Iwona Bielska, Mikołaj Grabowski, VIVA! 26/2019
Fot. Olga Majrowska
TYLKO W VIVIE!

„W naszym życiu nic nie toczy się normalnie. Wszystko jest grą przypadków

Iwonę Bielską i Mikołaja Grabowskiego połączyła miłość, wspólna pasja i poczucie humoru

Beata Nowicka 26 grudnia 2019 19:56
Iwona Bielska, Mikołaj Grabowski, VIVA! 26/2019
Fot. Olga Majrowska

Ona jest wybitną aktorką teatralną i filmową. On jest fantastycznym reżyserem. Razem na scenie i w życiu od ponad trzydziestu lat. Połączyła ich miłość, wspólna zawodowa pasja i… niezwykłe poczucie humoru. Iwona Bielska i Mikołaj Grabowski opowiadają Beacie Nowickiej o swoim niezwykłym domu pod Krakowem, o kurach, stawie, gdzie pływają watahy ryb, o tym, kto na kogo krzyczy i małym traktorze.

Przez ogromne okno patrzę na ogród i staw. Zachodzi słońce, ptaki śpiewają, z kuchni widać ruiny zamku... A jednak zadam to pytanie: Czujecie się tu Państwo szczęśliwi?

Iwona: Tak.

Mikołaj: To jest nasze miejsce.

Iwona: Dziwne miejsce, któreśmy wypatrzyli, wymyślili, zbudowali, zamieszkali, wychowali tu syna i zostali.

 Zgrabna definicja życia z tego wyszła. Przypadek czy przeznaczenie?

Iwona: Myśleliśmy, że postawimy tu mały, drewniany domek na lato, ale w naszym życiu nic nie toczy się normalnie. Wszystko jest grą przypadków i - w gruncie rzeczy - szczęśliwych zbiegów okoliczności. Dowiedzieliśmy się, że aby cokolwiek tu postawić trzeba mieć zezwolenie kilku instytucji, bo to był pas ochronny ruin zamku Tenczyn. W pierwszej z nich – jak się okazało- kierownikiem był wielki fan spektaklu, który graliśmy wtedy w Teatrze Stu pt. „Opis obyczajów” według księdza Kitowicza. Jak nas zobaczył w swoim gabinecie, krzyknął: „Jezus Maria! Ja nie wytrzymam, Grabowscy u mnie?!” i zaczął z pamięci recytować obszerne fragmenty przedstawienia. Kiedy skończył zagailiśmy: chcielibyśmy postawić domek, taki malutki, drewniany...”. A on na to: „Nie zgadzam się! Nie zgadzam się! To nie będzie drewniany domek. Nie będzie malutki. Tam będziecie państwo mieszkać! Pod jednym warunkiem, ja ten dom zaprojektuję” (śmiech).

 To jest dowcip?

Iwona: Gdzie tam dowcip. Tak naprawdę nasz fan właściwie skazał nas na mieszkanie tutaj, bo faktycznie zaprojektował ten dom.

Mikołaj: Dużo większy niż jest. To miał być dwór, ale zaprotestowaliśmy.

Iwona: „Panie Eugeniuszu, błagamy! To za duże!” (śmiech). W 1996 zrobiliśmy tu pierwszą Wigilię, piętro było jeszcze w cegle.

Mikołaj: Na dole betonowe ściany, stół zrobiony z płyty pilśniowej ustawionej na dwóch kozłach, kilka dni wcześniej sam woskowałem podłogę. Przyjechała moja rodzina, rodzina Iwony z Łodzi. To było nieprawdopodobne przeżycie, cudowna zima i radość, że jesteśmy we własnym domu. Ja urodziłem się i wychowałem w Alwerni, osiem kilometrów stąd.

To był dla Pana symboliczny powrót do krainy dzieciństwa?

Mikołaj: Mój powrót tutaj nie był rozmyślny. Nigdy nie uważałem, że ja coś muszę mieć w życiu. Nie robię niczego na siłę. To, że się tu znalazłem nie było też ucieczką z miasta, bo nie było nam tam źle. Po prostu zrymowaliśmy się z Iwoną, jeśli chodzi o…

 ... potrzebę życia na wsi?

Mikołaj: Tak. I ta wieś zaraz na początku zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Tu nie było nawet płotu, trawnika tylko pole, droga i ruiny zamku w tle. Kiedyś siedziałem w kuchni, spoglądałem przez okno na tę drogę, trochę się zawiesiłem, patrzę, kura idzie. Idzie, idzie, tu dziubnie, idzie, tu się zatrzyma, idzie, dziubnie, przeszła. Wpadłem w jakiś trans, bo ten spokój, ta powolność sprawiły, że czas mi się rozciągnął. Patrzę idzie sąsiadka. Idzie, kuleje, idzie, przystaje, rozgląda się, idzie, nigdzie się nie śpieszy, przeszła. Znowu czas się rozciągnął. Patrzę, druga kura idzie. Idzie, staje, dziobie, nasłuchuje, idzie, przeszła... Chyba z godzinę patrzyłem na to, co dzieje się na tej drodze.

Na której...

Mikołaj: Nic się nie działo. Dwie kury i sąsiadka (śmiech). Ale ten stan był niezwykły. Poczułem się zresetowany. Tego mi brakowało. Kiedy przeczytam świetną książkę, ona mnie zachwyci i pobudzi moją wyobraźnię, ale nie wyciszy. Wyciszenie polega na skupieniu się na jakimś detalu, na jakimś obrazku, na zatrzymaniu samego siebie, na „zapadnięciu się” w sobie. Wieś mi o tym przypomniała, bo ja w ten sposób - prawdopodobnie - obcowałem sam z sobą, kiedy byłem mały.

