Jerzy Iwaszkiewicz
Fot. Radek Polak
SALONY JERZEGO IWASZKIEWICZA

„Odwalcie się od Arabów”. Jerzy Iwaszkiewicz a sprawa... końska. Najnowszy felieton - tylko u nas!

JG 2 kwietnia 2016 11:16
Jerzy Iwaszkiewicz
Fot. Radek Polak

Jerzy Iwaszkiewicz: „Piszę ten tekst pełen zdumienia. Tego jeszcze nie było, aby w rozgrywki polityków mieszano konie”. W ostatnim felietonie pisał o nagonce na Lecha Wałęsę i niszczeniu polskich bohaterów, teraz zajął się... sprawą końską.  Polecamy najnowsze Salony Jerzego Iwaszkiewicza, w których autor oprócz krytykowania zmian w polskich stadninach, omawia kalendarz Andrzeja Pągowskiego oraz -  jak zawsze  - komentuje wydarzenia towarzyskie ostatnich dni. I mimo że „polityką się nie zajmuje” tradycyjnie na koniec poświęca jej trzy słowa.

 

Jerzy Iwaszkiewicz - dziennikarz, felietonista, bywalec. Zapalony narciarz i żeglarz. Autor książek „Piegi na katar” i „Kot w pralce. Salony Jerzego Iwaszkiewicza”. Dla VIVY! komentuje bieżące wydarzenia.

Jerzy Iwaszkiewicz, felietonista VIVY!
Fot. Radek Polak

 

„Monika Olejnik pisze w „Gazecie Wyborczej”: „W skłóconej Polsce nareszcie jest jeden cel. Odwalcie się od arabów”. Trochę czasu minęło, ale ciągle trwają protesty przeciwko zwolnieniu dwóch dyrektorów stadnin – w Janowie Podlaskim i Michałowie – Marka Treli i Jerzego Białoboka, najwyższej klasy, znanych w świecie fachowców. Zwolnienie poparł ochoczo minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel znany z tego, że lubi sypiać w Sejmie, ale wyraźnie się jeszcze nie wyspał. Czystą jest głupotą zwalnianie ludzi, którzy potrafią wyhodować konia za 1,4 miliona euro, a za tyle sprzedano w ubiegłym roku w Janowie klacz Pepitę. Trwają teraz usilne zabiegi, aby znaleźć jakiekolwiek zaniedbania.

Nowy dyrektor stadniny w Janowie Marek Skomorowski oświadczył w dodatku, że konie, owszem, lubi, ale jak do tej pory nie miał z nimi bliżej do czynienia. Informujemy uprzejmie pana dyrektora, że do konia podchodzi się z prawej, ale jak nie lubi, to i tak kopnie.

 

Jeździliśmy do Janowa z Zosią Raczkowską, jednym z najlepszych na świecie fotografików koni. „Spojrzałam przez obiektyw i zobaczyłam, że świat jest pełen koni”. Do dziś Japończycy wydają kalendarze z Jej zdjęciami. Budziła nas o czwartej rano i szliśmy pogadać z końmi. Zośka coś gada, konie słuchają, a potem wydają jakieś dziwne dźwięki, jakby też chciały coś powiedzieć. Jest świt. Zmrożone oddechy jak mgła snują się po stajni.
Wydawnictwo BOSZ Bogdana Szymanika wydało później książkę – album „Konie Zofii Raczkowskiej”, cudowne zdjęcia, konie się śmieją. „W białych oparach widziałam tylko ich głowy, grzbiety i pióropusze uniesionych ogonów. Gniade, szare, kare, hreczkowate nasycały obraz migotaniem barw”, pisze Raczkowska.
Znalazła potem dzikie pastwiska w Norwegii, w górach, gdzie hodowcy zostawiają stada na lato. Konie stygną w bezruchu, jakby mówiły do siebie: „O, Pani przyjechała”. A potem w cudownym galopie płyną nad ziemią na przywitanie i ścigają się, kto pierwszy dostanie cukierka. „Konie w galopie u Raczkowskiej to cała wolność świata”, pisaliśmy w jednym z felietonów.
Kto nie potrafi tego zobaczyć, ten nie ma co tu robić. Stadninę w Janowie chce kupić szejk arabski, ale ze starymi dyrektorami.


O świcie – powtórzmy – chodziliśmy do stajni. Konie zawsze wiedzą, kto przyszedł. „Urzekło mnie – pisze Zofia Raczkowska – żywe piękno kształtnych głów osadzonych na smukłych szyjach, pełne wyrazu spojrzenia i rozwichrzone grzywy prześwietlone porannym słońcem”. Długo chorowała, piękna kobieta. Kilka lat temu pochowaliśmy Ją w Komorowie.
Piszę ten tekst pełen zdumienia. Tego jeszcze nie było, aby w rozgrywki polityków mieszano konie. Marnie się robi. Zwalniają najlepszych, aby wstawić swoich, wszystko jedno jakich, byle PiS-partyjnych. Za Polski Ludowej też tak było.
Konie mówią zgodnie, że to głupota. Nie wystarczy być partyjnym, aby hodować takie cuda jak polskie araby.  „Odwalcie się od arabów”, pisze Monika Olejnik.


