śmiech, ale z kolei trudno odmówić mu zasług na niwie wspierania ekologicznego rolnictwa. Największym problemem następcy tronu nie jest jednak popularność – lub jej brak – wśród przyszłych poddanych, ale jego stosunki z Kościołem anglikańskim. W Wielkiej Brytanii król jest równocześnie głową narodowego Kościoła. O ile jego religijna matka stoi na jego czele jak symbol głoszonych przez tę instytucję wartości, jej syn nie tylko zdążył się już przyznać do zdrady, rozwieść i poślubić w ceremonii cywilnej katoliczkę, ale przez wiele lat otwarcie deklarował zainteresowanie mistycyzmem i brak przywiązania do swojej wiary.

Tracący z roku na rok wiernych Kościół ma zatem powody do obaw, bo Karol z pewnością nie zagoni swoim przykładem przyszłych poddanych do krucht. Trudno jednak uwierzyć, aby 70-letni książę Walii rzeczywiście był człowiekiem tak pochłoniętym szukaniem u innych akceptacji. Od najmłodszych lat przecież wie, że o ile sam nie abdykuje lub nie popełni karygodnego wykroczenia, kiedyś tak czy siak zostanie królem. Kiedy i jakim – czas pokaże. Na razie jest najstarszym następcą tronu w historii swojego kraju. A Windsorowie są długowieczni.

Tekst ZUZANNA O’BRIEN

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Mama przy stole jest szczęśliwa”, mówią o MAGDZIE GESSLER jej dzieci – LARA GESSLER i TADEUSZ MULLER. „Ta tęsknota jest jeszcze gorsza niż na początku…”, wyznaje MAGDALENA ADAMOWICZ, żona tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska PAWŁA ADAMOWICZA. OLGA TOKARCZUK, noblistka z dredami. RAFAŁ i GRZEGORZ ZAWIERUCHA. Aktor i uczestnik „MasterChef” – na czym polega siła braci? EWA PACUŁA i NICOLE SALETA - jak nieuleczalna choroba determinuje ich życie.