Zachwyca mnie Państwa staw. Dotąd widywałam tylko banalne baseny.

Mikołaj: Dawniej była tam drewniana studnia i mały staw, do którego spływały wody z góry zamkowej. Teraz poszerzony i pogłębiony ma prawie 30 metrów; dobrze się w nim pływa. Przez lata, różnymi sposobami utrzymywaliśmy go w porządku, ale zarastał, pojawiły się glony, rośliny wodne, aż w końcu nasz ogrodnik powiedział: „Panie, trzeba tam wpuścić ryby. Takie amury to wszystko zjedzą”. No i w czerwcu wpuściłem siedemdziesiąt sztuk, które dzisiaj są już wielkie i mają setki młodych. Watahy pływają.

I Pan pływa w stawie, pośród tej watahy ryb…? To bardzo filmowa scena.

Mikołaj: (śmiech) Jak tylko wejdę do wody, od razu uciekają. Ale będę musiał zacząć je odławiać, bo faktycznie dotknęła nas klęska urodzaju. Muszę chyba kupić wędkę. Na szczęście amur jest pyszną rybą. Na wsi wystarczy trawa i staw i jest mnóstwo roboty. Mam nawet traktor

Ma Pan traktor...?

Mikołaj: Traktorek do koszenia trawy, pokażę pani.

Iwona: Może chciałaby Pani być przewieziona? (śmiech)

Mikołaj: Namawiają mnie, żeby kupił takie urządzenie, które samo kosi.

Iwona: Zlituj się, o czym ty opowiadasz?

Mikołaj: Opowiadam o najnowszych osiągnięciach technicznych.

Iwona. Przestań, tylko pies się zdenerwuje.

Kraków jest czterdzieści kilometrów stąd, oboje Państwo intensywnie pracujecie. To nie jest problem?

Mikołaj: Trzydzieści pięć. Nigdy nie cierpieliśmy z tego powodu, że mieszkamy trzydzieści pięć kilometrów od Rynku Głównego. Bywało, kiedy byłem dyrektorem Starego Teatru, dwa razy w ciągu dnia jeździłem do Krakowa, ale wtedy nie było takich korków i do centrum jechało się góra 25- 30 minut.

Iwona: Nie narzekaliśmy. Mamy przyjaciół w Warszawie, którzy wrócili ze wsi z powrotem do miasta. Nie dawali rady z dojazdami i dowożeniem dzieci na dodatkowe zajęcia. My Michała woziliśmy trzy lata, a potem w wieku 17 lat zrobił prawo jazdy i kupiliśmy mu samochód. Sam się woził. Pamiętam, że to był Fiat Stilo; wybrałam najsłabszy silnik jaki istnieje.

Mikołaj: A i tak jeździł - nie powiem, ile - jak się rozpędził.

Iwona: Nie jeździł.

Mikołaj: Jeździł, tylko nie wiedziałaś. Ale faktycznie samochód miał najwięcej poduszek ochronnych i innych zabezpieczeń.

Iwona: Codziennie miał wysłać sms- a, że dojechał i wbił sobie taki szablon: „Jestem. Droga była pusta i suchutka”. Stosuje to po dziś dzień, często robiąc wariacje w rodzaju „Jestem. Droga nie była pusta ani suchutka”.

 Jesteście Państwo 35 lat razem i podobno się nie kłócicie. Muszę przyznać, że zaczynam w to wierzyć.

Mikołaj: Oooo...

Iwona: Ja krzyczę na Mikołaja.

Mikołaj: Iwona ma duży temperament. Inaczej nie grałaby posłanki P.

Iwona: E tam, grała. Jestem może minutę na ekranie. W każdym razie, kiedy krzyczę, Mikołaj mówi: „Ale czemu takim głośnym głosem”. I to pomaga.

Mikołaj: Wziąłem to od pewnej starszej kobiety, która lata temu wsiadła - a nie powinna - do wagonu „dla młodzieży szkolnej i nauczycielstwa”. Dojeżdżałem tym wagonem do Wadowic, do liceum. Przyszedł konduktor, który słynął z tego, że był bardzo nieprzyjemny i wrzaskliwy i zaczął się na nią wydzierać. Ona mu na to: „Już stąd idę, idę” i na odchodnym, „Ale czemu takim głośnym głosem...” (śmiech). 

Iwona Bielska, Mikołaj Grabowski, VIVA! 26/2019
Fot. Olga Majrowska

Justyna Steczkowska, Viva! 26/2019, okładka
Fot. Zdjęcia Magdalena Łuniewska/buku team

Wideo

Urszula Dudziak pojawi się w kolejnej edycji The Voice of Poland? Zapytaliśmy!

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

FILIP CHAJZER Uśmiechał się, żartował, prowadził program, pomagał potrzebującym. Tak było na zewnątrz. Co naprawdę się z nim wtedy działo? Popularna blogerka i podróżniczka ANNA SKURA zaczęła nowe życie na Bali. ANNA LEWANDOWSKA, CÉLIA KRYCHOWIAK, MARINA ŁUCZENKO-SZCZĘSNA... Kto tak naprawdę stoi za sukcesem żon sławnych piłkarzy? RYSZARD HOROWITZ I ROMAN POLAŃSKI. Chłopaki z Krakowa, ocaleni z Zagłady, w poruszającej podróży do przeszłości. Uwaga! Talent: KASIA I JACEK SIENKIEWICZ z zespołu KWIAT JABŁONI. W cyklu PODRÓŻE Meksyk i jego tajemnice.