Ciekawie było też w Arkadach Kubickiego pod Zamkiem, gdzie zawsze jest elegancko. „Kobiety o kobietach” – kolejny, piąty już kalendarz artystyczny wystawił słynny Andrzej Pągowski. W ubiegłych latach kalendarze malowali znani polscy graficy, między innymi Waldemar Świerzy, Józef Wilkoń, a także Bohdan Butenko, który namalował nos z piegami do tekstu Jana Brzechwy i stąd tytuł naszej ostatniej książki z felietonami z VIVY! – „Piegi na katar”, a obecnie powstał kalendarz w wykonaniu znanych artystek. Podoba nam się jako marzec zmysłowy akt Joanny Sarapaty, znaczy się namalowany przez Sarapatę. Magda Wolna namalowała wielki czerwony pantofel, a Kaja Renkas ilustruje swój obraz na styczeń powiedzeniem Margaret Thatcher: „Kogut może sobie piać, ale tylko kura zniesie jajko”. Nasz kolega Tadeusz B., aby mieć spokój w domu, też tak twierdzi.
Pągowski ma oko do kobiet. Magda Wolna przyszła kiedyś do „Playboya”, gdzie pracowali z Waldemarem Świerzym, kompletnie zresztą ubrana, ale i tak się na niej poznali. Swój obraz namalowała też do kalendarza Ula Pągowska, córka Pągowskiego, ale nie tylko dlatego nam się podoba. Lubi kuchnię, więc na październik powstał piękny, wielki portret damski w czerwonych papryczkach.
„Kobiety o kobietach” 2016 to trochę szaleństwa, trochę kultury i, jak to u kobiet, dużo namiętności. Wernisaż stał się też ważnym wydarzeniem towarzyskim. Ludzie garną się teraz do siebie – jak zawsze zresztą, kiedy marnie jest z polityką, to rozwija się kultura. Obecny był profesor Andrzej Borkowski, znany urolog, ale niestety, bez małżonki, profesor Witold Rużyłło z małżonką, jak zwykle w eleganckiej sukni, a także nowa twarz na salonach, profesor chirurgii naczyniowej z roześmianą blond, również małżonką – Waldemar Kostewicz. U Pągowskiego wypada bywać. Widziani byli też Janusz Głowacki i Olena Leonenko, Allan Starski, Rafał Olbiński, a także Ryszard Kalisz, który też lubi odpocząć od polityki i też bywa.
Śpiewał, cieplutko, od serca, Stanisław Soyka. Księżna Pani twierdzi, że jest to ostatni polski romantyk. Podawano duże krewetki w małych kokilkach.
 

Andrzej Pągowski na gali Osobowości i sukcesy 2015
Fot. ONS

Andrzej Pągowski.


Jak zwykle na początku marca pojechaliśmy na narty do Świeradowa. Piękna zima na szczycie. Grażyna Bielewicz podaje w schronisku na Stogu Izerskim przy kolejce słynne pączki, wielkie jak arbuzy, a na dole kończy się budowa nowego hotelu u Buczyńskiego, i to z takim basenem, że będzie można w zimie wypływać na zewnątrz. Ciągle tylko nie ma zgody na budowę drugiej trasy narciarskiej. Urząd Ochrony Środowiska twierdzi, że mieszkają tu cietrzewie pod ochroną, których co prawda od lat nikt nie widział, ale urząd wyraźnie się zacietrzewił.
Świeradów jest czystym uzdrowiskowym miasteczkiem, wody radialne dobrze robią na skórę i nerwy i ludzie dbają o swoje, bo z tego żyją.


Odszedł Eugeniusz Pach, znany przed laty i lubiany spiker telewizyjny TVP. Był może trochę za bardzo serio, ale cieplutki w środku – jak pisaliśmy w jednym z felietonów. Lubiliśmy Pacha.
Pracował między innymi w znanym „Studio 2” Mariusza Waltera i robił słynny program „Turniej Miast”, największy show na żywo w historii polskiej telewizji. W czasie wojny uciekali z kolegą, płynąc przez Łabę, i Rosjanie strzelali do nich jak do kaczek, a na drugim brzegu Amerykanie zakładali się, czy dopłyną – piszą o Pachu Bożena i Mariusz Walterowie oraz Edward Mikołajczyk.
Był postacią – przez 26 lat spikerem i komentatorem TVP. Gdzie by nie był, to zawsze dzwonił najpierw do „Kosy”, do domu. Po stanie wojennym zamieszkali w Puszczy Białej, w ciszy, koło Różana.
„Pracowaliśmy ze sobą. Przyjaźniliśmy się. Przeżywamy Jego nieobecność”, napisali na pożegnanie Walterowie i Mikołajczyk.

 

Na zakończenie, jak zawsze, dwa, a nawet trzy słowa o polityce. Polityką, jak wiadomo, się nie zajmujemy, bo można się zarazić albo nawet dostać zaparcia, wiedzieć wszakże trzeba, że radośnie rozwija się minister Zbigniew Ziobro, zwany również prokuratorem generalnym. Jak podaje „Gazeta Prawna”, pewne źródło, wpadł otóż na pomysł, aby wsadzać ludzi do więzień wstępnie na tydzień, aby zapoznali się, jak jest.
Nie wiadomo na razie, za co mają być te tygodniówki i czy to sąd będzie wydawał tygodniowe wyroki, czy też pan minister osobiście, po uważaniu. Na początek, aby szybciej poszło, można by zamknąć cały Sochaczew.

 

Napisał Jerzy Iwaszkiewicz
 

Zbiór felietonów Jerzego Iwaszkiewicza „Piegi na katar” do kupienia w księgarniach. Polecamy!

 

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Napisałam tę książkę po to, żeby oczyścić siebie dla dzieci. Żeby nie mieć już bagażu”, mówi w poruszającym wywiadzie wybitna pływaczka, OTYLIA JĘDRZEJCZAK. Były mąż Anji Rubik, SASHA KNEZEVIC, rozpoczął nowe życie – jako tata i jako… artysta. DEMI MOORE odkrywa mroczne strony swojego życia. Ile zostało z buntowniczki w MAŁGORZACIE OSTROWSKIEJ?